Lektura na niedzielę #2: „Cień sułtana”

Co roku obiecuję sobie, że przez 365 dni przeczytam 52 książki i… jakoś tak szybko rok mija, a ja na blogu nie polecam niczego w szerszym wpisie. Pierwszą i do dziś jedyną „Lekturę na niedzielę” poleciłam Wam niemal równo rok i 5 miesięcy temu! I – jak wtedy – do tego wpisu też zmotywował mnie tzw. Book Tour. Ale wiecie co? Przynajmniej polecam Wam perełki, bp „Cień sułtana” Marii Paszyńskiej to kolejna książka, obok której nie można przejść obojętnie.

Gdzie kończy się „Wspaniałe stulecie”, zaczyna się powieść Paszyńskiej.

Jest rok 1566. Sulejman Prawodawca wyrusza na kolejną wyprawę przeciwko Habsburgom. Kampania ma być ukoronowaniem jego rządów, ostatecznym zwycięstwem Imperium Osmańskiego nad chrześcijańską Europą. Na drodze staje mu Nikola Subicz Żriński, dowódca niewielkiej twierdzy Szigetvar.
Niespodziewanie jednak sułtan Sulejman umiera, a wielki wezyr Mehmed Pasza Sokollu postanawia zataić ten fakt przed wojskiem, aby nie dopuścić do rozpadu Imperium Osmańskiego…
Napisana z rozmachem, niezwykle plastyczna, porywająca opowieść. Udane połączenie historii i fikcji literackiej, w której na tle wielkiej polityki, intryg, spisków, zdrad, zamachów i brutalnej walki o władzę rozgrywają się ludzkie dramaty: miłość przeplata się z lękiem, a z uśpienia budzą się demony uczuć z przeszłości.

Podobnie jak w przypadku „Warszawskiego niebotyku”, tak i tym razem opis wydawnictwa nie tylko zachęca do lektury, ale i płynnie wprowadza nas w historię. A jeśli ktoś jest fanem „Wspaniałego stulecia” (przyznaję bez bicia: uwielbiam filmy i seriale kostiumowe, oparte na historii, ale we „Wspaniale stulecie” tak konkretnie wciągnęła mnie dopiero Kösem. Być może dlatego, że tę serię zaczęłam oglądać od pierwszego odcinka, a nie przypadkiem w trakcie serii), połączenie tego faktu z kunsztem pisarskim autorki powinno go już całkowicie przekonać do sięgnięcia po „Cień sułtana”.

Bo Maria Paszyńska wyśmienicie radzi sobie z historiami sprzed lat, a nawet wieków. Znakomicie potrafi przenosić czytelnika w czasie. Już od pierwszych stron książki. Co prawda, dla mnie początek mógłby być mniej monotonny – historia młodego Bajo mimo wszystko nieco się ciągnie i czytelników mniej zainteresowanych całokształtem opowieści może trochę zniechęcić. Ale gdy docieramy do właściwych momentów tej historii, wciąga – i to bardziej atmosferą tamtych czasów niż samymi wydarzeniami. Maria Paszyńska tak potrafi opowiadać, że niemal przenosimy się do miejsc i czasów. Raz jesteśmy w twierdzy Szigetvar, raz trafiamy do obozu tureckiego przemieszczającego się po Węgrzech, a następnie koczującego pod Szigetvarem. Tak jak w „Warszawskim niebotyku” niemal wędrowałam ulicami Warszawy wraz z bohaterami, tak brnąc przez „Cień sułtana”, czułam trudy wędrówki tureckiego wojska i niepokój w węgierskiej twierdzy. Czułam chłody nocy u schyłku lata, zapachy obozowych ognisk, atmosferę przedłużającego się oczekiwania na atak, w końcu – atmosferę walki o władzę. Razem z wielkim wezyrem potrafiłam zamyślić nad nieuchronnością przemijania (może nie aż tak, jak on, ale czytałam książkę tuż przed moimi 30. urodzinami, więc siłą rzeczy też zerknęłam w to, co już za mną). Klimat historii jest więc niepowtarzalny, choć – mam wrażenie – bardzo charakterystyczny dla autorki. Czyli niezwykle dobrze oddający atmosferę opisywanych czasów.

Bardzo mocnym punktem całej powieści jest faktografia. Czytając, zastanawiamy się, ile w losach wezyra prawdy, a ile fikcji literackiej. I gdy wygooglamy (wyczytamy lub pamiętamy z lekcji i/lub wykładów z historii) najważniejsze osoby z książki, będziemy w szoku, jak wiernie zostali odwzorowani (oczywiście, ubarwieni fikcją literacką, a mimo to niemal jak prawdziwi). Do tego dochodzi słowniczek na końcu książki, do którego możemy zerknąć, jeśli nie kojarzymy pewnych pojęć. Widać ogrom pracy włożony w odwzorowanie realiów czasów schyłku życia Sulejmana Wspaniałego. I coś, co mnie zachwyca: budowa charakterów. Najpełniej poznajemy Mehmeda Paszę Sokollu (mimo że równoległą bohaterką jest tu Jelena, córka Zrinskiego). Maria Paszyńska świetnie umie tworzyć postaci, które są wielopoziomowe, przechodzą przemiany – jak Sokollu: od dziecka, które miało zostać skromnym mnichem, do wielkiego wodza, cienia sułtana, osoby drugiej w jednym z największych i najważniejszych krajów ówczesnego świata. Poznając „oficjalną” stronę postaci w międzyczasie poznajemy jej prywatne perypetie, które rzucają nowe światło na to, jakimi ludźmi są. Taka umiejętność budowania postaci jest niezwykle cenna, bo każdy czytelnik – a przynajmniej ja – lubi pełne postaci. Charakterystyczne i charakterne. I w postaci Sokollu mamy wszystko, co potrzeba, by bohater był pełny, z krwi i kości. Realny, a nie tylko wymyślony.

I jedno, czego mi szkoda, to to, że „Cień sułtana” kończy się tak naprawdę w najciekawszym momencie. Mam wrażenie, że powieść została po prostu urwana. To pozostawia spory niedosyt, zwłaszcza że tak naprawdę zostajemy z otwartą historią Jeleny. Po lekturze „Warszawskiego niebotyku” miałam podobne wrażenia: że pewne wątki są niedopowiedziane. Z drugiej strony, daje to nadzieję na kontynuację powieści. I mam nadzieję, że się jej doczekam, bo wątek dziewczynki, która z jednej strony przywiązała się do przedstawiciela najeźdźcy i uratowała mu życie, a z drugiej ogromnym płomieniem pali się w niej chęć zemsty za śmierć ukochanych osób i świata, który znała, jest fundamentem dla kolejnego książkowego polskiego odcinka „Wspaniałego stulecia”.

Uwaga, przeszkadzajki! Nie mogę o nich nie wspomnieć, bo – bardziej z zamiłowania niż wykształcenia, choć i tego nieco liznęłam – zwracam uwagę na błędy. Sama kiedyś chciałam być korektorem. W każdym razie: o ile takie powieści czyta się jednym tchem, to są błędy, które można wybaczyć i takie, które nie mają prawa się zdarzyć. W tej powieści było sporo literówek, już od pierwszych stron, ale literówka w imieniu dość popularnym w tamtym kręgu kulturowym już drażni. Dobrze, że była tylko jedna, pozostali Bajazydowie byli zapisani już właściwie. 

Minimetryczka tytułu: Cień Sułtana
Autor: Maria Paszyńska
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data i miejsce wydania: Poznań 2016, wyd. I

Ocena:

PS: Z związku z pięknym banerem na fanpage’u autorki, idealnie pasującym do nagłówka tego wpisu, użyczyłam go na potrzeby mojej recenzji. Dziękuję :)

PPS: O książce „Cień sułtana” wspominałam już w podsumowaniu kwietnia.

  • Nie gustuję w takich książkach, ale tym razem chyba się skuszę. Przy tej ilości pracy przyda się coś fajnego i lżejszego do poczytania.

    • Ana

      Polecam, można się przekonać – patrz: ja i „Wspaniałe stulecie” ;)

  • Jak perełki to nie ma co się migać, trzeba przeczytać. Ja książki czytam namiętnie, ale nie liczę jak duzo ;)