ZblogowAny rewind 2017

Nowy rok to nowe szanse i możliwości. Początek stycznia to zaś czas postanowień noworocznych i planów na kolejne 365 dni. Ale i czas podsumowań. No to podsumujmy zblogowAny 2017. Dla bloga miał to być tak sam szczególny rok, jak dla mnie – w maju skończyłam 30 lat i choć nie bałam się przekroczenia tego progu, jak wiele osób, to ponoć już mi niektórych rzeczy nie wypada. Albo wręcz przeciwnie. A wiecie, co tak naprawdę wypada? Rozliczyć się z 2017 i zacząć zdobywać 2018 :)

No to… grudzień « … « czerwiec « « styczeń!

ZblogowAny w liczbach

Na początek, wzorem lat poprzednich, sięgnijmy do statystyk i zobaczmy, jak na blogu 2017 wyglądał w liczbach.

  • Pod względem liczby wpisów był to kolejny niezbyt udany rok – powstało zaledwie 30. Ale minimalny plus jest taki, że to i tak o 3 więcej niż w roku 2016. Ogromny minus – że daleko mi do roku 2015, w którym opublikowałam aż 45 notek!
  • Najpopularniejszym dniem tygodnia była środa* – właśnie tego dnia tygodnia zaglądaliście do mnie najczęściej. Na środy przypada 17% wyświetleń.
  • Za to wygląda na to, że mi najlepiej publikowało się we wtorki. Tego dnia pojawiło się na blogu 27% wpisów. Ale wtorki mogły czuć na sobie oddech poniedziałków i niedziel – biorąc pod uwagę nie procenty, a sztuki w te dni powstało tylko po jednym tekście mniej niż we wtorki.
  • Teksty najchętniej czytacie zaś o godzinie 19:00* (czyli o godzinę wcześniej niż w 2016). O tej porze zblogowAny.pl zanotował 11% wyświetleń.
  • Najwięcej osób odwiedziło mnie 11 marca 2017. Kompletnie nie wiem dlaczego: nie pojawił się wtedy żaden wpis, dzień wcześniej również. Nic specjalnego nie działo się na Facebooku, Twitterze ani Instagramie… Cóż, niezbadane są Wasze blogowe wycieczki ;)
  • Najwięcej komentarzy zostawiliście w grudniu, najwięcej z nich – pod tekstem z TOP 5 6 seriali na zimowe wieczory. Liczba komentarzy w tym miesiącu właściwie wcale mnie nie dziwi, bo także w grudniu opublikowałam najwięcej wpisów – aż 1/5
  • Najczęściej klikanym wpisem z 2017 roku był odcinek (Nie)Codziennika o moich 3 (z 27;) sukienkach. A najczęściej klikanym w ogóle wpisem w tym roku był tekst z roku poprzedniego (z lipca) o tym, czy warto studiować dziennikarstwo – może więc w tym roku pokuszę się o polecenie (lub nie) drugiego z kierunków moich studiów? Albo inny tekst związany z zamierzchłą przeszłością i czasami mojej edukacji?
  • Przez cały rok zaglądaliście do mnie – podobnie jak w poprzednich 365 dniach – z 40 krajów świata oraz z 41. bliżej nieokreślonego terytorium… Unii Europejskiej (i kolejny rok wordpressowskie statystyki każą mi się zastanawiać, co to za kraj, ta „Unia Europejska”;). Co zrozumiałe, zdecydowana większość odwiedzających pochodzi z Polski (85%), ale są też goście ze Stanów Zjednoczonych (prawie 6% wyświetlających), z Niemiec (2,2%), Wielkiej Brytanii (1,6%) czy Norwegii (blisko 1%).

ZblogowAne (i inne Any) NAJ 2017

Suche fakty za nami, pora na te odrobinę bardziej subiektywne. Na blogu działo się niewiele i sporo pokazują statystyki, dlatego tę część zdecydowanie zdominuje aktywność pozablogowa. Moje NAJ roku, który już bezpowrotnie minął.

  • NAJlepszy wpis roku. Wzorem lat 2015 i 2016 na początek moje NAJ wśród tekstów. Może nawet ulubiony tekst roku 2017? Było kilka takich, ale chyba tworzenie pilota (Nie)Codziennika wspominam najmilej. Bo najwidoczniej 27 sukienek to moje przeznaczenie ;)
  • NAJciekawsze wyszukanie bloga w Google. Myślałam, że to będzie bezwstydny dziadek lektor, bo nie sądziłam, że taki film istnieje (właściwie… nie sprawdzałam, czy istniej, więc może to nie o film komuś chodziło?;), ale wszystko bije pytanie, ile dni ma rok nieprzestępny… Pewnie dużo ;) Sporo haseł nie robi już na mnie wrażenia, bo np. te typu: czy oglądanie nagich zdjęć to grzech i gole baby bez niczego zdjecia to standard od momentu opublikowania tekstu o wystawie aktów autorstwa pani Stochowej. Aha! Niektóre są o tyle fajne, że pokazują mi, że do mojego zblogowAnego światka zaglądają nie tylko panie. Na przykład: zakochałem się w koleżance z pracy czy jak poczuć że jestem zajebisty. Na te pytania odpowiedzi nie mam na blogu, ale… może zaproszę jakichś ekspertów, którzy zaspokoją ciekawość googlujących panów?
  • NAJprzyjemniejsze wspomnienie 2017. To był bardo intensywny rok i zawodowo, i prywatnie, choć wzorem lat ubiegłych ani nie awansowałam, ani nie zmienił się mój stan cywilny czy rodzinny. Trudno mi coś wybrać, więc wybiorę spełnione marzenie z początku roku i wizytę w Zakopanem na konkursie Pucharu Świata w skokach. Było mroźnie, śnieżnie, daleko od domu, ale czego nie znosi się dla przybicia piątki z mistrzem Kamilem, nie? ;)

  • Piosenka, która NAJbardziej wpadła mi w ucho. W tym roku mam naprawdę wielki problem ze wskazaniem jednej jedynej piosenki! Rok temu wszystko pozamiatał Justin, a w 2017… hmmm… chyba postawię na P!nk. Choć ulubieńców ci u mnie dostatek w tym roku, to jednak najmocniej przesłuchiwałam What about us.
  • NAJlepszy obejrzany film. W tym roku chyba  więcej obejrzałam serii „dobranocek” (dla słabiej znających moje zwyczaje: dobranocki to kolejne seriale oglądane na dobranoc – czasem cały odcinek, czasem trzy z rzędu, a czasem jeden przez trzy wieczory;) niż pełnometrażowych filmów, z czego najlepszą produkcją była Sztuka kochania. Historia Michaliny WisłockiejA przynajmniej tak wynika z mojej listy obejrzAnych na Filmwebie :)
  • NAJlepszy spektakl / koncert. Mam do wyboru: spektakl Dwie połówki pomarańczy, koncert plenerowy Zenka Martyniuka, koncert Mateusza Ziółko (i paru innych „artystów”, ale te zmilczmy;) i spektakle sportowe: wspomniane już skoki na Wielkiej Krokwi, otwarcie mistrzostw Europy w piłce siatkowej mężczyznmój pierwszy raz z krajową ekstraklasą i Jagiellonią na żywo. Cóż, skoro Stoch i spółka są już jednym NAJ i choć kusi mnie ten Zenek, to jednak tym razem postawię na pomarańczki. Niech będzie tu trochę kulturalniej :)
  • NAJlepsza książka. Lista przeczytanych zdecydowanie woła o uzupełnienie, zatem musicie mi uwierzyć na słowo, że najlepsze, co czytałam w tym roku to książki Marii Paszyńskiej. Obie: „Cień sułtana” i oczekujące na recenzję „Krwawe morze”. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy tej historii!
  • NAJciekawsze odwiedzone miejsce. Powiedziałabym, że Kraków (znów) albo Toruń (znów) i Bydgoszcz (nowość!), ale właśnie sobie przypomniałam, że przy okazji służbowego wyjazdu na południe Polski sporo czasu spędziłam na spacerach po zamku w Ogrodzieńcu, a następnego dnia na szybko zwiedzałam zamek w Smoleniu (niestety, już po zamknięciu, więc bez najciekawszych kątów). Uwielbiam historyczne klimaty, ruiny, muzea i takie tam, więc skoro podczas niekoniecznie atrakcyjnego wyjazdu służbowego mogłam zobaczyć piękne pomniki historii naszego pięknego kraju położone w malowniczych okolicznościach przyrody – takie punkty wycieczek to zawsze będą dla mnie najciekawsze i najpiękniejsze odwiedzone miejsca. A jeśli jeszcze trafiam na imprezę tematyczną – jestem w raju! [No to dwa zdania wyjaśnienia, bo opis atrakcji wciąż czeka na swój czas na blogu: zwiedzałam zamek 19 maja, a 20 i 21 maja odbywał się tam Festiwal Kultury Wczesnego Średniowiecza XIV Najazd Barbarzyńców – międzynarodowy festyn historyczny. Gdy zwiedzałam zamek, czyli po południu, rycerstwo zaczynało się gromadzić, powstawały namioty, uczestnicy byli już w strojach z epoki. Klimat świetny! Wieczorem, przy zachodzącym słońcu miałam możliwość być tam raz jeszcze, ale wtedy chodziliśmy tylko po skałach – tu ciekawostka, byłam w balerinach, mało wygodnych na takie wycieczki (no nie spodziewałam się, że będzie czas na zwiedzanie!). Podczas drugiej wizyty w Ogrodzieńcu trafiliśmy na rekonstrukcję bitwy na podzamczu – po prostu oczarował mnie ten klimat! Nie czułam ani zmęczenia podróżą niemal z drugiego końca Polski, ani znużenia pracą wykonaną w oddziale mojej firmy w tym regionie, ani nie myślałam o krótkiej nocy przed kolejnym pracowitym dniem. Takie wyjazdy służbowe mogę mieć zawsze!;].
  • NAJbardziej niespodziewane. Wyjazd do Zakopanego na zawody Pucharu Świata. I chyba odkrycie, że mimo narzekania na moją pracę, to czuję się w niej na właściwym miejscu. Nie wiem, czy w tym momencie byłabym w stanie zająć się czymś innym. Odkryłam to we wrześniu, gdy opowiadałam koleżance o zaletach mojej pracy, a przede wszystkim o dużej, organizowanej przez moją firmę, imprezie. Z czerwca. To wtedy tak naprawdę poczułam się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Bo ta nasza impreza, co prawda, wiąże się z dużym chaosem, bieganiną, wieloma sprawami do załatwienia (a od kiedy częścią z nich zajęła się nowa koleżanka… wcale ich nie ubyło;), więc jest taka mało wyczekiwana (raczej: „niech już będzie poniedziałek po”), ale jednocześnie jest wyczekiwana przeze mnie. Bo w końcu wychodzę zza biurka, sporo się dzieje, ale ja ogarniam swoje i tylko swoje, bo liczy się tylko scenariusz, którego pilnuję, media, którymi się zajmuję w końcu twarzą w twarz, a nie tylko mailowo i przez telefon, no i zadowolenie szefa szefów z imprezy. A w biurze przy biurko rzadko kiedy mogę zająć się tylko swoimi obowiązkami, zrobić je wedle scenariusza i bez miliona papierów wokół komputera :) Więc jest to zazwyczaj wyczerpujące, ale miłe towarzysko i zawodowo.
  • NAJmilsze. Słowa, których się nie spodziewałam, od ludzi, od których nie spodziewałam się ich usłyszeć (i, co najważniejsze, miało to związek z imprezą opisaną w punkcie poprzednim!). No i kolejne świadkowanie – choć może to niekoniecznie z sympatii do mnie, a w akcie desperacji, bo już Młodej wyczerpały się koleżanki singielki? ;)
  • NAJwspanialsza osoba. Tu się nic nie zmienia. To zawsze będzie blogowo i w liczbie mnogiej. Bo nie ma wspanialszych ludzi niż WY! No bo kto by te wypociny czytał… ;)

Może już wystarczy tej przeszłości? Co prawda, mamy jeden zaległy miesiąc zblogowAny, czyli grudzień 2017, i planuję jeszcze jeden wpis z ulubieńcami roku 2017, ale to nie zmienia faktu, że i na blogu możemy go już oficjalnie pożegnać. Więc do następnego… tekstu, oczywiście!


* Dlatego ten wpis miał pojawić się w środę o 19:00. Ale pierwsze dwa dni w pracy po Nowym Roku kompletnie mnie wyczerpały i ostatnie poprawki naniosłam dopiero czwartego dnia tego roku. A może w 2018 to właśnie czwartki około 20:00 okażą najlepszym czasem dla zblogowAnego? :)