Krótka piłka: To nie jest spot o Polkach

Fundacja Mamy i Taty rozpoczęła właśnie kampanię pod hasłem Nie odkładaj macierzyństwa na potem. I choć rozumiem zamysł – zwłaszcza czytając wypuszczoną wraz ze spotem zajawkę, o czym tak naprawdę jest ta kampania – kompletnie nie rozumiem scenariusza. Bo to nie jest spot o Polkach.

Żebyśmy wszyscy wiedzieli, o czym rozmawiamy, zapoznajmy się z pierwszym etapem kampanii (o ile jest jeszcze ktoś, kto go przegapił). Oto mamy atrakcyjną kobietę w szpilkach przechadzającą się po ładnym, przestronnym domu. Widać, że dobrze zarabia, ma na koncie sukcesy i realizacje marzeń: zrobiła specjalizację i karierę, była w Tokio i w Paryżu, kupiła mieszkanie i wyremontowała dom. Ale jest jedna rzecz, której żałuje, bo o ile zdążyła w życiu wiele osiągnąć, nie osiągnęła jednego: nie została mamą. Nie zdążyła. I już nie zdąży, skoro po jej policzkach płyną łzy.

 

 

Nie odkładaj macierzyństwa na potem. Hmm… Czy faktycznie taki jest finalny przekaz tego spotu? Czy Polki rzeczywiście odkładają decyzję o ciąży ze względu na karierę, mieszkanie i podróże? No… raczej nie. Takie problemy mają w tym kraju chyba tylko zapracowane kobiety biznesu i niedojrzałe celebrytki, czyli na dobrą sprawę nikły procent polskiego społeczeństwa. Pozostałe, jeśli decydują się na dzieci później, niż średnia wynosi, to z zupełnie innych pobudek:

1) nie mają pracy lub pracują na tzw. śmieciówkach, lub zarabiają tyle, że ledwo wystarcza na ich własne utrzymanie;

2) pracy szukają długo albo bardzo długo, jeszcze dłużej czekają na najstabilniejszą ze wszystkich umów – umowę o pracę. A nawet na niej nie zawsze mają gdzie wrócić po urlopie macierzyńskim;

3) dziecko w tym spocie jest niejako tylko kolejnym dobrem luksusowym – niestety, w przeciwieństwie do kariery, podróży czy domu, ono uzależnione jest od biologii. Można nie zdążyć go posiąść. A chyba istnienia ludzkiego nie powinniśmy rozpatrywać w kategorii „mieć”;

4) Polska jest krajem dość mocno sfeminizowanym. Dla niektórych kobiet i w pewnym przedziale wiekowym po prostu brakuje mężczyzn – a bez nich o dziecko trudno. Trudno też „łapać” pierwszego lepszego z ulicy – dziecko to odpowiedzialność, ojcostwo – jak macierzyństwo – jest na całe życie i to nie może być decyzja podjęta tylko dlatego, „bo już czas”;

5) nawet ten nie pierwszy lepszy, a idealny i wymarzony może mieć problem, by zostać ojcem, a kobieta – matką. Wcale nie przez podróże czy remont;

6) kobieta może mieć problem niekoniecznie przez antykoncepcję, na której skutki kampania ma zwracać uwagę. Choćby przez stres w pracy – a jak wiemy, wiele jest osób, które nie chodzą do pracy z przyjemnością. A i bezrobocie bezstresowemu życiu nie sprzyja;

7) nikt nie pomyślał też o wielu parach pragnących dziecka, a nie mogących go mieć – takie postawienie sprawy na pewno sprawia im ogromny ból;

8) … dopiszcie sami w komentarzach. Pewnie znajdzie się argumentów od ch…olery.

Słowem: jeśli chcemy zachęcać Polki do wcześniejszego zachodzenia w ciążę, a polskie rodziny do wychodzenia co najmniej na zero, czyli stanu 2 + 2, walczmy o komfortowe warunki pracy i życia. Tworząc kampanie, nie odrywajmy się od rzeczywistości. Polskiej rzeczywistości, a nie rzeczywistości kreowanej przez media, celebrytki, biznesmenki i blogerki. Nie odkładaj macierzyństwa na potem? Chętnie. Ale choćby moje własne plany – hen, sprzed lat – założenia rodziny do trzydziestki bardzo brutalnie zweryfikowało życie. I realia życia w tym, a nie innym kraju, w tym, a nie innym jego regionie i w tym, a nie innym pokoleniu. Mi dziecko nie przeszkadzałoby ani w karierze, ani w podróżach, ani w remoncie. Jednak to nie tylko od mojego widzimisię zależy. A tak przedstawia to ten spot.

Krótką piłką: spot Nie odkładaj macierzyństwa na potem chybił.

PS: A najgorszy głos w tej sprawie zabierają feministki. Nie o to chodzi.


Krótka piłka to nowa seria tekstów w Świecie zblogowAnym. Ja nazwę zaczerpnęłam z mojej ukochanej siatkówki, Wam niech tłumaczy ją słownik języka polskiego, frazeologizmów czy inny językowy :) Dziś… nie do końca mi wyszła ta Krótka piłka. Bo wybrałam temat, który okazał się rozleglejszy, ale w zamyśle mają to być krótkie i szybkie zagrania, teksty o dość oczywistej (dla mnie) puencie, dotyczące świeżych i ważnych spraw. Czyli niekoniecznie we wtorki i piątki :)

  • Podoba mi się ta seria. Będę śledzić.

    Macierzyństwo.. Jeszcze mi się nie spieszy. Póki co studia, trzeba znaleźć dobrą pracą.. w jakim kraju my żyjemy? Spot jest całkiem położony. Sądzę, że już lepiej nie mieć dzieci niż je mieć i nie mieć za co je utrzymać (ale mi się tych „mieć” narobiło.. ). Żeby żyć godnie i wychować dziecko normalnie, trzeba inwestować w nie ogromne sumy pieniędzy. Wszystko kosztuje. Pampersy, lekarze, zupki, leki, mleko, zabawki, książki, ubrania, chyba nie muszę dalej wymieniać. Mam rodzinę we Włoszech. Tam o założeniu prawdziwej rodziny myśli się w wieku 35 lat. Dlaczego? Bo najpierw trzeba się ustatkować. Ten zwyczaj zaczyna przechodzić i do nas. Co najśmieszniejsze, ciężko jest to wytłumaczyć starszym osobom. Moja babcia ciągle kręci nosem, że mam 20 lat na karku i jeszcze nie wyszłam za mąż. Czasy bardzo się zmieniły.

    • Stefa

      Nie obraź się, ale właśnie dlatego, że masz tylko 20 lat, nie masz pojęcia o czym mówisz. Jeżeli będziesz po trzydziestce i będziesz miała problemy z zajściem w ciążę z wizją bezpłodności na horyzoncie, zrozumiesz o co chodzi w spocie. Kiedyś myślałam jak Ty, do czasu, aż samą mnie to dotknęło. Nie chodzi o to, żeby w wieku 20 lat rodzić dzieci. Studia, praca, to wszystko jest ważne. Ale teraz, bogatsza w doświadczenia, nie przeciągałabym tego aż tak długo. Potem każdy rok ma znaczenie. A jajniki wygaszają pracę z każdym dniem…Pieniądze to wymówka, wierz mi. Ludzie rodzili i wychowywali w najbardziej koszmarnych warunkach, my tak naprawdę żyjemy w komfortowych czasach:)

      • Bardzo możliwe. Punkt widzenia zawsze zmienia się z biegnącym czasem i doświadczeniami, jakie nas spotykają. Sama mam znajomą przed czterdziestką, która wraz z mężem poszła w karierę, żeby mieć pieniądze na utrzymanie, a teraz chcą i nie mogą mieć dzieci. Uczymy się na własnych błędach. Ja aktualnie mam takie przekonanie, że wolę poczekać, a nie ledwo wiązać koniec z końcem. Jednak jeśli będę miała te (przykładowo) 50 lat i możliwość bujania się w fotelu z własnymi myślami, to z pewnością chciałabym już widzieć swoje wnuki, albo chociaż dorosłe już dzieci.

        • A ja się z Tobą zgadzam. Wolę nie mieć dzieci (choć to bardzo bolesne), niż je mieć i musieć odmawiać im wszystkiego. Nie obchodzi mnie, że kiedyś ludzie wychowywali dzieci w gorszych warunkach. Ja nie chcę być jak inni. Chcę dla dziecka jak najlepiej, a nie żeby mi chodziło w jednych spodniach, przykrótkich, jadło suche bułki i mdlało na rękach, bo do lekarza kolejki. To nie o to chodzi, żebyśmy stały się bezmyślnymi fabrykami dzieci, bo państwo nie da nam na emeryturę. To państwa problem, jak rządzi się pieniędzmi. A my jako matki mamy być świadome tego, co robimy. Nie twórzmy patologii, bo jej już i tak w Polsce sporo.

          • Ana

            Dlatego miejmy zdrowe podejście:chcemy i możemy – droga wolna. Coś nas blokuje – poczekajmy. Nie chcemy – nie róbmy tego na siłę, bo ktoś chce, bo nie będzie komu pracować na nasze emerytury. Dziecko niechciane zawsze będzie skrzywdzone, a wystarczająco mamy dzieci w domach dziecka, oknach życia i podobnych do Madzi z Sosnowca:
            Nauczmy się też mądrzej planować kampanie społeczne.

      • Ma pojęcie, bo wkracza w dorosłość i widzi, co ją czeka. Mam wrażenie, że kampania to kolejna próba wymuszenia przez państwo na nas, kobietach, rodzenia większej ilości dzieci, bo ktoś przecież musi zarobić na emerytury. To nie o nas tu chodzi i nie o nasze jajniki, tylko o pieniądze, których wiecznie brakuje w kraju. A ja nie mam zamiaru dorabiać dla państwa taniej siły roboczej. Dziecko (które nawiasem mówiąc bardzo chcę mieć) to moja decyzja i żadnej kampanii nic do tego, tym bardziej, że nie porusza rzeczywistych problemów, o których napisała Ana.

        • Stefa

          Nikt na nikim niczego nie wymusza:) Każda z nas jest wolna i dokonuje autonomicznych wyborów. Idąc tym tropem, każda kampania, czy nawet każda publikacja dot. np. zdrowego trybu życia wymusza na nas pewne zachowania i ingeruje w naszą wolność. To jest po prostu kampania informacyjna (o możliwych skutkach) i skłaniająca do przemyśleń. Nie rozumiem skąd ta histeria w internecie. A dorabianie do wszystkiego kontekstu politycznego jest trochę…słabe. Na złość mamie odmrożę sobie uszy?

          • Nie, nie na złość. Ot, żadnej kampanii nic do mojego brzucha :)

      • Amisha

        Ale jak to? Masz np. 29 lat i nie masz męża, czy tam partnera (co kto woli i uznaje). Dla mnie w posiadaniu dzieci najważniejszy jest ich ojciec, a nie mój wiek, kariera, kasa itp. Niech świat nie obarcza kobiet o niszę w dzieciach i niech nie mówi, że ONA odkłada macierzyństwo. Z psem z ulicy tych dzieci mieć wszak nie będzie.

        • Stefa

          Ten spot, jak każdy inna kampania zresztą, jest skierowana do określonej grupy. Targetem nie są tu kobiety, które dzieci z obiektywnych przyczyn mieć nie mogą – singielki, kobiety, których mężczyźni nie są gotowi na dziecko, kobiety mające problemy z płodnością itp. Grupą docelową są te, które macierzyństwo odkładają, bo „to jeszcze nie ten czas”. A potem tego czasu brakuje. Takich kobiet jest mnóstwo. Powiem więcej – to jest największa grupa wśród bezdzietnych. To są twarde fakty i namacalne dane statystyczne. Kobiety w badaniach społecznych same to deklarują. „Nie czuję się gotowa”, „Chcę jeszcze trochę pożyć”, „Na razie jest nam dobrze tak jak jest, o dziecku pomyślimy za 5 lat”. Dlatego tekst Ann jest dla mnie trochę nieporozumieniem – ta kampania nie była skierowana do wszystkich kobiet, które nie posiadają dzieci. I nie powinna być tak ukształtowana – nie tak się to robi.

          • Amisha

            Stefa, masz świętą rację. Tylko każdy tę kampanię odbierze „do siebie”… Niemniej zastanowiłam się i przyznaję: fakt – targetem tu są tylko i wyłącznie kobiety „odkładające” macierzyństwo z sobie wiadomych powodów, które Ty tu nakreśliłaś „jeszcze nie, bo… nie”…

            Ana nie napisała tekstu „nieporozumienie”. Dała sygnał do ważnej dyskusji.

          • Ana

            Oczywiście, kampania jest skierowana do określonego targetu. Ale zwróciłam tu głównie uwagę na jej oderwanie od rzeczywistości. Na bardziej realne powody, z jakich kobiety nie decydują się na dziecko. To o nich powinno się robić kampanie, z tymi problemami walczyć. I jak wskazuje Amisha – skierować kampanię także do potencjalnych ojców. Bo często kobiety chcą, nawet robiąc kariery, ale to ich partnerzy je stopują: rób karierę, musimy się ustatkować, zarobić, wyszaleć, na dziecko mamy jeszcze czas, żyjemy w innych czasach niż nasze matki i babki itd. Dlatego uważam kampanię za chybioną.

      • Oj nie demonizuj. Ja właśnie mając 25lat zostałam powiadomiona, że z moimi hormonami zajście w ciążę może być trudne. Że raczej in vitro, ale marne szanse. Zaszłam w ciążę przypadkiem, można uznać za cud, mając 34 lata. Totalnie nieplanowaną, po dwóch latach radosnego seksu bez zabezpieczeń. Serio, to nie jest takie zerojedynkowe, że jak młoda, to jej łatwiej. Ludzie latami leczą się z bezpłodności, czasem dopiero przed 40tką uda im się zrobić „żywe” dziecko.

    • Ana

      Babciom ciężko zrozumieć, że czasy nieco się zmieniły, a dzisiejsze 20-latki (bez urazy, ale o sobie też tak myślę:) są jednak mniej dojrzałe niż te z ich pokolenia. Natomiast włoski wariant jest już niebezpieczny. Organizm kobiety sam wie, kiedy jest najlepszy czas na macierzyństwo i słyszę od trzydziestokilkuletnich koleżanek, że już widzą w sobie zmiany, chcą zajść w ciążę (pierwszą), a zaczynają się bać. Więc wszystko w granicach rozsądku.

      • Włoski wariant oznacza 40latka mieszkającego z mamusią. Nie idźmy w tym kierunku. ;)

    • Nie no bez przesady, akurat teraz utrzymanie dziecka nie jest strasznie drogie. Z wielu gadgetów można zrezygnować, pieluchy wielorazowe wychodzą taniej, można długo karmić piersią, więc odpada koszt mm (a po roku dziecko można przestawić na krowie), nie trzeba kupować nowego wózka czy ubranek, wszystko dostaniesz za grosze lub za darmmo (serio, są grupy w sieci, gdzie ludzie oddają pudła ubrań i zabawek za przysłowiowe 5zł lub wymieniają za książki czy inne dobra tego typu). Nie trzeba kupować samochodu (mam trzyletnie dziecko i jeszcze ani razu nie potrzebowałam go użyć), nie trzeba kupować drogich mebli, nie trzeba słoikować (BLW to uczenie dziecka jedzenia zwykłych rzeczy, koszt żaden, bo małe dzieci nie jedzą dużo). U mnie najwięcej rypią nas pieluchy w zasadzie, wespół z mokrymi chusteczkami, koszt ok. 150zł miesięcznie. Dopiero w rejonie przedszkola zaczyna się robić drożej, ale pomału robi się łatwiej z miejscami w przedszkolach, jeszcze rok i będzie obowiązek przyjęcia każdego trzylatka, a placówka publiczna kosztuje nie więcej niż 400zł. Ja wiem, że może dla studenta to koszta ogromne, ale dla kogoś zarabiającego w rejonie sredniej krajowej – to naprawdę niewielki wydatek.

      • Ana

        Jak wszystko i wszędzie – to kwestia organizacji. A obserwując znajome rodziny z dziećmi (bo swoich nie mam, więc z autopsji nie opowiem), da się zauważyć, że nawet te żyjące nieco skromniej, jakoś tak lepiej sobie radzą z wydatkami.
        Jedyne „ale” mogę mieć do auta – nie wszyscy mieszkają w miastach z komunikacją miejską ;)

        • A na co mi zbiorkom, jo mom rower ;)

          Wiesz, jest takie powiedzenie. Jak ktoś nie chce, znajdzie powód. Jak ktoś chce, znajdzie sposób. To dobre podsumowanie „niechęci” do rozmnażania i szukania doń wymówek. Naprawdę lepiej mówić otwarcie – nie jestem gotowa/gotowy niż wymyślać preteksty, że nie ma się na to czy na tamto.

          p.s. ty czymś moje dziecko ostatnio przejechało 50km.

          • Ana

            Oczywiście, że zawsze można znaleźć sposób, ale zwykle łatwiej o wymówkę :) Albo po prostu wygodę.
            Jednak zdarzają się sytuacje i pory roku, gdy taki rower może nie wystarczyć. Odpukać!

            PS: Świetne to coś! Własna robota czy gdzieś takie sprzedają? :)

          • Weehoo I-go, zdaje się szwedzka firma, ale do dostania wszędzie. Z poziomu allegro nawet. Kosztuje tyle co droższa przyczepka rowerowa, jest też opcja dla dwójki dzieci (dłuższa). Są do tego sakwy, można dokupić daszek lub osłonkę od deszczu, działa od wzrostu 96-135cm, czyli w zasadzie całe przedszkole, a może i wczesną podstawówkę. Rower zimą? No weź, my ją nawet na mrozie wozimy. Tu było -5. 31 grudnia 2014 :)

          • Ana

            Jesteście nie do złamania! :D Żeby tak choć z pół Polski, no dobra 1/4, 1/8, a nawet tylko z 1/10 wzięła z Was przykład, o ile mniej męczącego narzekania byłoby w tym kraju!

  • Post pomimo swej dość oczywistej jednostronności w pokazywaniu przyczyn spełnia swe zadanie. Może właśnie dlatego? Dyskusja o spocie przeradza się w dyskusję o problemie a to był jego cel. Czasem cel uświęca środki :)

    • Ana

      Post jest jednostronny, bo i spot taki był. Obiektywna być nie muszę ;) Ważne, że zauważamy tu więcej, szerzej i mimo wszystko obiektywniej niż inni jednostronni, którzy uważają, że ten spot wręcz obraża kobiety, sprowadzając je wyłącznie do roli brzucha do wynajęcia.

      • Miało być że spot jest jednostronny a wyszło post :) hahaha, nie tak miałam napisać :)

        • Ana

          Ale właściwie wszystko się zgadza ;)

  • Ana, świetny tekst. Poruszyłaś wszystkie ważne kwestie, które ta reklama tak lekko pomija. Ja myślę podobnie, spot chybił. Z resztą widać to bardzo dobrze po reakcjach wielu kobiet, które są i mają prawo być oburzone.

    • Ana

      Dzięki. Choć nie wiem, czy to tekst, czy temat – ale bardzo mnie cieszy, że i u mnie wywiązała się ciekawa dyskusja.

  • Amen! Kolejna kampania oderwana od rzeczywistości. Zupełnie nijak ma się do nas, przeciętnych Polek. Chyba autorom kampanii za bardzo wszedł do głowy obraz kobiety biznes-spełnionej, takiej z Zachodu. Gdyby pokazali kobietę pracującą po 12 h gdzieś w magazynie czy na kasie, liczącej kilka marnych złotówek, przechadzającej się po kawalerce na wynajętym, to tak – to by do mnie trafiło. Kobiety teraz najczęściej muszą pracować, aby dać radę wraz z mężem utrzymać rodzinę. Odkładać na POTEM? Tak jakby to tylko ode mnie zależało i jakbym specjalnie na złość komuś w ciążę nie zachodziła! Niech mi dadzą pół miliona na porządny dom, zapewnią dobrze płatną pracę do emerytury, opiekę medyczną bez konieczności czekania po kilka lat w kolejkach, poród PO LUDZKU, to wtedy pogadamy. A póki co, to jak myślę sobie o macierzyństwie, to już widzę, jak traktują mnie jak odpadek – od porodówki wychodząc, na szukaniu pracy kończąc. Macierzyństwo skreśla mnie z rynku pracy. O tym już nikt nie wspomniał.

    • Stefa

      W tym właśnie sęk, że nikt Ci nic nie da. To nie państwo ma zarobić na Ciebie i Twoje dziecko, nie Państwo ma Ci dać dom za pół miliona (swoją drogą – dzieci mają się rodzić tylko w domach za pół miliona? rozumiem, że w mieszkaniach za 150 tys. już nie?), nie państwo ma Ci zapewnić pracę. Ty sama masz to zrobić. Taka wszechobecna postawa roszczeniowa „dajcie mi” jest porażająca.

      • Widzę, że nie zrozumiałaś do końca mojej wypowiedzi. Pół miliona, bo tyle kosztuje wybudowanie domu, nie chodzi mi o bogate ustawianie się, tylko o realia, jeśli ktoś takowy dom chce wybudować. A skoro jesteśmy przy roszczeniach, to rozumiem, że kiedy państwo mówi „miejcie więcej dzieci, bo nie będziecie mieć na emerytury” to nie jest roszczenie?

      • Cieszę się, że Ci się układa i masz możliwość wychowania dziecka w zdrowiu i szczęściu :) a postawy roszczeniowej nigdy nie przyjmowałam, mam jedynie świadomość, że nie wszystko ode mnie tylko zależy. Na przykład wspomniana opieka medyczna czy normalne warunki porodu.

        • Ana

          Zgodzę się… z Wami oboma. Bo jest coś w Polakach, że wymagają od państwa, że ono ma dać. Nie, że my mamy z niego brać – chcemy dostać. Ot, tak, bo nam się należy.
          Ale! Wielu Polaków daje wiele z siebie dla państwa (choćby ciężką pracę za marne grosze i co najmniej 1/3 płacy dla państwa w różnych składkach i podatkach. A jak jeszcze doliczyć VAT z każdego kupionego produktu czy usługi…) i w zamian dostaje tyle, co nic. A nawet jeszcze mniej, bo raz – nie mamy państwa przyjaznego rodzinie, a państwo, które raczej rzuca kłody pod nogi młodym małżeństwom, młodym matkom, rodzicom w ogóle; dwa – jeszcze mniej przyjazną mamy służbę zdrowia. A, nie zapominajmy, kolejki do lekarzy, drogie leki, nieprzyjemni lekarze, straszne szpitale, pod których bramami umierają ludzie – to nie zachęca do korzystania z ich usług. A jednak by zdecydować się na dziecko, trzeba związać się na dłuższy czas ze służbą zdrowia.

          • I właśnie o to mi chodzi. Bo gdybym jeszcze nic nie robiła, leżała do góry brzuchem i mówiła tylko „dejta mi”, ale tak nie jest. Jeśli daję, to chcę coś w zamian. A tu składki zdrowotne stawiają mnie w kilometrowych kolejkach do lekarza, składki emerytalne dają marne set złotych emerytury (o ile w ogóle) i można by tak wyliczać, ale… ostatecznie nie chodzę na wybory, więc też nie mam za wielkiego prawa do narzekania.

          • Ana

            Karny jeż za wybory! :) Ale jeśli narzekasz nie dla sportu, a mądrze argumentując – ja Cię rozgrzeszam. Bo politycy obiecują Japonie, Irlandie i inne American dreams, a nie potrafią dać nam po prostu normalności. Grają między sobą, zamiast dla nas – i już do pierwszego lepszego specjalisty musisz mieć skierowanie. No, bo przecież jak zaczynasz ślepnąć, to ci rodzinny musi powiedzieć, że masz iść do okulisty, a nie do dentysty, prawda? A służba zdrowia to tylko czubek góry lodowej.

          • Ha ha, no wiesz, a może to jest wyraz troski, bo jak oślepniesz za bardzo, to możesz drzwi pomylić czy budynki, a tak to masz na karteczce napisane i ktoś ewentualnie drogę wskaże :D Ja tylko czekam, aż do ginekologa będą skierowania potrzebne, a może i nawet do samego lekarza rodzinnego :)) od pielęgniarki w rejestracji na przykład. Przecież co one tam robią, klikają tylko w ten komputer, to roboty papierkowej można by im dołożyć :P

          • Ana

            Tak, to wszystko na pewno z troski o pacjenta publicznej służby zdrowia. Polecam, minister zdrowia korzystający z usług rządowej służby zdrowia

          • Jesteś złośliwa :P

  • Amisha

    Ja zostałam matką mając lat AŻ 34,5. Wcześniej bym chciała, ale dopiero Em. i stabilna praca mi „pomogły”. Dla mnie jednak nie było problemem ani zdrowie, ani praca, ale… ten ON. O tym akurat mało się mówi. Zostać matką… Ale matką zostaje się z kimś! Jak go nie ma, to jak? Tu raczej trzeba mówić o ojcach.

    • Ana

      Właśnie! I o tym też pisze w punktach 4 i 5 – bo to nie sztuka zajść w ciążę. Sztuką jest znaleźć odpowiedniego, odpowiedzialnego ojca dla dziecka.

  • Moje pierwsze dwie myśli po obejrzeniu tego spotu były takie, że pani w filmiku wygląda bardzo młodo jak na osobę po menopauzie (może ją stać na dobre kremy odmładzające), a druga myśl, że przecież jak jest taka bogata, to może adoptować lub zainwestować w jakąś surogatkę. ;)

    • Ana

      Twoja druga myśl przywodzi na myśl, że teraz powinna się rozpocząć kampania: przygarnij kropka. Promująca adopcje. Surogatek może niekoniecznie, bo to się różnie kończy :)

  • Za to jaki temat! Kiedy zobaczyłam ten spot po raz pierwszy aż mnie zmroziło. No bo jak można wszystkim kobietom zarzucać coś takiego? Czy już nikt nie widzi w jakich realiach żyjemy? Coraz częściej mam wrażenie, że Ci ludzie na wysokich stołkach mają gdzieś społeczeństwo. Nie widzą nic poza czubki swoich wielkich nochalów i nie dociera do nich, że ich problemy to niekoniecznie problemy całej społeczności.
    A potem wpadłam w lekką depresję. Mam 25 lat (niedługo 26), nie mam faceta (i niestety żadnego na horyzoncie brak) i nie planuję jeszcze dziecka. Nawet jeśli chciałabym dziecka to nie mogę, bo jakoś tak znaleźć dobrego faceta jest trudno. Większość z nich już jest zajęta, a jak nie? To albo pijak albo gej co też jest popularne ostatnio. Nie mam nic do gejów, bo przecież mam kilku kumpli o tej orientacji, ale smutna rzeczywistość mnie nieco dopadła.
    Dopiero po dłuższej chwili klepnęłam się dłonią w czoło i stwierdziłam, że mam ten spot głęboko w poważaniu. Ma zły wydźwięk i nie powinno się go nawet próbować zrozumieć. Ten kraj nie zmieni się pod wpływem takich kampanii. Nie będzie nagle więcej dzieciaków.

    • To jest jedna z przyczyn późnego rozmnażania. Mało która 20latka jest w stabilnym związku. Ludzie zaczynają się żenić koło 24-25r.ż., ale znów nie wszyscy, tylko niektórzy. Reszta nadal szuka partnera lub właśnie leczy rany po rozstaniu. Ja mając 25lat nawet nie byłam na żadnej randce, to jak miałam mieć dziecko. Związać przypadkowego samca i zgwałcić?

      • Ana

        Zgodnie z tą kampanią – chyba tak! No bo skoro tylko kobieta w niej nie zdążyła, to stały partner jej niepotrzebny, a co dopiero dziecku ojciec.

        Co zaś do Waszych dywagacji o wieku i mężczyznach – doskonale znam ten problem. Ciągle czekam na księcia z bajki ;) A tak czekając, zauważyłam pewną prawidłowość mojego pokolenia, końcówki lat 80. Te dziewczyny, które są w stałych związkach lub zamężne, kandydatów znalazły wieki temu – albo jeszcze w szkole, przed maturą, albo gdzieś na studiach. Takie jak ja: które nie przywiozły sobie chłopaka / narzeczonego / męża (niepotrzebne skreślić) ze studiów, trafiły na prowincję i mają więcej niż metr pięćdziesiąt w kapeluszu, mają już spory problem. Zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, choć i w wielkich miastach można funkcjonować w zamkniętym obiegu.

        • W dawnych czasach nikt nie czekał na księcia. Deficyt facetów był tak duży (wojny), że brało się pierwszego z brzegu. Zresztą zawsze tak było, że jakiś % populacji się nie rozmnażał. A teraz muszą wszyscy, bo taki sobie ktoś wymyślił system ekonomiczny. Że człowiek nie pracuje na swoją emeryturę, tylko robi to następne pokolenie. Co ma sens tylko w przypadku nienormalnego rozrostu populacji dążącego do przeludnienia ziemi. W każdym innym – to wąż zjadający swój ogon.

          Życzę Ci szczęścia w poszukiwaniu swego księcia, acz może warto czasem zejść z wysokiej wieży i poszukać partnera wśród plebsu, w internetach. Ja i parę moich rówieśniczek ma ojca swoich dzieci poznanego via net i uważam, że to jedno z lepszych miejsc na poznawanie ludzi. Dużo lepsze niż klub czy ulica, gdzie rządzi przypadek. W sieci można się dużo lepiej poznać, zanim człowiek się zakocha, a w tej kolejności związek robi się już na starcie dojrzały, nawet jeśli z pozoru na taki nie wygląda.

          • Ana

            No właśnie: nasz rząd powinien zacząć myśleć o takim systemie emerytalnym, byśmy sami na siebie zarabiali, a nie musieli liczyć na kolejne pokolenia. A przede wszystkim – dać marchewkę do pracy, nie do zdawania się na świadczenia od państwa. Trzeba zmian, ale nasi aktualni politycy chyba tego nie widzą. Widzą tylko swoje koryto – zawsze powtarzałam, że aby w tym kraju coś się zmieniło, musi wymrzeć aktualne pokolenie polityków.

            Wiesz, ja się tak trochę śmieję z tym księciem. Mi wystarczy normalny i odpowiedzialny chłopak z plebsu. A z wieży schodzę, gdy zdejmuję szpilki ;) Choć i tak często pozostaję wyższa od wielu potencjalnych książąt (a mam raczej normalny wzrost, zaledwie 173 cm) i via offline to właśnie to może być problemem. Jest też na pewno parę innych kwestii do pokonania, ale na szczęście, daleko mi (jeszcze:) do desperacji (a, niestety, mam i koleżanki usilnie szukające partnerów, bo… tak trzeba w tym wieku) i… po prostu żyję.

          • Ja to w ogóle jestem za zmianą mentalności, żeby ludzie nareszcie zaczęli sami oszczędzać na siebie, a nie liczyć na mityczny rząd, który im da. Sama staram się ciułać do przysłowiowej skarpety na starość, bo jestem dziewczyną z Polibudy i wiem, że to się po prostu nie uda, tak wielu ludziom (za moich czasów rodziło się 700tys. dzieci rocznie) nie da się wypłacić emerytur ze składek 200tys. dzieci obecnie rodzonych. Z pustego w próżne nie naleje. Pomijając nawet drobiazg, że zła struktura podatków prowadzi do płacenia ich jak najmniejszych, składkę zusu omija coraz więcej ludzi Krusem (nawet nie trzeba kupić ziemi, starczy wydzierżawić) plus gołym okiem widać, że nawet te podatki ściągane są po prostu marnowane. W żadnym europejskim kraju siedziby państwowej służby zdrowia nie budują sobie pałaców wykładanych marmurami.

          • Ana

            Bo Polak potrafi – zwłaszcza na państwowym za państwowe, a ty, szary obywatelu, zwykły podatniku, płać i płacz.

          • Ja jak zakładam szpilki to już chyba jest wieżowiec (całe 178cm) :P A co prawda to prawda trudno o normalnego i odpowiedzialnego faceta. A nawet taki może sobie nie poradzić w roli ojca.

          • Ana

            Jest wiele aspektów życia, które weryfikują tak kandydata na partnera, jak i na ojca. Nie tylko i nie przede wszystkim wzrost ;) A jeśli o to chodzi, to mam koleżankę, która bez butów ma 178 cm. A ja w szpilkach – tylko ok. 180+ cm ;)

          • No widzisz :) Ja w szpilkach 190+ i znajdź potem takiego, na którego nie będzie trzeba patrzeć „z góry” :P

          • Ana

            Przeczytałam, że w szpilkach masz 178 cm… pora zmienić szkła :P

  • Mateusz

    Internet szybko nagłośnił sprawę, stad miałem okazje zapoznać się ze spotem i z rożnymi opiniami na ten temat. I w 100% zgadzam się z Twoimi poglądami. Kobiet, które jadą do Paryża czy Tokio w Polsce jest niewiele, za to jest wiele kobiet, które nie mają co dać jeść swoim dzieciom. Kampania nietrafiona, bo wydaję mi się zwlekają z macierzyństwem często nie ze względu na karierę, podróże czy ambicje zawodowe, a brak funduszy i stabilizacji – z resztą to nie jest chyba tylko jej decyzja :)

    Pozdrawiam i czekam na kolejne krótkie piłki!

    • Ana

      O, właśnie! Powołanie do życia dziecka to nie jest decyzja, którą podejmuje sama kobieta. A Z te kampanii wynika, że… powinna być wiatropylna? :)

  • Ana

    Jak nazwa wskazuje: Mamy i Taty – więc gdzie ten tata? Kurczę, mam wrażenie, że w Polsce chcemy wywoływać kontrowersje, bo staliśmy się mniej czuli i tylko one zmuszają do dyskusji, ale kompletnie nie umiemy sprawić, by te kontrowersje poprowadziły do właściwych wniosków.

  • Komuś zabrakło wyobraźni przy kreacji tego spotu, bardziej jednak niepokoją memy. Niezależnie od tego, jak ten spot został przygotowany, porusza ważny problem (resztę z resztą można doczytać na stronie fundacji, jedno założenie im się udało: powstała dyskusja wokół macierzyństwa), memy zaś powoduję, że temat trochę może być bagatelizowany i wykpiwany.

    • Ana

      Zgadzam się! Zdarzają się memy, które pokazują, że kariera wcale nie stoi na przeszkodzie naturze (za taki udany mem uważam choćby ten ze Skłodowską-Curie), ale jednak większość rzeczywiście sprawia, że pojawiają się kpiny nie tyle z kampanii, co z problemu.

  • Ana

    No, to tak trzymajcie! A blog świetny, zwłaszcza konwencja mi się podoba :)
    PS: Ile Biedronka dała Wam za reklamę mleczka? :P