Projekt Singielka #3: Mała rządzicielka

Ostatnio przeczytałam bardzo szczere, a zarazem mądre słowa: „jeśli nie wiesz o co chodzi facetowi, to znaczy, że nie chodzi mu o ciebie”. Ogólnie rzecz ujmując, są dwie opcje: albo sam nie wie, czego chce, albo wręcz odwrotnie – dokładnie wie i to nie jesteś ty.

Osobiście zadaję sobie ostatnio notorycznie jedno pytanie. Nie chodzi o rozterki typowej baby: co ze mną nie tak, w czym jestem gorsza od innych, co zrobiłam źle. Zastanawiam się, dlaczego mężczyźni nie lubią silnych kobiet.

Zabrzmi to narcystycznie, ale uważam, że jestem atrakcyjną młodą kobietą, przede wszystkim pewną siebie i świadomą swojej wartości. Od zawsze słyszę, że mam to „coś”, co przyciąga facetów. Jedni mówią, że to uśmiech, inni – że seksapil. Tak czy inaczej miss świata ze mnie żadna, ale nadrabiam śmiechem, bezpośredniością, komunikatywnością i wrodzoną kokieterią. Nigdy nie miałam problemów z facetami, z rozebraniem ich na części pierwsze, nauczyłam się rozgrywać małe miłosne batalie w taki sposób, żeby moje było na wierzchu. Ale… oczywiście zawsze jest jakieś „ale”. Każdy mój związek kończył się tak samo – facet prędzej czy później (raczej prędzej) wpadał pod pantofel, a ja znudzona odchodziłam… Oczywiście, nie wynikało to z faktu, że uważam się za ósmy cud świata i że myślę, że mogę mieć każdego, tylko – jak to kiedyś ktoś mi powiedział – potrzebuję faceta, który zleje mnie po dupie.

Wszystko ładnie, pięknie… tylko gdzie są tacy faceci? Zauważyłam taką tendencję, że mężczyźni potrafią pięknie mówić o tym, jak chcieliby poznać kobietę z charakterkiem, która nie da sobie wejść na głowę i broni swojego zdania; która nie jest kłodą w łóżku, ma kurwiki w oczach i potrafi obudzić swojego faceta o 2.40 w nocy, żeby przypomnieć mu, że spontaniczny seks jest świetny. Z drugiej strony, potrzebują wierności. I czułości, której daję bardzo dużo, jeśli już wiem, że warto. Problem pojawia się jednak, kiedy taka kobieta staje na ich drodze.

Na początku jest świetnie, podniecająco, są pod wrażeniem jej zaradności, zdecydowanych decyzji, kochają jej impulsywność, małe życiowe szaleństwa, to, jak patrzy przeszywającym wzrokiem, przegryzając plasterek cytryny zwinnie wyciągnięty z drinka. Przy okazji kręci ich inteligencja i fakt, że mają wspólne tematy do rozmów, mimo że w życiu zajmują się zupełnie czymś innym. Oczywiście, pojawia się łóżko, bo takie „małe rządzicielki” nie sypiają z kim popadnie, muszą poczuć impuls, muszą wiedzieć, że to jest „to”, że chciałyby już tylko z nim sypiać. Z drugiej strony, nie próbują zgrywać cnotek i stawiają na szczerość. Pojawia się mała diablica, która lubi dostać klapsa w tyłek (i to nie jednego), którą kręcą ślady po zębach i po silnej dłoni.

A rano… kolejna niespodzianka – mnóstwo czułości, troski, pyszne śniadanie i pobudzająca kawa. Dodatkowo okazuje się, że ta diablica ma też w sobie mnóstwo empatii i potrafi okazywać uczucia. Sielanka trwa nadal, z każdą chwilą wydaje się być lepiej… no, chyba że faceci potrafią tak świetnie odgrywać  zachwyt.

Problem pojawia się niebawem – kiedy mała rządzicielka chce wiedzieć, na czym stoi. Sama nie jest typem laski, która próbuje ograniczać faceta i wchodzić w jego przestrzeń życiową. Szanuje jego pasje, które sama też posiada, i rozumie, że każdy potrzebuje mieć coś tylko dla siebie. Nie chce deklaracji i zobowiązań, gdy na to jest stanowczo za wcześnie – ona po prostu szuka wskazówki. Takiego drogowskazu: czy będzie jakieś „potem”, jakiś „ciąg dalszy”. Czy on po prostu chce ją nadal widywać. Z racji, że ceni sobie szczerość, zaakceptuje też „zakaz wjazdu”. Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby sprawa była jasna, by nie zawracać sobie dupy i nie tracić czasu. Nie angażować się za bardzo, jeśli to tylko przelotna znajomość.

I zamiast postawienia sprawy jasno, zaczynają się kombinacje: „nie mam czasu”, „mam dużo pracy”, „nie mogę określić, kiedy się spotkamy”. Rozmowy są coraz rzadsze, a jak już obiekt westchnień się odezwie, to jest to słaba small talk bez żadnych emocji. Sprawa powoli cichnie, a burzliwy romans gaśnie. A mała rządzicielka bierze sobie do serca zdanie: „jeśli nie wiesz, o co chodzi facetowi, to znaczy, że nie chodzi mu o ciebie”.

 I gdzie podział się tamten mężczyzna? Ten, który okazywał zainteresowanie każdym aspektem życia swojej chwilowej partnerki? Który otaczał ją taką troską i czułością, że powiedziała „warto” i postanowiła się przed nim otworzyć i pokazać, że pod maską zimnej suki kryje się mała dziewczynka? Dziewczynka, która potrzebuje kogoś, z kim mogłaby dzielić się swoimi drobnymi szczęściami, kogo mogłaby zarazić swoim optymizmem, ale też kogoś, kto najzwyczajniej w świecie przytuli ją, kiedy ma gorszy dzień i przede wszystkim kogoś, kto kiedyś powie „kocham cię”.

Jaki z tego morał? O co chodzi facetom? Kto ich zrozumie? Chyba po prostu pewne rozdziały w życiu trzeba definitywnie zamykać, nie próbować za wszelką cenę zrozumieć, nie oglądać się za siebie, nie czekać, że przeszłość stanie się przyszłością.

Może i życie singielki (w tym przypadku małej rządzicielki) dalekie jest od ideału, bo brakuje w nim tej małej części o męskim imieniu, ale czy naprawdę jest źle? Ja nauczyłam się doceniać swoje życie, korzystam z niego tak, jak się da. Mam cudowne pasje, które sprawiają, że każdy dzień zaczynam z uśmiechem na mordeczce, czekając z niecierpliwością, co przyniesie jutro. W życiu robię to co zawsze chciałam robić, nie boję się zmian, kocham nowe wyzwania. Mam wspaniałych przyjaciół, a na każdym kroku odkrywam, że otaczają mnie świetni ludzie, których albo nie doceniałam, albo nie zwracałam na nich uwagi.

A facet? Albo na 100%, albo żaden.

Aśka


Podobało się? No, mam nadzieję!
W sumie to ciekawa jestem, ile takich małych rządzicielek jest wśród nas… która się przyzna? :) Jeśli chodzi o mnie, to myślę, że właściwie w każdej z nas jest jej część. We mnie na pewno. Na pewno podpiszę się „recyma i nogami” pod ostatnim zdaniem. A Wy?
I jeszcze mała przypominajka. Nie tylko Asia i Gosia (i kilka innych Singielek, które już się zgłosiły) ma tu prawo głosu. #ProjektSingielka jest projektem otwartym, a więcej informacji znajdziecie TUTAJ. Czekamy na Was! To miejsce jest dla Was, Waszych historii, Waszych myśli i teorii.
  • Wszystkimi kończynami podpisuję się pod tym tekstem! Trochę jakbym czytała o sobie :P Bo (nie)stety charakter mam, choć potrafię być rany przyłóż :) Ale jestem właśnie z tych co lubią wiedzieć na czym stoją.. Z facetami problem z cyku albo boją się silnej osobowości i nie potrafią się określić albo po pierwszym spotkaniu zachowują się jakby zaraz chcieli się oświadczać, mimo że nie zdążyło się ich poznać.

    • Ana

      Mam wrażenie, że mężczyźni, jakich takie „małe rządzicielki” poszukują, są gatunkiem wymierającym. Za to coraz więcej pojawia się takich ciepłych, rozgotowanych kluchów, którzy sami nie wiedzą, czego chcą, a co dopiero mają wiedzieć, czego chcą od związku.

      • No niestety muszę się z Tobą zgodzić.

  • Doskonały tekst!

    M.

    • Ana

      Tylko takie przyjmuję do publikacji ;)
      A już na serio – dziękuję w imieniu autorki!

  • Michał Chaba

    Fajny tekst ale niestety w 99% nie ma w życiu tak idealnych zwiazków i albo to zaakceptujemy albo słowo singielka do nas przylgnie.
    Dojrzałość w zyciu polega na przeżyciu roznych chwil od super fajnych do tych o ktorych nawet strach pomysleć.
    Jak juz je przezyjemy wszystkie chociaz raz to wtedy podejscie do zwiazku i ludzi mocno sie zmienia i niestety w glowie juz pozostaje zdanie – a miało byc tak pieknie!
    Drogie sympatyczne, dziewczyny żyjcie i nie wybierajcie tylko pieknych chwil bo życie w realu jest zupełnie inne a trafnym bedzie zanucenie sobie słów piosenki „w życiu piekne sa tylko chwile”

    • W życiu nie chodzi o to by było zawsze idealnie. I oczywistym jest, że nie będzie :) Ale jak już się trochę przeżyło to się potem wie czego się chce, a czego nie. I to jest dobre. X lat temu miałam bardzo zasadnicze podejście do świata, ludzi i związków. Teraz jestem bardzo „liberalna” w wielu kwestiach bo świat nie jest czarno biały. Same nie jesteśmy idealne, ale nie chodzi o to by szukać ideałów (bo nie istnieją) tylko o to znaleźć najbardziej kompatybilną osobę.

    • Ana

      Ale zaraz, zaraz… czy treść powyżej wyklucza zanucenie, że „w życiu piękne są tylko chwile”, oraz „przeżycie różnych chwil od superfajnych do tych, o których nawet strach pomyśleć”? A co jest napisane w ostatnim akapicie w takim razie? :)

      Co do reszty, to zgadzam się z Alex – tu naprawdę nie chodzi o coś, co naprawdę trudno osiągnąć (o ile w ogóle jest to możliwe): ideał. Trzeba po prostu wiedzieć, czego się chce, ale nie żyć przeszłością. Oczywiście, życie i związki wymagają kompromisów, ale godząc się na „coś”, jeśli to nie jest „to”, tracimy część i siebie, i życia – a wtedy i te piękne chwile zaczynają tracić kolory. Więc tu trochę będę bronić Asi – albo 100%, albo nic.

  • Wiem, że to niezbyt pożądana opinia pod takim tekstem, ale kiedy w kilku po kolei związkach nie wychodzi, łatwo ulec pokusie stwierdzenia, że to z tymi dzisiejszymi facetami musi być coś nie teges, bo raczej nie ze mną! ;)
    Naszło mnie takie spostrzeżenie, autorka nie opisuje tutaj w jaki sposób próbuje się wyczuć ten grunt i nastawienie faceta do dalszych losów związku, a to by mogło stanowić cenną wskazówkę wobec pytań jakie stawia.

    To są sprawy bardzo delikatne i na wczesnym etapie znajomości wielu dorosłych ludzi nie lubi się dookreślać. Bo są świadomi, że różnie może być, różnie może się potoczyć, że czasem odkrywa się w drugiej osobie coś, co przekreśla szanse. Bo przeżyli już różne rozczarowania i są ostrożniejsi w deklaracjach.
    Nastawienie można odczytać już choćby w podejściu do spotkań, częstotliwości komunikacji, czy w tym, czy dana osoba uwzględnia drugą choćby w jakichś krótkoterminowych planach („za 2 tygodnie jadę w góry, jedziesz ze mną?”). Nie zawsze potrzebne są do tego słowa. Przynajmniej nie na początku (tutaj też warto zadać pytanie, co kto rozumie jako początek, czy tydzień czy parę miesięcy spotykania się).

    Dlatego też rozumiem, że takie badanie terenu już na początku czasem może niektórych zniechęcić i spowodować wycofanie, zwłaszcza jeśli osoba, która bada, wcześniej prezentowała się jako taka niezależna.
    Jest jeszcze druga opcja – czasem niezależność i mocny charakter mogą być interpretowane jako przyzwolenie na luźny związek, bez zaangażowania, więc gdy pojawiają się sygnały jakichś oczekiwań, chłopak się wycofuje, bo nie na to liczył.

    • Dlaczego to nie jest pożądana opinia? Zwróciłaś uwagę na bardzo ważny fakt. Oczywiście, że warto się zastanawiać co się zrobiło nie tak :) Nie tylko w związkach, ale generalnie w relacjach z ludźmi.

      Co do ostrożności to jest ona jak najbardziej wskazana. Ja się trochę kieruję zasadą „ograniczonego zaufania” w stosunku do wszystkich ludzi więc rozumiem brak konkretnych deklaracji. Myślę, że słowa słowami, a więcej zawsze znaczą czyni (choć to subiektywna opinia). Co do opcji drugiej jeśli chłopak się wycofuje bo nie na to liczył to też jest okej. Choć dobrze byłoby to odpowiednio nazwać/poinformować.

      • Ana

        Widzę, że Alex wzięła robotę rzecznika i ja tu prawie nie mam nic do roboty ;)

  • Wiesz, byłam singielką przez wiele, wiele lat mojego życia, nim w końcu trafiłam na tego jedynego… ;) Ale dużych doświadczeń z facetami nie mam, więc trudno mi się na ten temat wypowiadać. Ale wiem jedno na 100%: faceci zawsze się mnie BALI. Nie wiem, dlaczego. Sama bałam się ludzi, wydawało mi się, że to widać i że jestem ostatnią kobietą na świecie, której ktokolwiek by się bał. Wydawało mi się też, że jestem mało atrakcyjną, zamkniętą w sobie i zdziwaczałą brzydulą. I że nikt mnie nie zauważa. Teraz, gdy patrzę w przeszłość, np. w czasy licealne, widzę, jaka byłam GŁUPIA. Widzę, ilu facetom się wtedy podobała (niektórym bardzo, bardzo, bardzo), a wtedy kompletnie to do mnie nie docierało. Nawet nie przyszłoby mi do głowy! No i żaden nie miał odwagi się do mnie odezwać. Potrafili zapytać, która godzina. I na tym się na ogół kończyło. A ja myślałam, że nikt mnie nie chce… ;P Jak człowiek młody, to głupi, kurde. Ale z perspektywy czasu nic bym nie zmieniła.

    Moja koleżanka mówi, że jak kobieta nie wyjdzie za mąż do 30-stki, to potem już na ogół nie wyjdzie za mąż wcale, bo… jest na to za mądra. Już rozumie, że z mężem więcej kłopotu niż pożytku, bo to takie duże dziecko, które chce, by mu matkować przez resztę życia. Masz mu prać, prasować, gotować, robić kanapki do pracy itp. itd. A której kobiecie to tak naprawdę odpowiada w stu procentach? Chyba każda młoda żona przeżywa okres depresji po kilku miesiącach małżeństwa, gdy uprzytamnia sobie, że tak będzie wyglądać reszta jej życia. A to i tak nic, dopóki nie zostanie matką, bo dopiero wtedy rozpoczyna się właściwy hardkor. Wtedy myślałam, że moja znajoma przesadza. Po 4 latach małżeństwa i urodzeniu pierwszego dziecka stwierdzam, że miała wiele racji. I czasami zazdroszczę moim koleżankom singielkom, które MOGĄ WSZYSTKO, SĄ WOLNE!!!!!!

    • Ana

      Dzięki za ten głos! Jeśli chodzi o spojrzenie w przeszłość z perspektywy czasu, ostatnio sama zaczęłam wiele zauważać. Sama byłam osobą niezbyt pewną siebie i nie miałam obok siebie nikogo, kto pomógłby mi ustawić samoocenę na właściwym poziomie. Ciągnęło się to za mną kilka lat, dopiero po jakimś czasie poczyniłam podobne obserwacje, co Ty. Byli tacy, co się bali :) Ale w międzyczasie zajęłam się innymi sprawami i tak zbliżam się do 30-tki, jak na razie bez perspektywy zamążpójścia. I tu też muszę się podpisać pod słowami Twoimi i Twojej znajomej – bo to jest problem, by znając swoją wartość i wiedząc, czego się oczekuje od życia, znaleźć osobę, która uzupełni ten świat i nie będzie dużym dzieckiem.
      Ale z tą zazdrością o wolność to nie przesadzaj – są sytuacje, dy my, singielki, zazdrościmy Wam, partnerkom / żonom i matkom :) Każdy stan ma swoje plus i minusy. A zanim się obejrzysz, Włóczykijątko zwróci Ci wolność :)