Projekt Singielka #1: W walentynki pokochaj… siebie!

Czyż można było sobie wymarzyć lepszą datę do startu tego projektu niż 14 lutego? Czerwono-różowe święto miłości, które świętować mogą nie tylko zakochani. Pamiętajcie, że osoby bez pary wcale nie muszą się dziś chować po kątach! W końcu to przybyłe zza oceanu święto miłości – nie tylko do innych, ale przede wszystkim do siebie.

Wieczór walentynkowy. Zakochane pary spędzają go na romantycznych kolacjach, spacerach, wyjazdach, komediach w kinie. I takich tam. Na naturalnym dzieleniu swojego czasu z czasem tej drugiej osoby. Wszędzie pełno serduszek, pluszowych misiów, czekoladek, bukietów kwiatów, przytulonych par i uśmiechniętych ludzi. Wydawać by się mogło: idealny świat. Świat miłości. Ale cóż, taka sielanka nie jest dla każdego. Nie zapominajmy, że całkiem spora grupa tego dnia czuje się osaczona. I dlatego nie chce świętować. Albo obchodzi antywalentynki. Lub po prostu uważa, że nie może świętować. Bo brak im pary – a jak tu spędzać święto zakochanych samotnie? Komu podarować misia, do kogo się przytulić, kogo zabrać na romantyczną kolację albo na weekend do SPA? Naprawdę? Nie wiesz?

Walentynki to znakomita okazja, by każdy z nas – bez względu na to, czy sparowany, czy nie – świętował. Tak, świętował miłość. Walentynki są znakomitą okazją do tego, by przypomnieć sobie najważniejszą cechę miłości: że by kochać kogoś, trzeba kochać siebie. Ot tak, po prostu. Trzeba najzwyczajniej w świecie przypomnieć sobie, że nasze szczęście nie zależy od innych – jeśli sami ze sobą nie będziemy szczęśliwi, nikt nie będzie szczęśliwy z nami. Bo kto chciałby się spotykać z ciągle narzekającą dziewczyną? Chłopakiem bezsensownie spędzającym czas tylko przed monitorem komputera czy telewizora? Wieczną marudą? Osobą bez jakichkolwiek zainteresowań? Non stop siedzącą w czterech ścianach? Czy nie lepiej przebywać w towarzystwie osób pozytywnie zakręconych, zarażających energią? Pełnych pasji? Po prostu szczęśliwych? Bez względu na to, czy są aktualnie w związku, cz też nie?

Twoje szczęście nie musi być uzależnione od bycia z kimś. Związek z kimś nie gwarantuje szczęścia. Nie daje go ani non stop, ani tylko od święta. Pamiętajcie, bez pary też można być szczęśliwym. Ważne, by lubić swoje własne towarzystwo. Znać swoją wartość, a nie jak serialowa Elka mierzyć ją obecnością drugiej połówki w jej życiu. Dbać o swoje dobre samopoczucie. Rozwijać się. Zafundować sobie od czasu do czasu trochę przyjemności. I w końcu – wyjść do ludzi. Spotkać się ze znajomymi, zrobić wspólnie coś wyjątkowego, a nie podporządkowywać całe życie poszukiwaniu tego jedynego. Wtedy i ludzie przyjdą do nas, przyjdzie i ta wyczekiwana druga połówka. A tymczasem na kolację w walentynki nie trzeba koniecznie iść z ukochaną. Do kina na romantyczną komedię też nie trzeba ciągnąć ukochanego. A czy prezent trzeba dawać komuś? Raz w roku, gdy inni obdarowują się prezentami dla uczczenia wzajemnej miłości, ty daj prezent sobie. Z miłości do siebie. Przeczytaj książkę, na którą nie masz czasu wśród codziennych obowiązków. Po raz kolejny obejrzyj ulubiony film. Zrób sobie maraton z ulubionym serialem. Idź do kina na nocny seans. Przygotuj pyszny deser i nie licz kalorii. Urządź sobie domowe spa. Zrób cokolwiek, na co tylko masz ochotę. Zrób wszystko, by dobrze czuć się we własnej skórze. Zrób coś tylko dla siebie, nie dla innych. Tym bardziej – nie na pokaz.

Pokochaj siebie.

Zobaczysz, że świat będzie piękny i bez pary. I może  para się szybciej znajdzie?

A jeśli już masz parę… nie zaszkodzi, gdy wygospodarujesz sobie taki jeden dzień bez pary. Może to być nawet dzień wspomnienia świętego Walentego :)

  • Dzień dobry!!! :)
    Hmmm…Walentynek nie obchodzę i traktuję je jak zwykły dzień i myślę, że w sumie dlatego udaje mi się uniknąć emocji z nimi związanych. Zbyt rozrywkową osobą nie jestem, więc nie spędziłam tego dnia w gronie super pozytywnych osób, ale jak co dzień włączyłam jakiś film (nie był romantyczny:)) i trochę poczytałam. To była moja garstka szczęścia :) I bardzo podoba mi się zdanie, które napisałaś: „Twoje szczęście nie musi być uzależnione od bycia z kimś”. PRAWDA :)

  • Ze świętami tak jest, że ten kto ich nie obchodzi, to czuje się osaczony – i to nie tylko przy okazji Walentynek. Dla mnie okazją do świętowania miłości jest moja własna rocznica ślubu, zdecydowanie ważniejsza, niż jakieś standardowo obowiązujące w kalendarzu amerykańskie święto.

    • Ana

      No właśnie, coś w tym osaczeniu jest. Mam wrażenie, że trzeba w pewnym sensie dorosnąć, by bez względu na to, czy się to czy tamto święto obchodzi, nie ruszało nas to. Tj. gdy obchodzimy, robimy wszystko, by było przyjemnie, gdy nie obchodzimy – mamy inne pasje i zainteresowania, więc nie przeszkadzamy innym i ni marudzimy całemu światu.

  • Amisha

    Ja niestety czas bez pary mam zbyt często, więc każdy dzień – czy to 13, czy 14 luty jest dobry na sparowanie się ha ha ha ;-). Niemniej, świętować bez pary w podane przez Ciebie sposoby jest zawsze miło! Mnie samej zdecydowanie brakuje oznak miłości ku sobie samej, ale ciężko o to, kiedy obok stoi trzech i każdy łapie za swój kawałek Amishy… ;-).

    • Ana

      Ależ tę treść można tez przełożyć na parę! I całą czwórkę – ważne, by nasze własne życie było dla nas satysfakcjonujące. Bez względu na to, ile osób w nim jest, bo o ile bliscy doskonale nas uzupełniają, to nie zawsze i wszędzie ich mamy. A świat powinien być kolorowy, a nie niemal ciągle szary, i w pojedynkę, i we dwoje, i w większym gronie.

  • oszukana

    Cieszę się, że tu trafiłam bo bardzo podoba mi się taki projekt :) Ale wciąż jestem przekonana, ze życie z kims przy boku jest..piękniejsze. Możemy pokochac siebie i od tego dobrze jest zaczac i cieszyć się drobiazgami ale to nie zmienia faktu, że jestesmy sami i czujemy się samotni bo kazdy potrzebuje bliskosci.

    Pozdrawiam
    http://www.tamtachwila.bloog.pl

    • Ana

      Pewnie! Też wychodzę z tego założenia, że z kimś przy boku życie jest piękniejsze. Tylko że wiele osób zapomina, że piękno bycia razem nie wypływa z samego faktu bycia z kimś. A właśnie przy okazji walentynek wiele osób łamie się tylko tym, że aktualnie nikogo nie ma. Że powinien być ktokolwiek – nie jest ważna jakość związku, byle był. Jak ta serialowa Elka. Ma być facet na ślub siostry i już (skończyłam śledzenie serialu po jakich 2 tygodniach, więc może założenia się zmieniły, le… wątpię;). Mam nieodparte wrażenie, że tacy ludzie nie szukają szczęścia i miłości, a tylko zapełnienia pustki. A to nie o to chodzi, prawda? :)