Miesiąc zblogowAny (3-4): podwójnie, wiosennie, wyjątkowo Williamsowo…

Złośliwość rzeczy martwych przyszła wraz z wiosną, w związku z czym nie tylko nazbierało mi się jakieś pół miesiąca zaległości, ale i straciłam sporo ciekawych marcowych linków. Ale nie ma tego złego. Gdy już uporałam się z problemami technicznymi, minęły święta i wróciłam z Krakowa z koncertu Robbiego Williamsa, trafiłam w kilka ciekawych miejsc, znajdując przy okazji kilka wiosennych perełek. Oto efekty moich wirtualnych wycieczek – trzeci odcinek linkowego podsumowania, tym razem z aż dwóch miesięcy.

wiosna_zblogowana

Dwa miesiące przeczytAne

Przez ostatnie dwa miesiące nadrobiłam nieco zaległości w moich 52 książkach – może to nie żaden wyczyn, że przez 18 tygodni przeczytałam zaledwie 10 książek (a powinnam 18), jednak po ostatnich zakupach w Biedronce, gdy w moim koszyku wylądowały „Rozważna i romantyczna” Jane Austen, „Północ i Południe” Elizabeth Gaskell i „Prezenterki”Aleksandry Szarłat, powzięłam (kolejne) mocne postanowienie poprawy.

Poza tym czytałam też… teksty piosenek Robbiego Williamsa. Przed koncertem i po nim (bo przecież Światowy Dzień Książki był już po Robbiem w Krakowie:) – przed uczyłam się koncertowej setlisty (zasłużyłam najwyżej na tróję), po – douczałam braków. A potem wzięłam się za Take That. Bo gdy śpiewam (w samochodzie), lubię znać teksty, a czasami nawet w polskim nie odróżniam słów – mowa, w językach obcych.

20150423_200222

Linki zblogowAne

Większość linków to będą linki kwietniowe – te zachomikowane marcowe, niestety, straciłam. Bo zrobiłam na nie zakładkę, nie będąc zalogowana do Chrome’a. Po przygodzie z Miśkiem, w nowym lapku nie popełniam już tego błędu. Chociaż jeśli chodzi o linki z ostatnich dwóch miesięcy, to… przecież doskonale wiecie, że połowę czasu, zwłaszcza po 17 kwietnia, zajęło mi grzebanie w linkach dotyczących hasła „British man in Cracow” :)

OK, już wracam na ziemię. Na początek zabiorę Was do Kopenhagi z Blue Kangaroo – w tym wpisie znajdziecie piękną fotorelację ze spaceru Ani po stolicy Danii, a w kilku sąsiadujących postach – wiele innych ciekawostek i przydatnych wskazówek przed wizytą w tym mieście. A przed podróżowaniem w ogóle warto zajrzeć do Króliczka i jej przewodnika po wyszukiwarkach niedrogich miejsc noclegowych.

Tradycyjnie odsyłam Was do wpisu na blogu Weroniki – bardzo wiosennego i bardzo motywującego. O otwieraniu drzwi przed marzeniami. I już czekam, aż mi wytkniecie, że przed chwilą pisałam coś o kółku wzajemnej adoracji :) Ale jeśli zajrzycie, przeczytacie, sami zrozumiecie, że nie mogłam go pominąć.

Pora na kilka porad dla blogerów – znajdziecie je TUTAJ i TUTAJ. Warto się z nimi zapoznać, jeśli sami blogujecie, zwłaszcza jeśli nie zarabiacie na blogu, a planujecie zacząć czerpać nie tylko niematerialne korzyści z funkcjonowania w blogosferze. Dziewczyny podpowiedzą Wam, jak się zabrać za zarobienie pierwszego miliona ze wsparciem z zewnątrz. Weronika (tak, znowu ona:) zebrała zaś dla Was zestaw 6 linków dla początkujących freelancerek – czyli też i dla blogerek, a Paulina – aż 42 darmowe stocki, czyli całkiem pokaźną, równie przydatną jak wcześniej zalinkowana wiedzę.

Na koniec – dwa blogi. Pierwszy to obchodząca pierwsze urodziny Wyspa Inspiracji. Szczególnie polecam Wam wpisy dotyczące nauki języków obcych oraz tego, jak czerpać do niej motywację – to dzięki nim trafiłam do Kasi. Drugi blog ma równie egzotyczną nazwę, co zawartość. Driki w kokosie to prężnie rozwijający się od lutego (!) blog studentki gdańskiej ASP, na którym znajdziecie nieco studenckiego lifestylu, kuchni i kultury. Zobaczycie też Gdańsk oczami Niny, autorki tego miejsca.

Miesiące obejrzAne, zasłyszAne…

Miałam powyżej podlinkować Kameralną, ale zrobię to tu. Ponieważ wpis, który chcę Wam polecić, największą wartość niesie na samym końcu – własnie w filmie, w niesamowitym wywiadzie z aktorem Jimem Caviezelem, odtwórcą głównej roli w „Pasji” Mela Gibsona. Swoją drogą, próbowałam w końcu obejrzeć „Pasję”, bo do tej pory jej nie widziałam, tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Zmęczona – nie dałam rady obejrzeć 30 minut. Musi chyba poczekać na urlop, na lepsze czasy.

Co poza tym i show w Tauron Arenie obejrzałam? Na przełomie lutego i marca w moim kinie grana była „Ida” – w podsumowaniu lutego o niej nie wspominam, więc musiałam ją oglądać zapewne już w marcu. Przyznam szczerze, nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jakiego spodziewałabym się po oscarowej produkcji i całej tej medialnej otoczce, zwłaszcza mocno krytycznej. Bardzo podobały mi się obrazy i montaż, ale czułam jakiś niedosyt w samej historii. Mimo to i tak była poruszająca.

Nie zachwyciło mnie też „Body/Ciało”. Obraz przejmujący, przedstawiający trzy różne, choć splatające się ze sobą historie, trzy światopoglądy o życiu, śmierci i wierze, ale chyba za dużo w tym wszystkim groteski, a za mało refleksji. Za to zupełnie bezrefleksyjnie podeszłam do kolejnej polskiej komediowej superprodukcji. I to był strzał w dziesiątkę, bo dawno się tak nie uśmiałam, jak oglądając odbitą w lustrze polską mentalność. Zupełnie nie rozumiem krytycznych recenzji „Disco polo” – w końcu film o gatunku muzycznym może być tak dobry jak sam gatunek, prawda? Nie można się było spodziewać fajerwerków. A mimo to były: muzyka disco polo w wydaniu, jakiego trudno szukać na Polo tv, dawka absurdalnych sytuacji, które bawią sama swoją absurdalnością, a których ze świecą szukać w kasowych polskich hitach kinowych. Wydaje mi się, że wszyscy, którzy krytykują ten film, zobaczyli w nim po prostu… siebie. I swoje spojrzenie na disco polo. I to ich boli. Bo taki Niecik czy inny Weekend liczą szmal, podczas gdy oni nie umieją się przebić w swojej dziedzinie.

Poza polskimi filmami udało mi się jeszcze obejrzeć „Bóg nie umarł” i „Ze wszystkich sił”. Na ten pierwszy poszłam, bo zaintrygowała mnie tematyka – spór filozofii z religią. Bardzo podoba mi się zamysł – przeciwstawienia się bezmyślnemu uleganiu dzisiejszemu światu i bronienia przed niem wartości, w które się wierzy. Tym chętniej szłam do kina, im częściej trafiam w blogosferze na wzajemne nagonki wierzących – czy raczej tylko katolików – i atestów. Jako osobie wierzącej podobała mi się ogólna myśl płynąca z obrazu. Ale wykonanie – już niekoniecznie. Propaganda nie sprzyja przekonywaniu nieprzekonanych i godzeniu waśni między antagonistami. I ten finał… Cóż, nie każdy dobry pomysł dobrze się realizuje, a tym bardziej – kończy.

Podobne wrażenia – dobrego pomysłu, gorszego wykonania – wyniosłam też z ostatniej kwietniowej wizyty w kinie. „Ze wszystkich sił” to kolejna tendencyjna historia, ale idąc na film liczyłam na więcej przekazu między wierszami. O relacjach miedzy ojcem a synem, o walce z przeciwnościami, o zmaganiu się z niepełnosprawnością dziecka, o pokonywaniu własnych słabości… Nie doczekałam się – jak to już wyżej ujęłam – fajerwerków, na szczęście było przynajmniej poprawnie. Na tyle, że nie przeszkadzał mi język francuski :)

A czego słuchałam przez te dwa miesiące? Naprawdę? Muszę Wam o tym pisać? Disco polo w filmie, Robbie Williams… wszędzie. Ostatnio przynajmniej na zmianę z Take That. Bo – przyznaję bez bicia – dawno się tak nie zapętliłam w muzyce, jak po koncercie w Krakowie. Siłą zmieniam koncertową playlistę na Bon Joviego albo – bardziej brutalnie – na samochodowe disco, ale… nie wiem, czy udało mi się przesłuchać jedną piosenkę w całości, zanim wróciłam z powrotem do wydzierania się w aucie „Let meeeeeee entertain you!” i kolejnych utworów z listy. To się leczy, prawda? Zatem just try and have a little patience… :)

 

 

PS: Znacie piosenkę, która była hitem w dniu Waszych urodzin? Tutaj możecie to sprawdzić. W dniu moich królowało ponoć to:

 

 

  • I cóż mogę napisać…. No kółko wzajemnej adoracji nam się tu tworzy jak nic :P ale wyróżnia je miłość prawdziwa, więc nikt nie ma prawa się czepiać. Dziękuję za przedstawienie moich wpisów, bardzo ważnych dla mnie w tym miesiącu :-)

    • Ana

      Nie ma za co – jak tak dalej będziesz tworzyć (a twórz jeszcze lepiej!), będziesz zblogowAna co miesiąc ;)

      • Gorzej jak ktoś pomyśli, że Ci płacę za reklamę ;P

        • Ana

          Zawsze mogę wystawić rachunek :P

          • Zacznij pisać więcej, to się linki wyrównają ;)

          • Ana

            Mam mocne postanowienie na maj!

          • Czytałam i życzę powodzenia! No i może nareszcie wymienimy się postami? ;)

  • W dniu moich urodzin królował taki hicior :D nawet mi się podoba :D
    https://youtu.be/010KyIQjkTk

    Już zaglądam do wszystkich postów, o których wspomniałaś :)

    • Ana

      Nie mój… styl, ale wpada w ucho :)

  • Zastanawiałam się nad obejrzeniem „Ciała”, ale po Twojej ocenie raczej się nie skuszę. Przekonałaś mnie za to do Disco Polo. Dzięki za ogromną garść ciekawych linków i za umieszczenie mnie w tak zacnym gronie. :)

    • Ana

      Myślę, że warto obejrzeć „Body/ciało”, bo mimo że mnie nie porwało, porusza. Mi czegoś w tym filmie zabrakło albo po prostu wybrałam się na niego zbyt zmęczona i nie w pełni dotarł do mnie przekaz. Za to brak przekazu w „DP” przyjemnie mnie zrelaksował – chyba właśnie tym zlepkiem absurdów. To takie trochę polskie wydanie filmów i efektów filmowych, jakie kojarzą mi się z Leslie Nielsenem (a, muszę przyznać, „Sci(ą)gany” czy „Szklanką po łapkach” jakoś nie przypadło mi do gustu).