17 (mini)planów na wiosnę 2017

Wiosna – cieplejszy wieje wiatr! – śpiewali Skaldowie. A skoro już wieje wiatr, to niech to będzie wiatr pozytywnych zmian: nie ma bowiem  lepszego momentu na planowanie zmian codziennych i niecodziennych nawyków i przyzwyczajeń zarówno tych duchowych, jak i bardzo przyziemnych. W tym tych blogowych. Jako że lubię planować (i średnio rozliczać się z tych planów), postanowiłam zaplanować sobie dość szczegółowo wiosnę 2017. Ale spokojnie – plany będą mini, powstrzymam się od eseju :)

Kiedy w kalendarzu pojawia się wiosna, jakoś tak łatwiej nam podejmować nowe wyzwania. Jesteśmy już wystarczająco daleko, by ocenić realność planów noworocznych i jeszcze na tyle daleko, by przedefiniować plany na resztę roku. Najłatwiej robić o etapami – i wiosna przychodzi w odpowiednim momencie. Staje się świetną okazją, by zadbać nie tylko o ducha i dobre samopoczucie, ale też i o ciało, i o kilka spraw zupełnie błahych, codziennych. A że za chwilę wiosna buchnie majem i ani się zdążymy obejrzeć, a będzie już czerwiec, dlatego ja biorę za kilka zaległości. Może i Wam przyda się chwila refleksji i parę planów na wiosnę?

1. Zadbać o ducha

Ta wiosna będzie (kolejną) okazją ku temu, by spróbować wrócić do stanu ducha sprzed lat: stanu spokoju i poczucia wewnętrznej równowagi. Dla mnie nieodłącznie związane jest to także z duchowością wiary i religii, więc połączę to z pozostałym czasem Wielkiego Postu, ale poza tym to stan bardzo świeckiego doświadczenia. Czyli mam nadzieję pozbyć się wszelkich stresów, pogodzić sama ze sobą i uzyskać stan zen: permamentnego dobrego samopoczucia.

2. Większa samokontrola

Nic nie poradzę na to, że jestem w gorącej wodzie kąpana i zdarza mi się mówić i myśleć jednocześnie, a to nierzadko kończy się powiedzeniem o słowo za dużo. Samokontrola w tym przypadku oznacza trudne zadanie, ale nie niewykonalne. Tym bardziej muszę się podjąć tego zadania, że dotychczas nie zauważałam, jak stresujące sytuacje w pracy i mało ogarnięci współpracownicy odbijają się na mnie, a to oczywiście odbija się na zewnątrz. By więc nie przyłożyć się do rozpadu świetnej atmosfery w naszym dziale (choć są osobniki coraz skuteczniej burzące ten ład), muszę się wyciszyć przy swoim biurku. (Bylebym tylko nie zasnęła jak nowy kolega).

3. Mocno ograniczyć słodycze

Co tu owijać w bawełnę – jestem od nich uzależniona. Prowadzę siedzący tryb życia, mimo – częściej lub rzadziej – aktywnych wyzwań. Praca biurowa, zima, wybieranie się autem w nawet niedalekie podróże – wszystko to sprawiło, że zgubiłam formę i złapałam nieco za dużo tłuszczyku. Nawet jeśli mało go widać, to ja czuję się ciężko, a to sprawia, że pora odstawić to, co najbardziej lubię, a co jest zgubne i dla ciała, i dla ducha. Słooodycze! Każdy Wielki Post i Adwent to dla mnie czas, gdy ograniczam liczbę zjadanych słodkości, ale pora, by ograniczenia rozciągnąć na dłuższy czas. Najpierw na wiosnę, potem – kto wie – może na cały rok.

4. Kupić rower

Rower to był mój wieloletni środek transportu do szkoły. Nienawidziłam go wtedy… bardzo. Ale gdy droga do ogólnika się wydłużyła, potem na studiach rządziły olsztyńskie miejskie autobusy (choć nie powiem, zdarzały się wycieczki na szpilkach z centrum na Jaroty), a w końcu dorobiłam się mojej zgrabnej Corsinki, rower odszedł w zapomnienie. Ten komunijny już się do niczego nie nadaje (właściwie to nawet nie wiem, co się z nim stało – piwnica domu rodzinnego kryje wiele!;), więc latem ubiegłego roku, gdy koleżanka wypomniała mi, że już nie wypijam z nią nawet lampki wina, bo nie chce mi się przyjść do niej spacerkiem, powzięłam postanowienie zakupienia roweru. Bo ten kilometr +/- parę metrów do niej mogłabym jednak częściej przemierzać w sposób aktywniejszy niż za kierownicą nawet najbardziej ukochanego autka. Latem ubiegłego roku się nie udało, ale do końca marca musi się udać. I wraz z pierwszymi ciepłymi wiosennymi dniami zacznę sobie urządzać zdrowe wycieczki rowerowe :)

5. Więcej się ruszać

Bo sam rower to mało. Ostatnio czuję się ciężko, a dodatkowo zszokowały mnie badania poziomu tkanki tłuszczowej i BMI, zrobione ot tak sobie, przy okazji – oba wskaźniki wyszły mocno w górnych granicach norm, a to już sygnał, że ta ciężkość nie jest przypadkowa. Pamiętam okresy studiow, gdy uczęszczałam na dośc intensywne zajęcia obowiązkowego w-f-u – zawsze po nich czułam się lżej i pełna energii. I tak też chce się czuć tej wiosny.

6. Zacząć planować

Z pewnym rozrzewnieniem wspominam czasy gimnazjum i liceum, gdy po powrocie ze szkoły zjadałam obiad, pomogłam w pracach domowych lub przydomowych i zabierałam się za rozpisywanie, często co do minuty, czasu na naukę. Przy moim trybie pracy nie uda mi się tak szczegółowe planowanie, ale pojedyncze cele dzienne czy nieco już liczniejsze te bardziej długoterminowe są już jak najbardziej realne. Mam wrażenie, że to pomoże mi lepiej ogarnąć codzienność, a przede wszystkim ten mój chaotyczny Świat zblogowAny.

7. Zacząć konkretnie pracować nad swoim angielskim

Francuskiego się nie nauczę, niemieckiego próbowałam, rosyjski zapominam… ale angielski przyda mi się nie tylko ona wakacjach, ale przede wszystkim w pracy. Bo może i tkwię na Prowincji, może i bardzo rzadko mam styczność z językiem mówionym, ale już częściej z pisanym i po prostu kiepsko się czuję, gdy zdaję sobie sprawę, że z tym językiem jest faktycznie jak z organem: nieużywany zanika. A rozumienie tekstów ulubionych piosenek to dla mnie zdecydowanie za mało!

8. Dokończyć porządki w poczcie e-mail…

Do sprzątania w tym miejscu (a właściwie: w tych miejscach) już się zabrałam. Z początkiem grudnia zaczęłam oczyszczać podstawową prywatną skrzynkę i właściwie do tej pory kilka razy w tygodniu (a przynajmniej w miesiącu) usuwam zbędnych kilkadziesiąt maili. Bo nazbierało się tego dużo. Dużo za dużo. Cel jest jeden: by w końcu moja skrzynka po codziennych odwiedzinach żegnała mnie stanem: 0 nieprzeczytanych wiadomości. To będzie mocno oczyszczające!

9. … i na komputerze

Foldery w komputerze. Z nimi mam zdecydowanie większy problem niż z mailami, bo poza segregacją, muszę też się zdecydować, jak je ponazywać i jak ograniczyć ich liczbę, by po tych porządkach się nie pogubić.

10. Uporządkować Marzenia do Spełnienia

To był plan do wykonania do końca roku 2016. Stworzenie aneksu i pewnego przewartościowania dotychczasowej pięćdziesiątki. Nowy termin: pierwszydzień lata 2017.

11. Przeprowadzić minimum 3 inspirujące wywiady

Pracuję nad tym, jak wiecie, ale pracom końca nie widać. Pora więc to zmienić i opublikować jeszcze w marcu pierwszy z nich.

12. Koncert / spektakl / event / kabaret / mecz…

Cokolwiek bardziej rozrywkowego niż wyjście do kina. Robbie Williams wypadł z kalendarza, Aerosmith wtedy już wykupione, Bon Jovi nie wybiera się do Polski… a ja potrzebuję jakiegoś zewnętrznie energetycznego wrażenia, by odreagować wszystkie stresy. Latem będzie to niemożliwe, bo w mojej pracy zaczyna się sezon targowo-imprezowy, więc dział marketingu może zapomnieć o urlopach i wypadach w świat.

13. Czytać codziennie

Choćby tylko kilka stron, ale codziennie. Bo zwykle kończy się na szale czytania po nocach, a potem nawet tygodniowych przerwach.

14. Kupić sukienkę w innym odcieniu niż chabrowy…

… oczywiście, jeśli koleżanka nie zmieni zdania i będzie wciąż chciała zaserwować mi zaszczyt bycia jej świadkową. Bo wiecie, ten film – 27 sukienek – to o mnie. Tylko u mnie na razie będzie trzecia i do happy endu daaaleko :)

15. Dokończyć plan oszczędzania

Od Nowego Roku codziennie odkładam po złotówce i połowie premii otrzymywanych „do ręki”. Do prowizorycznej skarbonki (czyli muszę jeszcze dokończyć jej „budowę”:). Pierwszy cel tych składek to lustrzanka. Ale będę chyba musiała skorygować plan oszczędzania, by aparat kupić jeszcze tego lata.

16. Porozliczać dłużników

I ewentualnie oddać długi. Mamie wiszę jeszcze za wyjazd do Zakopanego. Ten punkt wiąże się też bezpośrednio z poprzednim, bo mam jedną dłużniczkę, która wisi mi sporą sumkę, równą właściwie całej premii okolicznościowej w pracy, więc pora upomnieć się o swoje. I całością zasilić skarbonkę.

17. Hucznie zakończyć 30. rok życia

Czy muszę coś dodawać? :)

Teraz Wasza kolej: jakie macie plany na wiosnę 2017?