Blogowanie na szóstkę, czyli co mi dało 6 lat w Świecie zblogowAnym

Prawie przegapiłam kolejne urodziny bloga. Uwierzycie, że Świat zblogowAny ma już 6 lat?! Ja wciąż nie wiem, kiedy to minęło… Jeśli pamiętacie ubiegłoroczny wpis rocznicowy, zastanawiacie się pewnie, co ja jeszcze robię w blogosferze. Wtedy – z okazji 5. urodzin – dałam sobie i blogowi 5 miesięcy. I mimo że po tych 5 miesiącach bardzo niewiele się zmieniło, jednak nie mogłam rozstać się z tym moim ciasnym, ale własnym miejscem w internecie.

Retrospekcja…

Nie umiem zrezygnować z blogowania. A może bardziej: z pisania. Takiego mojego, nieograniczonego tematycznie – bo na co dzień piszę bardzo dużo w mojej pracy offline. Rok temu postanowiłam podjąć radykalne postanowienie: wóz albo przewóz. Wtedy utknęłam w jakimś martwym punkcie i dałam sobie – skoro minęło 5 lat – 5 miesięcy, by rozkręcić to miejsce tak, jak zawsze chciałam, albo zamknąć je i zająć się czymś innym. Nie chciałam blogować z doskoku, od czasu do czasu, odkładając nowe teksty na wieczne jutro. Życzyłam sobie 5 rzeczy, których nie udało mi się osiągnąć, ale może rozliczmy je po kolei:

  1. 5 wpisów w miesiącu. Dzisiejszy wpis jest 25. w 2017 roku. Jak więc łatwo policzyć, do pięciu tekstów miesięcznie nieco brakuje… aczkolwiek w grudniu 2016 i styczniu 2017 prawie mi się to udało, bo do pięciu wpisów brakowało tylko jednego.
  2. 5 topowych kategorii blogowych i/lub cykli wpisów, wokół których miały się pojawiać inne treści. No cóż… wciąż mamy tu piękny miszmasz :)
  3. 5 ciekawych wywiadów do maja 2017. Ale mam nadzieję, że powrót cyklu #PortretyBlogosfery od listopada 2017 jakoś Wam to wynagrodzi :)
  4. 5 podróży i/lub wydarzeń i/lub umiejętności, które zaowocują ciekawymi treściami na blogu. I chyba ten punkt mogę niejako odhaczyć, choć raczej po maju niż przed. Niejako – bo podróże, wydarzenia i umiejętności się pojawiły, ale niekoniecznie zdążyłam się już nimi z Wami podzielić. Ale wizytą w Zakopanem zdążyłam!
  5. 5 miesięcy owocnej pracy. Dałam sobie czas do 3 maja 2017 r. Cóż… jak widać, mamy 3 grudnia i ja wciąż nie umiem Was porzucić :)

Teraźniejszość

Minęło sześć lat, sama nawet nie wiem kiedy. Niby niewiele się tu działo, a jednak – jak już wyżej wspominałam – nie potrafię się pożegnać ze Światem zblogowAym. To ledwie nieco ponad 180 tekstów, czyli jakieś 30 rocznie. Nawet nie jeden na tydzień. A mimo to te sześć lat tworzenia własnego miejsca w sieci to spory kawałek mojego życia. To właściwie cały mój czas po skończeniu studiów, czyli mogę powiedzieć, że mimo uzyskania dwóch tytułów magistra w 2011 roku, od tamtego czasu wciąż nie przestaję si uczyć. Bo blogowanie ciągle uczy mnie czegoś nowego. Albo ja uczę się czegoś nowego, by lepiej tworzyć swój blog. A czego się nauczyłam przez te 6 lat? Co dało mi blogowanie? Dało wiele, ale z racji 6. urodzin postaram się to streścić w 6 punktach:

  1. Mój własny Świat. Nie bez powodu ten Świat zapisany jest wielką literą – to nie tylko element nazwy, który towarzyszy temu miejscu niemal od początku, ale i określenie szczególnego miejsca w blogosferze. Mojego miejsca. Miało być o mojej pasji do sportu, jednak z czasem nieco zmieniło się jej miejsce w moim życiu offline, a więc naturalna koleją rzeczy i w Świecie zblogowAnym sport ustąpił miejsca innym pasjom, zainteresowaniom, tematom, dziedzinom życia itd. Zostały jakieś teksty ze stricte dziennikarskim zacięciem, jak wywiady czy „Krótka piłka”, ale coś mi się wydaje, że królować będzie tu jednak tematyka związana z kulturą (np. książki) i kobiecą stroną kategorii pt. styl życia szeroko rozumiany. A co tam, niech ten róż w nagłówku nie będzie tu bez powodu (mimo że uwielbiam wszystkie odcienie niebieskiego)! W każdym razie, w tym właśnie moim miejscu mogę się nimi dzielić z Wami na moich zasadach. Mogę Wam pokazać kawałek swojego życia, mogę wykreować świat zupełnie fikcyjny. W końcu – mogę podzielić się z Wami tym miejscem, oddać Wam głos na łamach tego Świata. I wszystko to bardzo lubię!
  2. Nowe miejsca w sieci. Głównie blogi. Dopóki nie zaczęłam sama blogować, nawet nie wiedziałam, jak potężną część wirtualnego świata stanowią blogi właśnie. Nigdy nie kręciła nie ta sŁitAŚna strona, ale i ją na początku poznałam. Nie wciągnęła mnie (poza kilkoma sportowymi opowiadaniami, dzięki którym nie musiałam już oglądać kabaretów:), za to szybko odnalazłam osoby i miejsca, do których wracam od lat. A teraz coraz częściej sięgam do blogów, z których mogę się dowiedzieć więcej o blogowaniu, marketingu internetowym czy mediach społecznościowych.
  3. Media społecznościowe i marketing internetowy są zatem w tej sytuacji jak najbardziej zrozumiałym kolejnym pozytywnym wymiarem blogowania :) To prowadzenia własnego bloga sprawiło, że lepiej znam się na wielu aspektach swojej pracy offline niż większość pozostałych pracowników mojego działu. To w internecie uzupełniam swoją wiedzę nt. mediów społecznościowych i marketingu internetowego, by coraz lepiej prowadzić własne kanały blogowe, ale dzięki temu mogę się też zająć tymi firmowymi. Jak już wspomniałam w punkcie 2., sporo wiedzy zyskuję od innych blogerów. Bez własnego bloga pewnie nie wpadałbym na to, by to od nich się uczyć.
  4. Nowych znajomych. Dzięki blogowaniu mogę się nie tylko uczyć, ale i poznać fantastycznych ludzi – nie tylko z drugiego końca Polski, ale nawet Europy i świata. Niemal codziennie odkrywam nowych blogerów, a pod swoimi tekstami co raz zyskuję wartościowych czytelników, z którymi prowadzę ciekawe dyskusje. Co ważne, najcenniejsze są te, w których się nie zgadzamy. I chyba głównie dlatego niektóre z tych znajomości bardzo chętnie przeniosłabym do offline’u.
  5. Motywację. Gdy widzę, jak rozwijają się inni blogerzy, jak można uatrakcyjnić treści albo wygląd strony, sama chcę dążyć do ideału. Motywuje mnie to do dalszej pracy, do tworzenia jeszcze lepszych wpisów i ciekawszych tekstów. Motywuje mnie to przede wszystkim do takiej pracy nad moim skromnym Światem zblogowAnym, by w pewnym momencie stał się moją pełnoprawną wizytówką. A poza tym blogowanie motywuje mnie do częstszego czytania (zwłaszcza książek!), rozwijania własnych pasji i zainteresowań (by móc o nich pisać), poznawania nowych ludzi (by pokazywać Wam ich portrety), lepszego życia (by nie wstydzić się pokazywać go Wam w mediach społecznościowych), szukania nowych rozwiązań dla codzienności, polowania na nowe tematy na wpisy i wielu, wielu innych rzeczy.
  6. Wolność. To miejsce daje mi jej wiele – na etacie nie mogę pisać, jak chcę, czego chcę, o czym chcę. Muszę skupić się na firmie, używać zbędnych przymiotników, pisać peany. Tu mogę dać wyraz swobodzie, napisać o ostatnim koncercie, meczu, miesiącu bez limitu znaków i jakiejś konkretnej formy. Mogę pokazać Wam kawałek prywatności w tylko takim wymiarze, w jakim mi się to podoba. Nie muszę obawiać się plotek czy przekręcenia moich słów – wszystko jest zapisane tak, jak ja tego chciałam. Nie szef, nie sąsiadka, nie wymogi formalne.

Jak więc mogłabym porzucić blogowanie? Rok temu po raz pierwszy i ostatni to sobie założyłam – z okazji 6. urodzin Świata zblogowAnego życzę sobie (i Wam!), by kolejny rok, a potem kolejny, kolejny i tak do końca świata i o jeden dzień dłużej to miejsce rozwijało się, nabierając coraz większego rozpędu. Byście nie czekali tygodniami i miesiącami na kolejne teksty, a co najwyżej czas od wpisu do wpisu liczyli w dniach.

Wszystkiego najlepszego nam wszystkim! :)


PS: A na deser 6 najchętniej czytanych tekstów z sześciolecia. W stosunku do ubiegłego roku kolejnością zamieniły się dwa ostatnie teksty (czyli 5. i 6.), a na 3. miejsce wskoczyła nowość w zestawieniu. Kolejne takie za rok – ciekawe, czy będzie więcej zmian :)

6) Twój głos jest ważny, nie zmarnuj go! Czyli po co iść na wybory i jak zagłosować

5) 3 sposoby na to, by dobrze czuć się we własnej skórze

4) TOP 5 seriali na (wciąż) zimowe wieczory

3) Czy warto studiować dziennikarstwo? 

2) Babskie czytadła #1: Michalak vs. Ficner-Ogonowska

1) Kim jest i jak naprawdę żyje singielka? Czyli pierwszy projekt zblogowAny