W drodze do rzeczy wielkich, czyli moje plany na wiosnę

Wiosnę już nie tylko czuć w powietrzu, ale i widać i słychać. Fotki nie strzeliłam, ale wysiadając w piątek z samochodu, aż z zaskoczeniem uniosłam głowę w górę, bo usłyszałam piękny dźwięk: gęganie! Wysoko nade mną przeleciały piękne sznury wracających z wojaży gęsi! A do tego już kilka dni wcześniej słyszałam pierwsze trele, jakże charakterystyczne dla wiosny (niestety, nie potrafię dopasować ich do właściciela głosu, ale ptaszę to zawsze obwieszcza mi nastanie wiosny). Skoro więc przyroda ewidentnie budzi się do życia, przepędzając zimę (choć ta lekką nam była w tym roku), to i Ana powinna obudzić się z letargu. Jej blog również. Bo oboje gdzieś przysnęli, pogubili się, zapomnieli, do czego dążą… Z pomocą tradycyjnie przychodzi Ula – skąd ona ma takie wyczucie, nie wiem, ale jej wyzwania blogowego teraz było mi trzeba. Zwłaszcza pierwszego.

Wyzwanie blogowe - marzec: Dzień 1. Moje plany na wiosnę

Wyzwanie blogowe: marzec. Dzień 1: Moje plany na wiosnę

Wiosna niespecjalnie kojarzy się z planowaniem – to raczej pierwszy dzień stycznia obfituje w spisywanie wszelakich postanowień. Często wiosną już o nich nie pamiętamy. Bo to często plany mało realne, powzięte na fali posylwestrowego szaleństwa i noworocznego zachłyśnięcia się życzeniami, że przecież nowy rok musi być lepszy i owocniejszy niż poprzedni. A w kolejnego sylwestra będziemy świętować spełnienie marzeń i wielkie sukcesy! Po czym mija 365 lub 366 dni i… zaczynamy zabawę od nowa.

Może więc dlatego moje Marzenia do Spełnienia krystalizowały się przez dłuższy czas, a spisywałam je niemal okrągły rok. Nie w sylwestra czy Nowy Rok. Część z nich to niskie mrzonki, które fajnie będzie spełnić, gdy nadarzy się okazja, część to zwykłe zachcianki, a część – cele krótko- i długoterminowe. Zwłaszcza te ostatnie są dla mnie bardzo istotne, bo to już nie są jakieś tam cele, a cele życiowe. To one wieńczą moją „piramidę” marzeń, zajmując jej podium, czyli trzy pierwsze miejsca. I ta wiosna ma mnie do nich przybliżyć. Zwłaszcza że tej wiosennej zimy zdałam sobie sprawę, że gdzieś się zgubiłam w swojej drodze do tego podium – bo niby narzekać nie mogę, idę przed siebie krok za krokiem, ale… no właśnie: „ale”. I by pozbyć się tego „ale”, trzeba opracować plan!

Plan… tak, to wszystko plan, plan, plan – wielkie słowo. I małe zarazem. Bo planować można wiele, o wiele trudniej jest ten plan wcielić w czyn. Czasem z planów zamiast ich realizacji zostaje tylko niespełniony zapisek na papierze. Bo plan okazał się większy niż możliwości. A że Ana możliwości widzi w sobie wielkie, to po drodze do rzeczy większych tej wiosny pochyli się nad kilkoma mniejszymi, a niezwykle istotnymi do tego, by pójść dalej. Oto i one:

3. Opracowanie planu dla bloga.

Od kiedy zaczęłam pisać (OK, pisywać. Częstotliwość mówi sama za siebie) bloga, planowałam, że będzie moją wizytówką, reklamą, a nawet listem motywacyjnym. Że to, co tu powstaje, będzie też budować moje tekstowe (i nie tylko) portfolio. Że bez żadnych obiekcji będę mogła wpisać adres zblogowany.pl w CV. Dlatego jakiś czas temu powzięłam postanowienie, że w końcu znajdę czas, by przysiąść nad swoim dzieckiem nie tylko z małym pędzelkiem do makijażu, ale zafundować mu pełną metamorfozę, poprzedzoną wykonaniem pełnego planu architektonicznego. Opracowanie projektu poszczególnych pokoi, budowa ścian tematycznych i malowanie ich treścią adekwatną do zaprojektowanej barwy. Słowem: chcę w końcu uporządkować chaos tego bloga. Jeszcze tej wiosny.

2. Uporządkowanie przestrzeni wokół siebie.

Mój blog to nie jedyne dość chaotyczne miejsce w moim świecie. Ja tak naprawdę sama nie wiem, czego chcę. Jak powinno wyglądać moje życie i co jest w nim nie tak, że odczuwam to już wspomniane „ale”, pewien dyskomfort. Na pewno część płynie stąd, że coraz mocniej marzą mi się też własne i tylko moje cztery kąty. Coraz mocniej odczuwam, że pora znaleźć swoje własne miejsce na tym świecie. Coraz bardziej przeszkadza mi to „ale” i wiosnę muszę poświęcić na odkrycie, czym ono jest. Bo inaczej nie dowiem się, jak się z nim uporać. A muszę, bo to „ale” jest męczące. Nie fizycznie – psychicznie. Bo, mam wrażenie, żyję przez nie w jakimś zawieszeniu, które mnie hamuje. Bo niby nic mnie hamuje, a coś jednak trzyma w miejscu. To zawieszenie sprawia, że wbrew pozorom pewne kroki stawiam tak, jakbym szła po krawędzi.  Jakbym budowanie swojego życia według swoich zasad zaczynała od dopasowania się do oczekiwań otoczenia. Bo choć i tak zbuduję życie według własnego widzimisię, to nie do końca umiem przejść do własnego porządku dziennego nad tym właśnie najbliższym otoczeniem. A może po prostu wpadłam w rutynę i utknęłam w monotonii szarego dnia codziennego miejsca, w którym niewiele się dzieje, a ludzie wciąż ci sami, tacy sami i nigdy niczym nie zaskoczą, bo nie wyjdą poza schemat?

Wiosna to idealny czas na ucieczkę od tego wegetatywnego wręcz letargu. Czas na porządki i, mam nadzieję, te najważniejsze uda mi się wykonać jeszcze w tym roku.

1. Powrót do pełni pasji i rozwijanie ich.

To będzie kolejny krok po porządkach. A jednocześnie stawiany już w ich trakcie. Utknięcie w takim, a nie innym świcie, wśród takich, a nie innych ludzi i w takich, a nie innych uwarunkowaniach sprawiło, że niektóre moje pasje przygasły, inne zasnęły, a jeszcze inne cofnęły się w rozwoju. Bo z pasjami jest jak z organami – te nieużywane zanikają. Ucieka z nich życie, tracą świeżość, aktualność, odkładane są na bok, na jutro, potem pojutrze, potem… Wiecie, jak tęsknię za studiami, podczas których codziennie przemieszczałam się między różnymi środowiskami, zajęciami i pasjami? Jak mi brakuje tego aktywnego życia! Monotonia opisana w poprzednim punkcie doprowadziła do tego, że pasje z życia przed- i śródakademickiego zaczęły przymierać, brakuje mi ich cholernie, a w związku z tym muszę wygospodarować sobie czas, by przywrócić je do życia. Mojego życia. Wbrew otoczeniu. Chcę czuć się, jak jeszcze całkiem niedawno: po całym aktywnym dniu przyjemnie zmęczona, a nie zmulona i wyczerpana po zaledwie 9 godzinach.

Pomóc mi mają w tym moje dawne i nowe pasje. Trzy, od których chcę zacząć tej wiosny, a którym brakuje witalności i regularności, to książki, sport (biernie, kochani, biernie – śledzenie wyników:) i blog, czy raczej: pasja pisania – przyjemnego pisania, bo w pracy też piszę, ale tam pisanie coraz rzadziej sprawia mi przyjemność, niestety. W każdym razie, na tę trójcę postanowiłam teraz poświęcić więcej czasu. Pewnie kosztem snu, ale wyśpię się jak każdy – po śmierci. Albo zimą, po realizacji planów wiosennych :)

office-620817_1920

Takie plany na wiosnę mam ja, Ana. Niby wielkie, a niewielkie. A Wy? Zaplanowaliście jakieś aktywności lub zmiany tej wiosny? Nawet jeśli nie, to zaplanujcie sobie jedno: kibicowanie. Anie w realizowaniu jej planów :)

  • W koooońcu nowy wpis. Jejku, jak ja na niego czekałam :) Ty długo nic nie piszesz, nic nie piszesz, ale jak już coś walniesz to z tąpnięciem. Mam podobne odczucia, ponieważ brakuje mi motywacji i przydałby mi się taki wiosenny porządek. Chyba wezmę z Ciebie przykład, jeśli chodzi o bloga. ; )
    No i pasja – ostatnio temat ten chodzi za mną krok w krok. Kiedyś były to książki, ale teraz kompletnie zanikło mi czytanie, ta chęć czytania. Masakra! Trzeba odkurzyć coś nie coś. I etologia. I pisanie… Kibicuję Tobie i sobie. :)

    • Ana

      Jakie „w koooońcu”?! Toż poprzedni był 5 dni temu, czyli 4 dni przed bieżącym! ;)

      Obym tylko ja nie wzięła przykładu z Ciebie, gdy Ty weźmiesz go z moich planów – w pracy offline mi się ludzie posypali, jakieś urlopy, choroby, szpitale… chyba będę tam wiosną nocować, zamiast nad blogiem pracować (nawet nie czuję, kiedy rymuję;).

      A to z czytaniem – to znam. Oj, jak znam. Oj, jak boli. Oj, jak trudno się wraca. Widać to po moich 52 książkach – tydzień 11, a u mnie 4. pozycja w trakcie czytania.

  • Jak zaczynałam pisać blog, to też miał być moją wizytówką :-) teraz ciągle mam niedosyt i marzy mi się własna strona napisana przeze mnie. Taka z portfolio i takimi tam…. Ale im plany bardziej mi się klarują, tym zwiększa się moja odległość do nich i chyba muszę te plany długoterminowe rozbić na krótkoterminowe i wbić sobie do głowy, że nie da się wszystkiego zrobić w jeden dzień :-)

    • Ana

      Siostro! Skąd ja to znam :) Ale takie chyba już nasze życie, perfekcjonistek, że nigdy zadowolone nie będziemy.

      • I tego się właśnie boję :)

  • Lekko pozazdrościłam takich planów i porządków…sama też będę musiała nad czymś pomyśleć ;)

    • Ana

      Planów, jak się okazuje, niezbyt oryginalnych, bo pół blogosfery takie ma – przynajmniej tej aktywnej w wyzwaniu Uli :)

  • KaroDeco

    Powodzenia, oby udało się spełnić wszystkie podpunkty :)

    • Ana

      Powodzenie na pewno mocno się przyda :)

  • Nigdy nie myślałam o tym że blog może stać się wizytówką, punktem w CV, ciekawa sprawa :)

    • Ana

      Pewnie nie każdy blog i nie w każdym CV, ale w dziedzinach, którymi potencjalnie się interesuję, na pewno mógłby być ciekawym punktem.