Projekt Singielka: ostatni pamiętnik Dominiki

Projekt Singielka #10: Pamiętnik Dominiki (4). 365 dni, 360 stopni miłości*

Poprzednią część pisałam tak dawno temu, od tamtego czasu tyle się wydarzyło… że nie wiem, od czego zacząć. Niby to tylko, ale i aż rok. Dlatego może rozpocznę od prostego pytania: pamiętacie jeszcze historię z Wojtkiem?

Tak naprawdę już wtedy, gdy ją dla Was spisywałam, ta historia zaczęła zmierzać do końca. Ostatecznie mój związek z Wojtkiem się rozpadł jeszcze zanim Wy poznaliście tę historię. Ale chciałam się nią z Wami podzielić – dlatego gdy Wy czytaliście o Wojtku, ja… byłam już na drodze do innej historii. Choć jeszcze sama o tym nie wiedziałam.

Ale po kolei.

Nie mam pojęcia, czy pamiętacie, że przed Wojtkiem był Kamil, który z dnia na dzień zniknął, nie dawał znaku życia, a po tygodniu napisał, że kogoś poznał i się zakochał. Nie wiem, czy to pech, przewrotne przeznaczenie, czy może szczęście w nieszczęściu, ale Wojtek przyjął tę samą strategię: kilka dni ciszy, a potem z Facebooka (!) dowiaduję się, że się z kimś spotyka.

Pierwsza myśl: To niemożliwe! Druga: Zemszczę się! A trzecia… to ogromny żal. Kompletnie mnie to załamało i miałam do siebie ogromne pretensje to, że niczego nie zauważyłam i znowu mnie to spotkało. Znowu. Nic nie potrafi tak bardzo roztrzaskać serca na kawałki i zranić, jak zdrada kogoś, komu się ufało, kto powinien cię chronić, a tymczasem cię skrzywdził. Doprowadziło mnie to do postanowienia, że już z nikim się nie zwiążę. Bo nie zniosę kolejnego zranienia. I nigdy więcej się przed nikim nie otworzę.

A podobno najlepszy sposób, by o kimś zapomnieć, to poznać kogoś nowego. W ogóle nie sądziłam, że to dobry pomysł, a już wstanie, w jakim wtedy byłam… ale jednak stwierdziłam: czemu nie?

Minął jakiś miesiąc. Przez internet poznałam Konrada. Po jakimś czasie, podczas którego tylko pisaliśmy ze sobą, postanowiliśmy się spotkać. Na to spotkanie szłam bez nastawiania się na cokolwiek. Że coś się z tego rozwinie. Ale okazało się, że coś z tego wyszło. Dobrze nam się rozmawiało, wiec na jednym spotkaniu się nie skończyło. Spotkaliśmy się drugi raz, trzeci i kolejny… spacery, rolki, kino, łyżwy itp. Zanim się obejrzeliśmy, minęło trochę czasu, a my zostaliśmy parą. Jakoś tak naturalnie i pomimo moich obaw. A choć po moich wcześniejszych doświadczeniach bardzo bałam się mu zaufać, to bardzo się do Niego (tak, z niego stał się Nim) przywiązałam i poczułam coś zupełnie innego niż we wcześniejszych związkach.

Z perspektywy czasu dostrzegłam, że z Kamilem i Wojtkiem to było zauroczenie, fascynacja i chęć pokochania kogoś. Bycia w parze, jak wszyscy wokół. Ale wtedy to nie przerodziło się w miłość… i bardzo dobrze, że tak się skończyło! Zauroczyli mnie tym, jacy byli. Romantyczni, przebojowi i pociągający fizycznie. Wiecie, jak to bywa z piękną sukienką, którą zobaczymy na wystawie i kupujemy tylko dlatego, że tak bardzo nam się podoba. Za chwilę ląduje, czasem nawet nienoszona w szafie. Bo tak szybko przestajemy się nią zachwycać. I jak z ta sukienką, tak było i z Kamilem, i z Wojtkiem.

I tak jak czasami nasze myśli krążą wokół takiej sukienki, po co nam był ten zakup, tak samo myśli krążą wokół byłych związków. Te wszystkie minione wydarzenia głęboko się we mnie zakorzeniły. To przez nie po paru miesiącach związku z Konradem, kiedy byłam z Nim już mocno związana i do tego pewna, że go kocham, zaczął  narastać we mnie lęk. Lęk, który pojawiał się nagle, a potem w jednej chwili przechodził. Bałam się, że On też zniknie z dnia na dzień. Bez słowa. Że mnie zdradzi. Kiedy dostawał wiadomość na Messengerze, zastanawiałam się, czy to od jakiejś dziewczyny. Kiedy nie odpisywał na wiadomość nawet  bardzo krótkim czasie, bałam się, że już się nie odezwie. Choć wiedziałam, że ma dużo obowiązków i jest po prostu zajęty. Najdziwniejsze było to, że nie potrafiłam mu powiedzieć tego, co czułam.

Kocham Cię.

Te dwa słowa za każdym razem, kiedy chciałam je wypowiedzieć, blokowały mnie. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Jakbym się bała, że kiedy je wypowiem, Konrad zniknie. Nie potrafiłam tego opanować i poszukałam pomocy u psychologa. Po trzech wizytach wszystko wróciło do normy i zaczęłam rozumieć, dlaczego ta blokada się pojawia i jak sobie z nią radzić. Dzisiaj prawie nie ma śladu po lękach i blokadach, ale wiem, że tak czy inaczej zawsze będzie to gdzieś głęboko we mnie siedziało i nigdy o tym nie zapomnę. Mimo że minęło wiele czasu i mam kogoś, komu ufam, to jakiś odcisk tego wszystkiego zostaje. I gdyby po raz trzeci spotkało mnie to samo i Konrad by mnie skrzywdził, to po tym chyba bym się już nie pozbierała.

Wszyscy, którzy mnie znają, myślą, że jestem twarda i nic mnie nie rusza. Ale tak naprawdę bardzo łatwo mnie zranić. Tak naprawdę widzą tylko maskę, za którą się chowam, żeby nikt mnie nie ranił. Po zdradzie wmawiasz sobie, jak ryzykowna jest chęć pokochania drugiej osoby, pragnienie bliskości i czułości. Boisz się komuś zaufać, nie potrafisz się przed kimś otworzyć i pokochać. Tymczasem mimo tego, że boisz się związku i miłości, to tylko ktoś nowy w twoim życiu może ci pomóc poradzić sobie z tymi lękami. Zaufać na nowo. Tak, potem trzeba nauczyć się kochać na nowo. Ja się nauczyłam i wiem, jakie jest to trudne. Ale warto. Naprawdę warto.

Takie wspólne chwile, jak oglądanie filmów, wygłupianie się, drażnienie dla żartów, gotowanie albo po prostu leżenie w łóżku i milczenie czy zasypianie i budzenie się przy Nim sprawiają, że czuje się jak prawdziwa szczęściara. Mam kogoś, komu ufam jak nikomu innemu. Zawsze mogę na Niego liczyć i dobrze mi z Nim… ale oczywiście bywają momenty, kiedy mnie złości i mam ochotę się z Nim pokłócić. I nawet mimo tego czasami żałuję, że nie mogę cofnąć zegara, abym mogła poznać Konrada wcześniej.

***

W marcu minie rok, od kiedy jesteśmy razem. I mam nadzieję, że jeszcze wiele wspólnych lat przed Nami.

A czego nauczyło mnie ostatnie 2,5 roku? Tego, że nigdy nie możesz być pewna w 100% danej osoby. Nawet jeśli bardzo dobrze się znacie i ufacie sobie, to nigdy nie masz gwarancji. Ale warto zaufać, bo można bardzo dużo zyskać. Bardzo dużo. Najwięcej!

Pozdrawiam

Dominika

* Tak, wiem: w 360 stopni to wraca się do punktu wyjścia. Ale 360 stopni pokazuje też wszystkie oblicza miłości, cały ich wachlarz, a ten jest tak pełny jak… pełne koło ;)


Kurczę! Wygląda na to, że musimy wypisać Dominikę z naszego Projektu! Jakby to powiedzieli Amerykanie: szczęśliwych walentynek! I kolejnych dni, tygodni, miesięcy lat! Trzymamy kciuki! Ale jeśli chcecie, by Dominika została z nami, dajcie koniecznie znać w komentarzach, na FB, w mailach – jakkolwiek. Na pewno znajdzie się dla niej miejsce w Świecie zblogowAnym :) A nam pozostaje czekać na kolejną historię Gosi albo kolejną Asię, albo coś mojego (pamiętam, że ostatnio Wam to obiecałam. Nie można się cały czas ślizgać na tekstach innych, prawda?).
I powtórzę za poprzednim odcinkiem: #ProjektSingielka jest wciąż otwarty (więcej informacji znajdziecie TUTAJ) – czekam(y) na kolejne historie, myśli, teorie i porady. Zarówno zatwardziałych Singielek, jak i tych zdesperowanych. Poszukujących i nieposzukujących drugiej połówki. Tych szczęśliwych i tych mniej zadowolonych ze swojego stanu. Pamiętajcie – nikt lepiej od Was nie wie, czego potrzebujecie i czy to już czas!