(Przed)Weekendowa playlista (9): TOP 5 z Robbiego

Monotematyczna jestem ostatnio, co? Ale skoro:

  • dawno mnie nie tu było,
  • dopiero uczę się nowej klawiatury mojego lepszego – czy też zwyczajnie i po prostu: młodszego – modelu (jeszcze bezimiennego! Pomożecie wybrać imię dla młodszego brata Miśka?:), wiec pisanie zajmuje mi ze 2-3 razy więcej czasu niż normalnie,
  • już w czwartek wyruszam w drogę z mojej Prowincji na końcu świata niemal na drugi koniec Polski, od razu po pracy, kompletnie nie wiedząc, jak się spakować (liczyłam na piękną wiosnę!) i jadę tam na koncert Robbiego Williamsa,

to swój powrót do blogowego życia mogę zacząć lekko i przyjemnie. Mam nadzieję, że dla Was to również będzie lekkie i przyjemne spotkanie z Aną po dłuższym jej milczeniu. A może… nie do końca takie przyjemne?

5. Feel

Na początek mojego prywatnego zestawienia top 5 piosenek Robbiego Williamsa – melodia i treść. Tylko tyle i aż tyle. Czuję je. Po prostu. Czuję, bo gdy polubiłam Feel, treści nie rozumiałam. I chyba rozumieć nie mogłam, nawet gdybym wówczas perfekcyjnie znała angielski, bo co o takiej treści może wiedzieć gimnazjalistka. Niemniej poza tym, że utwór kojarzy mi się z naprawdę fajnymi, beztroskimi czasami, pozostającymi niemal w opozycji do „zawartości” piosenki, porusza mnie od zawsze. Niepokoi w połączeniu z teledyskiem. Może po prostu znajduję w niej siebie? Od zawsze, podświadomie? W końcu ja też nie do końca rozumiem tę rolę, w której zostałam obsadzona na tym świecie. Jak zapewne co najmniej 90% ludności tego globu.

 

 

PS: No, i uwiodły mnie w teledysku te piękne, zawsze dotojne zwierzęta. Konie, do tego w czerni i bieli – cudo!

4. Supreme

Na pierwszy „rzut” ucha, to nie jest pozytywna piosenka. No, bo w końcu wszystkie fajne babki są zamężne, a przystojni faceci – homoseksualistami. I nie ma miłości w mieście… więc jak znaleźć tę idealną? Wbrew pozorom, w tym szaleństwie jest metoda – Robbie daje do myślenia, pokazuje, gdzie tych pozytywów szukać.

No, i plusem tej piosenki jest też okres, w którym ją poznałam. Podobnie jak Feel kojarzy mi się z wciąż beztroską młodością – nie to, żebym czuła się staro, ale wiecie, o co mi chodzi. Taki piękny był świat, gdy się miało te naście lat! 

3. Let me entertain you

Chyba po prostu nie lubię grzecznych teledysków do wciąż popowych piosenek. I bardzo lubię piosenki energetyzujące, a jednocześnie z kawałkiem przesłania. Coz life’s too short for you to die. Proste, nie? :)

 

 

2. H.E.S.

Moje całkiem niedawne odkrycie. Wbrew pozorom, wbrew temu, że przecież jadę na koncert, więc powinnam być bardzo dobrze zorientowana w nawet najświeższej twórczości artysty – bardzo niedawne. A już wysoko. Zwłaszcza że piosenkę poznałam dzięki teledyskowi, a ten swoją okładką jakoś budził moje obawy co do zawartości. Bo myślałam, że jednak z moją „starą” duszą współczesna twórczość, nawet moich ulubieńców, będzie miała problem z przebiciem się wyżej, ponad piosenki, które znam i nucę pod nosem od lat. Które są jakimś ciągiem dalszym poprzednich, choćby wcieleń teledyskowych. Są jednak artyści, którzy potrafią zaskoczyć nawet mnie. Nie obrazkiem – tekstem i treścią. Zresztą, posłuchajcie sami.

 

 

1. Angels

Na koniec tego monotematycznego top 5 piosenek, ta nieśmiertelna i pełna nadziei. Uwielbiam ją od pierwszego przesłuchania. Najpierw ujęła mnie magią melodii połączonej z głosem, potem tekstem, bo w końcu nieco liznęłam języka angielskiego. Pierwsza miłość do utworu przerodziła się w sympatię do wokalisty, która teraz gna mnie na drugi koniec Polski. Niejako w ramach rekompensaty za koncert Bon Joviego w Gdańsku, w którym niemożność uczestnictwa będę sobie wyrzucać do końca życia. Przykro mi, Robbie, z Tobą by tak nie było. Ale na Twoim koncercie będę. I czekam na ekstra emocje właśnie podczas tego utworu. Od niego zaczęła się moja przygoda z Tobą, a wyglada na to, że i zakończy. Na szczęście, tylko ta część zwana koncertem :)

 

 

Pora na Was. Bo zżera mnie ciekawość. Macie swój ulubiony kawałek Robbiego Williamsa? Na pewno macie – nie wierzę, że nie. Podzielcie się nim w komentarzach.

I, być może, do zobaczenia w Krakowie?

  • Angels, zdecydowanie! Przyznam, że H.E.S. też nie znałam.
    Liczę na relację z koncertu :)

    • Ana

      Postaram się o nią, gdy się wyśpię, a koleżanka dostarczy fotki, bo okazuje się, że moje niespecjalnie się do czegokolwiek nadają – uroki koncertów i przedwojennych aparatów, także w smartfonach ;) Przyznam jednak, że dziś, już po koncercie, na jedynkę wybiła się „Bodies” – taka niepozorna, a cały dzień mi po głowie chodzi :)