Krótka piłka: Maratończyk, ciężarna suka i wiara

Nazywa się Piotr Kuryło, jest maratończykiem i ultramaratończykiem, ma za sobą dziesiątki i setki tysięcy przebiegniętych kilometrów. Dla wielu jest bohaterem. A przynajmniej był do dnia, w którym w upale porzucił ciężarną sukę pod bramą schroniska.

dog-142668_1280

Wychowałam się na wsi, więc nie będę nikomu wygłaszać morałów, bo wiem, co się niestety potrafi dziać z nadprogramową liczbą szczeniąt, o ile zwiększa się populacja bezpańskich psów poza miastem w okresie letnim (i nie tylko) i na ile potrafi to być niebezpieczne dla zdrowia, a nawet życia ludzi. Bo o ile w mieście jeszcze ktoś reaguje na takie bezpańskie zwierzęta, to mieszkańcy wsi muszą sobie radzić sami. W mieście, napisałam? W sumie tam też nie jest różowo: mieszkałam i w niemal centrum miasta, i na obrzeżach innego – w obu przypadkach problem bezpańskich psów był dziwnym trafem formalnie nierozwiązywalny, nawet mimo agresji zwierząt i ich mnożenia się na potęgę. Potrafię zatem wyobrazić sobie różne zachowania ludzi wobec zwierząt, ale i zrozumieć niektóre z nich. Ale tylko niektóre.

Sama też na razie nie wyobrażam sobie „uwiązania” do zwierzęcia – dlatego pieski mam dwa, ale w domu rodziców i to na wsi. Znam również osoby uwiązane, które na miesiące i lata wyjeżdżały za granicę, a swojego pupila potrafiły zostawić w dobrych rękach. I o ile wiele mogę zrozumieć, to tej sytuacji nie rozumiem w ogóle.

Bo jeśli bierzesz pod opiekę zwierzę, to nie po to, by chwalić się, że je uratowałeś od śmierci głodowej.

Nie po to, by się nim cieszyć jak zabawką – tylko gdy masz na to ochotę. A potem wyrzucić, gdy już wyrośniesz lub się „zepsuje”, a jej naprawa zbyt wiele kosztuje.

Nie po to, by zwyczajnie nie myśleć.

Bo to, co zrobił bohater ostatniej medialnej nagonki, to po prostu bezmyślność. W prawie 40-stopniowym upale przywiązać psa do bramy schroniska i porównać to do okna życia? W oknie życia jest odpowiedni alarm, niemowlę szybciutko zostaje zabrane z tego okna. Tu zwierzę też nie spędziłoby wiele czasu pod bramą, bo był nad nią monitoring, ale bezmyślnością jest zostawianie psa w takich warunkach. Ale mimo to podobną bezmyślnością wykazuje się wielu komentujących. Czy WY naprawdę nie widzicie wielu bezpańskich psów na swoich osiedlach, które ludzie ot tak, po prostu wyrzucają bez miski wody i szansy, że ktoś się nimi zajmie i da im nowy, lepszy dom? Nie widzicie ich tylko dlatego, że nikt nie wpuścił do sieci filmu i jego bohaterem nie jest osoba publicznie znana. Naprawdę, o ile ta ciężarna suka została prze właściciela potraktowana fatalnie, to w swojej głupocie przywiązał ją przynajmniej pod kamerą i do płotu schroniska.

Fot.: youtube.com, kanał: Przemek Chmielewski

Wiele zwierząt nie ma tyle szczęścia. Latem średnio raz na tydzień widzę takie, które szczęścia miały o wiele, wiele, wiele mniej. Giną pod kołami samochodów i leżą na środku ulicy, czekając, aż odpowiednie służby sprzątną ich pomiażdżone kołami szczątki. Albo dopóki nie zostanie z nich tylko plama na asfalcie, bo żaden dziś oburzający się zachowaniem Piotra Kuryły nawet nie wpadnie na pomysł, by cokolwiek z tym zrobić. Prawda jest taka, że zdziczały pies nie wpadnie łatwo pod samochód, ten wychowany przy krajowej czy powiatowej trasie też jakoś łatwiej ominie przeszkody pędzące zwykle powyżej 90 km/h. Tak giną wyrzucane z samochodów zwierzaki, z którymi ludzie nie mają co zrobić, gdy jadą na urlop. Mam wrażenie, że często to ich oburza bezmyślność maratończyka – pod tym oburzeniem chcą bowiem ukryć własną hipokryzję.

Nie mogę też przejść obojętnie wobec tłumaczeń antybohatera filmu spod schroniska. Chodzi konkretnie o te dotyczące religii. Skręca mnie, gdy czytam komentarze do jego wypowiedzi, a nawet opiniotwórcze materiały dziennikarskie (!), wrzucające do jednego worka wszystkich polskich katolików. Bo to cholernie niesprawiedliwe. Facet, który nie rozumie swojej religii, każde działanie nią usprawiedliwia i powołuje się nią na chybił trafił, nie powinien być podawany jak przykład: „Patrz, tak wygląda katolickie miłosierdzie”. Bo ono tak nie wygląda. Ale wiem, że to w myśl zasady, która każe pokazywać złe zachowania i budzić złe emocje, bo one się sprzedają. Ale, kurna, NIE! Tak, jak mówię NIE zachowaniu Piotra Kuryło i wycierania sobie gęby, że ataki na niego, to ataki na wiarę katolicką, tak mówię stanowcze NIE patrzeniu na moją wiarę przez pryzmat takich wiernych. Czarna owca wyróżnia się w stadzie, ale zwykle tych czarnych owiec w tłumie nie widać.

Natomiast to, że ten człowiek jest (ponoć) wielce religijny, zupełnie nie ma nic wspólnego z tym konkretnym jego zachowaniem. Tak gorliwy katolik powinien znać nauczanie św. Franciszka z Asyżu o stworzeniu, zwierzętach, przyrodzie oraz zagłębić się w Katechizm Kościoła Katolickiego, w którym stoi jak wół, jak niegodnym człowieka wierzącego (i w ogóle człowieka – godność ludzka dotyczy nawet ateisty) jest niepotrzebne zadawanie zwierzętom cierpienia i ich zabijanie. A to było niepotrzebne zadawanie cierpienia. Do tego wynikające z jednego z grzechów głównych: lenistwa. Poniekąd też chciwości – na pewno chciał przecież zaoszczędzić (szkoda, że tylko kasy, a nie cierpienia stworzeniu Bożemu). A w tłumaczeniach pojawiły się już i pycha, i gniew. Dlatego apeluję, głównie do samego zainteresowanego: to, że ktoś mówi, że jest wielce wierzący, to… bardzo często mówi. Wiarę oceniajmy po czynach, nie po słowach. Czyny pana K. nie miały właściwie nic wspólnego z wiarą katolicką. W sumie, słowa tym bardziej. Za to bardzo wiele z głupotą – i tak, jak on nie powinien w ogóle sięgać po wiarę jako po obronę na atak, tak w atakach mądrzy dyskutanci również nie powinni tego wykorzystywać do piętnowania całej społeczności. Do wytknięcia głupoty jednostce – nawet wskazane. Ale nie do wrzucania do jednego katolickiego wora wszystkich, jak leci.

Cóż, mam wrażenie, że cała ta afera pokazała więcej zezwierzęcenia wśród ludzi niż ich ludzkiego oblicza. Po obu stronach barykady. Cała ta sprawa jest już w tym momencie zbyt wielce rozdmuchaną kłótnią głupich ludzi, w tym w połowie – hipokrytów. Skupiających się na detalu i medialnej nagonce, zamiast rozejrzeniu się wokół siebie i przeciwdziałaniu takim i gorszym zachowaniom w swoim otoczeniu. Bo takich Piotrów Kuryłów są w tym kraju dziesiątki, setki i tysiące… Może macie ich nawet za ścianą. I, co gorsze, nie reagujecie nigdy w realu tak, jak reagujecie teraz w wirtualu.

  • Tak jak pisałaś – takie rzeczy dzieją się codziennie na ulicach wielu miast i miejscowości. Wielu właścicieli zostawia psy nie pod schroniskami, ale w lasach, przy ulicach… To się w głowie nie mieści. Mnie tłumaczenia tego człowieka bardzo śmieszą, mógłby się zamknąć i w ogóle tego nie komentować, a osoby, które wirtualnie ganią jego zachowanie niech lepiej rozejrzą się wokół siebie, bo niejednokrotnie takie sytuacje dzieją się pod ich oknami i nie są w stanie zareagować.

    • Ana

      Mnie właśnie na początku sytuacja zszokowała, tłumaczenia jeszcze bardziej: bo upał niemiłosierny, pies może i pod schroniskiem i z miską wody, ale w pełnym słońcu i na uwięzi – po prostu szkoda stworzenia. Ale potem pomyślałam sobie właśnie tak: stop – przecież podobnych przypadków i nawet gorszych są dziesiątki, cała Polska ślepo tępi TYLKO jeden. Coś tu jest nie tak.

  • Wydaje mi sie, ze ludzi bardziej zszokowal wlasnie ten fakt, ze czegod takiego dopuscil sie sportowiec udzielajacy sie charytatywnie i religijny. Gdyby cos takiego zrobil np.pan Zdzisiek, znany na osiedlu z trucia kotow albo pan Heniek, alkoholik regularnie wypedzajacy psy, to nikt by az tak bardzo nie zwrocil uwagi, bo po pewnych ludziach spodziewamy sie takich, a nie innych zachowan. Natomiast takie same czy podobne zachowania u ludzi uwazanych za autorytety, wywołuja burze, bo od autorytetow oczekujemy wiecej.

    • Ana

      Masz rację. Od osób znanych nieco bardziej niż pan Zdzisiek i Heniek wymaga się więcej (ale i często więcej się im wybacza). Ja – jak pisałam wyżej – nie pochwalam takich zachowań: ani bezmyślności w działaniu, ani bezmyślności w odwoływaniu się do wiary i religii. Jednak ten medal ma dwie strony – taka sytuacja, zdawać by się mogło, to doskonała okazja, by pamiętać o dziesiątkach, setkach i tysiącach innych zwierzaków. Tymczasem – mam wrażenie – skończyło się na linczu jednego pana i jednej burej suce w ciąży, która zyskała nowego pana. A reszta? Dlatego wydaje mi się, że ten cały szum wokół tej sprawy jest zbyt sztuczny i niepotrzebny, bo zamiast zwrócić ludzi w kierunku lepszego traktowania naszych braci mniejszych, chyba tylko zwrócił ludzi przeciwko sobie.