Miesiąc zblogowAny (28): kwiecień plecień

Kwiecień plecień – mówi polskie przysłowie. W tym roku poprzeplatał nie tylko pogodę, ale i cały mój zblogowAny czas. Mimo to znalazłam parę chwil, by poczytać, pooglądać i pozbierać linki. Wybaczcie, że nie specjalnie dla Was, a głównie dla własnej przyjemności, ale mam nadzieję, że i wilk (czyt.: WY), i owca (czyt.: JA) będą dziś całe :) Oto kwietniowa porcja rzeczy zblogwAnych, z odrobiną wzruszeń, emocji i historii w tle.

5 przesłuchAnych

Na początek szybka piątka, czyli czwórka przesłuchAnych i jako piąta pełna kwietniowa playlista. A zaczniemy… Rob wypuścił nowy teledysk. A teraz wszyscy udajemy, że jesteśmy zdziwieni, że The Heavy Entertainment Show pojawia się w zblogowAnych przesłuchAnych kwietnia :)

Po tej ciężkiej rozrywce może coś bardziej nastrojowego? Proponuję gitarowe brzmienia i wokal Alejandro Manzano [żaliłam się już, że i on(i) nie zapuszcza(ją) się tak daleko na wchód, by zagrać jakiś mały koncercik w Polsce?]:

Pora na zaskoczenie. Zaskoczyła mnie Natalia Szroeder. Nie wiem, czy bardziej piosenką, czy może nieco inspirowanym teledyskiem (nie ona pierwsza tańczy w teledysku z kimś, kto umie lub myśli, że umie tańczyć:) – ale choć fanką Natalii nie jestem, to słucha się tego bardzo przyjemnie. Aż sama jestem w szoku, jak bardzo.

I jeszcze – zanim wpuszczę Was w pełną playlistę – moje odkrycie kwietnia:

Nie jestem jakąś wielką fanką tego typu muzyki, rzadko sięgam po aż tak klasyczne granie (no cóż, wolę energetyki), ale ten motyw tak zagrany przez 2CELLOS przyprawił mnie o te – sławetne i popularne we wszystkich programach muzycznych – ciary. Są niesamowici w interpretacji!

A pełną kwietniową playlistę, czyli kilkanaście utworów, które najbardziej wpadły mi w ucho w ostatnim miesiącu, znajdziecie tu:

 5 obejrzAnych

Krótko- i długometrażowych. Zacznę od tych pierwszych. Od obejrzanego już w maju, ale datowanego jeszcze na kwiecień filmu z ogromnej pracy Holendrów, którzy stalowymi ramami wydzielili fragment Morza Północnego, osuszyli go (!) i przeprowadzili tam prace archeologiczne, by wydobyć szczątki zestrzelonego polskiego bombowca z czasów II wojny światowej wraz ze szczątkami poległych polskich lotników. Wyobrażacie sobie, jaki to musiał być ogrom pracy?

Krótko o tej historii możecie też przeczytać w tym artykule.

Pozostając w temacie spraw poruszających, na Faebooku trafiłam na film ważny zwłaszcza dla rodziców. Uczycie swoje dzieci, by nie rozmawiać z obcymi? Tak? To koniecznie obejrzyjcie ten krótki eksperyment.

Weryfikuje nieco metody wychowawcze, prawda?

A na koniec krótkich metraży kwietnia coś najpiękniejszego i na wyciągnięcie ręki, czyli… Polska ♥ Oczami  Michała Sadowskiego. Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie widoki tracicie, wybierając wakacje za granicą! I pewnie nawet nie wiecie, że w Polsce jest co najmniej kilkanaście wygasłych wulkanów (musiałam wygooglać, czy wulkan w Ostrzycy jest jedyny:).

Pora na długi metraż. W kwietniu w kinie byłam dwukrotnie i w obu przypadkach na filmach inspirowanych prawdziwymi historiami. O ile lubię takie, zwłaszcza dotykające czasów II wojny światowej, o tyle oba pozostawiły po sobie pewien niedosyt.

Maria Skłodowska-Curie. Kolejny już w tym roku obraz o wielkiej Polce. Pomysł na film był ciekawy: zamknięcie historii w okresie między pierwszą a drugą Nagrodą Nobla, pokazujący z jednej strony bardziej prywatne życie, a z drugiej trudy zaistnienia kobiety w hermetycznym, mało przyjaznym męskim świecie nauki to scenariusz na bardzo dobrą produkcję. Bohaterka: naukowiec i podwójna laureatka Nagrody Nobla, pokazana nie tylko w pracy, ale głównie jako żona i matka, a także kochanka – czy to można zepsuć? Wygląda na to, że można. W opowieść wdarło się nieco chaosu, jakby momentami wątki były zlepiane na siłę. Do tego zamiast skupienia na dokonaniach naukowych i ich znaczeniu, drodze do zdobycia uznania mimo bycia kobietą (takie czasy to były, niestety), na pierwszy plan wysuwa się życie prywatne i emocjonalne, a nawet erotyczne Marii Skłodowskiej-Curie. Na więcej niż 6/10 w ocenie nie mogę sobie pozwolić. Niestety.

Azyl. Rozumiem autora tłumaczenia tytułu, aczkolwiek można było spróbować popracować z oryginałem, bo The Zookeeper’s Wife zdecydowanie lepiej oddaje środek ciężkości historii państwa Żabińskich, opiekunów warszawskiego zoo, którzy próbowali ocalić ostatnie zwierzęta ze swojego zoo, a potem setki Żydów podczas niemieckiej okupacji. Ale z drugiej strony, trudno o lepszy tytuł, bo zoo Żabińskich było azylem dla ludzi skazanych na zagładę. Ukrywanych tuż pod nosem nazistów. Tak naprawdę w oryginalnej historii, mam wrażenie, większą rolę odegrał Jan, właściciel zoo, który z narażeniem życia nie tylko swojego, ale nawet swojego początkowo jedynego dziecka (później była już parka) wydobywał ludzi z warszawskiego getta. Ale Azyl to ta część historii, która opowiada o żonie Jana, o historii z jej perspektywy. Być może dlatego pewne kwestie są trochę wyidealizowane, inne strywializowane, uproszczone, jeszcze inne niemal zupełnie pominięte lub ukazane w telegraficznym skrócie, nie w pełni oddającym klimat tamtych strasznych czasów, gdy człowiek był człowiekowi wilkiem. Trąci trochę sztampą amerykańskiego kina wojennego (choć bez tej otoczki charakterystycznej dla amerykańskich wojskowych bohaterów wojennych – ale tu mamy przecież do czynienia z cywilami), smuci brakiem głębszej warstwy psychologicznej i brakiem zainteresowania polskiego kina tą historią (i tym, że nie kręcono go w Polce, a w sąsiednich Czechach), ale cieszy faktem, że przypomina o trudnej historii, wyciągając z niej to, co najlepsze. Co najlepsze w ludziach. 7/10.

5 = 1 przeczytAna + 4 linki zblogowAne

Ech… i znów tylko jedna książka. Pociesza mnie już tylko wielkimi krokami zbliżający się wiosenno-letni sezon imprezowo-targowy w mojej pracy i perspektywa podróży na drugi koniec Polski. Może między jedną pogaduszką w podróży a drugą znajdę czas na uzupełnienie listy 52 książek. Tymczasem przeczytałam…

Cień sułtana. Chciałabym poświęcić tej książce oddzielny wpis, więc tu będzie absolutne minimum. Opis z okładki: „Gdzie kończy się Wspaniałe stulecie, zaczyna się powieść Paszyńskiej” już mówi wiele. Dla wszystkich, którzy uwielbiają historię i powieści pisane na jej bazie, będzie to świetna lektura. Od pierwszych stron wciąga (no, może pierwszych kilka stron jest monotonnych, ale warto je przebrnąć) historia małego chłopca z Bośni, który zostaje wielkim wezyrem. Wciąga w międzyczasie opowiadana historia małej Jeleny. W końcu: niemal precyzyjnie odtworzone miejsca i klimat czasów. Ja przeczytałam książkę jednym tchem, choć wydawnictwu nie mogę wybaczyć korektora (literówki w imieniu sułtańskiego syna?!). Mimo to w ocenie waham się między 8 a 9/10 – bo styl autorki, znany mi już z Warszawskiego niebotykuzasługuje na wyróżnienie.

Książka posłana dalej w świat, zatem odhaczamy linki. Wybrać cztery – to męka. Ale czego nie zrobię dla Was? :)

  • Tym razem zaczniemy od historii, skoro przewija się przez wszystkie kwietniowe -Ane. Historia powstania biografii Rudolfa Hoessa, komendanta Auschwitz-Birkenau, z elementami faktów historycznych to jeden z ciekawszych artykułów, jakie przeczytałam w kwietniu i jedno z lepszych tego typu opracowań w polskich mediach. Podkreślam: w mediach. Tych pisanych ostatnich czasów.
  • Wahałam się między kolejnym tekstem Volanta a czymś z kategorii „dla blogerów”… i wybrałam to drugie. Bo identyfikacja wizualna jest ważna – sama jej nie doceniałam, dopóki nie złapałam się na tym, że preferuję te strony w sieci, które pozytywnie kojarzą mi się też wizualnie. Bo dobry tekst obroni się na każdej powierzchni, ale chętniej wraca się do tych stron i blogów – jako całości – które są estetyczne i profesjonalne. Tych, po których widać, że twórca wkłada w nie wiele pracy. I serca.
  • To teraz będzie o celebrytach. Sportowcach celebrytach. Bo gdy czytam takie wywiady jak ten, zaczynam nieco inaczej o nich myśleć. Zwłaszcza o sportowcach z tych dyscyplin, z którymi miałam do czynienia nieco więcej poza oglądaniem ich w telewizji i czytaniem relacji w internecie – jak siatkówka, z którą bawiłam się jako korespondentka z meczów PlusLigi w Olsztynie (oj, już lata temu!). Po takich tekstach przestaję mierzyć wszystkich jedną miarą, co – niestety – często się zdarza, gdy na żywo widzisz więcej niż inni. Zwłaszcza gdy sportowiec więcej udziela się medialnie niż sportowo. Ale tylko tak niedobre sportowe wywiady chciałabym czytać.
  • Kończąc nasze dzisiejsze spotkanie, zostawię Was z Żudit i niezwykłą historią z jednej z białostockich galerii – koniecznie przeczytajcie, zakończenie dziwi i wzrusza, bo takie odruchy serca w takich miejscach spotyka się wyjątkowo rzadko.
  • Jak to dobrze, że znów weekend :D będzie co nadrabiać, bo cała masa ciekawych i inspirujących rzeczy tutaj zagościła! ♥ Koniecznie do nadrobienia te wszystkie krótkometrażowe filmki, choć na ten o ulubionych miejscach w Polsce nie mogłam czekać :D cudo ♥

    • Ana

      Sama rozumiesz, że nie mogłam tego filmu tu nie uwzględnić :)

  • Jeszcze długo nie nadrobię internetowych/blogowych zaległości, ale dzięki za polecenie tekstu, w którym jest wzmianka o moich produktach :)

    • Ana

      Nie ma za co – dobre rzeczy należy polecać, nawet pośrednio :) A niedługo będzie i bezpośrednio o planerze :)

      • Dzięki za miłe słowa 😊 O fajnie, daj znać wcześniej na maila bo mnie ostatnio różne informacje omijają :/ albo znajduję wzmianki sprzed pół roku przez przypadek :P

  • Znalazłam coś dla siebie. Artykuł o komendancie Auschwitz-Birkenau i Azyl. Polegam na Twoich rekomendacjach, jak na żadnych innych :)