5 książek do przeczytania przed śmiercią

Nowy tekst w Światowy Dzień Książki? Nie może nie dotyczyć książek. Moja uboga lista 52 pozycji przeczytanych w ciągu każdego kolejnego roku jest wciąż zbyt zaniedbana, by chwalić się wynikami, dlatego pokażę Wam inną stronę mojego skromnego czytelnictwa. Listę książek do przeczytania przed śmiercią. To zestawienie to niekończąca się historia, więc co roku o tej porze będę sprawdzać jego stan i dopisywać kolejne pozycje. A jako że bardzo lubię liczbę 5, od tylu tytułów zacznę i o tyle będę uzupełniać moją listę.

Swoją drogą, nie wiem, czy powinnam się przyznawać, czego jeszcze nie przeczytałam. Jednak chyba większym problemem byłoby, gdybym nie planowała przeczytać tych tytułów w ogóle. A tak przynajmniej wiem, za czym rozglądać się na promocjach w Biedronce. Bo od co najmniej roku tylko tam poluję na książki. To znaczy: bardzo rzadko kupuję nowe książki, jeśli poza dyskontem w kropki, to czasem coś w Znaku w fajnej promocji. Ale zwykle w Biedronce za maks 9,99 zł. Robię tak, by zmusić się do częstszego czytania – jest wiele ciekawych tytułów, a ja więcej ich kolekcjonuję na półkach niż czytam. Musze odwrócić proporcje – gdy wyjdę na zero, będę sobie pozwalać na więcej.

A tymczasem w kolejności alfabetycznej tytułów przedstawiam Wam pierwszą piątkę do przeczytania przed śmiercią. O ile nie zaskoczy mnie ona już jutro.

1. „Duma i uprzedzenie” Jane Austen

W biedronkowej promocji kupiłam „Rozważną i romantyczną” oraz „Mansfield Park” (i wciąż czekają…), ale najsłynniejszą książkę Jane Austen przegapiłam. „Duma i uprzedzenie” to nie tylko jedna z najlepszych i najgłośniejszych powieści obyczajowych wszech czasów, na podstawie której powstał równie popularny film. Historia Elizabeth Bennet i Fitzwiliama Darcy’ego uważana jest za arcydzieło w dorobku angielskiej powieściopisarki. I dlatego nie mogę umrzeć, nie poznając tej historii z kart książki (tym bardziej że ani filmu, ani serialu też nie oglądałam – mimo że jakieś urywki z Colinem Firthem widziałam)!

2. „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego

Mój polonista z ogólnika załamałby się, gdyby wiedział, że „Inny świat” umieszczam na tej liście. Dlaczego? Moja maturalna prezentacja opierała się w głównej mierze o tę książkę – o wyznania Gustawa Herlinga-Grudzińskiego z sowieckiego łagru pod Archangielskiem. Ale od kiedy na studiach poruszyliśmy tematykę dokumentów historycznych i omówiliśmy „Gułag” Anne Applebaum, nie odstępuje ode mnie wrażenie, że przygotowując się do matury, przeczytałam powieść Herlinga-Grudzińskiego po łebkach. Albo że w tamtym czasie nie potrafiłam przeczytać jej z odpowiednim zrozumieniem. Bo łagier to był trudny do zrozumienia inny świat – świat z nieludzkim systemem, w którym to, co my teraz uważamy za nienormalne, było zjawiskiem całkowicie normalnym. Bo w rzeczywistości spustoszonej i okaleczonej ludzie wyzuci z wyższych potrzeb duchowych zostali sprowadzeni wyłącznie do tego, co fizjologiczne i zwierzęce. To była trudna lektura dla właściwie niczym nie przejmującej się 19-latki, więc warto ją powtórzyć już z większą świadomością. Z tego samego powodu z pewnością raz jeszcze sięgnę po „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall, „Medaliony” Zofii Nałkowskiej czy „Opowiadania” Tadeusza Borowskiego (i tym razem wszystkie).

3. „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa

Kolejny klasyk, do którego obiecuję sobie zajrzeć od x czasu. Rosyjska literatura XIX i XX wieku jakoś mnie nie kręci od „Zbrodni i kary” czytanej za karę, czyli jako lektury szkolnej (przyznaję, nie przebrnęłam przez całą „Zbrodnię i karę” – być może nadrobię zaległości po „Mistrzu i Małgorzacie”). Powieść Bułhakowa wymaga jednak pewnego wysiłku czytelniczego, dlatego do tej pory jeśli czytałam, to tylko fragmenty, bo ta uchodząca za najważniejszą powieść XX wieku lektura jest jednocześnie jednym z najbardziej tajemniczych dzieł światowej literatury, pełnym zagadek, symboli, niedopowiedzeń – do pełnego, świadomego jej czytania muszę więc dojrzeć. Mam nadzieję, że zdążę :)

4. „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell

Gdy tylko w telewizji trafię na ekranizację tej powieści, praktycznie zawsze ją oglądam. Przynajmniej fragmenty, bo to aż cztery godziny filmu! I zawsze robi na mnie wrażenie. I historia przedstawiona w filmie, i historia samego filmu, który nie tylko stał się kultowy, ale jest to pierwszy kolorowy obraz nagrodzony Oskarem i – o ile dobrze pamiętam – pierwszy kolorowy film długometrażowy (poprawcie mnie, jeśli źle pamiętam ze studiów, ale minął już jakiś czas od moich ostatnich wykładów z historii filmu, telewizji, radia i prasy:). Do tego nieśmiertelne role Vivien Leigh i Clarka Gable’a – ten film nie mógł nie zapisać się złotymi zgłoskami w historii kina. Ale nie byłoby go bez Margaret Michell i stworzonej przez nią historii Scarlett O’Hary. I film, i książka to formy, do których dziś już nie wyobrażam sobie powrotu – przedwojenne, a wciąż tak wciągające. A najbardziej ciekawa jestem, ile w Scarlet Vivien, bo aktorce mocno zależało na roli i mocno nad nią pracowała, dlatego „Przeminęło z wiatrem” to moja kolejna obowiązkowa pozycja do przeczytania przed śmiercią.

5. „Rok 1984” George’a Orwella

Ta publikacja Orwella uznawana jest za najlepszy literacki opis totalitaryzmu i jedną z najważniejszych książek politycznych w historii – jako absolwentka politologii, dziennikarstwa i zainteresowana od zawsze historią świata nie mogę obojętnie przejść obok tej pozycji. Lekturę odkładam od zawsze, ale im dłużej żyję i obserwuję świat współczesny, tym bardziej jestem ciekawa uniwersalizmu losów człowieka w systemie totalitarnym. Bo czasami mam wrażenie, że ten rok 1984 albo wciąż trwa, albo wciąż się odradza co jakiś czas.

Tyle ode mnie na dziś. Ja podzieliłam się z Wami moimi pięcioma książkami do przeczytania przed śmiercią. Czy Wy macie podobne listy? Podzielcie się nimi ze mną – może dzięki Wam dopiszę coś do swojej za rok.

  • Z wymienionych czytałam tylko Orwella i zdecydowanie polecam, chociaż w Polsce 1984 roku raczej na pewno nie mamy ;p Ale takiej Korei na pewno do niego blisko.
    „Mistrza i Małgorzatę” próbowałam czytać, ale się wynudziłam, zaś jeśli o Austen chodzi: czytałam jak na razie jedną jej książkę i nie mam nic przeciwko kolejnym, ale nie uwielbiam „Rozważnej i romantycznej” aż tak, by czuć potrzebę sięgnięcia po nią. Jednak to twórczyni literatury kobiecej :)

    • Ana

      Na pewno nie ma… i miejmy nadzieję, że nie będzie :)
      A „MiM” własnie dlatego odkładam, że boję się trochę tej nudy podczas czytania – jednak postawiłam sobie za cel, by i takie sztandarowe dzieła przeczytać, i sięgnąć też Jane Austen (i nie tylko) z klasyków literatury stricte kobiecej. Wyrobić sobie zdanie, czy chcę się pomęczyć, czy tylko sięgać po tytuły, którymi nie warto się chwalić, bo są aż nazbyt lekkie :)

  • A wiesz, nr 4 i 5 też muszę nadrobić. Ale pierwsze 3 znam, a „Dumę i uprzedzenie” wręcz uwielbiam. Obejrzałam najpierw serial z Collinem Firthem i podobał mi się znacznie bardziej niż film. Szczerze polecam. Potem przeczytałam książkę i okazało się, że serial oddaje ją bardzo wiernie, nawet przeważająca większość dialogów jest skopiowana dosłownie. To mi się podobało, bo lubię, gdy treść książki jest wiernie oddana na ekranie, bez jakichś większych zmian. Film był już nieco skrócony, a mimo to było w nim parę nudnych momentów. Serial wciąga… :D
    „Inny świat” lubię, w ogóle lubię sposób pisania Grudzińskiego.
    A „Mistrza i Małgorzatę” wręcz uwielbiam. Czytałam tylko raz, ale ta książka bardzo zapadła mi w pamięć. Jest tam mnóstwo absurdu, ale tak wyjątkowego, że naprawdę robi wrażeni… :D

    • Ana

      Fajnie, że nie jestem sama w nadrabianiu zaległości :) I dzięki za recenzje, może szybciej mnie zmotywują.
      PS: A jeszcze mam tyle filmów do nadrobienia… klasyków!