Zofia Mąkosa, "Wendyjska Winnica. Winne Miasto"

Lektura na niedzielę #10: „Wendyjska Winnica. Winne miasto”

Pierwsza dziesiątka za nami! W tym „okrągłym” wpisie z cyklu „Lektura na niedzielę”… no cóż, nie bedzie niczego innego jak recenzja kolejnej powieści z kategorii obyczajowo-historycznej (przynajmniej ja tak nazywam książki tego typu). Po dłuższej mojej nieobecności i odkładaniu pisania na później, w końcu muszę podzielić się z Wami wrażeniami po lekturze drugiej części opowieści Zofii Mąkosy snutej w Wendyjskiej Winnicy.

Wendyjska Winnica. Winne miasto (okładka)

„Wendyjska winnica. Winne miasto” to powieść o determinacji kobiet, rodzinnych więzach i sile miłości z powojennym obrazem Ziem Odzyskanych w tle. Sponiewierana wojną córka głównej bohaterki „Cierpkich gron”, Matylda, cudem przeżywa zimową ucieczkę z rodzinnej wsi i trafia do Grünbergu, który tuż po wojnie staje się Zieloną Górą. Czy uda jej się zapomnieć o koszmarze wojny? Ułożyć nowe życie, odnaleźć miłość i wiarę w lepsze jutro? Na tle przenikających się kultur i narodowości – Niemców, Polaków, Rosjan – ukazany jest dramat człowieka w czasach naznaczonych wojną i konfliktem, kiedy trudno ocenić, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem.

Opis na stronie wydawnictwa właściwie mógłby wystarczyć za całą recenzję. telegraficznym skrócie zdardza to, co najważniejsze w tej historii. Bo dramat człowieka w czasach naznaczonych II wojną światową, niepewność jutra tuż po wojnie, zdziczenie obyczajów, które nie zdążyły jeszcze wrócić do normy po walce o przetrwanie – wszystko to sprawia, że jeszcze przez kilka lat po zakończeniu najtragiczniejszego konfliktu XX wieku trudno oceniać kogokolwiek. Nawet najlepszy przyjaciel może okazać się wrogiem. Bo polska Zielona Góra, jeszcze chwilę temu niemiecki Grünberg, to nie jest miejsce, w którym chciałąby się znaleźć młoda kobieta na początku swojego dorosłego życia. Zwłaszcza z bagażem tragicznych doświadczeń. Których na początku trudnej egzystencji w Winnym Mieście życie jeszcze do tego bagażu trochę dopakuje…

Nie wiem, czy po pierwszej części „Wendyjskiej Winnicy” przyzwyczaiłam się do narracji prowadzonejprzez Zofię Mąkosę, czy po prostu  ta druga część jest mocniejsza w wyrazie, kumuluje więcej emocji niż powieść osadzona w czasach II wojny światowej, ale czytało mi się ją zdecydowanie płynniej. Choć zdecydowanie nie przyjemniej. Opowieść o życiu Matyldy w Zielonej Górzej pełna jest drastycznych scen, brutalnych obrazów, które wcale nie skończyly się wraz z zakończeniem działań wojennych. Odnaleźć się w powojennej rzeczywistościLektura na niedzielę #10: „Wendyjska Winnica. Winne miasto” trudno jest Polakom. A co dopiero dziewczynie, która wychowana w hitlerowskiej ideologii, jeszcze kilka dni temu czuła się Niemką, członkiem najlepszego z narodów, a teraz stała się wyrzutkiem, bez prawa do życia w rodzinnej ziemi. To, że w jej żyłach płynie słowiańska – owa wendyjska – krew, sprawia, że zaczyna walkę o uznanie jej autochtonką, rodowitą mieszkanką ziem położonych na polsko-nieieckim pograniczu. Musi sobie poukładać, nie tylko w głowie, ale przedw wszystkim w duszy, kim chce być tu i teraz. I kim tak właściwie jest. Pięknie ujęła to w swojej ocenie tej historii (moja ulubiona) Maria Paszyńska: że jest „barwna opowieść o poszukiwaniu tożsamości”. Bo przez karty tej powieści obserwujmy, jak główna bohaterka – i nie tylko ona – szuka właśnie tożsamości.

Słowem, w tej opowieści o szarej powojennej historii nie tylko Zielonej Góry, ale całej Polski (podobne rzeczy działy się przecież w całym kraju) najważniejsza staje się opowieść o ludzkich losach, o różnych kolorach tych losów. O ich drodze do odnalezienia swojego miejsca w szarej rzeczywistości, w której może częściej wpada się w czerń beznadzei, ale czasem można ujrzeć cieplejsze barwy lepszego jutra. To wszystko sprawia, że w wąskim gronie moich ulubionych polskich autorek Zofia Mąkosa awansuje na szczyt w takim tempie, w jakim Usain Bolt w najlepszej formie zostawiał w tyle wszystkich swoich rywali. Z obu powieści – a mam wrażenie, że zwłaszcza z tej drugiej – bije taka mądrość, która jest jak dobre wino: z każdym łykiem chce się nią raczyć bardziej. Pomysł na poprowadzenie fabuły, wprowadzanie atmosfery, która każe nam samodzielnie oceniać i historię jako opowiesć, i historię jako faktyczne zdarzenia z przeszłości – wszystko to powoduje, że tym razem po prostu nie mogę nie dać pełnej piątki. Tajemnice,  koszmary z przeszłości, nadzieja, stracone złudzenia, miłość, trudna rzeczywistość, koljny trudny nowy początek – w drugiej powieści z serii „Wendyjska Winnica” jest wszystko. I do tego opisane prostą, ale piękną polszczyzną, co jako wielka fanka języka polskiego po prostu muszę docenić.

I z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy… bo będzie, prawda? Ta historia przecież nie może się tak po prostu skończyć!

Minimetryczka tytułu: Wendyjska Winnica. Winne miasto
Autor: Zofia Mąkosa
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Książnica
Data i miejsce wydania: Wrocław 2019, wyd. I

Ocena: