Miesiąc zblogowAny (10, cz. II): w październiku obejrzAne, przesłuchAne, ankietowAne

Gdy Wy czytacie te słowa, ja pewnie bawię gdzieś w Warszawie. Niestety. Niestety, bo w pracy, a nie dla przyjemności. Mam za to nieco przyjemności dla Was – miesiąc zblogowAny muzycznie i filmowo. Aha! I bonusowo. Ankietowo :)

Miesiące obejrzAne, przesłuchAne…

Przesłuchane… to ostatnio spore wyzwanie! Płyta Ellie Goulding dopiero 6 listopada, czego więc słuchałam w październiku? Na pewno „The Voice of Poland” (show jak show, ale niektóre głosy fenomenalne!) i tradycyjnie – jakichś staroci. Ale ja lubię utwory stare, wciąż jare. Zauważyliście, że teraz nie ma takich hitów? Mamy przeboje sezonowe, po kilku tygodniach czy miesiącach te wałkowane non stop w radiu i telewizji po prostu znikają. A gdy lecą takie „Angels” Robbiego Williamsa czy „Livin’ on prayer” Bon Joviego albo „Crazy” Aerosmith… je się po prostu zna i pamięta, nawet jeśli się za nimi nie przepada.

No, ale wróćmy do październikowej listy muzycznej… Samochodowej playlisty jeszcze nie zmieniłam, więc nie zaskoczę… Ale zaraz! Jednak mam całkiem sympatyczną nową Ellie jeszcze z października!

A jak już jesteśmy na Wyspach… to może jeszcze nowego Olly’ego? Cobyście się nie zanudzili przy Robbiem i jego (byłych) kolegach z Take That :)


Słowem, chyba musicie mi podrzucić jakieś nowe twarze i dźwięki. Błagam!

Z muzyką krucho, przejdźmy zatem do obejrzAnych. W październiku nie pobiłam rekordów – o obejrzanej 1 dnia miesiąca „Karbali” wspomniałam Wam w podsumowaniu września, więc zostaje mi do napisania tylko dwie minirecenzje. Muszę przyznać, że w moim przypadku to był wyjątkowo polski miesiąc – w kinie byłam tylko na rodzimych produkcjach. Po „Karbali” udało mi się bowiem wybrać tylko na „Chemię” i „Króla życia”. I – no kurde! – „Karbala” była najlepsza. Po „Chemii” spodziewałam się więcej. Rozumiem, że to miała być historia trudnej miłości i szarpania się między chorobą a uczuciem, ale mam wrażenie, że być może brak dystansu reżysera do historii sprawił, że jest po prostu przerysowana. Z kina wychodziłam z mieszanymi uczuciami, bo film zapowiadał się lepiej niż w rezultacie wyszedł. Świetne były wstawki animowane, bardzo dobrze dobrana muzyka, choć i tu było dla mnie za dużo dobrego. A co za dużo, to niezdrowo – wiadomo. Słowem, tę historię można było opowiedzieć nieco inaczej, dać więcej o samej walce z chorobą, więcej o fundacji i jej działaniach, bo przecież w te Magda Prokopowicz – pierwowzór głównej bohaterki – była bardzo zaangażowana. Oczywiście, nie jest to biografia i w założeniu film miał zapewne pokazywać nie życiorys i nie same zmagania z rakiem, co właśnie historię trudnej miłości w trudnej chorobie. Siłę uczuć i pasmo zwątpień w tę siłę. Niemniej nawet w tej kwestii czegoś mi po prostu zabrakło. Może zwyczajnie to była zbyt mocna, a jednocześnie prosta gra na emocjach, w której zabrakło odrobinę więcej realności?

Nieco wcześniej, przed „Chemią”, wybrałam się do kina na „Króla życia”. Właściwie – dość przypadkowo. Może nie żałuję, ale zawiódł mnie nawet Więckiewicz, więc więcej niż 6 na Filmwebie dać nie mogłam. Bo miał to być przyjemny, pozytywny film o wielkim”bum”, po którym człowiek nagle zaczyna rozumieć, że świat jest piękny, a w życiu są ludzie i rzeczy, na których po prostu nie można wyładowywać frustracji przyniesionych z pracy. Miała być dobra historia. A tymczasem okazało się, że jedynym pomysłem na film jest… optymizm. Brakuje zwrotów akcji, charyzmatycznego bohatera, jakiejkolwiek jego wewnętrznej przemiany, życia wewnętrznego. O konflikcie, punkcie kulminacyjnym możemy zapomnieć. Sam entuzjazm, nawet Więckiewicza, nie  zbuduje dobrego filmu, jeśli nie ma on historii. A tego po prostu tu brakuje. Ciągu od A do Z. Sam pomysł jest niezły, kilka momentów skłania do refleksji, kilka innych bawi, klimat jest ogólnie przyjemny, ale… no właśnie: „ale”. Czegoś jednak brak. Tak jakby w tej drodze od A scenarzysta zatrzymał się gdzieś przy K, może M. Bo na pewno nie dotarł do Z.

Zaraz, stop! Całkowicie zapomniałam, że miałam okazję się porządnie odchamić w październiku! I to na samym początku miesiąca. Spełniając jednocześnie jedno z listy Marzeń do Spełnienia. Zaliczyłam operę z prawdziwego zdarzenia. „Carmen”. W tym celu odwiedziłam Operę i Filharmonię Podlaską, choć odwiedziny te wiązałam ze sporymi obawami. Że nie zrozumiem śpiewu operowego, że nie nadążę, nie połączę tekstu z akcją, gdzieś się zagubię, w końcu – że ten śpiew operowy przez dość długi czas trwania spektaklu zacznie mnie po prostu nudzić… w końcu to nie jest gatunek tak łatwy jak disko w polu. Nie wiecie, jak byłam mile zaskoczona! „Carmen” w oryginale to coś pięknego! Podlaska scena dała radę – zdecydowanie. Nadążyłam i za tłumaczeniem, i za akcją, a pierwsza godzina minęła mi jak z bicza strzelił. Historia plus folklor cygański plus Hiszpania (nie będę Wam streszczać fabuły, bo albo ją znacie, albo sobie wygooglacie) – wcale nie dziwi mnie popularność tej opery. Ja jestem zachwycona i każdemu, kto ma obawy przed wybraniem się do opery na operę, zdecydowanie polecam rozpoczęcie tej przygody z „Carmen” właśnie. Wiadomo, opera nie jest dla każdego, że nie każdemu może pasować styl tej formy muzycznej, sposób śpiewania, przedstawiania akcji i wydarzeń, ale ten spektakl na pewno Was przekona do tego typu formy muzycznej. Przynajmniej w Białymstoku :)

Podsumowanie zblogowAnej ankiety

Krótkie, ale jednak będzie. Początkowo ankieta miała posłużyć jedynie mojej pracy na zapleczu Świata zblogowAnego, ale pomyślałam, że gdy podzielę się jej wynikami, może dorzucicie jeszcze nieco uwag już mniej anonimowo (aczkolwiek niektórzy z Was są tak charakterystyczni, że anonimowość Waszych odpowiedzi była tylko pozorna:). Nie krępujcie się – wciąż możecie mi doradzać. Jestem dla Was, nie odwrotnie!

Zatem do rzeczy – krótko, zwięźle i na temat. Na które teksty czekacie najbardziej? Przyznam szczerze, że nie zaskoczyliście mnie. Ale utwierdziliście, że obieram dobrą drogę, chcąc skupić się na tym, co kręci mnie najbardziej: na poznawaniu ludzi oraz komentowaniu rzeczywistości. Co ciekawe, byliście bardzo zgodni w trzech punktach – wszystkie otrzymały po 53,8% Waszych głosów. Tak bardzo niecierpliwie czekacie na wpisy:
– z cyklu „Miesiąc zblogowAny”,
– inspiracje, portrety, WYWIADY,
– „Krótką piłkę”, opinie i komentarze dotyczące aktualnych wydarzeń.

Wbrew temu chcecie więcej tekstów o życiu na Prowincji (53,8%), a dopiero w następnej kolejności interesują Was wywiady z blogerami (38,5%) i nie tylko z nimi (30,8%) oraz wszelakie recenzje, ale w formie osobnych wpisów (30,8%). Wszystko da się zrobić :) Za to muszę się mocno zastanowić nad tym, czego nowego oczekujecie – gościnnych wpisów innych blogerów (69,2%)… Jestem zazdrosna! Ale nad tym też myślałam – choć nie tak intensywnie jak nad kolejnymi Portretami Blogosfery. I dzięki za te 58,3% głosów, że teksty są w sam raz. Ale… serio? Nawet ja widzę, że są przynajmniej ciut przydługie :)

Nie będę Wam zdradzać wszystkiego, ale powiem Wam jeszcze, kim jesteście. Czytacie blogi popołudniami i wieczorami – głównie między 18:01 a 23:00 (61,5%), ale sporo z Was zagląda do blogosfery nieco wcześniej, między 14:01 a 18:00 (30,8%). Na zblogowAny.pl przybywacie głównie z Facebooka (69,2%), zdecydowana większość z Was to dziewczyny takie jak ja (w wieku 25-34 jest aż 76,9% z Was, a pracujących na etacie – 53,8%).

płeć

I wytłumaczcie mi jedno – jak mam rozumieć ten wynik:

newsletter

co? :)

Na tym zakończmy kolejny miesiąc zblogowAny, odcinek 10, część II. Ale nie kończymy naszej wspólnej zblogowAnej przygody. Ankietę przeanalizowałam Wam pokrótce, więcej wniosków zostawiam dla siebie. Dla Was wyniknie z tego kilka fajnych rzeczy, obiecuję! I to już całkiem niedługo. Bo, wiecie, zbliżają się przecież urodziny bloga…

  • Ciekawe te wyniki ankiety, szczególnie ten punkt o newsletter :D A co do wpisów gościnnych o bądź ostrożna. Na początku wszyscy chcą, a potem nikt tego nie czyta. Tu trzeba na prawdę trafić w gust z gościem ;)

    • Ana

      No, i co ja mam teraz zrobić z tym newsletterem? ;)
      A jeśli chodzi o wpisy gościnne – na pewno wezmę pod uwagę tę uwagę moich Czytelników, bo to dobry kierunek. Kierunek, ku któremu się zwracam, czyli ludzie i ich opinie. Ale jak to rozwiążę, to zobaczymy. Raczej nie będzie to coś tradycyjnego, jak na innych blogach :)

      • Ania, nie poradzę Ci, bo sama się nad tym zastanawiam. Jedynie co mogę powiedzieć to, że maczałam w tym palce :P
        I z niecierpliwością czekam na Twoje gościnne wpisy, jeśli mają być „inne” niż wszędzie. Podoba mi się takie podejście :D
        pozdrawiam serdecznie!

        • Ana

          Mam nadzieję, że w kwestii „inne”nie pozostanie na planach ;) Pozdrawiam (choć nie powinnam za takie maczanie palców!;)