Lektura na niedzielę: „Warszawski niebotyk”

52 książki przeczytam… może przez dwa lata – 2015 i 2016 – łącznie, ale to nie zmienia faktu, że czasem sięgam po tradycyjną, szeleszczącą publikację, która nie jest kolorowym lub branżowym czasopismem. A wśród tych publikacji zdarzają się (i z pewnością jeszcze nie raz zdarzą) takie, których aż żal nie polecić dalej. Jak przeczytanego w ramach Book Touru „Warszawskiego niebotyku” Marii Paszyńskiej.

niebotyk-nowy-1-str

Warszawski niebotyk to epicka, niezwykle poruszająca opowieść o losach pięciu młodych mężczyzn, którzy przyjaźnią się, uczą, pracują i kochają z pasją, z właściwym młodym ludziom poczuciem wszechmocy i nieśmiertelności. Spotykamy ich późną jesienią 1933 roku, w przededniu rozejścia się ich życiowych dróg. W chwili, gdy świat stoi przed nimi otworem, gdy są przekonani, że mogą osiągnąć wszystko, czego zapragną, stojąc na ziemi dosięgnąć nieba. Miłość postrzegają jako piękną przygodę, ślepi na niebezpieczeństwa. W ciągu kilku kolejnych miesięcy życie weryfikuje ich sposób myślenia, prowadząc ku dojrzałości, na którą nie zawsze chcą się zgodzić, a która jest nieunikniona.

Romantyczne wzloty, bolesne upadki, tragedie burzące świat, rozstania i powroty, a wszystko to na tle Warszawy połowy lat trzydziestych, uwodzącej swym ogromnym wdziękiem i urokiem. Warszawy, nazywanej Paryżem Wschodu, w której na placu Napoleona kończy się budowa najefektowniejszego drapacza chmur ówczesnej Europy. Warszawa, której już nie ma, a za którą tęskni każdy z nas.

Tak, ten opis książki dostarczany przez wydawnictwo wiele mówi o publikacji. Jest w nim wszystko: marzenie o wielkości w dawnej, przedwojennej Warszawie oraz młodość, miłość, przygoda i emocje, nierzadko trudne, bolesne, a nawet tragiczne. Gdybym przeczytała go przed lekturą, przed całą tą Book Tourową zabawą, na pewno zachęciłby mnie do lektury. Bo lubię takie klimaty. Lubię też magię tamtych czasów – dwudziestolecia międzywojennego (z tego samego powodu czekam niecierpliwie na serial „Bodo”). Lubię przenosić się w czasie tak, jak mogłam to zrobić, czytając debiutancką powieść Marii Paszyńskiej.

Już od pierwszych stron książki wędrujemy niespiesznie po stolicy sprzed niemal wieku, sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Wędrując ulicami miasta z ojcem jednego z głównych bohaterów, panem Antonim, niemal stąpamy po tym samym bruku, poznajemy topografię miasta w części, w której mieści się cukiernia „U Hanki” (swoją drogą, mimo mojego uwielbienia dla słodyczy, od ich wyliczania i opisywania w powieści było mi zdecydowanie za słodko). Zdecydowanie – jak Jan Nowicki – można się zakochać w tamtej Warszawie. Zarówno w dość szczegółowo (czasami aż za bardzo) opisywanych punktach na mapie wędrówek poszczególnych bohaterów, jak i jej romantycznych świtach, snach i przebudzeniach; w tej wszechobecnej w powieści nostalgii, dającej się odczuć na każdej karcie tęsknocie za owymi dawnymi, lepszymi czasami – lepszymi, bo mimo konwenansów, podziałów klasowych i trudnych emocji bliskich współczesnemu Polakowi miały jedną wielką zaletę: materializm nie był wartością. W dzisiejszych czasach wydaje się nią niestety być – pogoń za karierą i pieniądzem zdaje się to potwierdzać.

W każdym razie, w znaczącej części jest to opowieść nie o topografii miasta, nie o jego klimacie, wreszcie – nie o warszawskim niebotyku, jak nazywano wybudowany w latach 1931-1933 budynek Towarzystwa Ubezpieczeń Prudential, wówczas najwyższy w kraju (był nim do powstania Pałacu Kultury i Nauki), dumę międzywojennej stolicy (swoją drogą, zdecydowanie za mało o nim w książce!). To historia miłości oraz perypetii z nimi związanych: rozstań, powrotów, problemów klasowych, uprzedzeń, zakazanych uczuć, tragedii. Czyli szczerze: nic szczególnego. Bo czy historia zakazanej miłości aplikanta i żony jego promotora nie mogłaby zdarzyć się dziś i zakończyć równie źle? Czy do dziś nie pokutuje szablonowy obraz sportowca zadufanego w sobie, zarozumiałego, zbyt pewnego siebie, bo ma nieco talentu i „łyknął” już nieco pochwał, co wykorzystuje w swoich kontaktach z kobietami? Czy obraz ojca oddanego rodzinie, dbającego o ciepło rodzinnego ogniska w sposób, w jaki dbałyby matki, gdyby przedwcześnie nie odeszły, a jednocześnie pozostającego mężczyzną i ojcem z krwi i kości nie jest czymś, o czym marzą ludzie w dzisiejszych czasach? W końcu: czy nie zdarzają się przypadki łączące ludzi dozgonną przyjaźnią, jak przypadek, który połączył Andrzeja i Wojtka, chłopaków z zupełnie różnych światów?

Mimo to „Warszawski niebotyk” przeczytałam jednym tchem, w dwa wieczory. Szybko i przyjemnie (wybaczyłam nawet literówki – dwie mocno rzuciły mi się w oczy już na pierwszych 45 stronach; do tego drażniły mnie formy „skeczy” – „meczy”, ale te – w przeciwieństwie do literówek – nie są niepoprawne:). Wciąga historia miasta, jego kultura, zwyczaje mieszkańców, niemal precyzyjnie odtworzone miejsca, jak i ich umiejscowienie na mapie stolicy. Wciągają bohaterowie – wszyscy mają wady i zalety, nie ma tam ludzi kryształowych, ale każdy budzi sympatię (choć trochę szkoda, że nie ma tu choć jednego czarnego charakteru. A przynajmniej ja takiego nie odnotowałam). Wciągają też historie, chociaż zapewne lepszym zabiegiem byłoby skupienie się na jednym wątku (który i tak wybija się w całej powieści, a jest to historia Jana i Marii), a nie na pięciu historiach. Przez to czuję, że wszystkie są niedopowiedziane, a najbardziej – najmłodszego z braci Zasławskich, Tadzika.

Co jednak najważniejsze, powieść przypomina o czasach, których nie mogę pamiętać, a w które chętnie bym się przeniosła. Może nie na stałe, ale na trochę na pewno. Dobrze, że dzięki takim autorkom, jak Maria Paszyńska, udaje się odtworzyć klimat tamtych lat. I pamięć o tamtych wyjątkowych czasach. Bo przecież pamięć jest nieodłącznym elementem tożsamości [1].

Minimetryczka tytułu: Warszawski niebotyk
Autor: Maria Paszyńska
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data i miejsce wydania: Poznań 2015, wyd. I

Ocena:

Cytat pochodzi z powyższego wydania książki:
[1] s. 429.

PS: Z braku własnych zdjęć (odesłałam książkę i dopiero po wizycie na poczcie zorientowałam się, że nie mam czym okrasić tego wpisu!) użyczyłam ilustracje od autorki: z blogafanpage’a. Przepraszam.

  • Zuza | Zaczytana Susan

    Rewelacja :) Niesamowicie rzetelna jest Twoja opinia :) właściwie, dopiero teraz dostrzegam, że faktycznie – jeden czarny charakter mógłby nadać szybszego tempa książce i więcej realizmu. Bo fakt jest taki, że w zestawieniu z dzisiejszymi czasami, tak bardzo dobrzy bohaterowie, są dla nas jakby z pogranicza sf :) ALE! W końcu pojawiła się wredna ciotka i ją można uznać, za takowy czarny charakter :) Cieszę się, że dołączyłaś do akcji ;)

    • Ana

      No tak, ciotka nadałaby się na czarny charakter, ale.. dla mnie było jej za mało. Może przez to, że lubię kryminały i sensację? :)

      • Zuza | Zaczytana Susan

        nie wszystko w równym stopniu zadowoli każdego ;) rożne zdania – tak jak różni ludzie – muszą być :)

  • W końcu coś dla mnie xD Powiem Ci, że niezbyt lubię taki rodzaj książek, ale niesamowicie wciągnęła mnie Twoja recenzja. Chyba ściągnę sobie ebooka ; p Co Ty robisz, zła kobieto.

    • Ana

      Tak, jestem bardzo złą recenzentką! Ja tak bardzo nie umiem pisać o przeczytanych książkach! :)

  • Rzeczywiście rzetelna opinia :) jak przeczytałam ile chcesz książek przeczytać ot myślałam że jakiś błąd czy coś ;) ja to śmiało bym mogła napisać 2 książki na 2 lata, jeszcze nie zaczęłam żadnej w tym roku, bo rok dobiega końca… Zazdroszczę :) Tytuł w ogóle mnie nie zaciekawił, natomiast po treści wnioskuję że naprawdę fajna.

    • Ana

      Miałam ambitny plan, a tymczasem powinnam go zmienić na o 40 książek mniej (i nawet widziałam dziś taką grupę na fejsie: „Przeczytam 12 książek w 2016”;).

  • Super. Muszę powiedzieć, że lubię książki ukazujące dawny obraz znanych mi miast. Kocham stare filmy ukazujące wygląd mojego miasta sprzed kilku dziesięcioleci. I wyglądu Warszawy dawnych lat też jestem ogromnie ciekawa. Na pewno bym przeczytała…
    Pozdrawiam
    Sol

    • Ana

      Możesz jeszcze wziąć udział w Book Tourze – to naprawdę fajna sprawa: dostajesz książkę tylko za cenę wysłania jej dalej, a możesz jeszcze zostawić kilka ciepłych słów dla autorki. Zajrzyj koniecznie do Zuzy.

  • Dokładnie jak ktoś wcześniej napisał: nie do końca moje klimaty, ale po takiej recenzji nie mogę nie dodać tej pozycji do listy książek do przeczytania! Szczęśliwego i zlogowAnego Nowego roku!

    • Ana

      Czytaj! I też szczęśliwego 2016!