Krótka piłka: Nie umiem milczeć

Nie umiem milczeć. Nie umiem nie czuć. Nie umiem przechodzić obojętnie obok własnego kraju. A mimo to brakuje mi słów. Bo może i te, które zostały, ktoś kiedyś zechce mi zabrać?

Nie sądziłam, że doczekam czasów, gdy mój kraj zamiast przeć przed siebie będzie się cofał. Coraz smutniejsze fakty z historii przychodzą mi na myśl, kiedy kolejnego poranka nadrabiam wiadomości z nocnej zmiany, a wieczorem – z całego dnia. Bo nie bez powodu poszłam na studia dziennikarskie, a potem politologiczne. I dlatego teraz nie potrafię milczeć. Pewnie dlatego teraz nie potrafię być obojętna. I pewnie dlatego mnie to boli bardziej niż przynajmniej niektórych z Was.

Jako politolog z wykształcenia, posiadającą nieco szerszą niż przeciętny obywatel wiedzę nt. partii oraz systemów politycznych, boli mnie piątkowy sposób obrad Sejmu. Zwłaszcza ten od momentu przeniesienia się do sali kolumnowej. Boli mnie zamkniecie gmachu Sejmu dla dziennikarzy, a tym bardziej wyjątkowo wybiórczy subiektywizm w oglądzie sytuacji prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu oraz premier – najważniejszych (w tej kolejności) osób w państwie.

Jako dziennikarkę z wykształcenia i trochę też z praktyki boli mnie zamach na dostęp do informacji – jakby nie patrzeć – publicznej. A może bardziej na demokratyczny równy dostęp dla wszystkich – bez względu na płeć, orientację seksualną, rasę, narodowość, religię, wyznanie, przekonania polityczne… Boli mnie, że nie wszystkie media są przez polskie władze traktowane jednakowo. Że są tu lepsi i gorsi, a państwo w tej kwestii powinno być obiektywne. Boli mnie też zachowanie ludzi walczących o #wolnemedia poprzez ataki na TVP.

Jako obywatelkę boli mnie chęć reglamentowania informacji o działaniu jednych z – o ile w końcu nie wszystkich – najważniejszych instytucji w państwie. Jeszcze bardziej boli mnie to, że zabiera mi się możliwość decydowania, które media przedstawiają mi te informacje w sposób najbardziej obiektywny.

Jako specjalistkę ds. marketingu i po części też PR-owca z wykonywanego zawodu boli mnie obraz Polski i Polaków oraz ich kultury politycznej posyłany w świat.

Jako katoliczkę bolą mnie zachowania ponoć prawdziwych katolików na najważniejszych stanowiskach w państwie wobec swoich oponentów tuż po podzieleniu się opłatkiem i odśpiewaniu kolęd, być może wspólnie z opozycją. Jakże obrazoburcze musiało być to przełamywanie opłatka… albo dwulicowe. Boli mnie też rozpętywanie domowego piekiełka z „Przybieżeli do Betlejem” na ustach.

Jako patriotkę boli mnie wycieranie sobie gąb hymnem i zawłaszczanie go jako znaku jedynych słusznych i prawdziwych patriotów, bo tylko takim przystoi stawać z hymnem na ustach. Wiecie co przychodzi mi na myśl jako komentarz? Cytat z Piłsudskiego: „Pamiętaj, że wartość ma nie to, co ty mówisz, ale to, jak się to odbija w mózgu słuchającego”. W pustym mózgu odbije się to tylko echem i powtarzaniem jak mantry za swoimi politycznymi idolami, nie obywatelskim myśleniem.

W końcu: jako miłośniczkę historii boli mnie, że obecnie pisany scenariusz momentami przypominać zaczyna sceny z przeszłości… i to nie tej chlubnej. I, co gorsze, nie tylko polskiej.

I ja się tego boję. Bo zaczęło się od mediów, a skończy… gdzie?