Projekt Singielka #8: Pamiętnik Dominiki (3). Rozmyślania zakochanej Singielki

Witajcie, tu Dominika.

Zaczęłam pisać tę część w połowie grudnia, ale po pierwszym zdaniu nie wiedziałam, co napisać dalej, bo niewiele się u mnie działo. Dużo pracy, czas na przemyślenia, a do tego pytania mojej babci, czy mam może chłopaka (nic mnie tak nie denerwuje jak to pytanie!)… Jednym słowem: nuda. Jednak początek roku zaczął się zaskakująco dobrze i coś się u mnie zmieniło. Ale zanim zdradzę co, może zacznę od… początku.

Ostatnio rozmawialiśmy w pracy o przyjaźni damsko-męskiej. Mimo podzielonych opinii, większość stwierdziła, że nie ma czegoś takiego. Nawet kiedy ustali się, że to tylko przyjaźń, to przychodzi taki moment, kiedy jedna ze stron zaczyna coś czuć i chciałaby czegoś więcej. A wtedy – jeśli przyjaciel nie odwzajemnia uczucia – najczęściej przyjaźń się kończy.

Mieliście tak kiedyś: znacie się od bardzo dawna, rozmawiacie o wszystkim, dogadujecie się, ufacie sobie, lubicie spędzać ze sobą czas i, oczywiście!, sytuacja między Wami jest jasna: przyjaźń i nic więcej? Ale mimo to po jakimś czasie zaczynasz patrzeć na niego inaczej niż do tej pory i widzisz go w innym świetle?

Dlaczego o to pytam? Bo chyba tak naprawdę jest.

Powoli zaczęło do mnie docierać, że chyba zaczęłam czuć do Mojego Przyjaciela coś więcej niż powinnam. Jeśli pamiętacie, już raz tak miałam, ale wszystko sobie poukładałam w głowie i przeszło. Potem jednak znowu coś poczułam i stwierdziłam, że nie będę się z nim spotykała, dopóki mi nie przejdzie. Może to dlatego, że tak dobrze się przy nim czułam i zawsze mogłam na niego  liczyć?

I właśnie wtedy odnowiliśmy kontakt z Wojtkiem. Poznałam go jakiś czas temu. Dość długo ze sobą pisaliśmy, ale potem nasze kontakty osłabły. Spotkaliśmy się parę razy i od miesiąca jesteśmy razem. To, co mnie w nim ujęło, to jego szczerość, czułość. To, że jest sobą i liczy się ze zdaniem innych. Kiedy pewnego razu się spotkaliśmy, najpierw byliśmy na spacerze, a potem pojechaliśmy do Niego do domu. Zrobił pizzę i obejrzeliśmy film, pijąc wino. Spędziliśmy ze sobą cały dzień, ale ten czas minął bardzo szybko. Może to banalnie zabrzmi, ale przy Wojtku czuję się bezpiecznie i swobodnie – a przecież chyba o to chodzi. Żeby czuć się dobrze i mieć zaufanie do bliskiej nam osoby.

Kiedy miałam tydzień urlopu pojechałam do domu do rodziców, bo Wojtek wtedy cały tydzień pracował. Pisaliśmy do siebie SMS-y i gdy w pewnym momencie napisałam, że się za nim stęskniłam, on odpisał, że chciałby się do mnie przytulić. Odpisałam mu (nie sądząc, że faktycznie tak zrobi), że jeśli chce, może wpaść do mnie do domu (i tu powinnam wspomnieć, że wcześniej był już w moim rodzinnym domu kilka razy). Po godzinie Wojtek dzwoni i mówi, żebym otworzyła drzwi. Spytałam, czy przyjedzie, a on na to, że stoi pod drzwiami! Czasami potrafi zaskoczyć i to w nim bardzo lubię.

Ale nadszedł dzień, gdy rozmawiając przez telefon, wspomniałam Wojtkowi, że może spotkam się z przyjacielem. Nie powiedział tego wprost, ale z tonu jego głosu wyczułam, że trochę go to zabolało. Powiedział, żebym go tylko nie zdradziła. I spytał, co będziemy robili. Odpowiedziałam, że pogadamy, bo dawno się nie widzieliśmy. Życzył mi miłego spotkania z przyjacielem i… po prostu się rozłączył. Byłam trochę zaskoczona, ale dało mi to do myślenia. Rzeczywiście, mógł się z tym źle poczuć, bo ja na jego miejscu pewnie też  bym tak zareagowała. Nie zna Norberta, a nawet mając do mnie zaufanie i wiedząc, że mi na nim zależy, to wyobraźnia czasami potrafi ponieść człowieka i podsunąć mu różne obrazy…

Podobno jeśli nie jest się pewnym, co powinno się zrobić, to trzeba się postawić na miejscu drugiej osoby. Muszę przyznać, że taka zmiana postrzegania pomaga!

Ostatecznie nie dozlo do spotkania z Norbertem – odwołałam je. Chyba lepiej będzie, gdy spotkamy się we trójkę i zanim spotkam się tylko z Norbertem, Wojtek bedzie miał okazję go poznać. Nie chcę, żeby przez to, co robię, Wojtek źle się czuł, bo mimo że wygląda na twardego, tak naprawdę jest trochę wrażliwy (ale to dobra cecha. Przynajmniej ja tak myślę. A Wy?).

Jakie to wszystko jest dziwne i nieprzewidywalne… Jeszcze dwa miesiące temu dałabym wiele za to, żeby usłyszeć od Norberta, że jestem dla niego kimś więcej niż tylko przyjaciółką, a teraz wszystko się zmieniło. Nadal jest dla mnie ważny i pewnie zawsze będzie, ale teraz na pierwszym miejscu jest ktoś inny.

I to jest chyba miłość. Gdy nie wyobrażasz sobie życia bez tej drugiej osoby. Gdy tęsknisz, kiedy nie ma jaj obok ciebie. Gdy chcesz dla niej jak najlepiej i cierpisz, kiedy to jej jest źle. Nie poznaję siebie. Nigdy nie miałam takich odczuć i przemyśleń…

I może już skończę pisać, bo jeszcze zaleję Was nie całym potokiem moich przemyśleń, a wręcz ich powodzią.

Pozdrawiam

Dominika


Nie wiem, jak Wy, ale ja czekam na powódź! Dajcie znać w komentarzach, czy i Wy kibicujecie Dominice i Wojtkowi – to chyba edyna sytuacja, że z miłą chęcią wyrzucilabym dziewczynę ze Świata zbloowAnego i wypisała z naszego Projektu (a może znalazłabym dla niej nowy, co Wy na to?:). W każdym razie, czekając na kolejne perypetie Dominiki (i najlepiej już nie Singielki!), zapraszam Was do dołączenia do grona zblogowAnych bohaterek cyklu #ProjektSingielka – jak to zrobić, znajdziecie we wpisie otwierającym cały cykl, czyli TUTAJ.