Miesiąc zblogowAny (10, cz. I): październik do poczytania

To czas tak szybko biegnie? Czy ja go mam za mało, choć tyle co każdy? Mam wrażenie, że te ostatnie miesiące mijają wyjątkowo szybko – dopiero co pokazałam Wam swój zblogowAny wrzesień, chwilę wcześniej podsumowałam lato, a tu już minęło pół listopada i czas najwyższy podsumować październik!

pazdziernik

Październik przeczytAny

52 książki…ekhm. Biblioteczka wzbogaciła się o kolejne pozycje, ja studiuję jedynie jakieś materiały marketingowe typu e-book „Social Media 2010-2015-20202„. Oraz inne materiały użyteczne w pracy zawodowej. Wiecie, sporo wywiadów ostatnio robię dla szefa szefów, za chwilę robimy dużą konferencję prasową, a po drodze jeszcze targi… Najgorsze są dni, gdy nie ma mojej bezpośredniej pani dyrektor. Ja jej naprawdę zaczynam współczuć tego biegania na górę (dosłownie i w przenośni), czasami dosłownie co pięć minut. Bo gdy ona wyjeżdża, często gęsto biegam ja, a nie zastępujący ją kierownik działu. Zwykle wtedy przez 8 godzin nie zrobię niczego ze swojej roboty, zostaję po godzinach, a gdy wracam do domu… zasypiam przy obiedzie (w sumie kolacji, bo wtedy główny posiłek dnia zdarza mi się około 19-20). Nie jestem do tego przyzwyczajona – zdecydowanie! A tymczasem w październiku szefowa mi często wyjeżdżała, raz nawet wybrała się na tydzień do Mediolanu. A ja nie umiem czerpać przyjemności z czytania, padając na ryjek.

Sprawdziłam za to, jaka książka wyszła w roku, w którym się urodziłam. 1987. Nie znam żadnej. Ale wszystkie dołączę do listy „Do przeczytania”. A co wyszło w roku Waszego urodzenia? Przeczytaliście?

Aha! Spodobała mi się też akcja u Zaczytanej Susan, czyli Book Tour. Prawdopodobnie nie dopisałabym się do zabawy, gdyby nie zaciekawiła mnie książka, „Warszawski Niebotyk” Marii Paszyńskiej. Zobaczymy, co wyniknie z tej podroży książki między blogerami. Na razie cierpliwie czekam :)

Linki zblogowAne

Z linkami i blogami jest nieco łatwiej. Przeczytam coś w przerwie śniadaniowej w pracy (to nic, że właściwie niczego takiego nie mam:), ktoś mi coś podeśle na facebooku albo po prostu trafię na coś ciekawego, przeglądając ulubione blogi. I już mam coś, co mogę Wam polecić. Nie potrzebuję na to specjalnie wydzielonego czasu, tak jak na czytanie książek (tak, wiem, to tylko wymówka. Ale ja po prostu muszę znaleźć spokój na czytanie „z papieru” – inaczej nie będzie to dla mnie przyjemne. Czytam przecież dla przyjemności, a nie – bo muszę).

To zanim przeczytane dla przyjemności, przeczytane… poniekąd dla przyjemności. Bo lubię czytać zarówno o mediach, jak i o języku, a że sympatią darzę programy kulinarne, głównie typu talent show, to zarówno dla przyjemności, jak i poszerzenia wiedzy przeczytałam artykuł z „Polityki” cyfrowej o kulinarnej nowomowie, czyli o sous chefach, amuse-bouche’ach, starterach i momentach w Atelier Amaro.

Drugi artykuł prasowy, który chcę Wam polecić, ma nieco mniej lekki kaliber. Jest to bowiem wywiad z psychoterapeutką o relacjach między rodzeństwem. Nie wiem, jak będzie z Wami, ale ja czytając ten tekst, znalazłam w nim wiele analogii do moich relacji z rodzeństwem. A przynajmniej we fragmencie o pierwszym dziecku.

Wiele analogii znalazłam też w tekście o sowie na Productive! Magazine. Nie, nie chodzi o zmienianie się w ptaka ;) Tylko o tzw. chronotyp, czyli nasz typ aktywności dobowej. Czasami mam wrażenie, że jestem połączeniem sowy ze skowronkiem – zwłaszcza w dni wyżej już wspomniane, gdy mam więcej zajęć niż zwykle. Ale zdecydowanie poranki są dla mnie trudne, rozkręcam się powoli, w pracy zaczynam od spraw łatwiejszych, np. monitoringu mediów, a najlepiej pracuje mi się, gdy wszyscy już wyjdą (musicie wiedzieć, że pracuję w niestandardowych godzinach, jak na godziny pracy mojego biura i czasami mam wrażenie, że przez tę godzinę, gdy wszyscy już wyjdą, robię więcej niż przez pozostałe 7:). Wieczorne siedzenie z nosem w blogach nie sprawia mi najmniejszego problemu, a włączenie zaległego odcinka ulubionego serialu o północy też się (niestety) zdarza. Z rozrzewnieniem zaś wspominam czasy studiów i zaliczone nawet na piątkę egzaminy, do których przygotowywać się zaczynałam… gdzieś o 23 :)

Ups, rozpisałam się… Wiec pora na Was: jesteście sowami czy skowronkami? :)

woman-653892_1920

Ale spokojnie, to jeszcze nie koniec wpisu. To, co pojawiło się w październiku i co z pewnością warto przeczytać, to przewodnik blogerów po nie tylko polskich miastach. Niekoniecznie tylko wtedy, gdy się do któregoś z nich wybieracie. Bo być może odkryjecie w przewodniku nieznane oblicza własnego miasta – kto wie?

Odkryć też możecie drogę ku osiągnięciu własnych celów i/lub zbudowaniu własnej marki. Tę pierwszą w postaci czytelnej i właściwie bardzo prostej, a jednocześnie nieco trudnej w wykonaniu infografiki znajdziecie u Hattu. Druga to kompilacja wypowiedzi kilku blogerek, w jaki sposób budują własną unikalną markę. To lektura obowiązkową nie tylko dla blogerek, ale dla każdego, komu zależy na odpowiednim kształtowaniu wizerunku własnego lub prowadzonego przez siebie biznesu. Słowem, to sprawdzone sposoby na zbudowanie tego, na czym każdemu z nas w jakiś sposób zależy: wyjątkowej i niepowtarzalnej marki. Bo w dobie fejsbuków i instagramów powoli wszyscy stajemy się markami.

Jeśli zaś o drogach mowa… może akurat niekoniecznie o połączeniu dróg z alkoholem, ale Life Managerka napisała świetny tekst o naszej mentalności. O tym wyświechtanym: „Ale ze mną się nie napijesz?!”. Nie, czasami się nie napiję i kropka. Doskonale rozumiem, że bycie osobą niepijącą w pijącym towarzystwie bywa trudne, czasami wyjątkowo niekomfortowe, bo chcielibyśmy też wypić za zdrowie jubilata, ale nie pozwala nam bycie kierowcą, zdrowie, samopoczucie i wiele innych. A tu jeszcze namawiają… Dlatego fajnie, gdy powstają takie teksty – może więcej osób nauczy się słyszeć „Nie” i je szanować.

Skoro jesteśmy przy szacunku, warto pochylić się nad prywatnością w internecie. Podobnie jak Saga wierzę, że kropla drąży skałę i warto rozmawiać o tym problemie, zwłaszcza uświadamiać młodych, bezmyślnie korzystających z tzw. sekstingu. Choć starsi też niekoniecznie są rozgarnięci w tym temacie – a wystarczy tylko jeden klik więcej, by w najbardziej optymistycznym wariancie skończyło się jedynie płaczem.

W październiku otworzyłam zapisy do Projektu Singielka i chyba dzięki temu trafiłam na wrześniowy tekst Ehdi o czekaniu na księcia na białym rumaku. Takim we właściwym znaczeniu tej frazy – o czekaniu, ale nie biernym, o księciu, ale nie wyimaginowanym ideale. I trochę też o ludzkim gadaniu, którym nie warto się przejmować (choć to może być trudne).

A na koniec polecam Wam… kredki na odstresowanie ;)

colored-pencils-168391_1920

ZblogowAne odkrycia września

Tym razem nie będą to 3 blogi. Nawet nie będą to 2 blogi. Ale punkty będą dwa. Zaskoczeni?

  1. Blogosfera parentingowa to nie jest coś, co śledzę z uwielbieniem. Może gdy za lat… wiele dorobię się własnej gromadki, spojrzę na tę część blogosfery przychylniej. Ale i teraz znajdują się tam perełki, do których będę zaglądać regularnie. To te, które poza tematami związanymi z byciem rodzicami poruszają też takie, które dotyczą nie tylko rodziców. I poruszają je naprawdę ciekawie. Dzięki temu moją uwagę przykuła Sara z MUFFIN CASE i na razie regularnie do niej zaglądam (choć może nie zawsze zostawiam ślad… przepraszam, że nie posłuchałam Qrkoko, mimo że nawet ja muszę przyznać, że w tej kwestii ma stuprocentową rację).
  2. Na koniec to, co blogiem nie jest. A przynajmniej nie do końca, bo autor jest jak najbardziej znaną postacią w blogosferze. W każdym razie, ZŁE KSIĄŻKI to ten projekt Pawła Opydo, który na pewno będę regularnie czytać… znaczy: oglądać (bo to projekt vlogowy). Nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami Zombie Samuraia (właściwie jak ja), to gdy obejrzycie, jak czyta Greya, rzucicie niektóre bestsellery na rzecz akcji „Poczytaj mi Opydo”. Zdecydowanie lepszy wybór. Aczkolwiek na podstawie historii Greya, której nie czytałam, może nie powinnam oceniać, że czytanie go przez kogoś jest lepszym wyborem niż przeczytanie samemu, ale…

I na tym dziś zakończymy październik, miesiąc zblogowAny. Ale spokojnie – poczytacie i o październikowych obejrzAnych, i o przesłuchAnych. A nawet poznacie wyniki zblogowAnej ankiety. To właśnie jej zawdzięczacie, że chcę podzielić ten wpis na dwie części – bo mimo iż ogólnie podobają się Wam teksty na moim blogu, nie każdy ma siłę i chęć czytać moje elaboraty w całości. Doskonale to rozumiem – sama pewnie nie chciałabym czytać tylu słów na raz ;) W każdym razie, jeśli jest choć jedna osoba, która lubi tu zaglądać, ale ma problem z długością moich tekstów, to chcę jej wyjść naprzeciw.

Zatem – do następnego!

  • Post Ci się zdublował ;) Ja wiem, że czytam go już po północy, ale chyba dobrze widzę. I co ja paczę?
    Z mojego roku też nie znam żadnej z wydanych książek. A polecane linki oblukam, bo zainteresowały mnie niektóre.
    pozdrawiam serdecznie!

    • Ana

      O rety! Dzięki za cynk, już poprawiam! Bo zaraz mi wypomną, że obiecałam skrócić długość tekstu, a tu znów elaborat ;)

  • Dziękuję za polecenie mojego wpisu! Bardzo przyjemna forma postu, zajrzę do Twoich pozostałych propozycji :)

  • Zuza | Zaczytana Susan

    Dzięki za wspomnienie o mojej Book Tour’owej akcji ;)
    Spojrzałam na książki wydane w roku mego urodzenia i żadnej nie czytałam i nie wiem czy przeczytam – to chyba trochę archaiki :)
    1989: Filary ziemi (Ken Follet), Księżycowy pałac (Paul Auster), Przepiórki w płatkach róży (Laura Esquivel).

    Co do Pawła Opydo, to też pokochałam jego projekt „Złe książki” – facet jest bardzo błyskotliwy i rzuca bardzo celnymi uwagami :)

    • Ana

      Mnie od dawna kusi Murakami. A właściwie inni nim kuszą. Skoro więc wydał aż dwie książki w roku mojego urodzenia, to chyba jakiś znak :)

      • Zuza

        Mnie nie kusi ale chyba i tak po niego sięgnę bo drażni mnie niewiedza kiedy wszyscy o nim mówią a ja nie wiem jakie mam zdanie i czy w ogóle jakieś :)

  • Kurczę, u mnie też czas leci tak szybko, że choć dopiero koniec listopada, ja czuję święta. :P Chyba dlatego, że w tym okresie łatwiej mi cieszyć się każdym dniem… Z Muffin Case również niedawno się zetknęłam i z chęcią zaglądam. Pozdrawiam i życzę trochę spokoju i mnie zabiegania! :)

    • Ana

      Do 3 grudnia nie ma szans na mniej zabiegania :( Ale może potem… a nie, święta – w firmie to też gorący okres: gifty, upominki, życzenia, kalendarze i takie tam. Jedno, z czego się cieszę, to to, że mieszkam na Prowincji – tu święta przybywają (jeszcze) na czas. Tylko w owadziej sieci dyskontów już dawno świątecznie ;)
      Pozdrawiam i dziękuję za miłą wizytę!

  • 53 książki? Łał… Jak Ty to robisz?! Ja sobie codziennie wmawiam, że coś poczytam – udaje mi się średnio raz-dwa razy w tygodniu… A kilka artykułów wrzuciłam sobie w Pocket, będzie co czytać w wolnych chwilach, dzięki! :)

    • Ana

      No właśnie nie robię :( W tym roku 52 książek chyba nie będzie. Ale walczę :)