Mężu! Żono! Człowieku! Wiedz, że grzeszysz, podziwiając dzieła Pana!

Pozostając w “miłym”, poświątecznym i jeszcze “milszym” przedkanonizacyjnym klimacie, odkryję Wam nieco swój stosunek do pewnych kwestii związanych z religią. Bo tak, przyznam się do czegoś mocno niepopularnego. Wierzę. I co więcej: jestem wyznania rzymskokatolickiego. Niemodne, prawda? Bo modne jest przecież (z reguły bezmyślne) podążanie za tłumem czasami wręcz linczującym Kościół, wiarę i katolików. Ale ja nigdy nie podążałam za mainstreamem. I dziś też nie będę. Połączę za to katolików ze sztuką i sportem.

Nie, przepraszam, nie katolików. Wybaczcie, bo w tym momencie i część z Was, i siebie obrażam. To, o czym będę pisać ma tak naprawdę niewiele wspólnego z normalnymi, zdrowymi katolikami, ale przez przedstawicieli skrajnie nawiedzonych środowisk, wszyscy lądują w tym samym worku. I mnie to szczerze wkurza. Zwłaszcza gdy tacy uważają się za najlepszych przedstawicieli “gatunku”.

W Centrum Olimpijskim w Warszawie 22 kwietnia zaprezentowano zdjęcia Ewy Bilan-Stoch, żony naszego dwukrotnego mistrza olimpijskiego z Soczi. I pewnie nie byłoby w niej nic nadzwyczajnego, gdyby Ewcia nie byłą żoną Kamila Stocha i nie zachciało się jej wystawić polskich skoczków… bez kombinezonów.

 Skoczkowie rozebrali się dla żony Stocha. Swoje prace pokazała w Centrum Olimpijskim

Ot, wielkie mecyje. Jak widzicie w powyższym materiale, “Akta Sztuki” tak naprawdę nawet nie ocierają się o eksponowanie nagości. A tym bardziej o jakąkolwiek nieprzyzwoitą jej wersję. To są naprawdę dobre zdjęcia… pleców. Głównie pleców, bo trafiły się tam ze 2-3 inne ujęcia (a może i więcej, ale, niestety, nie byłam na wystawie, muszę liczyć w materiałach internetowych). Co widzimy? Tylko odpowiednio napięte mięśnie, odpowiednio oświetlone, odpowiednio sfotografowane. Korpusy kilku wysportowanych chłopaków. Tylko tyle i aż tyle. Proste, czyste piękno ludzkiego ciała i jego możliwości.

Jeśli chodzi o formę, mnie specjalnie nie zachwyciła. Niektóre ujęcia są, mam wrażenie, wręcz tendencyjne – wydaje mi się, że podobnych już trochę widziałam (niekoniecznie aktów). Mimo że fotografie pokazują tych, których znamy ze skoczni w niecodziennej stylizacji, i tak te fotografie nie pokazują niczego odkrywczego. A skoro ja, zielona w temacie sztuki, mam takie wrażenia, to pewnie gdyby nie były to plecy Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Stefana Huli, Macieja Kota, Krzysztofa Miętusa, Jana Ziobry i Łukasza Rutkowskiego, wystawa przeszłaby bez większego echa. A może ja jestem jakaś nienormalna, że te zdjęcia nie robią na mnie większego wrażenia? :)

Muszę jednak przyznać, że sam pomysł – super. Niewiele takich w sporcie, przynajmniej polskim. Z chęcią obejrzę więcej (moja skrzynka pocztowa z niecierpliwością czeka na zaproszenia na wernisaże:)! Nawet jeśli będzie to tylko mały Skarb… tfu! Kot w Dużym Formacie.

Co ta wystawa ma wspólnego z katolikami, a właściwie ich skrajnie konserwatywną frakcją? A to, co przeczytałam wczoraj w internetach. Ciało mężczyzny, nawet jeśli jest skoczkiem, jest dla jego żony (a jeśli jej nie ma, to dla przyszłej żony), a nie dla opinii publicznej czy na wystawę. Podobne zdanie usłyszała (czy wyczytała) Agnieszka Radwańska po pamiętnej sesji dla ESPN “The Body Issue” (pod tym linkiem zobaczycie nie tylko zdjęcie naszej tenisistki, ale całą galerię ze zdjęciami z magazynu z lipca 2013 r. oraz z prac nad nimi). Czy dla głoszących i rozprzestrzeniających to zdanie teraz i wtedy ważne było coś poza jakąś fobią nagiego ludzkiego ciała? Ani “Akty sztuki”, ani “The Body Issue” nie są wulgarnymi tworami a’la Playboy, CKM czy pierwszy lepszy pornos. Celem obu jest prezentowanie piękna wysportowanego ludzkiego ciała, efektów treningów i utrzymywania ciała w stałej formie, a tym samym zwrócenie uwagi młodych ludzi na ich zdrowie i kondycję. A w efekcie zachęcenie do aktywności  nie tylko na trybunie, ale i własnej fizycznej. Zwłaszcza sesje dla “The Body Issue” wydawanego w Stanach – w kraju, w których aż się prosi, by odciągnąć dzieciaki od pizzy i hamburgerów – mają na celu wygnanie ich na podwórko z jakąkolwiek piłką, nartami czy rakietą. Słowem: może to i z lekka grzeszna, ale jedna z metod przeciwdziałania łamaniu bardzo istotnego przykazania Bożego. Piątego. Bo ono nie dotyczy tylko morderców. Łamie je każdy, kto zaniedbuje własne zdrowie. A ponadto promowanie sportu i zdrowego trybu życia zmniejsza ryzyko popełnienia jednego z grzechów głównych. Tego dotyczącego nieumiarkowania w jedzeniu i piciu ;)

Odpłynęłam trochę od meritum, ale już do niego wracam.

Otóż ciało mężczyzny, nawet jeśli jest skoczkiem, jest dla jego żony (a jeśli jej nie ma, to dla przyszłej żony), a nie dla opinii publicznej czy na wystawę. Akt jest obnażeniem intymności, która powinna pozostać zarezerwowana dla osoby najbliższej, a nie być obnoszona po wystawach. I to nie dlatego, że cielesność czy ciało jest czymś złym, ale dlatego, że jest ona przeznaczona dla kogoś konkretnego, a nie dla wszystkich.

Ciało męża jest dla żony. A Centrum Olimpijskie jest dla sportu, a nie dla LGBTQ

To cytat, który sprawił, że zadałam sobie pytanie: czy niektórzy naprawdę muszą szukać dziury w całym, dokładając do tego konserwę ideologii? Skoro cielesność i ciało nie są niczym złym, to w czym problem? Po co doszukiwać się w tym drugiego dna? Obnażania intymności? Intymności, która wcale nie równa się “suchej” cielesności. Kawałkowi zdjęcia czy kawałkowi nagiego ciała. Sprowadzanie intymności tylko do ram jego ciała jest płyciutkie jak woda w kałuży. W tych zdjęciach nie ma emocji. Jest gra świateł i piękno ludzkiego ciała. Tylko tyle i aż tyle. A intymność i bliskość dwojga ludzi to coś ponad to. To pewna bliska relacja, łącząca umysły i dusze, a nie kawałek odpowiednio oświetlonego i wypielęgnowanego ciała, nawet jeśli zarezerwowanego tylko dla tej jednej jedynej osoby.

Moim zdaniem, takie wypowiedzi wypływają z gorliwie religijnego doszukiwania się zwykłej dziury w całym. Wystawa w żadnym aspekcie nie dotyka ani pojęć, ani zależności “mąż” – “żona”. Gdzie na tych fotkach, dumnie nazywanych aktami, obnażona intymność? Ja tam widzę, jak już pisałam, grę światłocienia wyłuskującą z niepozornej chudziny sportowca z krwi i kości. Ale skoro te zdjęcia obnażają intymność, to co powiedzieć o opalających się na nadbałtyckiej plaży w 30-stopniowym upale? Zapewne tam tym bardziej kobiety nie powinny pokazywać się w bikini, a mężczyźni w samych kąpielówkach. Podobnie na basenie. Albo sportowcami, którzy z racji uprawianego sportu nie zakładają habitów? Jak na przykład – wracając do basenu – pływacy. Mają zakładać wór pokutny, bo sędziom, trenerom, rywalom i kibicom nie wolno patrzeć? W końcu – wedle powyższego cytatu – tylko żonom i mężom wypada pokazywać się w takim stroju. A kulturyści? Czy zwykli pracownicy fizyczni, tacy np. budowlańcy? Mają latem w kożuchach chodzić po rusztowaniu? Bo przecież z nagim torsem to grzech, tak tylko żona ich widzieć powinna!

akta sztuki

Autor cytowanego fragmentu powinien chyba również mocniej pochylić się nad swoim światopoglądem. Bo jeśli te obrazki są tylko do pooglądania przez gejów, wygląda na to, że nie wolno nam zachwycić się tak zwyczajnie ciałem ludzkim. Idąc tokiem rozumowania “portalu poświęconego”, czyli w kierunku Boga i religii – nie wolno nam zachwycać się dziełem Boga. I nie tylko dziełem, bo nawet obrazem Boga (dowody w Księdze Rodzaju 1, 27). Stop. Dopóki to nie pornografia lub świerszczyk, nie tylko można, ale powinno się pokazywać ten obraz i zachwycać się nim. Przecież zachwycając się człowiekiem, zachwycamy się jego Stwórcą. Pokazując człowieka w (niemal) pełnej krasie, pokazujemy krasę Stwórcy. Tako myślę ja, zwykła katoliczka.

OK, gdyby jeszcze oglądanie tych zdjęć w jakikolwiek sposób łamało 9. przykazanie Boże albo groziło grzechem zazdrości czy wręcz nieczystości, jeszcze próbowałabym zrozumieć takie argumenty o przeznaczaniu ciała dla kogoś konkretnego. Ale nie potrafię. W żaden sposób. Nie potrafię. Bo ciało Bóg dał nam, nie komuś konkretnemu, a jeśli komuś konkretnemu – to powinno być poświęcone Jemu, nie drugiemu człowiekowi. Dlatego nie tyle mamy go nie pokazywać, co musimy je szanować. I najważniejsze: stworzył Bóg człowieka nagiego – gdyby nie wąż w Edenie, pewnie do tej pory ubrania nie byłyby nikomu potrzebne. I takie zdjęcia nie raziłyby w oczy żadnych panów Terlikowskich.

Słowem: ja – zapewne gej, jak to wynika z ostatniego zdania cytowanej wyżej radosnej twórczości – nie widzę niczego zdrożnego w sesji naszych skoczków. Zdjęcia są artystyczne, nie ukazują niczego zdrożnego, są estetyczne. Ich ciała, ich sprawa, nasze wrażenia. Dlaczego zatem kilka tych niewinnych zdjęć budzi takie emocje? Czyżby… głodnemu chleb na myśli? A może inny grzech: zazdrość?

Nie mylmy zwykłego człowieczeństwa z ekshibicjonizmem. Nie łączmy piękna ludzkiego ciała z pornografią. I chwalmy dzieła Pana. Pokazujmy je artystycznie jak najczęściej! Naturalne piękno ludzkiego ciała to nie grzech.Akta