Krótka piłka: O (nie)jeden hejt za daleko

Kim jest, czy raczej: była, Maddinka? Nie mam zielonego pojęcia. W internecie czytam, że blogerką modową. OK – nie ciekawi mnie specjalnie ta część blogosfery, nie jest to też Kasia Tusk, by obiła mi się o uszy. Ale to, w jaki sposób dowiedziałam się o jej istnieniu – to przekracza wszelkie granice.

enter

Jak nisko trzeba upaść, by posunąć się do tego typu hejtingu. Jak mało trzeba mieć w głowie, by wypuścić w świat nie tylko taki hejt, ale nawet sam pomysł na niego. I w końcu: kim trzeba być, by cieszyć się, że ludzie reagują emocjonalnie na taki trolling i to ich, nie siebie, uważać za idiotę. Na usta ciśnie mi się tylko: to nie mógł być człowiek. A na pewno nie człowiek myślący. ALE TO NIESTETY BYŁ CZŁOWIEK. Nieważne, czy kradzieży tożsamości i głupiego trollingu dokonały internetowe skrypty i roboty (wybaczcie, jeśli mylę pojęcia, ale nie znam się aż tak na pojęciach ze świata cyberprzestrzeni) – za tym stoi tylko i aż człowiek. Bo nasz świat to jeszcze nie Matrix. I może to tym smutniejsze.

A jeszcze smutniejsze jest to, co działo się po samobójstwie 14-latka zaszczutego przez kolegów i koleżanki. Ta historia nie miała takiej siły rażenia jak sprawa śmierci blogerki, bo nie była rozmyślnie zaplanowaną i masowo przeprowadzoną akcją zorganizowanej grupy internetowych trolli. Ale właśnie w tym tkwi jej większa waga. Komentarze typu „dobrze, że zdechł” i „jednego pedała w rurkach mniej” jeszcze gorzej świadczą o wypowiadających się niż trolling po Maddince. Świadczą o kompletnej bezmyślności, brakach emocjonalnych, braku klasy i zwyrodnieniu czy wręcz bestialstwie słownym. To kompletny brak szacunku dla tych, którzy zostali – dla bliskich zmarłego. W końcu – są też wyjątkowo okazałym wyrazem ogromnych kompleksów i zazdrości. Bo przecież nie mówi się o tych, którzy nic nie znaczą, nie obgaduje się przeciętniaków i nie hejtuje osób, które niczego nie osiągnęły w swoim życiu, które w żaden sposób się nie wyróżniały.

Ale czego można zazdrościć zmarłemu lub samobójcy?

Nieważne, czy to zwykła zazdrość, czy pseudoodwaga tchórzy – bo odważny był właśnie ten hejtowany. Odważył się bowiem być inny niż wszyscy, niż przeciętność. Ważne, że internetowa nienawiść poszła daleko. Nawet za daleko, przechodząc wszelkie granice. Już nie o jeden hejt za daleko, bo nie tylko internetowi trolle nie mają żadnych świętości – co gorsza, nie mają ich już i zwykli ludzie. Czy raczej – i co bardziej przerażające – przestają je mieć dzieci i młodzież. Wydaje mi się, że to wszystko wina tego tzw. bezstresowego wychowania, ale tego z wychowaniem niewiele mającego wspólnego. Czyli takiego, w którym rodzice nie mają czasu dla dzieci, pozwalają im na wszystko, w tym na przesiadywanie przed telewizorem lub w internecie bez kontroli nad tym, co dzieci z tymi mediami robią. Na zasadzie: masz tu tablet i siedź cicho, nie przeszkadzaj.  A w internecie i telewizji aż roi się od agresji, nienawiści, odzieraniu się nawzajem z godności, deprecjonowaniu pozytywnych postaw i wartości, nie wspominając już o postępującej wulgaryzacji języka. Gdy do tego wszystkiego dodamy bezkrytyczne podejście rodzica do dziecka na zasadzie: „Ależ mój Antoś nie mógł tego zrobić! Toż to istny anioł!”, gdy Antosia za ucho przyprowadza sąsiadka, którą kopnął w łydkę, na łydce pojawiać się zaczyna zaczerwienienie albo wręcz już siniak, a Antoś chichocze ukradkiem – zaczyna nam się malować pełen obraz. Takie hejterskie zachowania rodzą się bowiem z milczącego lub jawnego przyzwalania na nieodpowiednie zachowania i agresję już od najmłodszych lat. W dobie internetu przeszły z podwórek do sieci i zyskały brutalniejszą, bo mimo wszystko bardziej anonimową postać.

Skoro więc dziś budzimy się w tak dramatycznej rzeczywistości, w jakiej obudzimy się jutro? Całe szczęście, że jest jeszcze kilka osób, którym nie jest to obojętne – może jednak jeszcze zza tej tęczy nienawiści zaświeci nam słońce normalności i empatii…

  • Pomijając tęczę bo ona była częścią manipulacji (takie mam wrażenie) to obie historie mnie przerażają. Samobójstwo nie jest niczym zabawnym tym bardziej dla rodziny delikwenta. Taka historia ciągnie się za człowiekiem przez resztę życia. Co do historii blogerki też jej nie znałam co nie zmienia faktu, że nie mnie ani nikomu innemu oceniać czy i na ile była przydatna dla świata. Nie wiem kim trzeba być, żeby robić takie rzeczy. Wszystko jedno czy to gimbusy czy zamierzona manipulacja grupy dewiantów. Nie zgadzam się na takie rzeczy. Po prostu.

    • Ana

      Ja też się nie zgadzam i też mnie te historie przerażają. Przeraża mnie nienawiść. I bezmyślność. Postępująca, niestety.

  • Nie znałam Maddinki nawet ze słyszenia i podobnie jak Ty dowiedziałam się o niej przez komentarze i artykuły w Internecie. Osoby, które posuwają się do takich rzeczy powinny same znaleźć się w takiej sytuacji. Czasem Internet mnie wprost przeraża, w sieci ludzie są zupełnie inni niż w rzeczywistości.

    • Ana

      Nikomu nie życzmy takich sytuacji, ale… chyba dopiero one mogą takich ludzi czegokolwiek nauczyć. O ile mają jeszcze cokolwiek w głowie i sercu.

  • Nie wiem, czy to jest tak do końca kwestia bezstresowego wychowania bądź też wychowania w ogóle. Wydaje mi się, że z wrażliwością albo z brakiem wrażliwości człowiek już się rodzi, można co najwyżej później wzmacniać tę cechę lub osłabiać przez wychowanie.

    • Ana

      Być może i jest to w jakimś stopniu cecha wrodzona, ale wydaje mi się, że wychowanie ma tu jednak ogromne znaczenie – bo to ono stawia młodemu człowiekowi granice właściwego zachowania, adekwatnego do sytuacji, a także dobrego smaku. Na pewno otoczenie, zwłaszcza to najbliższe, czyli rodzina, ma wpływ na ukształtowanie się charakteru człowieka.

  • Brakuje mi słów, brakuje mi zrozumienia, brakuje mi wyobraźni, żeby pojąć, jak można wykazywać się znieczulicą na taką skalę. Brakuje mi również wszystkich w/w cech, aby pojąć, jak to jest, że w XXI wieku, w rzekomo cywilizowanym kraju UE, nie ma żadnej kontroli nad internetowym hejtem. Nasza polska sieć kipi nienawiścią do wszystkiego i każdego, kto odbiega od normy, a osoby dopuszczające się przestępstwa cyber-prześladowania nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.

    Od dłuższego czasu ten temat za mną „chodzi”, niedługo u siebie też coś na skrobię, tylko muszą mi przejść torsje, na samą myśl o tych intelektualnie i emocjonalnie ułomnych, trollujących nie-ludziach.

    • Ana

      Myślałam, że po tej jednej i drugiej sieciowej aferze, hejtowanie nieco wygaśnie. Myliłam się. Mam wrażenie, że reakcje takie jak Twoja czy moja, czy innych oburzonych lub nierozumiejących zjawiska jeszcze je zaogniły. Bo wcale nie mniej tego hejtu przy kolejnej ludzkiej tragedii, która dotyka kolejnego celebrytę – Filipa Chajzera (bo przecież tragedii Zośki z warzywniaka hejtować nikt nie będzie). Autentycznie – przeraża mnie to coraz bardziej…

      • Trzymam się myśli, że karma kiedyś dopadnie tych zwyrodnialców. A może już dopadła? Nie wydaje mi się, żeby normalny, poukładany człowiek, emocjonalnie spełniony, któremu jako tako się w życiu wiedzie hejtował na taką skalę. Do tego trzeba zżerającej od wewnątrz żółci, frustracji i sporej dozy nieszczęścia. Niech kisną we własnym sosie.

        • Ana

          Amen. Choć nikomu źle nie życzę, ale chyb tylko taka karm własnie może cokolwiek tym ludziom uświadomić.