Krwawe morze Maria Paszyńska

Lektura na niedzielę #3: „Krwawe morze”

Co roku w styczniu obiecuję sobie, że to będzie ten rok, gdy w końcu  przeczytam 52 książki. Kolejny rok minął, kolejny raz nie wyszło, to dopiero trzecia „Lektura na niedzielę”. Ale gdyby wszystkie lektury były jak ta, polecałabym ich Wam zdecydowanie więcej, może nie tylko na niedzielę. Ale wiecie co? Lepiej postawić na ilość, nie jakość. A „Krwawe morze” to zdecydowanie dobra jakość, która sprawia, że mój zachwyt twórczością Marii Paszyńskiej wcale nie maleje.

Krwawe morze Maria Paszyńska

Gdzie kończy się „Wspaniałe stulecie”, zaczynają się powieści Paszyńskiej.

Parne lato 1571 roku. Oblężenie weneckiej twierdzy Famagusta przez wojska osmańskie trwa już prawie rok. Za murami szerzy się głód i epidemia, ludzie są na skraju szaleństwa. Dowódca twierdzy Marcantonio Bragadin wydaje rozkaz kapitulacji.

Tymczasem w Stambule wrze. Coraz trudniej ukryć nieudolność sułtana i jego świty. Mehmed Pasza Sokollu po raz pierwszy staje do walki z wrogiem, którego nie zna i nie rozumie. Rozpoczyna się nierówna rozgrywka, a stawką jest ocalenie Imperium Osmańskiego.

W pałacowym haremie piętnastoletnia Birgül zostaje wplątana w wielką politykę. Wkrótce zmuszona będzie wybierać pomiędzy miłością i lojalnością wobec żony sułtana a duchami przeszłości, które domagają się dopełnienia zemsty.

Intrygi doprowadzą do jednej z największych i najkrwawszych bitew morskich. Bitwa pod Lepanto rozstrzygnie o losach świata.

Maria Paszyńska kolejny raz udowadnia swoją doskonałą formę. Krwawe morze to porywająca powieść dopracowana w każdym calu. Imperium Osmańskie fascynuje, zadziwia i przeraża. Historia przeplata się z fikcją literacką, a w cieniu politycznych knowań i walki o władzę rozgrywają się ludzkie dramaty.

Liczba mnoga w opisie wydawnictwa to nie pomyłka – „Krwawe morze” jest bowiem kontynuacją historii z powieści „Cień sułtana”. Czekałam na nią z niecierpliwością (tak jak z niecierpliwością czekam na ciąg dlaszy!) i cierpliwość się opłaciła. Zwykle pierwsze części są najlepsze, a tymczasem tu i druga wciąga równie mocno. Bo – o czym już Wam wspominałam przy okazji poprzednich recencji książek Marii Paszyńskiej – autorka wyśmienicie radzi sobie z wątkami tworzonymi na fundamentach z prawdziwych zdarzeń. Dzięki niej czytelnik w mgnieniu oka przenosi się do przeszłości, nie potrafiąc rozróżnić faktów od fikcji literackiej. Niewielu autorów (a może zbyt mało takich znam) potrafi w taki sposób zaczarować czytelnika, że ma ochotę sprawdzić, które wątki wydarzyły się naprawdę, a które zostały przez autorkę wymyślone. Przynajmniej ja miałam na to ochotę (choć chyba większą ochotę miałam na porównanie map Warszawy sprzed lat i obecnych przy „Warszawskim niebotyku”). Chociaż ja od pierwszych stron książki czekałam tak naprawdę na to, co stało się na ostatnich kartach – i to jest fascynujące, że Maria Paszyńska nie poszła najprostszą drogą, nie prosto do zemsty Jeleny – na tę musimy poczekać co najmniej do kolejnej powieści z tego osmańskiego cyklu. Tymczasem mamy okazję poznać inne wątki, zobaczyć, jak dziewczynka zmienia się w kobietę w tle wielkich intryg, wielkiej polityki i wielkiej historii świata u początków nowożytności. Mamy i mniejsze lub większe bitwy, mamy i tajemnice alkowy, i zakazane miłości, i wielkie uieczki. No i ta znakomicie odwzorowana atmosfera tamtych czasów – kunszt autorki w tym zakresie wciąż mnie zadziwia! To nnie tylko opis miejsc i zdarzen, to prawdziwe emocje, których nie da się nie odczuwać wraz z bohaterami.

Powtórzę z poprzednich recenzji to, co już wiecie: że Maria Paszyńska świetnie umie tworzyć postaci. Widać ogrom pracy włożonej w zbudowanie postaci pełnych, wielopoziomowych, zmieniających się w czasie trwania powieści albo całkiem płaskich, bo taka ich natura. I podobnie jak pierwsza część „Krwawe morze” kończy się w najciekawszym momencie – chociaż tym razem, mam wrażenie, koniec jest bardziej dopracowany pod wzgledem napięcia, które sprawia, że na trzeci odcinek perypetii Jeleny będę czekać jeszcze bardziej niecierpliwie. Mam tylko nadzieję, że będzie w nim mniej – jak je nazwałam w poprzednim odcinku Lektury na niedzielę – przeszkadzajek. Niestety, w „Krwawym morzu” nie brakowało literówek, czasami nieco drażniących. Oby w kolejnej części korekta postarała się bardziej – nie chcę po raz trzeci o tym wspominać :) Ale, ale! Zapomniałam za to wspomnieć o jednej ważnej kwestii. Tak na dobrą sprawę, tę historię można czytać bez znajomości pierwszego tomu. To też sztuka tak napisać powieść, by jej części łączyły się w całość, ale pozwalały się też czytać jako niezależne książki. Brawo! (I za wstęp do „Cienia sułtana” na ostatnich stronach!).

Minimetryczka tytułu: Krwawe morze
Autor: Maria Paszyńska
Liczba stron: 407
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data i miejsce wydania: Poznań 2017, wyd. I

Ocena:

PS: Z związku z prostym, acz pięknym banerem na fanpage’u autorki, idealnie pasującym do nagłówka tego wpisu, pozwoliłam sobie użyczyć go (w 2/3) na potrzeby zilustrowania mojej recenzji. Dziękuję :)