Lektura na niedzielę #6: „W zapomnieniu”

Moja przygoda z polskimi autor(k)ami trwa. Kilkudniowy brak wi-fi w domu, rozpoczęty właśnie większy remont i parę innych atrakcji oraz „atrakcji” sprawiły, że plan publikacji w Świecie zblogowAnym nieco uległ zmianie. I zaczyna robić mi się tutaj blog o książkach (ale może dzięki temu zacznę dostawać książki do recenzji zamiast wydawać na nie miliony monet?;), jednak – jak się dowiecie z jednego z kolejnych wpisów – trochę popracuję nad tym miejscem. Już za chwilę – kiedy w końcu wezmę urlop od pracy offline. I może w końcu uda mi się zaglądać tu częściej nawet wtedy, gdy wrócę do pracy. Tymczasem wróćmy do historii spisanej na papierze.

Czy mówiłem już kiedyś, że cię kocham? Nie? To kiedyś Ci powiem…W zapomnieniu, Agnieszka Lingas-Łoniewska

Michał to mężczyzna z przeszłością.
Magda to kobieta z przyszłością.

On – charyzmatyczny gangster – mieszka w tym mieście zapomnienia od zawsze, ona – młoda pedagog – wraca po latach do rodzinnych korzeni.

Michał samodzielnie wychowuje młodszego brata, który jest podopiecznym Magdy. Wychowawczyni dostrzega w chłopcu ogromny potencjał i postanawia pomóc w jego wykształceniu.

W świat, gdzie liczą się duże pieniądze, łatwe kobiety, szybkie samochody oraz brudne interesy wkracza dziewczyna szczera i czysta. Oddaje serce mężczyźnie, którego życie nauczyło, by nikomu nie ufać. Tych dwoje ludzi staje u progu uczucia zmieniającego spojrzenie na świat i sprawiającego, że przeszłość przestaje mieć znaczenie, a ważne jest jedynie to, co mogą razem stworzyć. Takie uczucie zdarza się tylko raz, drugiej szansy los już nie da. Lecz czy jest miejsce dla miłości w tym zapomnianym mieście?

„W zapomnieniu” to pełna dramatyzmu, emocji i uczuć opowieść o próbie znalezienia właściwej drogi w życiu i o tym, że prawdziwej miłości nie da się zapomnieć ani odrzucić.

Opis książki na stronie wydawnictwa, facynacja Wierszokletki twórczością autorki i sama autorka, którą miałam okazję poznać jeszcze przed lekturą pierwszej książki na spotkaniu autorskim w Gołdapi, zdecydowanie zachęciły mnie do sięgnięcia po tę historię (oraz jej ciąg dalszy, ale o tym w kolejnej Lekturze na niedzielę). I gdybym nie kupiła tego ciągu dalszego, nie miała w perspektywie jego lektury, nie wiem, czy siegnęłabym po kolejną powieść autorki – przynajmniej nie w najbliższym czasie.

Książkę czyta się przyjemnie, nie jest to ani po prostu romans, ani przeciętna powieść obyczajowa – choć kwalifikowana jest do kategorii „literatura kobieca”, a to – przynajmniej dla mnie – dość mocno naznacza znajdujące się w niej pozycje. Niemniej mimo dobrych chęci autorki (zdecydowanie to widać w książce!) fabuła była dla mnie dość przewidywalna. Jak na historię z ciemnymi charakterami w tle za dużo w niej melodramatów. Może wymagam zbyt wiele, może zbyt mało zróżnicowane pozycje czytam, może jeszcze za mało w ogóle czytam, ale… no właśnie. Jest zbyt prosto. Fajnie, ale… To „ale” ujmuje punkty w mojej ocenie.

Historię, której podstawę stanowi szablonowy związek „charyzmatycznego gagstera” (choć według mnie jest zbyt mało charyzmatyczny i do tego zbyt dobrym człowiekiem jak na takie środowisko i przeszłość) z „młodą pedagog” – grzeczną, dobrą, porządną, mądrą dziewczyn(k)ą, których dzieli wszystko, a łączy miłość – i dziecko (a nawet dwoje) – można było poprowadzić ciekawiej. Czytając tę powieść, miałam wrażenie, że mogłabym sama tak pisać. W liceum. Brakuje mi czegoś w bohaterach, może jakiegoś głębszego rysu charakterologicznego. Para za szybko się rozstaje i za szybko wraca do siebie. Za szybko wszystko się komplikuje i zbyt łatwo kurator odpuszcza. Wątek sensacyjny rozgrywa się mimo wszystko za bardzo w tle. Niby mamy półświatek, który jest niejako drugim domem Michała, ale od momentu pojawienia się Magdy, główny bohater jakby się z niego wyprowadził – mimo że sam często podkreśla, że z tego środowiska nie wychodzi się ot tak, z dnia na dzień, to… tak właściwie Michał opuszcza je bez konsekwencji z dnia na dzień. A Magda zaprzyjaźnia się z półświatkiem, jakby jego aktorzy byli tylko chłopcami z blokowiska, a nie groźnymi przestępcami, na jakich kreuje ich powieść. Za szybko, za łatwo, za mało… I typowo – oczywiście – intrygantka. Którą czytelnikowi bardzo łatwo jest zdemaskować – a przynajmniej ja od początku o wszelkie donosy i anonimy podejrzewałam Wiolkę (ups, zdradziłam…).

Może po lekturze książek Marii Paszyńskiej jestem nieobiektywna w ocenie twórczości innych autorek, ale w przypadku książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej – właśnie tej – mam spory dylemat, jak ją ocenić. Z jednej strony, jest to lektura w miarę przyjemna, spokojnie można ją zabrać na urlop (sama czytałam ją podczas lipcowych i sierpniowych weekendów, nieco się przy tym spaliłam na słoneczku:). Z drugiej – te wszystkie „ale” i „za” (łatwo, szybko). I mam ich zdecydowanie więcej po lekturze ciągu dalszego tej historii, a właściwie historii, którą z „W zapomnieniu” łączy postać Marcina, młodszego brata Michała. Bo „Szósty” – przynajmniej w wersji, którą czytałam, czyli „Szósty po latach” – to już zupełnie inna bajka (ale o niej za tydzień).

Minimetryczka tytułu: W zapomnieniu
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Liczba stron: 340
Wydawnictwo: Novae Res
Data i miejsce wydania: Gdynia 2012, wyd. I

Ocena: