Miesiąc zblogowAny (12): grudzień w telegraficznym skrócie

Rok zaczął się dla mnie z – nazwijmy to – przygodami, nadgodzinami i chorobami, a zwłaszcza te ostatnie przechodzone i przesiedziane poza ciepłym łóżeczkiem się mszczą. W związku z tym narobiłam sobie (nie tylko) blogowych zaległości, a by je szybko nadrobić, muszę skorzystać ze skrótów. Stety bądź niestety. Mam jednak nadzieję, że te moje skróty przypadną Wam do gustu. Oto i one.

grudzien zblogowany

Grudzień przeczytAny

Zakończyłam projekt 52 książki w 2015 r. na 14 pozycjach. Niestety. W tym roku na pewno będzie lepiej, ale przynajmniej w poprzednim przeczytałam nieco ponad jedną książkę w miesiącu. To dobry początek na wyrywanie się z innych lektur, głównie artykułów i czasopism (i zbyt wielu w internecie), do tych pochłanianych wyłącznie dla przyjemności. Z grudniowych lektur zdecydowanie odradzam “Dziewczę ze Słonecznego Wzgórza” autorstwa Björnstjerne Björnson – przeczytałam to tylko z ciekawości, jak się czyta e-booki na moim smartfonie. Przebrnęłam, ale gdyby to miała być lektura zachęcająca do skandynawskiej twórczości, nigdy więcej nie sięgnęłabym po lekturę z północy naszego kontynentu.

Warszawski niebotyk” znacie, więc nie będę się znów rozpisywać, “Kubę” poznacie, bo na pewno zrecenzuję Wam tę książkę (mam trochę mieszane uczucia po lekturze, ale ogólnie publikacja na plus). Została “Szkoła żon”, czyli całkiem przyjemna niezobowiązująca lektura. Historia z osobliwymi wątkami dla dorosłych. O szkole, w której kształtowane są niekoniecznie perfekcyjne żony.

No i lecimy dalej :)

Linki zblogowAne

Będą równie krótkie, jak akapit o książkach. Żeby nie przedłużać:

PS: Macie już kalendarz na 2016? Jeśli nie, zajrzyjcie koniecznie do (kolejnej) Karoliny :)

ZblogowAne odkrycia grudnia

Szybko idzie, więc i tu będą króciutkie notki. Oto moje odkrycia ostatniego miesiąca roku 2015:

  1. Aneta i jej Hey Ho! Aneta to strasznie pozytywna, a przez to piękna osoba, z ogromnym dystansem do siebie, prowadząca bloga w głównej mierze o samoakceptacji i pokochaniu siebie takim, jakim się jest. Zdecydowanie: chcę więcej takich osób w blogosferze!
  2. I więcej odkryć w grudniu 2015 roku nie było ;)

Grudzień obejrzAny…

Jeśli chodzi o kino, obejrzałam tylko jeden film. “W samym sercu morza”. Po zapowiedziach wydawał mi się ciekawą pozycją, po obejrzeniu – już mniej. Historia oparta na znanym motywie –  walce z legendarnym białym wielorybem – przekształcona została właściwie w historię walki z żywiołem – z oceanem. Walki o życie z wątkami dość drastycznymi, jak np. ten, że przetrwanie jednostek wymaga poświęcenia innych jednostek jako… pożywienia dla pozostałych. Produkcja poprawna, z niezłymi efektami specjalnymi, acz nieporywająca jak się tego spodziewałam. Ode mnie: 6/10.

Jeśli zaś chodzi o filmy w internecie, to poza polecanymi Wam reklamami świątecznymi, muszę polecić Wam kilka innych. Na pewno wart zastanowienia jest zbiór tekstów, które słyszą kobiety, często (a może: przed wszystkim) od innych kobiet, zebrany przez Huffington Post. Wiele stwierdzeń jest z pozoru niewinnych, ale i w nich jest wiele stereotypów, słów i wyrażeń mocno nacechowanych negatywnie i po prostu seksistowskich – więc wcale nie takich przyjemnych. A słyszymy je niemal codziennie. Ciekawe, czy podobne stwierdzenia słyszą mężczyźni?

Właściwie podobną tematykę podejmuje kolejna internetowa produkcja. Sami zobaczcie, jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych tylko po wyglądzie:

Ale by nie kończyć tak smutno, na koniec mam dla Was typowy grudniowy, czyli świąteczny i ogrzewający serce filmik. Naprawdę świetny pomysł do podania dalej :)

… i przesłuchAny

Na tej pozycji Was nie zaskoczę. Grudzień upłynął mi na przesłuchiwaniu piosenek z nowej płyty Ellie Goulding pt. “Delirium” i wybieraniu wśród nich faworyta, którym na razie jest:

a także na przebieraniu piosenek na nową playlistę do auta i decydowaniu, czy jako pierwsza (bo zimą samochodowy sprzęt grający nieco mi szwankuje i często płytę włączam od początku) ma się pojawiać właśnie Ellie, czy może Robbie, którego ostatnio namiętnie przesłuchuję w tej piosence:

czy też Stevie, który don’t wonder:

czy może coś z fajnym męskim, ale POLSKIM wokalem:

– jak myślicie, co wybrałam jako numer jeden? :)

A poza tym były święta i przez kilka dni leciały u mnie tylko świąteczne kawałki, tak polskie, jak i zagraniczne, jak i “Last Christmas” w kilku odsłonach.

I finito. Nie za długi ten skrót? :)