Miesiąc zblogowAny (35): ostatni taki listopad…

Nie, ten tytuł wcale nie ma drugiego dna. Po prostu listopad to ostatni miesiąc przed kolejnymi urodzinami Świata zblogowAnego, a to oznacza, że kończy się rok naznaczony liczbą 5. Piątka zniknie więc z kolejnych zblogowAnych miesięcy… albo w nich zostanie. Przestaje jednak regułą. Ale to dopiero od kolejnego odcinka cyklu. Dziś nadal podsumujemy wszystko w pięciopunktowych blokach. Gotowi na listopadowe kąski?

5 przesłuchAnych i obejrzAnych

Listopad był dla mnie czasem kolejnego miniurlopu jesiennego, który zgrał się w czasie ze „świętami” listopadowymi, a zaraz potem przyszło mi nadrabiać te moje nieobecności w pracy. Fajnie wiedzieć, że w wielu rzeczach jestem niezastąpiona, ale zdecydowanie niefajnie jest wielu zastępować, gdy mnie nikt nie zastępuje. Może dostanę awans… nie, podziękuję, bo dla Was czasu już mieć nie będę :) Dlatego dziś szybciutko przejrzymy, co oglądałam (spektakl) i czego słuchałam przez ostatni miesiąc. Ciekawi?

Dwie połówki pomarańczy. W moim najbliższym otoczeniu nie ma teatru z prawdziwego zdarzenia – najbliższy jest w Białymstoku, ale na szczęście czasami pojawiają się w pobliżu spektakle objazdowe. I gdy przeczytałam, że w moim najbliższym kinie wystawiona zostanie „prawdopodobnie najśmieszniejsza komedia romantyczna dla dorosłych”, a mi ewidentnie ostatnio brakowało doznań kulturalnych, nie wahałam się ani chwili. Złotówki wydane na bilet były warte kawy wypitej w pośpiechu tuż przed. Historia świeżej wdowy Karoliny (Olga Borys), która została wezwana, by zidentyfikować zamarłego męża Adama i trafia do hotelu, w którym właśnie odbywa się wesele. W hotelu czeka na nią psycholog policyjna Joanna, a w międzyczasie pojawia się młoda, atrakcyjna dziewczyna, Alex (Marta Chodorowska) – rzekomo córka zmarłego. Mimo dość smutnych okoliczności – bo chodzi przecież o śmierć, spektakl jest bardzo żywiołowy, pełen zaskakujących zwrotów akcji, absurdów i humoru. Co prawda, dość szybko można się zorientować, że Joanna to Adam, ale grający tę postać Jarosław Boberek (zamiennie z Jackiem Rozenkiem – wydaje mi się, że Boberek może być jednak lepszą Joanną) był po prostu fenomenalny. I jak chodził na szpilkach! No, pan z Orlenu byłby zachwycony! No i niesamowita Ewa Złotowska (znacie ten głos, znacie – to pszczółka Maja!) w roli Melanii, „uciekinierki” z wesela. To już kolejne przedstawienie, w którym mnie zachwyciła. Jeśli tylko będziecie mieć okazję, obejrzyjcie – ja daję mocne 7/10.

No to może i muzycznie zacznijmy smętny listopad od czegoś energetycznego? Co powiecie na… pozytywne wibracje od Sound’n’Grace?

„Milion chwil” jest cudowne! Ale duet z Mateuszem Ziółko też daje radę. I w ogóle cała płyta „Życzenia” jest świetna! Mnie ten chór chyba nigdy nie zawiedzie. Chcę tego więcej! Ale ograniczyłam się tylko do kilku piosenek z płyty na mojej listopadowej playliście. I uzupełniłam ją m.in. o cudownie różowy teledysk P!nk z Channingiem Tatumem – obejrzyjcie sobie koniecznie! W sumie… Wam może się nie podobać, ale ja uwielbiam twórczość P!nk. Poproszę o koncert w Polsce!

Kurczę… co by tu jeszcze wybrać, żeby Was zachęcić do pełnej playlisty? Jest i nowy klimatyczny Bednarek, i zagubiony Enej, i perfekcyjny Ed, i przecudowna Jessie Ware, i tatuujący się Robbie… wiec może zabierzmy się „Anywhere” z Ritą Orą :)

A resztę znajdziecie tu:

5 przeczytAnych: „Guma” i linki zblogowAne

Kilka październikowych wieczorów (no i przyznam się Wam: także ze dwa – trzy listopadowe), jak już wiecie, spędziłam z siatkarzem, tfu, z jego biografią. Nie zgadnie, jak bardzo się przekwalifikowałam w listopadzie…

  • Życie to mecz. Tak, Paweł Zagumny to też siatkarz. A ta książka to nic innego jak jego własna autobiografia – historia najbardziej utytułowanego zawodnika w historii polskiej siatkówki: złotego i srebrnego medalisty Mistrzostw Świata, złotego medalisty Mistrzostw Europy, złotego medalisty Ligi Światowej, srebrnego medalisty Pucharu Świata, wiele razy uznawanego najlepszym rozgrywającym najważniejszych światowych turniejów. To człowiek, którego trudno przeniknąć – przekonałam się o tym głównie jako kibicka AZS-u Olsztyn, w którym „Guma” spędził kilka sezonów, w tym połowę za moich studenckich czasów w Olsztynie. Gdy zostałam korespondentką z meczów, Paweł wyjechał do Grecji, a potem zaczął grać w Kędzierzynie-Koźlu. Znam więc tę postać dość dobrze i z przekazów medialnych, i z własnych obserwacji. Do dziś pamiętam te lakoniczne „może czy coś” w odpowiedzi na pytanie kibica o sukces w Japonii. Ale szczerze? Liczyłam, że książki dowiem się więcej o Pawle jako człowieku, a tymczasem kulisy ważnych sportowych wydarzeń, anegdoty i mało znane fakty przyćmiewa ta precyzja w przytaczaniu wyników. Czekałam na jakieś smaczki – „Kadziu” wypada tu dużo barwniej. OK, jest barwniejszą postacią, ale to „Guma” jest postacią ciekawszą. Nie dam mu za tę książkę oceny w postaci jego klubowego i reprezentacyjnego numeru 5, ale te 7/10 mogę.

I tradycyjnie więcej linków niż książek. Ale chyba ważne, że czytam cokolwiek, nie? ;)

  • Pierwsze, co chcę Wam polecić, to tekst, który powinny przeczytać wszystkie samotne dziewczyny, które wiecznie słyszą, że: „jak to tak, bez faceta?!”, „nie dasz rady sama!”, „musisz kogoś znaleźć, bo w tym wieku…” albo  inne takie adekwatne w dyskusji o związkach, zwłaszcza między singielką a mężatkami. Bo nie każdemu życie układa się tak idealnie, by ktoś był u boku – a gdy go nie ma, też trzeba żyć, nie? Więc koniecznie wpadnijcie do Kingi i zobaczcie, że bez faceta to wcale nie koniec świata. Nawet jeśli się czasem tak wydaje.
  • Rozpisałam się w pierwszym punkcie, kolejne trzy będą w telegraficznym skrócie. To teraz refleksja – o tym, czy jesteśmy już za starzy na naukę, zmiany, cokolwiek. Warto posłuchać Madame Polyglot i się nad tym zastanowić, bo często jesteśmy raczej leniwi niż za starzy.
  • A dla równowagi po pierwszym linku zblogowAnym… drugi też będzie o facetach. Idealnych, którzy są tylko na chwilę. Bo to właściwie jest jak w tej piosence Mikromusic. „Takiego chłopaka”. Daj mi panie losie. A jakiego dajesz? :)
  • I na koniec kolejny pomysł naszego wspaniałego rządu, czyli tekst z „Wysokich obcasów”. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem tym pomysłem przynajmniej zniesmaczona. Płacić za tempo rodzenia dzieci?!

Pominęłam coś ciekawego w listopadzie? Koniecznie dorzućcie link!