Babskie czytadła #1: Michalak vs. Ficner-Ogonowska

Warszawskie Targi Książki, które odbyły się w ostatni weekend w stolicy, a w których udziału… nie wzięłam, natchnęły mnie do kolejnego wpisu. Ostatnio bowiem zaraziłam się nałogiem do… nie, wcale nie czytania. Kupowania książek. Ale przełożyło się to na powrót do częstszego czytania, bo przez lata zapał gdzieś uciekł, pojawiły się inne zajęcia, lektury innego rodzaju. Aż w końcu znów poczułam głód zwykłej babskiej lektury. Na dobre około dwóch lat temu rozbudziła go seria książek Anny Ficner-Ogonowskiej (do której z różnych względów wróciłam w tym roku), a zaspokoiła (tylko częściowo!) trylogia „jabłoniowa” Katarzyny Michalak.

F-O vs Mi

Babskie czytadła od Anny Ficner-Ogonowskiej: Trylogia plus Wigilia

Hania straciła wszystko. Już nie żyje, nie marzy, nie planuje – chyba że zajęcia dla uczniów. Boi się angażować, nawet gdy na jej drodze staje Mikołaj, który z determinacją walczy o jej uczucie. Czy mu się to uda? Czy nie będzie potrzebna interwencja przyjaciółki Hanki, jej „siostry” Dominiki, która – w przeciwieństwie do Hanki – żyje za dwie? A może pomoże mądra i ciepła pani Irenka, w której nadmorskim domku Hania ładuje akumulator i zbiera myśli? jedno jest pewne – po ponad 650 zapisanych maczkiem stronach główna bohaterka w końcu odzyska wiarę w miłość i da sobie alibi na szczęście.

„Krok do szczęścia” to ciąg dalszy perypetii Hanki i Dominiki. I ich partnerów. Ta pierwsza ponownie musi zmierzyć się z demonami przeszłości – właściwie, tymi samymi, co w „Alibi na szczęście”, ale w nieco innej odsłonie. Bo ta druga stanie na ślubnym kobiercu, a mimo bolesnych wspomnień Hanka nie może nie uczestniczyć w tym wydarzeniu. Czy dzięki miłości i wsparciu bliskich: pani Irenki, Dominiki i Mikołaja dziewczyna w końcu znajdzie w sobie dość odwagi, by pogodzić się ze stratą i tym, że jej życie płynie dalej? Czy Mikołajowi wystarczy cierpliwości (uwaga, spoiler w kolejnym akapicie!)? Czy wygra rywalizację ze wspomnieniami o nieżyjącym mężu Hani? I czy przypadkiem nie pojawią się niespodzianki? Na to ostatnie pytanie Wam odpowiem: tak, będą niespodzianki. I rodzinna tajemnica, która sprawi, że główna bohaterka będzie musiała sobie na nowo ułożyć obraz przeszłości.

Gdy już to zrobi, przyjdzie pora na kolejną część historii. Gdy Hania jest już pewna, że chce dzielić życie z Mikołajem. Ze śniadaniami do łóżka i tak dalej. Jednak poza życiem miłością trzeba żyć rzeczywistością. A w tej Dominika będzie musiała odnaleźć się w roli żony i matki i Hania będzie musiała nie tylko ją wspierać, ale odważyć się wyjawić jej długo skrywaną tajemnicę. Cy to zrobi? Bo, oczywiście, pojawią się kolejne komplikacje, pojawi się ciotka Anna, szczególną rolę odegra też pani Irenka. Jak tym razem los zaskoczy bohaterów i czy doczekają się w końcu happy endu?

Nie. To znaczy: tak, ale na trylogii się nie skończy. Bo jeszcze trzeba wspólnie przeżyć wieczór wigilijny, gdy za oknem pada śnieg, a dom pachnie piernikiem i goździkami.

Seria czterech książek Anny Ficner-Ogonowskiej to pełna nadziei opowieść o szczęściu i miłości. O tym, że jak źle nie ułożyłoby się nasze życie, w końcu znów trzeba zacząć żyć. Że los daje nam kolejne szanse i tylko od nas zależy, czy zechcemy je wykorzystać. To historia o życiu, które ciągle nas zaskakuje, nie zawsze mile, ale zawsze gdzieś zasiewa dobro i wystarczy tylko zrobić ten jeden, pierwszy krok. Ach, och,jak cudownie! Momentami chyba za bardzo, ale jestem typową babą, która choć lubi horrory i sensacje, to ckliwej lekturze nigdy nie odmówi. Mam też wrażenie, że te cztery książki tworzą tylko trylogię, bo ostatnia, wigilijna część to jedynie przyjemne dopełnienie trzeciego odcinka przygód Hani i jej najbliższych, dodatkowo uzupełnione o źdźbło tradycji i kilka ciekawych świątecznych przepisów (ten ostatni zabieg wyjątkowo mi się podoba). Niemniej tylko pierwsza część jest naprawdę wciągająca – z każdą kolejną historia robi się jakby za bardzo przegadana. Pojawia się niecierpliwość czytelnicza, ale taka niemobilizująca do dalszego czytania. Chyba lepiej byłoby, gdyby w objętości „Alibi na szczęście” zawrzeć opowieść rozłożoną na cztery tomy.

girl-498016_1280

Babskie czytadła od Katarzyny Michalak: Trylogia dwóch prowincji

W tytułowym Wiśniowym Dworku, gdzieś na prowincji (prawie jak ja! Choć u mnie nie jest tak cicho i spokojnie, a i mieszkańców nieco więcej, nieco bardziej cywilizowanych) mieszka sobie Danusia. Jest nauczycielką w małej wiejskiej szkółce, jakich prawie już nie ma (o ile w ogóle jeszcze gdziekolwiek są) i (o dziwo!) nie wyobraża sobie życia poza swoi małym światem, nie mówiąc o przeprowadzce do wielkiego gwarnego miasta z ludźmi non stop w biegu. Jej przeciwieństwem jest Danka z Warszawy – przebojowa bizneswomen, idealnie wpisująca się w krajobraz korporacji i nie wyobrażająca sobie życia gdzieś w głuszy. Niby nic je nie łączy, a łączy wiele – w tym pewien mężczyzna, który już na zawsze zmieni ich życia.

Drugą historią w cyklu jest opowieść o Ani z Jabłoniowego Wzgórza (czuję ewidentną inspirację Anią ze Wzgórza Zielonego). Owo Wzgórze to piękna stara posiadłość – jakżeby inaczej – na końcu świata, w miejscowości o jakże oryginalnej nazwie: Koniecdroga. Właścicielem jest samotny z wyboru Edward, dziadek dziewczynki. To do niego z nadzieją na ratunek przez pół Polski samotnie zmierzała dziesięcioletnia Ania. Bo jej jedyna dotychczasowa rodzina – matka – umiera (choć w książce dzieją się cuda i ostatecznie pożyje jeszcze kilka lat). Tak zaczyna się historia pełnej emocji, wzruszeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji, będąca drogą w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi i prawdziwej rodziny, pełna magii i… cudów.

Bohaterów dwóch poprzednich historii łączą ostatecznie okaleczony i przerażony, bo porzucony przez matkę chłopczyk oraz zdolny, a w związku z tym ścigany przez policję haker. Rudowłosa jak Ania z Zielonego Wzgórza polska Ania Kraska – ta sama, która jako 10-latka przybyła do Jabłoniowego Wzgórza, teraz jest już młodą lekarką. To na jej drodze stanie porzucony w szpitalu chłopczyk. Pamiętając swoje przerażenie sprzed lat, Ania jest gotowa niemal na wszystko, by mu pomóc. Tu losy Ani z Jabłoniowego Wzgórza splotą się z losami mieszkańców (i ich bliskich znajomych) Wiśniowego Dworku. Zrobi się naprawdę sensacyjnie…

Przyznam szczerze, że tę trylogię połknęłam jednym haustem. Miałam łatwiej, bo od świata internetu odciął mnie zdechły laptop. Jednak Katarzyna Michalak umie pisać tak, że chce się czytać. Dalej, jeszcze, do końca. Mimo wielu wątków, które były zbyt banalne, mimo wielu zbyt spektakularnych zwrotów akcji, mimo zbyt nieprawdopodobnych – by nie powiedzieć, że momentami może nieco niedopracowanych, bo zbyt łatwo rozwiązywanych – wątków sensacyjnych i nawet kryminalnych, fabuła rozwija się konsekwentnie, a narracja płynie tak sprawnie, że książki czyta lekko i przyjemnie. I o to chodzi w babskiej lekturze, prawda?

 Reasumując:

Katarzyna Michalak Anna Ficner-Ogonowska Wynik
Jak się czyta? Szybko, lekko i przyjemnie Przyjemnie, choć lekkość spada z każdym tomem 1:1
Historia Bardzo dobry plan na trylogię i połączenie wątków z dwóch pierwszych tomów w trzecim Opowieść nieźle skonstruowana, wielowątkowa, może tylko ciut przydługa i trochę wątków za mocno poprzeciąganych 2:2
Język Prosty i zrozumiały – raczej nikt nie powinien mieć trudności z lekturą Prosty i zrozumiały – zdecydowanie remis 3:3
Bohaterowie Dość przewidywalni, zwłaszcza główne bohaterki, ale mimo wszystko dobry zestaw osobowości i intensywności charakterów. Plus za właściwie okrojoną do niezbędnego minimum ogólną liczbę bohaterów Główna bohaterka zbyt delikatna, wyidealizowana, podobnie jej wybranek, który jawi się niczym wytrwały rycerz z uporem podbijający trudną do zdobycia wieżę; przewidywalne charaktery postaci drugoplanowych, choć na plus – zróżnicowanie charakterów 4:3
Ogólne wrażenie Dużo cudów, dużo przerysowanych zdarzeń (ale to jeszcze nie pełen popis autorki w kwestii odejścia od realizmu sytuacyjnego – przeczytajcie np. „Mistrza” – tam to dopiero cuda potrafią się dziać), sporo lukru, ale chyba zjadliwszego niż u rywalki Zbyt bajkowo, zbyt sielankowo, zbyt rozciągliwie, chyba aż nazbyt rodzinnie, momentami zbyt rycersko… ale my, kobiety, tak mamy, że lubimy bajki i książąt na białych rumakach. Plus za dobrą grę emocji i lepsze budowanie tła niż u rywalki oraz „przepiśnik” w ostatnim tomie 5:4

Hmm… wygląda na to, że bardziej odpowiada mi styl Katarzyny Michalak. Dawno nie sięgałam po takie typowe babskie czytadła, na razie oceniam dwie autorki. Niezbyt surowo, może coś mi się odmieni, gdy zamknę ten rok z 52 książkami i przynajmniej połowa z nich będzie taką lekką, niewymagającą lekturą. Bo to były niewymagające lektury – idealne po nadgodzinach. Jedne mniej,a drugie bardziej wciągające, ale opowiadające w sumie bardzo proste historie. I tylko od umiejętności ubierania treści w słowa autorek zależało to, jak szybko się je czytało. Właściwie, mimo przechylenia szali na stronę pani Katarzyny, moja imienniczka wypadła porównywalnie.

A jakie babskie czytadła goszczą na Waszych półkach? Może czytałyście coś z powyższej listy i chcecie się nie zgodzić z moimi ocenami?
  • Wierszokletka

    Wiedziałam, że tak będzie! Czułam to w kościach :D Kejt jest the best! Zapraszam po więcej!

    • Ana

      Na razie się nie wypowiem, mam zbyt duże zaległości w polskiej lekturze :) I, wybacz, mimo wszystko bardziej przemawia do mnie np. Jack Higgins :)

  • Ana zaczęła czytać coś innego niż blogi :)) ale co do typowo babskiej literatury to się nie wypowiem, gdyż… sama dawno książki nie miałam w rękach :/ ostatnią pozycją była Stuletnia Gospoda, której recenzja jest u mnie na blogu, i od tamtej pory nic… aż wstyd.

    • Ana

      Ale chyba mimo wszystko więcej stron blogów czytam niż stron książek – i nie wiem, czy to powód do dumy, mimo wszystko :)

      • Też się zastanawiam – cieszyć się czy nie? W sumie… zależy jeszcze od blogów, jakie się czyta :)

  • Zainspirowałaś mnie. Wiem co kupię mamie na dzień mamy. Ona uwielbia takie babskie czytadła. U mnie najczęściej na półce gości fantastyka lub książki dla młodych dorosłych. Lubię coś z dozą fantasy co oderwie mnie kompletnie od rzeczywistości. Chętnie jednak skuszę się na jakieś babskie czytadło. Planuję przecież przeczytać tyle ile mam wzrostu :P

    • Ana

      Tyle sztuk czy takiej wysokości wieżę książek? :)
      I cieszę się, że mogłam pomóc w wyborze prezentu dla mamy!