Wywiadu z Aną (po)urodzinowy ciąg dalszy (cz. 2)

Prace na zapleczu bloga oraz praca etatowa skutecznie wydłużyły mi przerwę w pisaniu przeznaczoną na metamorfozę tego mojego małego zblogowAnego światka, ale w końcu jestem z powrotem. Abyście pożałowali mojego powrotu, zacznę od… jawnej reklamy. I to nawet nie kryptoreklamy. Jednak sami tego chcieliście! Bo to ciąg dalszy moich odpowiedzi na Wasze pytania.  

Zadaliście mi w sumie więcej niż 17 pytań – a taką ich liczbę upodobałam sobie we wszystkich dotychczasowych Portretach – więc podzieliłam nam tę wspólną przyjemność: Waszą – zadawania pytań, moją – odpowiadania na nie, na dwie części. Pierwszą opublikowałam w styczniu, pora na resztę. Przypomnę jeszcze tylko obowiązującą i wtedy, i teraz zasadę: pytania nie będą przypisane do ich autorów, a jedynie ponumerowane; będą też przemieszane – ci, którzy zadali ich kilka, mogą znaleźć odpowiedzi w obu częściach.

Gotowi? Zatem sztafeta rusza dalej!

* * *

  1. Czy chcesz pozostać na swojej prowincji na amen, czy jednak wielki – albo chociaż większy  – świat?
    Najchętniej połączyłabym oba. Oba mają wiele zalet – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Ale i oba mają wady. Trudno powiedzieć, który finalnie zwycięży. Nie jestem kurą domową, ale nie jestem też lwicą salonową. Na razie dobrze mi na mojej Prowincji, co uświadamiam sobie, wracając czasami z pracy po spędzonych w niej nadgodzinach. Myślę sobie, jak to fajnie, że praktycznie nigdy nie stoję w korkach – a jeśli już, to maksymalnie takich, na które składa się zaledwie kilka aut (uroki pracy w niestandardowych godzinach – mały korek do najbliższego ronda tworzą zwykle tylko pracownicy mojej firmy, którzy pracą między 7:00 a 15:00 i wszyscy niemal razem wychodzą. Ewentualnie przyczyną mogą roboty drogowe – przez nie i ja, rozpoczynająca harówkę o 8:00, a kończąca o 16:00, muszę teraz czasem swoje odstać. Albo pomanewrować po wąskim objeździe). Jak to fajnie, że domu wracam – w zależności od warunków – od 10 do 20 minut. W wielkim świecie trwałoby to zdecydowanie dłużej, a ja i tak mam mało czasu wolnego. Wielki świat ma jednak dla mnie więcej możliwości, więcej opcji, których moja mama nie potrafi zrozumieć, a których ja potrzebuję. Ot, choćby tylko dla odstresowania. Wydarzenia, imprezy, koncerty, LUDZIE, kultura, sport…
  2. Co Ci daje blogowanie? Czy zmieniło coś w Twoim życiu?
    Blogowanie daje mi przede wszystkim zajęcie na czas wolny, którym nie grzeszę – bo , ale i którego nie lubię spędzać bezczynnie. Blogowanie pozwala mi też robić to, co uwielbiam: pisać. Jak chcę i o czym chcę. Nie od linijki w sztywnych ramach komunikatu prasowego.

    Blogowanie daje mi mnóstwo pozytywnych doświadczeń. Pozwala zdobywać nową wiedzę, kolejne umiejętności, poznawać nowe miejsca i rzeczy. Czasami pomaga mi w pracy. A przede wszystkim: pozwala poznawać nowych, interesujących ludzi i ich spojrzenie na ten sam świat.
    Czy to wszystko coś zmieniło w moim życiu? Mam wrażenie, że na razie nie. To znaczy: nie czuję, by zmieniło się coś istotnego. To raczej forma dodająca życiu „atrakcji” niż forma diametralnie zmieniająca życie. Odczuwam to bardziej jako wypełnienie doby, zapełnienie pustki, jaką mogłabym czuć, wracając z pracy i zastanawiając się, co robić z czasem wolnym, którego singielki na Prowincji mają zdecydowanie zbyt wiele :)
  3. Pozna(wa)ć w realu przyjaciół z sieci. Wymień 3 blogerów, których chciałabyś poznać w realu.
    Tylko 3? To będzie bardzo trudne! A jednocześnie… dość łatwe. Bo na pewno fajnie byłoby spotkać w realu topowych blogerów, ale ja wolałabym spotkać tych mniejszych zasięgiem, większych treścią i duchem. Dlatego na pewno nie tylko chciałabym, ale nawet muszę poznać Asię, znaną też jako Amisha. Jej Żywotnik to przewspaniałe, urocze, ciepłe miejsce w sieci, do którego może zbyt rzadko, ale zawsze chętnie zaglądam. Uwielbiam jej styl pisania, atmosferę na blogu, niezwykły klimat każdej historii i cudowną matczyną miłość do dwóch wspaniałych urwisów, którą potrafi wyrazić niby zwyczajnym, a jednak niezwykłym zdaniem. Nawet dwoma wyrazami.

    Kiedyś zaintrygował mnie też blog śniadaniowy tylko z nazwy – Owsianka i Kawa. Blogowanie, gotowanie, matkowanie – wśród tych trzech kategorii bloga Magdy vel Bastaleny jest co najmniej dwie, z którymi niespecjalnie mogę się identyfikować, a mimo to autorka ma taki sposób pisania i – mam wrażenie – bycia, że chcę się bez przerwy zarażać jej pozytywną energią (to jest to, o czym pisałam w drugim pytaniu!). Skąd ona tyle jej ma – nie mam pojęcia. Może tak działa macierzyństwo? W każdym razie, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się ukraść jej trochę tej energii na żywo.
    Na spotkanie przy kawie umówiłabym się też z GosiąAlchemii Kobiecości. Mam wrażenie, że mogłaby z każdym porozmawiać o wszystkim i jakiegokolwiek tematu by nie podjęła, zawsze będzie to rzeczowa dyskusja bez przekonywania do racji jednej strony, ale wyraźnie wskazująca stanowisko Gosi w danej sprawie. Jej blog jest jednym z najbogatszych w mądre treści miejsc w blogosferze, gdzie dodatkowo autorka wprowadza przesympatyczną atmosferę. Atmosferę piękna wręcz.
    Ale, kurczę, tylko trzy? Gdy ja chętnie poznałabym w realu także Alex, Weronikę, AnięKlaudynę, Martę, Olę, Anetę, Olgę… i całe mnóstwo ludzi niezwykłych spotykanych regularnie w blogosferze.
  4. Chcesz odwiedzić Nowy Jork. Czy jakiejś osoby nie zabrakło Ci w tym marzeniu? Jakiejś fantastycznej kobiety, z którą studiowałaś, a która też zawsze chciała zobaczyć Nowy Jork?
    I tak, i… nie. Tak – bo tę kobietę zabrałabym nie tylko do Nowego Jorku, ale i na koniec świata. I dookoła świata! A nie – bo Nowy Jork i kariera po kolejnych stolicach świata zawsze kojarzyły mi się z naszą wspólną koleżanką filozofką. Ona chyba częściej o tym mówiła. No, i nie, bo teraz to już musiałabym zabrać całą ferajnę tej przefantastycznej kobiety, a na to mnie nie stać. To nie ja wygrałam te 60 milionów w Lotto! ;)
  5. Chcesz spełnić czyjeś marzenie. To akurat pragnienie masz w zasięgu ręki! Może warto pomyśleć, by pewnej fantastycznej kobiecie, z którą studiowałaś, postawić bilet do Nowego Jorku i usiąść obok niej w samolocie?
    Kolejna kumulacja moja i lecimy! :)
  6. Co sądzisz o zarabianiu na blogu? Ale nie mam tu na myśli blogów lifestyle’owych, tylko niszowe, np. Jak Oszczędzać Pieniądze?
    Byłabym hipokrytką, gdybym powiedziała, że zarabianie na blogu – w jakikolwiek sposób – to coś złego. Prowadzenie bloga to praca jak każda inna. No, może nie każda, ale bloger – dobry bloger, czyli niekoniecznie popularny – wkłada w publikowane treści porównywalną pracę, jak dziennikarz, copywriter, pisarz, redaktor, webmaster, scenarzysta, reżyser, stylista, wizażysta, pani domu… Skoro im się płaci, dlaczego nie płacić blogerowi? Ponadto blog kosztuje – oczywiście, są darmowe platformy i niezłe stocki, ale to nie tylko w pewnym momencie przestaje wystarczać, ale to przede wszystkim nie wszystko. Stworzenie dobrej treści jest pracochłonne. Nawet szafiarki muszą spędzić trochę czasu nad przygotowaniem tych dziesiątek zdjęć, które różnią się od siebie jedynie kierunkiem, w którym modelka zwraca twarz. Wybrać najlepsze ujęcia, podrasować je w Photoshopie czy innym programie graficznym. Dlatego kompletnie nie rozumiem tych wszystkich, którzy nie doceniają pracy blogerów, ale i wyliczają im, czy i ile powinni zarabiać. Wychodzę z założenia, że każdy z nas powinien utrzymywać się z tego, co kocha. Nie z siedzenia w znienawidzonej korporacji czy kopania rowów. Bo to jest właśnie piękne: że pasja pozwala zarabiać. Że możesz rozwijać to, co lubisz – i jeszcze na tym zarobisz tyle, by się utrzymać. Czy nie o to w życiu chodzi?
  7. Ja lubię czytać i Ty lubisz też. O tym wiemy obie. Ale, ale… po jakie książki sięgasz najchętniej i dlaczego akurat takie?
    Lekkie i przyjemne. Stety bądź niestety – po babskie czytadła. Dlaczego? Bo książka czytana najchętniej to nie ta czytana do pracy czy dla uzupełnienia wiedzy. Najchętniej rozumiem jako „dla czystego relaksu”. A czysty relaks zapewniają właśnie takie pozycje: romansidła, powieści obyczajowe, sensacyjne, kryminały. Nawet – a zwłaszcza – złe książki. No i – choć rzadziej – historie oparte na faktach, auto- i biografie (dobre!), wywiady rzeki.
  8. Czy, Twoim zdaniem, istnieje jakaś ekranizacja lepsza od książki?
    Wydaje mi się, że nie. Są świetne ekranizacje – taką jest dla mnie np. „Pamiętnik”, ale książka zawsze zawiera pełniejszą historię, więcej szczegółów, smaczków. Chociaż… „Potopu” jakoś nie mogłam zmęczyć – mimo mojej fascynacji historią Polski i świata – a film ogląda mi się dość przyjemnie ;) I żeby nie było, że Sienkiewicza nie lubię – „Quo vadis” pochłonęłam jednym tchem. Film właściwie też – choć wolę książkę.
  9. Napisać książkę. O czym byłaby ta książka?
    Byłaby to powieść, a więc po prostu: o życiu. O doświadczaniu życia i czerpaniu z niego pełnymi garściami. Na pewno byłaby to bardzo pozytywna historia. Ale to jeszcze nie ten etap mojego życia, bym była pewna, że mogę się z czytelnikami podzielić czymś dobrym. A może… to będzie coś na kształt autobiografii? Prawdziwe historie są przecież najlepsze. Choć mam duże wątpliwości, czy moja akurat się tak pisze – jako dobra historia. Powiem Wam za… jakieś 80 lat ;)
  10. Wywiad z którym książkowym bohaterem chciałabyś przeprowadzić?
    Hmm… nie wiem! Chyba szybciej znalazłabym autora książki, z którym chciałabym porozmawiać. Albo kogoś realnego, kto mnie inspiruje.
  11. Zasiąść na widowni X-Factora. A gdybyś miała możliwość usiąść w jury, to z kim chciałabyś współdzielić to miejsce?
    Nie znam się na muzyce i wokalach aż tak, by zasiadać w jury. Więc nie wiem – nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Pewnie wybrałabym swoich ulubionych artystów i gwiazdy, które bywają jurorami. Przetrasferowałabym jurorów innych programów do tego X-Factora, w którym miałabym jurorować, a do tego ściągnęłabym swoich zagranicznych ulubieńców. Albo najzwyczajniej w świecie po cichutku dostawiłabym swój fotel obok stałej obsady :)
  12. Zagrać w czymś. Może w teledysku? U kogo? Możesz nawet wymienić nieżyjącego twórcę.
    To takie marzenie z kategorii tych małych, nieważnych, ale przyjemnych. Świat się nie zawali, jeśli go nie spełnię, ale gdyby pojawiła się interesująca możliwość, byłoby naprawdę fajnie. Byłoby to po prostu nowe doświadczenie. Inne od codzienności. To mogłoby być coś takiego (szkoda, że u Justina już się nie pojawię, bo właśnie wypuścił – nazwijmy to – preteledysk;) – tak zwyczajnie prostego, a sympatycznego:

  13. Ano, jakie to uczucie, gdy słowa się z Ciebie wręcz wylewają i zmuszają do pisania? Bywa, że swoją namolnością paraliżują Twoje normalne funkcjonowanie?
    Bardzo często tak bywa! Najgorsze jest jednak to, że najczęściej chcą się wylewać, gdy ja nie mogę pisać. To ogromny dyskomfort, gdy siedzisz w pracy nad raportem na wczoraj, a w głowie masz wspaniały temat na tekst. Niefajne są też sytuacje, gdy siedzisz do 3:00, a musisz wstać przed 6:00 i do tego czeka Cię dzień pełen pracy i wrażeń… no, ale słowa płyną i szkoda zakłócać bieg tej rzeki. Cóż, wyśpisz się, Ano, po śmierci ;)
  14. Czy jesteś równie pozytywna codziennie? Skąd czerpiesz pozytywną energię? Mam wrażenie, że jesteś strasznie wesołą osobą :)
    O to trzeba byłoby chyba zapytać tych, którzy spędzają ze mną codziennie, prawie codziennie lub tylko od święta trochę czasu. Staram się odbierać świat jak najbardziej pozytywnie, szukać dobrych stron każdej sytuacji, raczej śmiać się niż płakać. Wiadomo, że nie zawsze jest wesoło. Że są sytuacje, które trzeba odbierać poważnie. Albo z których nie da się wyjść bez łez czy ran. Ale tym bardziej w każdej innej sytuacji trzeba szukać optymizmu. A ja jestem urodzoną optymistką! Tę pozytywną energię czerpię tylko i aż z dwóch źródeł: z pasji oraz od innych ludzi. Z ich towarzystwa. Jak już wspominałam – chyba mam szczęście do ludzi i więcej przyciągam tych pozytywnych i dobrych osób niż ich przeciwieństw. Nie lubię wiecznie narzekających, smęcących, marudnych, nudnych, bez pasji.Sama potrafię sobie doskonale zorganizować czas (ale tylko w sensie: znaleźć sobie zajęcie na każdą sytuację. Nie nudzić się. Bo z organizacją pracy i czasu pracy już niestety bywa różnie…), lubię, gdy się coś wokół mnie dzieje, lubię spotkać się w realnym towarzystwie, lubię posiedzieć i w wirtualnym świecie. Słowem: staram się otaczać pozytywnymi wibracjami, zdarzeniami i ludźmi – to jest chyba mój przepis na bycie pozytywna każdego dnia :)
    [PS. Pozwolę sobie jeszcze zacytować PS. Taka mała prywata. Mam nadzieję, że autorka się nie obrazi. Bo ten PS. jest po prosty przesympatyczny! Dziękuję za niego! Daje mi siłę, by mimo burz ;) dalej tworzyć to miejsce. Rozwijać je. A przede wszystkim pisać. Mam nadzieję, że kolejnymi tekstami nie zawiodę i ta opinia będzie wciąż i jak najbardziej aktualna!]
    PS. Jeśli moje pytania są zbyt banalne, to je olej. I tak jesteś zajebistą osobą, wybacz tę prywatę, ale nie mogłam się powstrzymać. Mimo że nie we wszystkim się zgadzamy to bardzo lubię Twojego bloga i Twoje elaboraty :)
  15. Czy jest jakieś pytanie, które chciałabyś, żeby Ci zadano?
    Raczej nie. Wolę być zastrzelona pytaniem, którego się zupełnie nie spodziewam.

    * * *

To chyba wszystko. Mam nadzieję, że przez ten długi czas, który minął od pierwszej części, nie pominęłam żadnego pytania. Jeśli tak – przepraszam! Możecie je zadać ponownie, na pewno odpowiem. Możecie też zadać kolejne pytania – śmiało!

  • Ana, jak będziesz w Olsztynie, daj znać! Kawa z Tobą – zawsze :)

    • Ana

      Pewnie nieprędko, ale będę pamiętać o zaproszeniu! :)