Krótka piłka: Uchodźcy? Imigranci? Nie, dziękuję

Tego tekstu właściwie miało nie być. Bo o mówią o tym wszyscy i padło już chyba wszystko, co tylko można w tej kwestii powiedzieć. A na każdy argument znajduje się zaraz kontrargument. Ale wiecie co? Temat dotyczy też mojego kraju, mojego województwa (i wygląda na to, że bardziej niż tych w Polsce A), a nawet mnie, więc i ja się wypowiem. A raczej – wypowiem nieco swoich obaw.

Bo tak, obawiam się. A właściwie to już nawet nie obawiam się, jak to będzie. Ja już się tego boję. Bo żyjemy w bardzo niefrasobliwym kraju. Polacy nie boją się tego, co się dzieje na Ukrainie. Tuż za granicą. Nie interesują się tym. A nie dzieje się tam fajnie i Ukraińcy już do nas zjeżdżają. I to mocniej niż wcześniej. Przekonałam się o tym w dość bliskim otoczeniu. Podobnie było kilka lat temu w Syrii. Syryjczycy też pewnie żyli jak my, normalnie jak na swoje warunki, choć tuż za granicą rodziło się Państwo Islamskie. W samej Syrii ta wojna trwa dopiero (aż?) około czterech lat (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Wojna to wojna i nie jest ważne, czy dzieje się to w cywilizowanej Europie, czy w mniej rozwiniętej Afryce. Że NATO i UE to nasi sojusznicy? Tak, w 1939 r. też sojuszników mieliśmy. Ci sojusznicy zadbali też później o opiekę wujka Stalina.

Co ma piernik do wiatraka? Ma. Bo, mam wrażenie, Polacy stali się specjalistami od sytuacji w Syrii i uchodźców, a nie patrzą, co dzieje się obok. A gdy do tego czytam te wszystkie piękne opisy, jak to przygarnęlibyście pod swój dach biedną syryjską rodzinę z dziećmi, mam wrażenie, że żyję w innym świecie. Naprawdę zrobilibyście to? Czy zależy Wam tylko na lajkach i statystykach blogów? Bo ja nie wierzę w te Wasze piękne idee. W kraju, w którym nie żyje nam się źle, ale mamy wiele problemów z takimi podstawami, jak np. służba zdrowia czy widmo głodowych emerytur, jesteście w stanie przygarnąć męża, żonę i kilkoro (nie, kochani, jedynacy to tam taka rzadkość jak aktualnie u nas mama + tata + babcia + dziadek + 8. I to w jednym domu) dzieci? Jesteście w stanie ubrać ich i nakarmić? Utrzymać przez kilkanaście miesięcy (i to w bardzo optymistycznym wariancie)? W końcu – pomóc znaleźć im pracę, którą mógłby otrzymać Polak, np. absolwent szkoły średniej lub wyższej uczelni? Weźmiecie na siebie odpowiedzialność za niezadowolenie dokładnie tylu Polaków, ilu uchodźcom pomożecie? Tylu Polaków, którzy pracy nie dostaną albo dostaną śmieciówkę (emeryturo, żegnaj), bo pracodawcy nie opłaci się zatrudnić Polaka – „dodatek” do uchodźcy będzie korzystniejszy? Weźmiecie na siebie odpowiedzialność za to, że Polak nie dostanie umowy o pracę, bo dostanie ją imigrant czy uchodźca? I nie mówcie mi, że tak nie jest czy nie będzie, bo sama pracowałam na umowę zlecenie i doskonale wiem, ile czasu i zachodu kosztowała mnie zmiana formy zatrudnienia, bo to zmiana kosztów dla pracodawcy. A tuż obok taki przypadek: imigrant zarobkowy na, powiedzmy, podobnym do mojego stanowisku „na zlecenie” pracował przez czas równy ok. 1/12 mojego zlecenia. Bez powalających wyników i umiejętności. Przy tym samym biurku ludzie, którzy od dawna starają się o umowę o pracę na TYM SAMYM stanowisku, ale polska siła robocza jest niestety droższa, więc trzeba czekać. Aż kryzys minie. Aż sezon się skończy. Finanse firmy będą lepsze. Czy coś tam… Znam też przypadek osoby z tamtego kręgu kulturowego, z którego idą uchodźcy. Zarabia więcej niż Polacy na tym samym stanowisku, a pracuje zdecydowanie mniej efektywnie (opinia przełożonego!). Ale chyba opłaca się to pracodawcy, skoro imigrant ma umowę o pracę, a miejscowy nie, nie? Biznes jest biznes, kasa się musi zgadzać. Boję się po prostu zwykłego braku sprawiedliwości. I tego, że w związku z powyższym kiedyś przyjdzie mi się znaleźć wśród zbyt wielu ludzi o zbyt odmiennym od mojego światopoglądzie i musieć z nimi przebywać min. 8 godzin dziennie.

Wiecie, co jeszcze budzi we mnie obawy? Poza tym zbyt lekkomyślnym kreowaniem opinii na temat uchodźców, budowaniem sielankowego obrazu, jak to niewiele – wbrew obiegowym opiniom – zmieni przyjęcie do Polski imigrantów? Zupełnie bezmyślne wiązanie faktów z przeszłości z teraźniejszością. Bo czy rzeczywiście Polaków emigrujących w czasie i po II wojnie światowej witano chlebem i solą? Czy granice Stanów Zjednoczonych stały otworem (jako stoją i teraz)? Czy Polaków jadących „na saksy” przygarniano za friko i sponsorowano, dopóki im się sytuacja nie polepszyła na tyle, by mogli sami o siebie zadbać, jak sugerują autorzy blogów i nawet poważnych tekstów dziennikarskich? I czy te kilka lat temu Brytyjczycy tak chętnie przygarniali Polaków emigrujących na Zachód za chlebem, jak chcą to czynić polscy fani uchodźców?

Ta miara nie przystaje. A gdy tak po prostu przygarniesz kogoś i zapewnisz mu byt, myślisz, że tak szybko się od niego uwolnisz? Gdzie mu będzie lepiej niż u Ciebie?

 
Refugees Budapest Keleti railway station 2015-09-04
Uchodźcy na stacji kolejowej Budapest Keleti, 4 września 2015 roku, fot. Rebecca Harms, źródło: Wikimedia Commons

Że to ludzie tacy jak my? Nie, to nie są ludzie tacy jak my. Są wychowani w innym kręgu kulturowym, w innej wierze, w zupełnie innych warunkach i w związku z tym zupełnie inaczej podchodzą do choćby najważniejszej jednostki budującej społeczność, czyli rodziny. Nie przekonuje mnie zupełnie, że to 75% mężczyzn wśród uchodźców, to biedni mężowie i ojcowie szukający godnego i bezpiecznego miejsca dla swych rodzin. Czy Wasi mężowie i ojcowie zostawiliby Was z dziećmi w kraju ogarniętym wojną lub zupełnie obcym i niezbyt Wam przyjaznym, byście poczekały, aż znajdą dla Was raj? Bo oni są silniejsi, a Wy z dziećmi nie podołacie trudom podróży? Sorry, tak nie robi „człowiek taki jak my”. Przynajmniej nie taki jak ja. Facet, który zamiast dostosować tempo podróży do najbliższych, by być z nimi i zadbać o nich, zostawia ich gdziekolwiek, ale samych, nie dba o bezpieczne miejsce, azyl dla tej rodziny. On myśli o sobie, idzie po pracę. By być może zarobić na tę porzuconą rodzinę i ściągnąć ją do siebie. Ale czy nie bierze pod uwagę wariantu, że już nie będzie kogo ściągać? Mężczyzna pozostawiający rodzinę na pastwę losu daleko od domu trochę kiepskie daje świadectwo swojej dbałości o tę rodzinę, o zapewnienie jej bezpieczeństwa. Bo skoro zostawił rodzinę, wątpię, by teraz cofnął się przed czymkolwiek. On już nie ma niczego do tracenia. A może porzucił tę rodzinę, bo była mu kulą u nogi? Teraz się odbije, zawsze przecież może założyć sobie nową. Islam przecież zezwala na wielożeństwo.

Nie, nie boję się innej religii, innej kultury, innego wychowania – boję się ideologii szukającej usprawiedliwienia w religii, kręgu kulturowym i wychowaniu. Ideologii wypływającej z interpretacji religii i wychowania do własnych celów.

No dobrze, ale są trudnej sytuacji i uciekają przed zagrożeniem, powiecie. Pewnie, ale nie można przymykać oczu na to, jak reagują na to zagrożenie. Jakim zagrożeniem stają się w grupie. Wiecie, jak zachowują się kibice na stadionach? To dodajcie do tego strach, głód, zmęczenie, przeradzające się w zdenerwowanie, a ze zdenerwowania w agresję. Bo jedna rodzina, dwie, przybywające w pewnych odstępach czasu, to nie dziesiątki i setki tysięcy ludzi, w większości młodych, silnych, gotowych do walki o swoje mężczyzn. O swoje, dla siebie, ewentualnie swoich rodzin, a nie o asymilację z tymi, którzy ich mogą przyjąć. O stworzenie sobie raju, nie o dopasowanie się do kraju przyjmującego, chroniącego ich przed zagrożeniem. Czekających nie na trochę miejsca dla siebie, a przywileje związane ze statusem uchodźcy. Bo po co chcą iść do wybranych krajów, a nie wystarczy im kraj, powiedzmy, o średnim poziomie życia? Polacy po wojnie emigrowali nie tylko do amerykańskiego snu. Gdyby te rzesze ludzi napływających z południa do Europy w drodze zachowywały się inaczej, to i Polacy, i Węgrzy, i pozostali Europejczycy też reagowaliby inaczej. Bo trudno jest podawać rękę komuś, kto tę rękę bezczelnie omija, a czasem nawet wyrywa po to, by bić nią tych, którzy stoją mu na dalszej  drodze do raju.

Więc nie pomagać? Nie, pomagać! To przecież ludzie. Tak jak my, choć nie tacy jak my. Ale pomagać rozsądnie. Na tyle, na ile mamy ku temu możliwości. Nie mniej, ale – tym bardziej – nie więcej. Tak, jak do tej pory pomagaliśmy Ukrainie (choć i tak, moim zdaniem, niekoniecznie właściwie, bo w czasie wielu problemów polskich, np. związanych z rosyjskim embargiem, rząd rozdziela fundusze za granicę zamiast w kraju). Niech uchodźcy przekroczą granicę legalnie, zgodnie z prawem, według ściśle określonych zasad, ale nie jak i kiedy chcą i tylko na podstawie odgórnie przyjętych limitów. Blogerzy chcący przyjmować uchodźców – niech to zrobią rzeczywiście, a nie tylko w górnolotnych słowach na blogach. Bo mówić łatwo, zrobić trudniej. Mnie nie stać na utrzymanie rodziny z drugiego końca świata. Nie stać mnie nawet na przygarnięcie jednej osoby – tym bardziej, nie wiedząc, jak długo u mnie zostanie i będzie w stanie się w ogóle usamodzielnić. Ci, którym podajemy palec, często potem chcą rękę. Niech rządzący zastanowią się, ilu obcokrajowcom mogą pomóc, nie zaniedbując liczonych pewnie w milionach własnych potrzebujących. Bo nie można obcym, nawet najbardziej potrzebującym, pomagać bardziej niż swoim. Bo przecież nie mamy kasy na niższy wiek emerytalny, licytujemy się z pielęgniarkami (a imigrantom zastrzyk też ktoś musi zrobić), a chcemy finansować ośrodki dla uchodźców. Boję się, że z naszego kraju względnie bogatego wśród jednak tych niezamożnych krajów UE spadniemy niżej niż polscy piłkarze w rankingu FIFA. Bo kasa z UE nie będzie płynąć wiecznie. A i do tej kasy płynie przecież z naszej kasy.

Nie, nie boję się tego powiedzieć: ja się boję napływu uchodźców. Chciałabym, by wszędzie był pokój i spokój, by każdy żył, jak chce i gdzie chce. Migracje to dobra rzecz. Ale też nie chciałabym być zmuszona do migracji, do ucieczki. A gdy byłabym – by ktoś mnie przygarnął w bezpiecznym miejscu. Ale to jest nieważne. Tak jak to, czy uchodźców będzie tylko garstka, setka, 7 czy 12 tysięcy. Rządzący światem powinni zadbać o pomoc im tam, na miejscu. O rozwiązanie problemu u źródła, a nie ściąganie go do siebie. Nie powinno być tak, że masowo niemal pół kontynentu ucieka. Bo na 12 tysiącach w Polsce się nie skończy – każdy będzie chciał ściągnąć bliskich. Albo będą chcieli przyjść kolejni. A to nie są rodziny jednopokoleniowe i 2 plus w porywach 1. I koło się zamyka… Całe szczęście, że nie jesteśmy dla nich tak atrakcyjni, jak Niemcy.

  • Amisha

    Aniu, zgadzam się z Tobą w pełni. Lepiej bym nie ujęła swojego stanowiska w tej sprawie.

  • mamlata

    Podpisuję się pod tym!

  • Cenię Twój blog za to, że nie słodzisz na nim, tylko piszesz jak jest. Bo tak jest, jak piszesz. A Polska lubi takie akcje, w których to niby może pokazać jaka to jest wspaniałomyślna, tylko, że nie dość, iż traci na tym, to jeszcze nikt jej nie podziękuje… Żeby o rodaków tak nasi rządzący dbali, jak o imigrantów i uchodźców… Ciekawe, co wymyślą dla Polaków wyjeżdżających za granicę? Przecież tak chcą, aby wrócili! Dadzą mieszkania, pracę? Nie, skąd! Jeszcze powiedzą, że Polak pracujący za granicą to już nie Polak! Ale że kasę europejską w Polsce wydaje, to już nie śmierdzi! Polak be, ale Syryjczyku chodź tu do nas, jak my cię kochamy…. Paranoja.

    • Ana

      To takie typowe w naszym kraju i rządach, że robią wiele na pokaz. I krótkowzrocznie. Już samo rozlokowanie miejscówek dla uchodźców świadczy o tym, jak ważni dla rządzących są rodacy. Dlaczego nie rozlokują ich na zachodzie, w bogatszych regionach, bliżej niemieckiej granicy, a wrzucają ich do regionów rozwijających się, ale wciąż tych z Polski B, o wcale nie najmniejszym bezrobociu (w sumie, do szczęścia brakuje ośrodka w warmińsko-mazurskim, gdzie bezrobocie jest najwyższe w raju)? Bo to są tereny, na których rządzący nie mają zbyt swoich wyborców, więc nie stracą na tej decyzji. Mam wrażenie, że nasze kochane władze patrzą tylko na wyniki, że może przybędzie im wyborców tam, gdzie ośrodków dla uchodźców nie ma, a gdzie mają sporo sympatyków. Bo wschód Polski już dał im czerwona kartkę, a po tej decyzji da kolejną. Polityka. A już kompletnie nie rozumiem tego pędu do przypodobania się zachodniej Europie, zamiast współdziałania z własnym regionem. Szkoda, zachodu, bo i tak zachód nie będzie nas traktował lepiej niż dotychczas (patrzmy na stosunek do emigrujących z Polski czy choćby kwestie gazociągu północnego). Pokazanie, jacy to jesteśmy fajni, pomocni i uczynni jest głupotą, która odbywa się kosztem własnych rodaków. Słowem: zadbajmy o swoich, potem o innych – nie odwrotnie.

  • Lepiej nie mogłaś tego ująć! Brawo! Popieram Cię w każdy zdaniu, a już najbardziej chyba w tym o słodzących i w dupę wchodzących blogerach. W gadce każdy jest odważny. Chciałabym zobaczyć ich wszystkich w czynach.

    • Ana

      Ja czekam na pierwsze fotorelacje blogerów z przyjęcia przez nich uchodźców. Ale mam wrażenie, że doczekam się tak, jak szóstki w lotka.

      • Podejrzewam, że szybciej byś tą 6-kę trafiła :D

        • Ana

          Po cichu na to liczę ;)

  • Mateusz

    Ooo w końcu Any ostry komentarz! Emocjonalny, ale prawdziwy. Zgadzam się ze wszystkim. Kropka w kropkę, momentami tak samo bym to nazwał :) Jest się czego bać, i mamy do tego prawo i dziwne, że próbuje nam się mydlić oczy, że tak nie jest…

    Nie o taką Polskę walczyli, nie takiej Polski chcemy!

    • Ana

      Mnie bardziej zastanawia, komu i dlaczego tak bardzo zależy, by kreować taki sielski obrazek z uchodźcami i imigrantami w tle. Aż tak dawno były w Europie, głównie we Francji zamieszki z już rzekomo zasymilowanymi (przynajmniej w pewnym stopniu) imigrantami? Ci nowo napływający wcale nie będą od nich inni. I dlatego nie kryję emocji. Pomijając to, że w sumie po to stworzyłam sobie to małe zblogowAne miejsce :)

      PS: Czyli że za rzadko tak piszę? :)

  • Wreszcie jakiś głos rozsądku. Co wchodzę na jakieś blogi czy portale, to wszyscy są tak zachwyceni tym napływem imigrantów, że chyba aż płaczą z tego szczęścia, że na nasz kraj spadł zaszczyt przygarnięcia ich. A za bardzo to tu się nie ma z czego cieszyć, bo normalne państwo w pierwszej kolejności dba o własnych obywateli, a dopiero później ewentualnie przyjmuje obcych.

    • Ana

      Szczerze przyznam, trochę obawiałam się publikacji tego tekstu. Właśnie po lekturze innych, zupełnie odmiennych punktów widzenia.

      • Zawsze będą ludzie, którzy mają odmienne punkty widzenia, nie uniknie się tego. A w tym tekście nic szokującego nie stwierdziłaś. Napisałaś tylko to, co myśli większość mieszkańców Polski B. Ja też nie jestem zachwycona, że akurat nasze biedne państwo musi doświadczać takiego „zaszczytu”, jakby już nie było bogatszych państw, które by sobie z imigrantami lepiej poradziły.

        • Ana

          A najlepiej, gdyby nie musiały sobie z nimi radzić – tak naprawdę to wszystko są skutki polityki, niczego mniej ani więcej. Polityki państw bogatszych od naszego – ale skutki ponosimy już niestety globalnie.