Miesiąc zblogowAny podwójnie (29/30): majowo-czerwcowy online na drugim planie

Maj i czerwiec były dla mnie mocno pracowite i momentami dość nieprzewidywalne, co skończyło się moją długą nieobecnością na blogu. Wielu z Was pewnie pomyślało, że jednak rzuciłam ten biznes i zaczęłam mocniej żyć offline. Coś w tym było, rzeczywiście sporo działo się w świecie pozablogowym, ale online zbyt wiele mi daje, bym mogła już teraz od niego uciec. Choćby to, że mogę podzielić się z Wami zblogowAnymi miesiącami.

5 przesłuchAnych

Zaczynamy od muzycznych przyjemności, których słuchałam w tych dniach, których nie spędzałam na imprezach wypełnionych disco polo lub częściej niż rzadziej serwujących Zenka Martyniuka i kolegów z branży odwiedzającym teren imprezy i/lub pracującym tam. Choć nie powiem też, że w czasie mojej długiej nieobecności tutaj, nie trafiłam na koncert Zenka, bo byłam i na takowym, ale towarzysko i dla zabawy nie dla wrażeń muzycznych (uwierzycie, że ktoś w moim otoczeniu powiedział, że – cytuję: „Zenek ma przepiękny głos”?! Ja myślałam, że spadnę z krzesła, a szczękę będę zbierać z podłogi) – a muzyka ma w moim życiu nie tylko funkcję rozrywkową. Te inne funkcje zaspokajali mi w tym czasie m.in. chór Sound’n’Grace i Filip Lato swoją bardzo pozytywną piosenką:

Pozostając w letnim klimacie, oczywiście nie mogłabym pominąć największego hitu tego lata, coverowanego m.in. jako „Wieśka tico”. A że (nie tylko) ostatnio nie przestaję słuchać kolejnych coverów w wykonaniu Boyce Avenue, polecę Wam najlepsze Despacito, jakie dotychczas przesłuchałam:

Za to Eda Sheerana chyba przestanę słuchać od lipca, bo zanim się obejrzałam, wszystkie bilety na dwa (!) koncerty na Stadionie Narodowym zostały wyprzedane! Jakoś ten rok, w którym zmieniłam kod, nie jest dla mnie łaskawy pod względem koncertów: w tym roku nie byłam jeszcze na ŻADNYM, ominęły mnie najlepsze, Robbiego mi odwołano, Coldplay wybrał najgorszy możliwy termin… chyba zostaje mi przesłuchiwać ulubionych wykonawców tylko w ramach zblogowAnych miesięcy.

No dobra. Z tymi koncertami to nie do końca tak jest, że mnie wszystkie ominęły. Kibicowałam zwłaszcza w „The Voice…” Mateuszowi Ziółko i dzięki swojej pracy mogłam być na jednym z pierwszych koncertów plenerowych po wydaniu nowej płyty. O dziwo, chyba jedną z najlepszych piosenek jest ta, którą za chwilę Wam podlinkuję, ale na koncercie i tak najlepiej bawiłam się do rockowych klasyków, które śpiewał, np. We will rock you (fragment możecie obejrzeć na moim Instagramie). Chłopak zdecydowanie powinien iść w tym kierunku, a nie balladek, jak ta (choć i te nie najgorzej mu wychodzą – ale on ma jednak rockowy potencjał):

W mojej majowo-czerwcowej playliście znajdziecie też kilka utworów wprost z koncertu One Love Manchester, który odbył się 4 czerwca 2017 r. dla uczczenia ofiar zamachu po koncercie Ariany Grande dwa tygodnie wcześniej. I chyba najbardziej wybrzmiały mi „Anioły” Robbiego.

Pełną dwumiesięczną, może trochę skromną playlistę znajdziecie zaś poniżej – będzie i The Rasmus, i Olly Murs z Louisą Johnson, i Ellie Goulding, i Kodaline, i Coldplay, i Take That, i Patrycja Markowska, i może jeszcze o kimś zapomniałam:

 5 obejrzAnych…

… filmów i seriali. Filmy, jak pewnie wiecie, ostatnio niemal wyłącznie oglądam w kinie, więc w zależności od wolnego czasu jest to średnio 1-2 pozycje w miesiącu (albo i rzadziej). Z serialami może być lepiej, bo te oglądam na dobranoc (czasem jeden odcinek przez trzy wieczory).

Jutro będziemy szczęśliwi. Właściwie nie planowałam wybierać się na ten film, ale skoro już przypadkiem trafiłam do kina, stwierdziłam, że mogę pomęczyć się z językiem francuskim. Historia dojrzewania do roli ojca mężczyzny, który prowadzi beztroskie życie, wydawała mi się dość tendencyjna. Nie miałam ochoty na bajkę zbyt ckliwą – nawet jeśli miała to być komedia. Wbrew moim obawom film okazał się naprawdę sympatyczną historią, choć nie lubię momentów, gdy w kinie chce się sięgnąć po chusteczkę – a takie ten film fundował, bo scenariusz lubi grać na emocjach, bardzo często popadając ze skrajnych w skrajne. Niemniej cała historia mogła być opowiedziana lepiej: czasami dzieje się zbyt wiele i zbyt szybko w krótkiej chwili, czasami pojawiają się zbyt nieprzewidziane, wręcz cudowne zwroty akcji, ale wszystko ratuje humor, a przede wszystkim ciepło relacji ojca z córką. Co najważniejsze: tej relacji oboje się uczą. Zakończenie (nie zdradzam tym, którzy jeszcze nie oglądali) jest trochę zaskakujące, choć z drugiej strony też bardzo przewidywalne. Dlatego filmowi daję tylko (albo aż) 7/10.

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara. Nie uwierzycie, ale to pierwszy film o przygodach Jacka Sparrowa i piratów z Karaibów, który obejrzałam w kinie. I nie wiem, czy którykolwiek z poprzednich obejrzałam w całości (bo oglądałam je w telewizji, często trafiając na nie przypadkiem, już po rozpoczęciu, więc…), ale nabrałam ochoty, by w końcu zobaczyć ten obraz na wielkim ekranie. Ciekawiej byłoby w 3D, ale niestety nie mam towarzystwa na ten wymiar (a, jak pewnie Wam wspominałam, jakoś nie lubię sama chodzić do kina. Choć znam takich, co lubią). W każdym razie film utrzymuje poczucie humoru znane z poprzednich części (choć może były w nich małe odstępstwa), dynamikę morskiej przygody i tajemnice mórz i oceanów, które znają tylko najwytrwalsi piraci. Nowi bohaterowie mają ciekawy rys charakterologiczny, starych już znamy, ale pojawiają się momenty retrospekcji (poznajemy np. młodego Jacka Sparrowa). A koniec pozostawia nas z pytaniem, czy to już koniec sagi o piratach, skoro złamane zostały wszystkie morskie klątwy i bohaterowie znani nam z pierwszej części wrócili do domu, czy może autorzy serii znajdą jakiś ciekawy wątek do rozwinięcia. Za udany seans daję 7 z plusem.

Pora na inny typ oglądAnych, czyli moje dobranocki. Przez ostatnie dwa miesiące obejrzałam 3,5 serialu, więc trzy z nich Wam zrecenzuję.

Stranger ThingsNie wiem dlaczego, ale uwielbiam historie nie z tego świata. Do Stranger Things  zabierałam się już od dawna, w końcu w maju mi się udało. Klimat lat 80., małe miasteczko, tajemnice i tajemnicze siły, zaginiony chłopiec, jego koledzy i zrozpaczona matka gotowi na wszystko, dziewczynka z nadprzyrodzonymi zdolnościami… klimatem trochę przypomniał mi się serial Haven oparty o książkę Kinga. Każdy odcinek wciąga – gdy miałam więcej czasu albo nie mogłam przestać oglądać i zarywałam noc, oglądałam nie jeden odcinek przez 3 dni, a nawet 3 odcinki w jedną weekendową noc. Dawno serial mnie tak nie wciągnął, nawet mimo tego, że momentami był dość przewidywalny, a jednak straszny i bałam się go oglądać nocami. Ale to lubię i z czystym sercem daję mocne 8/10.

Trzynaście powodów. Widziałam wiele różnych opinii na temat tego serialu, sporo dobrych, więc po przeczytaniu opisu poczułam się zachęcona do jego obejrzenia. Niestety, po poznaniu 13 powodów nie byłam w pełni usatysfakcjonowana fabułą. Liczyłam na naprawdę ciekawy psychologiczny serial, a tymczasem mimo tego, że chcemy poznać te 13 powodów (więc wciąga), to każdy kolejny epizod jednak się dłuży. Fajnym zabiegiem jest to, że przesłuchując kasety wraz z Clayem, jednocześnie razem z nim zastanawiamy się nad drugą stroną każdego powodu, ale i tak obraz jest dość jednostronny. Po serialu psychologicznym spodziewałabym się jednak bardziej pogłębionej analizy psychiki młodego człowieka – nawet jeśli jego krok stara się zrozumieć drugi młody człowiek. Mimo to warto obejrzeć serial, bo daje do myślenia, jak działa psychika skrzywdzonego nastolatka – nie zauważa winy w sobie, wini cały świat. I to może doprowadzić do tragedii. 6/10.

American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona. Historię O.J. Simpsona pamiętam z podręczników i artykułów omawianych na studiach, które wskazywały na początki telewizji robionej na żywo – transmisji z ważnych wydarzeń w danej społeczności czy kraju. Niby znałam tę historię, a nie do końca – dzięki serialowi mogłam ją zobaczyć taką, jaka była: wielkim sądowym przedstawieniem. Bo nie był to proces, jakich wiele. Na ławie oskarżonych zasiadła była gwiazda futbolu, teraz aktor, od lat idol Amerykanów. A oskarżenie było nie byle jakie: o podwójne morderstwo, byłej żony i jej przyjaciela. Serial pokazuje kulisy tego słynnego procesu, którym w połowie lat 90. XX w. żyły całe Stany Zjednoczone. Mamy wgląd w działania prawników obu stron, odkrywamy ich zakulisowe działania, ale przede wszystkim mamy wrażenie, że odpowiednia taktyka niemal pewnego mordercę wypuszcza na wolność, bo ława oskarżonych dostaje uzasadnioną wątpliwość, wypływającą głównie z pobudek rasowych. Może gdybym lepiej znała historię przed obejrzeniem serialu, nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia, by dać 8/10. Bo historia to jedno, ale pokazanie właściwie dobrze znanej historii w sposób interesujący i wciągający to drugie.

5 przeczytAnych… w linkach zblogowAnych

Wiosenno-letni sezon imprezowo-targowy w mojej pracy i perspektywa podróży na drugi koniec Polski miała być zbawieniem dla mojego czytelnictwa, ale okazuje się, że chyba będę musiała poczekać do urlopu. Ale wtedy to ja sobie odbiję w lekturze – na pewno! A dziś zostaniemy tylko przy 5 zblogowAnych linkach. Wybór tylko pięciu z dwóch miesięcy to nie lada wyzwanie, ale mam nadzieję, że udało mi się wybrać te najciekawsze. I z racji okresu wakacyjnego, w którym je publikuję – raczej lekkiego kalibru. Oto one:

  • Ja od 3 lat 26 maja przypominam Wam jeden tekst, w tym roku polecę Wam także inny napisany z sercem (i nie tylko!) o tej jednej ważnej w życiu każdego z nas osobie. Bo dobrze, że ją MAMY, jak napisała Milena.
  • Mamy lato, ludzie przeżywają pierwsze i kolejne miłości – niektóre będą tylko wakacyjne, inne na całe życie. Często jednak zapominamy o tej najważniejszej miłości – i Aneta Wam o tym przypomina w tym tekście.
  • O, wyżej pisałam Wam o serialach? Dobrze się składa, bo Króliczek Doświadczalny zebrał dla nas te najlepsze – niektóre znam, też polecam, inne zapisujemy sobie na liście do odhaczenia.
  • A jak już jesteśmy przy listach, to Klaudyna zebrała dla Was 10 najbardziej inspirujących blogerek. Trudno się z nią nie zgodzić – dziewczyny robią naprawdę dobrą robotę. Ty Klaudyna też! :)
  • Na koniec coś cięższego kalibru, ale podanego w przystępny sposób. Śledząc wydarzenia w Polsce, zwłaszcza te z polityką w tle, nie sposób się nie zastanawiać, czy większość ma rzeczywiście rację – jak to z tym właściwie jest, możecie poczytać u Dagmary (tak, wiem, że to tylko wstęp do szerszego zagadnienia, ale choć prosty, to znaczący).
  • Dziękuję za podzielenie się moim wpisem! :) Widzę, że serialowo wychodzimy podobnie, chociaż ja nie oglądałam American Crime Story. :) Chętnie jednak obejrzę!

    • Ana

      Polecam (i nie ma za co) i polecam (serial) :)

  • Bardzo miło znaleźć się w takim gronie :) dziękuję bardzo za takie wyróżnienie, to zawsze dodatkowy kopniak do działania i bez wątpienia powód do uśmiechu! :) Polecenia muzyczne z chęcią przesłucham, bo zawsze gdzieś Twoje typy pokrywają się idealnie z moimi :)

    • Ana

      A już sądziłam, że mam oryginalny gust muzyczny… ;) A na poważnie – fajnie, że komuś moje przesłuchAne też wpadają w ucho. No i nie ma za co – wartościowe teksty zawsze chętnie podaję dalej!

  • Justyna Gross

    Podzielam muzyczne wybory i opinię na temat serialu 13 powodów (też mnie nieco rozczarował)