Miesiąc zblogowAny (26): migawki z lutego

Jak co miesiąc zapraszam Was do zapoznania się ze zblogowAnymi migawkami z poprzednich 30 dni. Wróć! To przecież był luty – i to nie przestępny (tudzież przestępczy, jak mawiają niektórzy)! W każdym razie, po 28 dniach kolejnego miesiąca 2017 roku, bez zbędnych wstępów, przechodzimy do zestawień piątek przesłuchAnych, przeczytAnych, obejrzanych i zalinkowAnych.

5 przesłuchAnych

Tak jak w styczniu, w lutym na pięciu się – oczywiście – nie skończyło. Nie minęły też noworoczne muzyczne sympatie – dalej zastanawiam się, dlaczego tak w ucho wpadły mi nowe piosenki Eda Sheerana, podczas gdy utwór pt. I see fire zapalał we mnie jakiś ogień, który kazał mi wyłączać radio.

Być może przekonały mnie covery Boyce Avenue? W każdym razie ten cover Sheeranowego singla zdecydowanie wpadł mi w ucho w lutym:

(w lutowej playliście macie też cover piosenki promującej Greya – czy ja już Wam wspominałam, że uwielbiam covery w wykonaniu tego wokalu?). A jeśli mowa o wokalach, wiecie, że lubię te charakterystyczne. Z polskich chodzi za mną ostatnio Ania Dąbrowska ze swoją piosenką promującą kolejną polską komedię romantyczną (oby film był w ćwierci tak dobry jak utwór!):

A jeśli mowa o charakterystycznych wokalach, posłuchajmy czegoś charakterystycznego, ale nieco bardziej żywego i optymistycznego:

– nie wiem, jak Wy, ale ja Emeli Sandé odkryłam tak naprawdę dopiero po ostatniej płycie. Wcześniej kojarzyłam ją właściwie tylko z jednej piosenki: Next to me.

No i co by tu zanucić jako piąte… o, może na koniec znajomi z Ameryki (nie, tym razem nie top of the top Bon Jovi):

Pełną lutową playlistę znajdziecie tutaj – zaczyna się cudownym teledyskiem do piosenki Michaela Buble (nie powiem, że nie wyczekiwałam powrotu artysty do pracy i kolejnych teledysków – czekałam na to równie mocno, jak mocno ściskałam kciuki za udaną walkę jego syna z chorobą!):

5 przeczytAnych i objerzAnych

Jeśli styczeń był ubogi pod względem przeczytAnych i obejrzAnych, to co mam powiedzieć o lutym? Wciąż się zastanawiam, czy uzbieram tu piątkę! Ale słowo się rzekło – zobaczmy, co przyniósł ten króciutki miesiąc.

Kiedy odszedłeś. Naprawdę, chciałabym Wam napisać, że przeczytałam w lutym choć jedną książkę. Niestety, nie dałam rady, więc nie będę spoilerować – zostało mi jeszcze parę stron, mam już pewne wrażenia, ale ocenię całość. W marcu.

Ciemniejsza strona Greya. Biorąc pod uwagę, że podczas pierwszej części zasnęłam dwa razy (na szczęście, oglądałam ją w domu!) i finalnie oceniłam na 4/10, co w moim prywatnym rankingu na Filmwebie dało tej filmowej pozycji zaszczytne pierwsze miejsce od końca (co prawda, ex aequo z dwoma innymi filmami, ale jednak Grey zamykał tabelę), a ta odsłona Christiana miała być ciemniejsza, liczyłam na co najmniej równie „ciekawy” scenariusz. Zawiodłabym się, gdybym do kina poszła sama, z koleżanką lub – co gorsza! – w walentynki z facetem. Na szczęście, poszłam z grupą koleżanek koleżanki z pracy, w co najmniej połowie – grupie pań około 40. Kulturalne komentarze w trakcie filmu i po nim uratowały ten wieczór w kinie. A jaka ocena? Co za gniot… ciemniejsza strona była strasznie wyblakła, a scen erotycznych – głównego atutu tego obrazu – jak na lekarstwo. I pomyśleć, że pewnie na kolejne walentynki będzie trzeci Grey… żeby nie wypstrykać się z punktacji, daję 3-/10. Bo może być gorzej, prawda?

Belle Epoque. Gdy przeczytałam, że wiosną w telewizji pojawi się „10-odcinkowy serial kostiumowo-kryminalny, którego akcja toczy się w Krakowie w 1905 r., w okresie tzw. pięknej epoki”, wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Uwielbiam seriale kryminalne, filmy kostiumowe i Polskę z początku wieku (choć najbardziej z dwudziestolecia – czekam na „Bodo” na dużym ekranie!). Po dwóch odcinkach jestem nieco zwiedziona. Chyba nawet bardziej niż nieco. Z ostateczną oceną poczekam do końca – chyba że nie dotrę do finału. Na razie fajne są kostiumy, scenografia i… pomysł na serial. Ale ta scena łóżkowa w pierwszym odcinku – czy aktorzy nie czuli niesmaku, grając to? Nie wiem, czy wierzyć, że się jeszcze ta fabułą rozkręci. Jak myślicie?

Jej szerokość Afrodyta. W lutym miałam sporo zajęć, podczas których potrzebowałam czegoś nieobciążającego w tle. Tak naprawdę, to właściwie dlatego oglądam seriale – dają mi tło do innych zajęć lub odprężają na dobranoc. Albo po prostu chcę zerkać na serial po polsku / z lektorem podczas wieczorów domowego SPA. W jednym z takich momentów przypomniałam sobie o tym serialu – dawno, dawno temu widziałam kilka fragmentów kilku pierwszych odcinków i pamiętałam, że mi się spodobały. Odpaliłam Netflixa z lektorem i angielskimi napisami (nie obciąża, a w międzyczasie przyswajam angielski w piśmie – jestem wzrokowcem, nawet to, co do powiedzenia, łatwiej zapamiętuję, gdy widzę zapis) i po pierwszym sezonie mogę stwierdzić, że to bardzo sympatyczna, momentami infantylna, ale częściej dość zwyczajnie życiowa i pouczająca bajka. Tak, mimo wszystko bajka. Bez szału, ale coś w sobie ma – może to, że pokazuje, że cokolwiek by się działo, trzeba żyć dalej i nie patrzeć w przeszłość. Umieć odpuszczać. A może też to, że zawsze warto walczyć o siebie? Do tego wątki prawne – Magda M. jakoś mnie nie porwała, ale  kiedyś chciałam studiować prawo. Sentyment. Chyba dlatego pierwszy sezon oceniłabym nawet na 7/10.

Piątą pozycję spośród czytanych i oglądanych w lutym  pozostawię bez komentarza i oceny – ten krótki metraż mówi sam za siebie:

5 linków zblogowAnych

I w końcu ta najtrudniejsza dla mnie część, ale trudno – ukręciłam bicz sama na siebie :) W lutym (jak zawsze) sporo czytałam online i wybór pięciu najciekawszych linków to nie lada wyzwanie. Ale spróbuję podołać!

  • Na początek coś dla blogerów. Czasami wystarczy dziesięć minut dziennie, by zrealizować ważne zadanie i wzbogacić kontakty z czytelnikami lub uaktualnić blog, a nawet zarobić pieniądze – pisze Ula w swojej Szkole Blogowania. Zainspirowało mnie to, więc podaję dalej 20 dziesięciominutowych zadań do wykonania dla każdego blogera. Kto wie – może zainspiruje to kogoś jeszcze?
  • Coś dla blogerów i zwykłych śmiertelników – mimo że czas podejmowania postanowień noworocznych dawno minął, nic nie stoi na przeszkodzie, by pozostałe miesiące roku podporządkować wyzwaniom. Bardzo ciekawą opcję znajdziecie u Króliczka Doświadczalnego.
  • Jeśli lubicie lub sądzicie, że umiecie dyskutować, koniecznie zajrzyjcie (ponownie) do Króliczka Doświadczalnego. Będziecie mogli sprawdzić, czy popełniacie błędy w argumentacji i ile z nich Was dotyczy. Bardzo ilustracyjny, mocno merytoryczny tekst.
  • Musisz! A może jednak nie musisz? Czasami wydaje nam się, że żeby być szczęśliwym, musimy odhaczyć pewne punkty na jakiejś liście. Volant pokazuje, że tylko nam się wydaje. Łapiecie się czasem w pułapkę tych 7 „musisz”, bez których też możesz mieć dobre życie.
  • I tak, podoba mi się taka forma wywiadów. Podoba mi się pomysł i podobają mi się odpowiedzi Pauli z z bloga Magnolia Pisze. Czekam na kolejnych przepytanych przez Alex!

Lutowi ulubieńcy Any…

… niespodzianka! W lutym też ich Wam nie przedstawię. Ale pomyślałam, że stworzę dla nich specjalną kwartalną serię wpisów. Tym samy nie będę przedłużać miesiąców zblogowAnych, skoro nie zaczęłam ze styczniem, a i będzie w nich mniejszy miszmasz. Podoba się Wam ten pomysł?

  • Co do Greya mam takie same odczucia. Klapa kompletna, a ja straciłam tylko czas i zyskałam kilka cm w pasie, po w trakcie musiałam spałaszować paczkę czipsów :D

    A teraz pędzę czytać wywiad z Paulą. Muszę w końcu reaktywować je u siebie, bo mam kilka fajnych pomysłów. Może zbliżająca wiosna da mi potężnego kopa…

    Ściskam!

    • Ana

      Widzę, że mamy podobne plany na wiosnę :)

  • Fajnie, że podobał Ci się wywiad :) Już teraz mogę powiedzieć, że będzie ich więcej.

  • The Blond Travels

    Ostatnio zmusiłam mojego chłopaka do obejrzenia pierwszej części Grey’a. O matko! Co za nuuuda! Mój biedny facet cierpiał katuszę, ja zresztą też, chociaż wyraz jego twarzy bawił mnie tak, że trudno było mi się przestać śmiać.

    • Ana

      Ja pierwszą część oglądałam w domu w trzech podejściach, bo zasypiałam. Drugą obejrzałam przypadkiem chyba w dniu premiery, bo koleżanka miała wolny bilet – ale gdyby nie towarzystwo, to chyba zasnęłabym z 5 razy ;) A, o zgrozo, mam w pracy nową koleżankę, która Greyem jest zachwycona!

  • Kiedy odszedłeś jest na mojej liście książek do przeczytania, ale musi jeszcze w kolejce poczekać :)

    • Ana

      Ach, te kolejki ;) U mnie już tyle książek czeka… a jeszcze booktourowa w drodze!