Film na weekend: „Planeta Singli”

Zdając sobie sprawę z tego, że film wypuszczany na walentynki może być dramatycznym przeżyciem dla singielek (single pewnie są mniej wrażliwi), bez żadnych skrupułów zanotowałam obie chęć obejrzenia tej polskiej romantycznej superprodukcji w kinie. Mimo skrajnie różnych opinii wyczytanych tuż po premierze, zdania nie zmieniałam. I wyszłam z kina z mocno mieszanymi uczuciami, acz jednak pozytywnie zaskoczona. Ostatni raz polska komedia tak mnie zaskoczyła prawie rok temu, gdy oglądałam „Disco polo”

Oficjalny plakat filmu, fot. Filmweb

Jaką historię mogli nam stworzyć reżyser ze scenarzystami na walentynki? Oczywiście, o miłości. Z dodatkową nutką przestrogi. Ale od początku. Urocza, romantyczna Ania szuka księcia z bajki. Wiecie, takiego na białym rumaku. Jest ewidentnie tradycjonalistką – jedną z niewielu w dzisiejszym świecie. Do tego dość niepewną siebie. Jak to w takich filmach bywa – szuka miłości. Jak to w dzisiejszych czasach bywa – w internecie. Gdy w walentynki wystawia ją internetowa randka, spotyka showmana Tomka. Oczywiście, Ania go nie zna bądź też nie rozpoznaje, a on tymczasem prowadzi popularny i dość mocno kontrowersyjny program. Na moje oko, wybitnie w amerykańskim stylu. Nawet budowa studia telewizyjnego jest mocno zachodnia. I te lalki… Ale do meritum. Z tego spotkania powstaje skecz szydzący z tradycyjnych idei i wartości wyznawanych przez dziewczynę, wyśmiewający ten wręcz bajkowo stereotypowy (rycerz na białym koniu… błagam!) obraz idealnego mężczyzny, na którego pojawienie się czeka główna bohaterka. Z jednorazowego dość niesprawiedliwego obrazka rodzi się cała seria historii, do pracy przy których Tomek zaprasza Anię. Ona ma się umawiać z mężczyznami randkującymi w popularnym serwisie – tytułowej „Planecie Singli”, a on wykorzysta jej doświadczenia w swoim show. Kartą przetargową staje się fortepian, który młoda nauczycielka dostanie w zamian za swoją pracę na rzecz telewizyjnego show. Właściwie już w tym momencie można byłoby spokojnie domyślić się zakończenia tej historii, gdyby przypadkiem Ania nie spotkała faceta idealnego… którym wcale nie jest główny męski bohater filmu.

Wybierając się na tę produkcję, nie spodziewałam się fajerwerków. Polskie kino nie dostarcza ich wiele, zwłaszcza w kategorii „komedia”, a już tym bardziej z epitetem „romantyczna”. Mam jednak wrażenie, że stan zdrowia tego gatunku się poprawia. Może trochę szkoda, że „Planeta Singli” poprawia to zdrowie dzięki kalkom z dobrze znanych światowych obrazów, ale wybieranie dobrych wzorców to też sztuka. Zresztą, w komediach romantycznych naprawdę nie da się już zrobić wiele odkrywczego. Ważny jest pomysł (tu pewnie trochę oklepany, ale jednak bardzo dobry), na jego bazie – dobrze skomponowana historia (udało się!), do tego odpowiednio dobrani aktorzy (Maciej Stuhr stworzył naprawdę ciekawą postać – ten charakter, ta metamorfoza głównego bohatera, ta gra bez słów, te dopasowane garnitury – jak przystało na walentynki, można nawet się zakochać. Jeśli ktoś lubi tego aktora, jak ja, nie mógł się mu Maciek nie podobać w tej roli. Zaś Agnieszka Więdłocha – nie znam zbyt dobrze jej innych kreacji, ale w roli Ani była po prostu genialna! Subtelna i charakterna, a do tego – brawa dla zaplecza – dobrze ubrana. Nawet w tych szkolnych sweterkach – mimo że czasem zbyt słodko-cukierkowo, to i tak super!) i na miarę skrojone dialogi okraszone stosowną dawką humoru, który nie żenuje. Udało się. Mimo że przyczepiłabym się:

  • tej amerykańskiej konwencji show (kto w Polsce robi takie show, do tego z lalkami?!),
  • ogromu kalek, ewidentnych nawiązań do znanych zagranicznych produkcji, jak choćby „Masz wiadomość” (tu: zaproszenie na planetę. No i oczywiście – zupełnie nieodkrywcze, ale doskonale wpisujące się w konwencję filmu ukazanie konwersacji bohaterów w dymkach na ekranie), „Brzydka prawda” (niemal kopia konwencji!), „Pretty woman” (czerwona sukienka!) czy „To właśnie miłość” (zakończenie z kilkoma równoległymi historiami o miłości),
  • zbyt małej liczby scen wspólnych głównych postaci (prawie się nie widują, a Tomek wpadł po uszy…),
  • zbyt mocno zarysowanych wątków pobocznych (momentami drugi plan przebija pierwszy za sprawą pary Weronika Książkiewicz i Tomasz Karolak. Ich perypetie są tu właściwie głównym wątkiem humorystycznym. No i Piotr Głowacki, którego już niedawno chwaliłam – znów muszę to zrobić. Mimo że boję się, że niedługo wyskoczy mi z lodówki. Ale znów stworzył interesującą postać),
  • tendencyjnej sceny finałowej wzbogaconej dość abstrakcyjnym rycerzem w lśniącej zbroi i na białym rumaku (acz brałabym od ręki! A jakby się czepić szczegółów, to od… stopy;),

ten film ma więcej plusów niż minusów. Twórcom udało się stworzyć niegłupią (a przy tym formacie: wyśmiewaniu tradycyjnych wartości i szownistycznej postawie głównego bohatera łatwo było przekroczyć granicę dobrego smaku), odpowiednio zabawną (humor – zdecydowanie na plus) i wzruszającą, gdy trzeba (w komedii romantycznej to przecież wymagane) historię. Do tego poza lekką rozrywką i standardową powiastką o rodzącym się uczuciu udało się przemycić głębsze przesłanie o zagrożeniach współczesnego świata: o tym, do czego może prowadzić nieumiejętne korzystanie z internetowych randek (i nie tylko randek), oraz o tym, jak łatwo stracić swoje prawdziwe ja, ukrywając się za maską pozorów i złośliwości, by uniknąć publicznego ośmieszenia, gdy tymczasem powinniśmy być wierni swoim przekonaniom. Bo w pozornie szczęśliwym świecie spełnionych marzeń w końcu staniemy na krawędzi – nie szczęścia, a pustki. I chyba własnie o tym jest „Planeta Singli”. O odwadze podążania własną drogą, a nie dostosowywania się do tłumu.

Reasumując: polscy twórcy komedii romantycznych, idźcie tą drogą! Tylko ciut szerzej własną.

A film: 7/10. A nawet 7,5. Może i trochę za wysoka ta ocena, ale za kilkukrotne „Dni, których nie znamy” Marka Grechuty i finalne przyjemne dziecięce wykonanie tego utworu – należy się.

PS: Poza tym… sama jestem trochę jak ta Ania czekająca na księcia na białym rumaku ;) I to najlepiej z zupełnie innego świata niż mój. Ale która z nas, dziewczyny, tak nie ma?

  • Zaznaczam „Chcę obejrzeć” z naciskiem na „Kiedyś tam”. Nie przepadam za komediami romantycznymi produkowanymi w PL (wyjątkiem jest „Tylko mnie kochaj”). Przeważnie zalatuje kiczem. I „Planeta Singli” również mi coś nie podpada. No, ale żeby ocenić, trzeba zobaczyć : )

    • Ana

      Opinie są różne, „Planeta Singli” też trochę kiczem zalatuje, ale jestem nieco w szoku, że mimo wszystko nie jest to produkcja wybitnie żenująca – zwłaszcza mimo tych licznych kalek zza granicy. A „Tylko mnie kochaj” to mogę oglądać przy każdej powtórce. Też, o dziwo – bo jest niewiele filmów, które oglądam częściej niż raz :)

  • Amisha

    A ja lubię komedie romantyczne i już. I mój Em też. I być może sobie obejrzymy, a co! Skoro dałaś aż 7/10 to czuję się pozytywnie nastawiona. Może jednak poczekamy na dvd, albo TV… Szkoda, że w kinie nie mają angielskich napisów, choć nie znający polskiego Em nigdy nie narzeka na ich brak – on po prostu ogląda ;-).

    • Ana

      Chyba nie ma kobiety, która nie lubi komedii romantycznych. Nawet gdy twierdzi, że nie lubi, to na 99% skrycie je i tak ogląda ;) A „Planetę…” produkował chyba tvn, więc pewnie pojawi się w tv.