Dlaczego niepotrzebne mi Halloween?

Duchy, wampiry, upiory, zombie, czarownice… a do tego wszystkiego cukierek i psikus. Może to i poniekąd zabawne, ale czy komukolwiek potrzebne? Mam wrażenie, że w jakiś taki dziwny sposób ludzie dowartościowują swoje mniemanie o sobie i swoim wyzwoleniu, otwartości czy nowoczesności poprzez takie nieco bezmyślne ściąganie obcych mód i tradycji do siebie. A przecież nasze polskie Zaduszki są czymś zwyczajnie pięknym. Nawet jeśli większość z nas obchodzi je we Wszystkich Świętych. I nawet jeśli w ogóle nie zna tradycji.

Przyjmuje się, że korzenie Halloween są pogańskie i dotyczą święta obchodzonego przez Celtów pod koniec lata, czyli które wypadało na przełomie października i listopada. Celtowie wierzyli, że w tym czasie zmarli mogą wędrować wśród żywych. Część Celtów miała więc zakładać upiorne stroje w obawie przed błąkającymi się duchami – w przebraniu duchy te miały brać ludzi „za swoich” i dzięki temu zostawić ich w spokoju. Inni natomiast próbowali obłaskawiać duchy słodyczami. Stąd zapewne wzięła się tradycja cukierka i psikusa.

A dynia? To zapewne uwspółcześniona postać latarni z wydrążonej rzepy ze świeczką wyobrażającą duszę uwięzioną w czyśćcu, które w Brytanii nosiły ze sobą osoby chodzące od drzwi do drzwi, prosząc o jedzenie i oferując w zamian modlitwę za zmarłych.

Przy okazji Halloween często pojawiają się też uwagi, że to ważne święto dla czcicieli szatana, ponieważ jest drwiną z uroczystości Wszystkich Świętych, wyśmiewaniu Boga i jego świętych. I u nawet z pozoru niewinną zabawą łatwo jest przekroczyć pewne granice.

Jest też jeszcze jedna teoria. O dziwo, związana z chrześcijaństwem i po prostu tłumaczona z angielskiego, w którym All Hallows Day oznacza dzień Wszystkich Świętych i stąd mamy All Hallows EveHallowe’en, czyli po prostu wigilię dnia Wszystkich Świętych – w przeszłości bowiem Kościół obchodził więcej świątecznych wigilii niż obecnie, gdy tak naprawdę świętujemy jedynie Wigilię Bożego Narodzenia. I jeśli chodzi o Halloween, wszystkie pogańskie zwyczaje bliższe są naszym Zaduszkom (kojarzycie obrzęd dziadów z „Dziadów” Mickiewicza?).

Dziś pewnie niewielu kojarzy Halloween z celtyckimi bądź chrześcijańskimi korzeniami czy otwieraniem się na zło – to raczej po prostu importowana z USA zabawa. Ale jakakolwiek by nie była: dobra czy zła, popularna czy undergroundowa, fajna czy kiepska – ja w niej udziału brać nie będę. I nawet nie dlatego, że jestem Polką i katoliczką, więc mnie to nie kręci. Po prostu: dla mnie piękniejsze są pierwszy i drugi dzień listopada, nawet jeśli wieje, leje i marznę. To cudowny czas zadumy i wpychanie do niego zaczerpniętych z zachodu, przeniesionych z amerykańskiej popkultury komercyjnych zwyczajów zwyczajnie odbiera całą magię tych wyjątkowych dni.

Moim zdaniem, wigilia Wszystkich Świętych powinna być świętowana raczej w sposób zbliżony do świętowania dni Wszystkich Świętych i Zadusznego. Powinna nieco zatrzymać nam czas, zwrócić ku refleksji, nie tylko ku przypomnieniu sobie bliskich nam ludzi, którzy już odeszli, ale i zastanowieniu się nad własnym życiem, dokonaniu pewnego rodzaju rewizji dotychczasowego życia, przemyślenia rzeczy w nim dobrych i złych, zastanowienia się nad zmianami na kolejny rok. Daleka jestem od stwierdzenia, że powinny to być smutne dni. Nie, to powinny być radosne święta, przypominające nam miłe chwile z tymi, którzy odeszli. Nie ma niczego piękniejszego od ludzi uśmiechających się nad grobami bliskich. Nawet jeśli przez łzy, bo to świadczy, że pamiętamy dobro. Że godzimy się z przemijaniem. Z losem. Że tu czy tam, ale wierzymy w szczęśliwe zakończenie. Nieważne też, jaka jest nasza wiara. Ważne, że potrafimy się spotkać i cieszyć spotkaniem. Z żywymi przy grobie i z tymi, którzy w tym grobie spoczęli. Ta radość powinna być po prostu przeżywana refleksyjnie. Nie szaleńczo, nie przy litrach alkoholu, nie w przebraniu upiora (nawet jeśli tego z opery). A już na pewno nie powinna skłaniać nas do bezrefleksyjnego przyjmowania zachodnich wzorców. Bo tak naprawdę tym jest dla mnie ta cała halloweenowa zabawa: bezrefleksyjną i bezmyślną kopią. I dlatego jest mi ona zupełnie niepotrzebna.

A o ile cudowniej od tego całego halloweenowego szaleństwa wygląda szaleństwo zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia listopada: ten blask, ciepło i spokój bijące z pięknych polskich nekropolii. Nawet mimo tłumów odwiedzających cmentarze. Czuć bowiem wyraźnie, że ludzie zwalniają bieg, że chcą po prostu pobyć ze sobą, a przede wszystkim pamiętać. Ten jeden jedyny raz w roku. By intensywniej przeżywać każdy kolejny dzień życia. Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to przecież – wbrew pozorom – celebracja życia. I dlatego wolę świętować je niż przyjmować zachodnie mody tylko dlatego, że przecież mówią i piszą o nich wszędzie i wszyscy się w to bawią. Jak widać, nie wszyscy.

Znicze

PS: Przyznam Wam szczerze, że o ile bać się nie powinnam, bo to nie zmarli, a żywi mogą nam krzywdę zrobić, to jednak przed wejściem na cmentarz, gdy idę tam sama, mam taki dreszczyk niepokoju. Wieczorem sama na pewno bym tam nie poszła. A pierwszego i/lub drugiego listopada wszystkie te obawy unoszą się wraz z płomieniem zniczy. I mogę się założyć, że też tak macie. Prawda?

  • Dla mnie nie ma nic złego w niewinnej zabawie i zbieraniu cukierków przez dzieci nawet jeśli pachnie to kiczem i jest marną kopią. Znam korzenie tej zabawy i nie uważam jej za szatańskie święto, ale o wiele bardziej irytuje mnie #grobbing, który widać także w moim rodzinnym mieście. Najbardziej widoczny jest w tych bardzo małych miasteczkach. Miast zadumy itd. (choć ja jednak wolałabym, żeby to nie było smutne święto) mamy pokaz mody, licytacje kto postawi większy/bardziej zajebisty wieniec/znicz, a na dokładkę każdy każdego obsmaruje + niebotyczne korki. Lubię chodzić na cmentarz wieczorem gdy jest ciemno i palą się znicze i absolutnie niczego się nie boję. A tego jednego dnia najchętniej na cmentarz bym nie szła bo o zmarłych, ważnym dla mnie osobach pamiętam cały rok nie tylko 1.11 i gdy mam czas i sposobność chodzę tam bez okazji co niektórym znajomym wydaje się nieco dziwne. Tyle i aż tyle ;)

    • Ana

      Pomijając rodowód tego „święta” i jaki on by nie był, ja jednak jestem katoliczką i zbyt wiele różnych świadectw słyszałam, by wszystkiemu przypisywać niewinność. Wolę po prostu zachowywać dystans. I jeśli wybierać jakieś tego typu zabawy, to z sensem, a dla samej zabawy. Bo bawić się, by bawić, mogę w znacznie przyjemniejszych okolicznościach.

      Ale co do owego grobbingu – chyba Cię zaskoczę. Dziś odwiedziłam groby rodzinne w bardzo małych miejscowościach i wcale nie było przepychu na cmentarzach. Owszem, trochę tłoczno i na pewno zdarzyły się nagrobki w stylu „zastaw się, a postaw się”, ale większość była dość zwyczajna: jedna w porywach do kilku chryzantem lub innych, głównie żywych kwiatów (wiadomo, czasami każde z kilkorga dzieci czy wnucząt je przywiezie, a nie tylko ci, którzy na co dzień dbają o grób) i – tu aż sama się zdziwiłam – niewiele więcej zniczy. O wiele więcej kwiatów i zniczy niż na pozostałych widziałam tylko na grobach koleżanek mojego najmłodszego rodzeństwa (co zrozumiałe, bo na grób 17- i 18-latki przyjdzie niemal cała klasa, a nie tylko rodzina i dwie kumpelki) oraz proboszcza mojej rodzinnej parafii. Pokaz mody też już chyba wyszedł z mody (a jakoś wciąż pokutuje). Ale może to modne i niezmienne w wielkich miastach? Bo korki na pewno :)

      Dla mnie ten dzień nie jest jedynym, w którym pamiętam o bliskich zmarłych. I pewnie nie tylko dla mnie. To byłoby głupie, gdybyśmy tylko wtedy o nich pamiętali. Ale by pamiętać, wcale nie trzeba biec na cmentarz. Często też bywa, że nie mamy możliwości tam biec, bo zajmują nas codzienne obowiązki, a cmentarz nie jest kilka kroków od domu czy pracy. Coraz częściej jest na drugim końcu Polski. I dlatego – mimo wszystko – fajnie, że są takie święta, w które ludzie po prostu wsiadają w auto i jadą do bliskich. Coś jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie, tylko o zupełnie innym znaczeniu i klimacie.

      A sama też chadzam tam bez okazji. I strasznie żałuję, że tylko 1 i 2 listopada tak pięknie wyglądają polskie cmentarze nocą.

      • Nie przypisuje wszystkiemu niewinności. Wiem, że są/bywają rzeczy, które ciężko wytłumaczyć. Natomiast wiele rzeczy dzieje się zwyczajnie z ludzkiej głupoty. Co samego charakteru/celu święta nie mówię, że nie jest słuszny. Irytujące jest dla mnie to jak to wszystko wygląda bo niestety nie mam takich pozytywnych odczuć jak Ty ;)

        • Ana

          O tak, głupoty ludzkiej najbardziej trzeba się obawiać.
          A co do moich pozytywnych odczuć – mam po prostu wrażenie, że coś się zmienia w podejściu Polaków do pewnych kwestii. Na lepsze.

  • Amisha

    Nigdy nie kręciło i nie kręci mnie Halloween. Pomijam ten obrzęd totalną ignorancją, bez względu na to, czy uważam je za niewinne, czy winne etc. Jakoś zupełnie do mnie nie przemawia i nie bawi mnie. Dzieciaki na razie też nie uczestniczą, choć nie wiem, co będzie za kilka lat – jak ich pociągnie towarzystwo… Zabronić? Nie wiem, ale na pewno wytłumaczę, o co w tym chodzi i wyrażę swoje stanowisko, że ja nie lubię i nie polecam. Ja, my. Inni mają prawo „świętować” jeśli chcą.

    W związku z powyższym, Ano, zgadzam się z Tobą.

    Na cmentarzach zaś często spotykam osoby z rodziny i znajomych, których nie mam możliwości spotkać kiedy indziej i miło zamienić z nimi wtedy słowo, uściskać się i po prostu ich zobaczyć. To miłe, że ten jeden raz w roku, umarli na chwilę łączą też żywych. Na przepych i modę nie zwracam uwagi… Nie denerwuje mnie to, bo „trzymam się swego i siebie patrzę”. Odkąd nie żyje mama, na cmentarzu jestem bardzo często i zaduma oraz cisza najlepiej sprawdza się codziennego dnia. We Wszystkich Świętych nie ma na to szans – zwłaszcza jak na grób przychodzi mnóstwo osób. Ale tak chyba rozumiem to Święto – jako pogodne i radosne – choć zarazem poważne. W Zaduszki zawsze mam urodziny, więc lubię je jeszcze bardziej :-).

    I masz rację – iść na cmentarz ciemnym wieczorem normalnego dnia, a 1 lub 2 listopada – robi różnicę :-).

    • Ana

      Właściwie to masz rację, że w tych Wszystkich Świętych i Zaduszki to jednak jest nieco przeszkadzajek, by spokojnie zadumać się przy grobach bliskich. No, chyba że się wybierze człowiek jak ja dziś – nie w godzinach mszalnych, a po pracy, wieczorem, gdy cisza, spokój i płomień świec dookoła. I poza mną chyba tylko jedna rodzina na całym cmentarzu (uroki malutkich nekropolii)…

  • Jakoś specjalnie nie obchodzę Halloween ale nie przeszkadza mi za bardzo :)

    • Ana

      Mi właściwie też :) Ale mimo wszystko jakoś tak czuję się nim atakowana – w sensie: nie da się otworzyć internetów (i nie tylko ich) w okolicach 31 października, by się ta cała halloweenowa komercha z nich nie wylewała.

  • Sentymentu do Halloween nie mam – takiego „Swojego”, ale dzieci mają. szanuję, i pozwalam i się bawić hallowenowo. Tyle w temacie ;)

    • Ana

      Grunt to zdrowe podejście i dystans – dopóki są, nawet kontrowersyjne zabawy da się przetrawić.

  • Mateusz

    Wydaje się, że Halloween wymyślili marketingowcy, którzy po prostu chcą zarabiać na wszystkim, a taki kolejny dzień/czas w kalendarzu, w którym modne są duchy, czaszki czy dynie jest dla nich doskonałą okazją do zarabiania pieniędzy. No i internet przeraża mnie to strasznie, ludzie oszaleli i muszą tym chwalić się publicznie. „Halloween Party”, „cukierek albo psikus” lub jeszcze inne fanaberie z wymalowaną krwią twarzą etc. Idąc na groby 1 listopada naszła mnie refleksja dlaczego Ci sami ludzie nie robią sobie zdjęć z kwiatkami i zniczami na cmentarzu? Bo przecież to większy powód do chwalenia się i bardziej nostalgiczny. To oczywiście ironia.

    Czy mi to przeszkadza? Trochę tak, jednak każdy ma może robić to co chce i „świętować” na swój sposób.

    Pozdrawiam!

    • Ana

      Masz rację – charakter tego święta jednoznacznie nasuwa odpowiedź na pytanie: Po co komu Halloween? Jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze – innego wytłumaczenia dla ściągania tej zabawy zza oceanu nie widzę. Ale masz i drugą rację – każdy może robić, co mu się podoba – w myśl zasady: wolnoć Tomku. Tylko szkoda, że to się z Tomka domku wylewa i zaśmieca ogródki innych (choćby nachalnymi reklamami w internecie). Uroki życia w konsumpcjonistycznym i skomercjalizowanym w każdym aspekcie społeczeństwie. Czasem ma to swoje plusy, ale dla mnie w większości przypadków większe są tego wszystkiego minusy.

  • archistacja.pl

    Nigdy nie obchodziłam Halloween. Dopóki będzie służyć to tylko zabawie (bez żadnych podtekstów) nie przeszkadza mi to w ogóle :)

  • nie obchodzę.
    nie rozumiem.

  • Ja nie obchodzę żadnego halloween. Ale dziękuję za ten wpis, bo wile się z niego dowiedziałam. I fajnie się go czytało :)

    • Ana

      Zapraszam częściej (choć teksty częściej będą się pojawiać pewnie dopiero od grudnia albo po Nowym Roku – gdy skończę się bawić na zapleczu bloga:).

  • Dziwnie wygląda taki kontrast czasowy między atmosferą powszechnej zabawy w halloween a zadumą na Wszystkich Świętych. Jednego dnia luz i rozrywka, a drugiego pełna powaga i refleksja – nie pasują do siebie te dwa święta. Amerykanie mają inne tradycje, to u nich halloween jest czymś normalnym, ale w zderzeniu z naszą kulturą i naszymi świętami, wygląda to dziwnie.

    • Ana

      Masz rację – taki kontrast jest co najmniej dziwny. To trochę tak, jakby po weselu iść na pogrzeb, nie?
      Mam wrażenie, że Polacy sądzą, że im więcej obcych zabaw i tradycji ściągną i zaadaptują, tym bardziej światowymi się okażą. Nic bardziej mylnego! Dużo łatwiej stać się po prostu śmiesznym.

    • Zgadzam się z Tobą. Masz całkowitą rację> To dziwne i trudno to połączyć :)

  • Na tyle to już zakrawa o absurd, że sąsiedzi znajomych w Ameryce zrobili sobie na Halloween cmentarz z ogródka… Wiesz, nagrobki, znicze, te sprawy :|
    Mnie cały czas zastanawia, kto najwięcej korzysta na tym dniu. I jak zwykle wychodzi mi, że komercja żre komercję. Cały październik gada się o halloween, stroje, gadżety, każda bajka dla dzieci przerywana reklamą w tym temacie, wszędzie dynie itd. Do ostatniego dnia października tak się dzieje. Potem nagle 1 dzień Wszystkich Świętych, który brzmiał zbyt niewygodnie, więc go komuniści swego czasu nazwali Wszystkich Zmarłych (a to kolosalna różnica w myśleniu, jak się okazuje), dziś przeinaczony na „grobbing”, a już od 2 listopada, zamiast potrwać chwilę w oczyszczającej zadumie – mamy choineczki, bombeczki i ciężarówki z coca-colą. Paranoja, której większość nie rozumie, tylko brnie, jak zagrają.
    Wychodzi na to, że 1 listopada to jedyny dzień, w którym można pomyśleć o śmierci. A najlepiej dla świata, w ogóle o niej nie myśleć.
    ;)

    • Ana

      Aż do tego stopnia?! :O
      Właściwie, to chyba najlepiej byłoby nie myśleć o śmierci. Ale się nie da. Maskowania tego tematu szaloną zabawą i świętowaniem, a tym bardziej absurdami Halloween chyba jednak nigdy nie zrozumiem.
      Świąt Bożego Narodzenia od 2 listopada (a nawet już od października) nie rozumiem tym bardziej. Albo inaczej: rozumiem. Komercja, handel, grube miliony. Ale zabierania przez to magii świętom zdecydowanie nie chcę. Dlatego o tej porze roku sama unikam bożonarodzeniowych akcentów jak ognia :)

  • Sol

    Wiesz, doskonale Cię rozumiem. Ja nawet nie mam absolutnie nic przeciwko Halloween w Ameryce – taką mają tradycję, więc niech ją sobie kultywują, w końcu takie są uroki każdego kraju, że jakieś swoje tradycje ma. I rozumem, że jak wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one. Więc jak ktoś tam pojedzie, to ma święte prawo się w to bawić, bo czemu nie? Ale dlaczego, na litość włoską, mielibyśmy obchodzić Halloween w Polsce? Co to ma wspólnego z naszym krajem i z naszą tradycją? Przecież u nas w tym właśnie tkwi urok Święta Zmarłych, że świętujemy je po swojemu, że mamy na cmentarzach wysokie groby obłożone kwiatami i zapalonymi zniczami, a samo święto jest czasem spokoju i zadumy. Wiele osób pisze, że nie lubią tego święta, że denerwuje ich to, że na pokaz ludzie czyszczą groby i ubierają je tak, by przebić znajomych czy sąsiadów. Mnie to osobiście mocno zaskakuje, bo ja nigdy się z tym nie spotkałam. Jak sprzątam i dekoruję grób, to robię to dla siebie i bliskich, a nie dla innych ludzi. Chcę, by grób ładnie wyglądał, bo lubię, gdy wszystko, co robię, ma jakieś estetyczne walory. I podoba mi się myśl, że robię to np. dlatego, że kochałam dziadka i chcę zrobić dla niego coś miłego, choć nie ma go już z nami. I kurka, kompletnie mi wisi to, co sobie o tym grobie myślą znajomi czy sąsiedzi…
    No i wreszcie: PO CO świętować w Polsce Hallooween,? Jak ktoś chce słodyczy, to niech je sobie kupi w sklepie. A jeżeli chce coś dostać od innych, to niech skorzysta z rodzimej tradycji i przebierze się za kolędnika w Święta Bożego Narodzenia. Dlaczego kolędników w grudniu z roku na rok jest coraz mniej, podczas gdy jesienią ludzie przebierają się za dziwadła coraz chętniej? W głowie mi się to nie mieści. Jak już ktoś chce się przebierać tak chętnie, to niech weźmie sobie raz do roku udział w jakimś balu karnawałowym. A dla dzieci są przecież zabawy choinkowe w szkołach, również połączone z przebieraniem. Nie mogę pojąć, po co sprowadzać do nas tradycje zza oceanu. Przecież własnych nam nie brakuje, prawda…?

    • Ana

      Dokładnie! Czasami mam wrażenie, że na te strojenie się na groby i strojenie grobów narzekają własnie ci, którzy tej modzie (czy jak to nazwać) ulegli. I tak bardzo chcą pokazać, jak bardzo im to nie pasuje, a jednak w realu robią zupełnie inaczej. Może się mylę, ale ja ani specjalnie nie zauważyłam tego całego grobbingu, ani nie przeszkadza mi, że gdy rodzina spotka się nad grobem, potem utnie sobie pogawędkę, Bo tak czy siak,takie miejsca po prosu łączą ludzi, którzy w dzisiejszym świecie biegają daleko od siebie.
      I mam też podobne spostrzeżenia: kolędników daaawno już nie widziałam, w internecie i na blogach szału na nich nie ma, ale na importowana zabawę zza większej czy mniejszej wody o mamy wręcz boom. Strasznie to smutne, e Polacy przedkładają obce tradycje ponad swoje własne. Noc Świętojańska też nie jest już tak popularna, jak ściągnięte zza oceanu walentynki.