Miesiąc zblogowAny (11, cz. I): listopadowe czytadła (i jedno wideo!)

Wraz z rozpoczęciem Adwentu powzięłam postanowienie ograniczenia słodyczy w mojej diecie. A najlepiej – porzucenia ich całkowicie. Przynajmniej do świąt. Powzięłam też inne postanowienie. ZblogowAnej poprawy. Pierwsze postanowienie jest wyjątkowo trudne, zgrzeszyłam już w pierwszą niedzielę Adwentu. Zapomniałam się, ot co. Z drugim idzie mi nieco lepiej. Założenie jest takie, byście do piątego dnia miesiąca otrzymywali kolejny odcinek miesiąca zblogowAnego. Hurrrra… a nie, nie udało się. Ale jest też opcja, że jeśli to podsumowanie dwuczęściowe, mogę je opublikować do dziesiątego. Więc jeszcze nic straconego ;)

red_rowan_1

W każdym razie, dziś poczytacie sobie, co czytałam do andrzejek i dlaczego znów tak dużo w internecie, a nie na papierze. Gotowi?

Start!

Listopad przeczytAny

52 książki… Po raz pierwszy czytam dwie na raz. Choroba zaciągnęła mnie do łóżka razem z „Kubą”, a chwilę później (OK, nocą nie doręczają paczek. Ale następnego dnia już tak. Chyba następnego;) do drzwi zapukał listonosz z „Warszawskim Niebotykiem” za pazuchą. W związku z tym porzuciłam na chwilę naszego znajomego piłkarza i sięgnęłam po lekturę w ramach Book Touru. Prawdopodobnie dla obu stworzę jakąś recenzję. Chcecie?

A poza tym czekam na ciąg dalszy złej książki o Greyu oczami Greya. Kto to pisał? A tym bardziej: kto to TAK przetłumaczył?!

Linki zblogowAne

Z prasą, internetem, linkami i blogami jest jak zwykle: trafiam na ciekawostki podczas monitoringu mediów, coś przyuważę ukradkiem na fejsiku w przerwie śniadaniowej w pracy (czyli między jednym a drugim łykiem pierwszej lub drugiej kawy, herbaty czy innego soku między 8 a 16:) czy gdzieś tam w sieci podrzucą link inni blogerzy. Tak oto powstają moje miesięczne zbiory – pora pochwalić się ich efektem.

Zanim przejdziemy do poradników dla blogerów i nie tylko, wróćmy na chwilę do najsmutniejszego dnia listopada 2015. Piątku trzynastego. W Paryżu. Przyznam szczerze, dla mnie był to szok. I jednocześnie boleśnie w głowie tłukła mi się myśl: „No tak, dużo wody już upłynęło od tamtego 11 września… musieli się przypomnieć”. Bo taki akt nie jest atakiem spontanicznym i nieprzemyślanym. On mógł być planowany nawet bardzo długo. Bo – jak przeczytacie w „Charakterach” – terroryści

są być może pełni gniewu i nienawiści, ale nie są wariatami ani socjopatami. (…) Terroryści to często ludzie wykształceni, dobrze sytuowani, mogą wieść spokojne życie.

Oni są wśród nas. Może nie w Polsce, bo czego mieliby tu szukać? Ani stolicy biznesowej, ani kulturalnej, ani politycznej. Całe szczęście. Niemniej i tak mogę się podpisać rękami i nogami pod tekstem Krzysztofa Stanowskiego. Terroryści wygrali tę bitwę. I pewnie wygrają jeszcze niejedną. Bo walczą strachem. I ja się dałam poniekąd zwyciężyć. Tym bardziej że dzień wcześniej doszło do podobnej maskary, tylko w innym, dalekim nam zarówno geograficznie, jak i kulturowo świecie. Ale do tego jeszcze tu spadł samolot, a tam coś zestrzelili… Jestem człowiekiem, mam uczucia i emocje. Ja się zwyczajnie boję tego, dokąd zmierza ten świat… Tym bardziej że nawet nie trzeba terrorystów – wystarczy codzienność. I internetAlbo redakcja. I staż za symbolicznym wynagrodzeniem.

Dobra, zmiana tematu, bo zaraz napiszę esej o apokalipsie. Ale niech będzie jeszcze melancholijnie. W końcu: jaki inny miesiąc skłania do refleksji nad tym, co nieuchronne? A jednocześnie wręcz mocno optymistyczne – bardzo podoba mi się podejście do tematu Natalii z Simplife. Mam nadzieję, że mimo pewnej dozy smutku, macie jednak podobne przemyślenia po 1 listopada.

Natalia napisała jeszcze jeden tekst (i pewnie parę innych równie fajnych:), który zwłaszcza w punkcie 3. dał mi wiele do myślenia. Bo rzeczywiście: na drodze wielu moich marzeń stoją wymówki. Nawet marzenia o tym blogu i doprowadzeniu go do ładu, składu i porządku. Jednak często najprostsza wymówka jest prawdą i po nadgodzinach w pracy / konieczności zrobienia zakupów / załatwiania pilnych spraw / kolejnych targach / zastąpieniu szefowej i/lub koleżanki na wyjeździe służbowym, o którym czasem dowiaduję się na dwie godziny przed tymże, po powrocie do domu po prostu zasypiam w kozakach. Ale tym fajniej smakują potem uszczknięte życiu takie chwile (ja LATAŁAM! Tym samym macie tu odpowiedź na mikołajkowe pytanie, który prezent udało mi się sprezentować sobie samej):

 

Jakby nieco w korespondencji zarówno do tekstu Natalii, jak i mojej wyprawy ku marzeniu (po którego ledwo uszczknięciu chcę zdecydowanie więcej), pozostaje tekst LifeManagerki o praktykowaniu wdzięczności. Sami zobaczcie, ile macie do niej powodów!

A skoro już jesteśmy przy listach, to jest jeszcze 15 rzeczy, o których powinna wiedzieć każda kobieta. Serio, postawa księżniczki się nie sprawdza, a niezależność finansowa uszczęśliwia dużo bardziej niż bogaty mąż! Wiem, co piszę. Nie mam męża, a niezależność jest świetna! Patrz – film powyżej. Co nie zmienia faktu, że pewnie dużo fajniej byłoby tę niezależność dzielić. Ale gdy się nie ma, co się lubi… ;)

Tekst o pustych miejscach od Króliczka pozostawiam Wam na koniec, do samodzielnej lektury i oceny. Ocenę za to mogę wystawić Marcie – i będzie to nawet szkolna szóstka. Znalazłam dzięki niej świetny sposób na angielski, do którego zabieram się jak pies do jeża. Fiszki – o, to jest to!

Zaraz, zaraz… jaki koniec! Zostało mi jeszcze kilka linków od blogosfery dla blogosfery. Czyli porcja ciekawych poradników od nieco mądrzejszych od nas blogerów. Przynajmniej w kwestiach technicznych. Na przykład: kilka zasad linkowania (sama nigdy w to nie wnikałam i wnikać zapewne nie będę, ale może Wam się przyda;) i jak krok po kroku zrobić newsletter. Być może sama skorzystam z tego poradnika, choć wciąż nie wiem, co zrobić z tym Waszym wynikiem 50:50! No i temat rzeka, czyli Króliczek o zarabianiu na blogu.

Przy Owsiance i Kawie możecie za to pogadać o wyzwaniach blogowych, ale pewnie nie dojdziecie do innego wniosku niż autorka. Ta zabawa robi się jednak trochę nudna, rzeczywiście. Więc jeśli mnie coś kiedyś tknie (ale to na Waszą zdecydowaną ankietową prośbę!), dopilnujcie, by to było coś równie wyzywającego, jak pomysł Bastaleny na 52 tygodnie w kuchni. Znaczy: krzyczcie, jak w świecie zblogowAnym pojawi się nuda!

I na koniec końców linków wyczaiłam Wam tekst z ostatniego dnia listopada. Last but not least, jak mawiają Amerykanie. Bo czasem warto zrobić jakąś fajną infografikę, prawda?

ZblogowAne odkrycia listopada

Wiem, wiem, rozpisałam się… ale ten punkt wycieczki być musi! Więc się sprężam – oto 3 odkrycia listopada:

  1. Nie, nie interesuję się Francją i niespecjalnie chcę poznać ją lepiej. Nie planuję też wycieczki po Alzacji i w związku z tym nie potrzebuję informacji na jej temat. Ale ten blog wpadł mi w oko i wizualnie, i klimatycznie. Chyba jednak polubię Francję bardziej niż serię filmów o pewnej taksówce. Bo ja ogólnie jakoś nie przepadam za kinem francuskim. I językiem. No wiem, dziwna jestem. Ale LOVE FOR FRANCE zdecydowanie polecam!
  2. Za to mocno przepadam za Polską. Nie zdziwi więc zapewne, że w tym miejscu polecę BLOG O POLSCE – 1001 miejsc, które warto zobaczyć w naszym kraju. Jestem pod wrażeniem tego fragmentu blogosfery – to świetny przewodnik po naszej ojczyźnie. Jestem tylko nieco zawiedziona, że nie trafiłam tam (jeszcze? Przegapiłam?) na jakiś obszerny wpis o mojej podlaskiej krainie!
  3. A na konie baaardzo kobiecy blog. Mało takich oglądam, mało takich czytam, mało takich polecam. Bo wiecie: makijaże, kosmetyki, zakupy, promocje i takie tam – i kręci mnie to, i nie. Ale na FEMININE wszystko jest tak  fajnie podane, że mogę się przekonać do tej części blogosfery.

Koniec. Części pierwszej, oczywiście :)

  • to ja się zabieram do czytania, kilka linków mi wpadło w oko i już czekają w zakładkach :)

    • Ana

      I o to chodzi ;)

  • Dzięki za udostępnienie :) Zabieram się za lekturę innych polecanych przez Ciebie autorów :)

    • Ana

      Dobre rzeczy trzeba udostępniać – zwłaszcza że sama muszę podziękować za cynk o programach do infografik. Przydały się :)

  • Zuza

    Czy chcemy recenzję „Warszawskiego niebotyku”?? Na nic nie czekam bardziej! ;)

  • Zuza | Zaczytana Susan

    Czy chcemy recenzję „Warszawskiego niebotyku”?? Na nic nie czekam bardziej! ;)

  • Hej, dzięki za posłanie mojego artykułu dalej w świat!!

    • Ja też! Ja też Cię poleciłam :)

      • Ana

        O, jak fajnie! To tylko potwierdza, że i u mnie link do tekstu znalazł się nie bez powodu :)

  • Dziękuję! :*

    • Ana

      Proszę :)

  • Niezbędnik Kobiety

    Cześć! Ja też dziękuję za docenienie! Życzę też owocnej nauki z fiszek (papierowych i wirtualnych) Pozdrawiam!

    • Ana

      Dzięki! I dzięki za zestaw pytań Liebster Award – bardzo fajnie uzupełnią pytania zebrane TU :)

  • Sol

    A wiesz, co do czytania kilku książek naraz, to ja tak wolę, bo zauważyłam, że wtedy czytam szybciej. Czytając drugą, mam takie dziwne wyrzuty sumienia, że nie doczytałam tej pierwszej, więc czytam szybciej, by wrócić do pierwszej itp. I w końcu łapię się na tym, że obie są przeczytane i mogę zacząć wreszcie coś nowego… ;)

    • Ana

      Ja za to mam jakąś blokadę przez niedoczytaną książkę. Ale walczę! :)

  • Nowe blogi do poznania mam :)

  • Mateusz

    Widzę, że na blogu coraz więcej ciekawych wieści i poszerzenia znajomości blogosfery za sprawą podrzucania ciekawych linków :) Brawo Ty! :D

    • Ana

      Brawo ja, ale tego samego nie mogę powiedzieć Tobie! Zapomniałeś o pytaniu – i będzie rózga zamiast góry prezentów jak u Chuderlaczka! ;)