Serial na zimowe wieczory: TOP 5, edycja 2017

Po statystykach widzę, że wielkimi krokami zbliża się zima. Do tej astronomicznej pozostało nieco ponad jeden dzień, do kalendarzowej – trochę ponad dwa. Ale po haśle: „serial na zimowe wieczory” trafiacie do mnie regularnie już od mniej więcej dwóch miesięcy. Dlatego ambitniejsze treści zostawiamy na później, gasimy światło, sięgamy po chipsy i włączamy kolejny odcinek serialu. Po prawie 3 latach pora, by nastąpił ciąg dalszy listy moich ulubionych seriali.

Szczerze przyznam, że lubię, gdy to Wy sugerujecie mi tematy na nowe wpisy. Pewnie szybko nie przygotowałabym takiego zestawienia, gdybyście nie klikali tak uporczywie w poprzednie. No i nie byłoby go, gdybym wyszła z serialowego nałogu albo przerzuciła się na długi metraż. Ale że choroba serialowa trwa (ale spokojnie, przeżyję kilka dni bez serialu!), od dłuższego czasu filmy oglądam niemal wyłącznie w kinie (niestety, filmy kręcą mnie tylko oglądane w całości), a jeden odcinek serialu mogę bez dyskomfortu oglądać nawet przez trzy wieczory, to oglądam seriale… seryjnie. Na dobranoc. Wiosną, latem, jesienią, a szczególnie zimą. Nie wiem, czy macie podobnie, ale ja włączam je sobie zwykle na dobranoc i oglądam kolejne sezony, a gdy trafiam na przerwę w sezonach, zaczynam kolejny serial. Albo wracam do serialu, w którym wcześniej nastąpiła przerwa, i zabieram się za kolejny sezon. Dzięki Netfliksowi cierpię ostatnio na nadmiar nowych nieobejrzanych sezonów. Kilka znajdziecie poniżej.

5. Arrow 

Jak już Wam wspominałam w sierpniu, trochę dziwi mnie, że nikt nie pokusił się o przetłumaczenie tytułu jako Strzała. Ale ostatnio chyba modne stało, by zostawiać tytuły oryginalne (a przynajmniej Netfliksowe produkcje w tym brylują). Wciąż oglądam ten serial, choć już coraz mniej mnie pociąga (obecnie jestem w trakcie crossovera „Kryzys na Ziemi X” – nie wiem, jak Was, ale mnie to troszkę irytuje. Niby fajne, bo łączy się wątki kilku seriali, ale wkurzające, bo chcąc prześledzić całość, musisz obejrzeć 4 różne seriale. Przez to przegapiłam moment, gdy córka Diggle’a stała się jego synem, a sam crossover zostawił we mnie wrażenie, że coś-gdzieś-kiedyś-ale-gdzie-i-kiedy?! Także ten… to chyba nie dla mnie). Początki miał jednak zupełnie niezłe: historia milionera odnalezionego na bezludnej wyspie po pięciu latach od katastrofy morskiej, który wraca do cywilizacji XXI wieku i… śmiga po mieście z łukiem i strzałami (!) i notesikiem ojca, walcząc ze złem i przestępcami, którzy chcą zniszczyć jego rodzinne miasto. I te wplecione wspomnienia z wyspy oraz spoza wyspy, powplatane w ciąg zdarzeń kolejnych sezonów. Do tego budowa postaci, w których dobro przenika się ze złem. Nie każdy czarny charakter ma tu tylko i zawsze czarny charakter, a nie każdy bohater jest nieskazitelny. Polecam całość, ale ostrzegam, że tak mniej więcej od trzeciego sezonu możecie zacząć chcieć więcej od tego serialu.

4. Strzelec

(O dziwo, przetłumaczony tytuł! I to na Netfliksie:). Pierwszy sezon opowiada opowiada historię weterana armii Stanów Zjednoczonych Boba Lee Swaggera, który został zwerbowany do udaremnienia zamachu na życie prezydenta USA. Jak już Wam o tym pisałam, oczywiście, jeśli serial zaczyna się od czegoś takiego, coś musi pójść nie tak, by kolejnych 11-12 odcinków było o czymś (czegoś, coś, o czymś – wiem, wiem, powtarzam się;). Tu mamy szytą grubymi nićmi operację, w której główny bohater został wrobiony w morderstwo – co prawda, nie prezydenta USA, a za to Ukrainy. Choć akcja rozkręca się powoli, by nabrać szybkości co najmniej Pendolino na finiszu, to jednak cały czas utrzymuje w napięciu. I tak jak trzymałam kciuki za powodzenie kolejnych kroków Lee, tak teraz trzymam kciuki, by kolejny sezon nie był gorszy. A już jest – będzie więc co oglądać w te zimowe wieczory.

3. 11.22.63*

Uwielbiam filmy, serial i książki, które w jakiś sposób odwołują się do historii, bazują na faktach. Lubię też prozę Kinga (choć wieeele mam jej do nadrobienia), zatem już chyba wiecie, co w tym zestawieniu robi serial 11.22.63, czyli serial bardzo mocno odwołujący się do wydarzeń z 22 listopada 1963 r. Nie będę pisać tu wiele, poczytacie sobie o serialu w podsumowaniu stycznia 2017, ale dobra historia (czy może inaczej: dobre – choć może nie dla JFK – fakty historyczne) + dobra gra aktorska + dobrze zbudowane postaci + gra na emocjach = to musi się udać. Jeśli znacie inny tego typu serial (albo książkę), koniecznie podrzućcie namiar.

* Gdyby zastanawiał Was ten dziwny zapis, skąd te 22 miesiące – pamiętajcie, że to oryginalny tytuł, a więc i amerykański zapis daty.

Ex aequo 3. American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona

Jak wspominałam w majowo-czerwcowym podsumowaniu, z historią O.J. Simpsona zetknęłam się  podczas studiów. Wtedy jednak nie poświęcałam jej zbyt wiele uwagi – dopiero serial pokazał mi ją taką, jaką była: wielkim sądowym show. Pierwszym tak mocno skupiającym uwagę mediów i relacjonowanym przez nie na żywo. Widać tu pracę włożoną przez twórców i aktorów w oddanie charakteru całego tego sądowego przedstawienia, bo sama dobra historia to nie zawsze dobry materialna scenariusz – tu wszystko udało się świetnie: rzeczywista sytuacja, tak dobrze znana (zwłaszcza w Stanach) dzięki szerokim ówczesnym relacjom medialnym, została pokazania współczesnemu widzowi w sposób interesujący i wciągający. Gdyby wszystkie filmy i seriale parte na faktach były tak opracowywane!

2. Stranger Things

To kolejny z seriali, których drugi sezon już wyszedł, ale jest jeszcze przede mną. A o pierwszym wspominałam Wam już w miesiącach zblogowAnych. Jak wiecie już z poprzedniego zestawienia TOP 5 seriali (i zapewne innych moich aktywności), uwielbiam historie nie z tego świata – chyba od momentu zafascynowania serialem o takim właśnie tytule: Nie z tego świata (oryginalnie i jakoś tak, jak wolę: Supernatural). Do Stranger Things  zabierałam długo, ale warto było. Klimat lat 80., małe miasteczko, tajemnice i tajemnicze siły, zaginiony chłopiec, jego koledzy i zrozpaczona matka gotowi na wszystko, dziewczynka z nadprzyrodzonymi zdolnościami… trochę jak Haven, o którym też pisałam Wam w poprzednim TOP 5. Stranger Things to był serial, który wciągnął mnie jak dawno żaden – potrafiłam oglądać kilka odcinków w jeden wieczór. Teraz z niecierpliwością czekam na moment, gdy zabiorę się za sezon 2. Mam nadzieję, że będzie porównywalnie dobry! Bo to chyba serial w idealnym klimacie na zimowe wieczory.

1. The Crown

Wspominał już, że uwielbiam historię i seriale przynajmniej po części oparte na faktach? :) To kolejny serial, który opowiada nam historię właśnie – historię panowania królowej Elżbiety II (i chwilę przed objęciem tronu, od śmierci jej ojca). Ukazuje nie tylko rodzinę królewską i monarchię od kuchni, świat zasad i wyrzeczeń, ale i całą historyczną i polityczną otoczkę okresu, w którym rządzi Elżbieta II. A właściwie – dopiero zaczyna rządzić, bo mogę na razie mówić jedynie o pierwszym sezonie (czyli co? Tak, zgadliście, brawo! Drugi sezon wciąż przede mną:). Postacie mają wyraziste charaktery (jak oczywiście główna bohaterka), charyzmę, jakiej teraz się nie spotyka (świetna kreacja Churchilla!), nie są bezpłciowe – słowem, aktorzy odrobili pracę domową i świetnie oddają swoje role. A kostiumy (a czy wspomniałam, że uwielbiam filmy i seriale kostiumowe?), scenografia – rewelacja. Dopracowane w każdym szczególe. Widać ogromny wkład tak scenarzystów, jak i reżyserów. Bo wielką sztuką jest opowiadać historię opartą na faktach tak, by widz nie potrafił odróżnić w niej rzeczywistości od fikcji. A robić to w oparciu o życiorys najdłużej panującej brytyjskiej królowej? Chapeau bas!

A Wy? Co oglądacie o tej porze roku? Polecicie jakiś serial na zimowe wieczory, coś, czego mogłam nie widzieć, a mogę chcieć obejrzeć, gdy wypadnie mi kolejna przerwa między sezonami?

PS: Ups… chyba znów wyszło mi ciut więcej niż TOP 5… ;)