Miesiąc zblogowany (2): luty odkrywca

W lutym nieco się zaczytałam, w związku z czym mniej się rozpisałam. Acz gdy już popełniłam tekst lekki i przyjemny z myślą o (wciąż) zimowych wieczorach, Wasze zainteresowanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wskazało mi też tę część mojego świata, którą powinnam częściej Wam przybliżać. Do usług – dziś też jej nieco poznacie. Zapraszam na drugi odcinek głównie linkowego podsumowania minionego miesiąca.

office_Fotor

Luty przeczytAny

Muszę się przyznać do złego. W lutym czytałam tylko raporty i sprawozdania, sięgając zaledwie po „Alibi na szczęście”. Będę miała sporo do nadrobienia, by osiągnąć ten magiczny dla mnie pułap 52 książek – ale nie poddam się, o co to, to nie!

W ramach rekompensaty przeczytałam za to sporo w sieci. Blogowe linki znajdziecie poniżej, a jeśli nie czytaliście, sięgnijcie też do Wyborczej do artykułu o blogerach. Rosyjskich. Propagandzistach. O całej ich fabryce.

Linki zblogowAne

Wracając na polskie podwórko, początek lutego upływał większości blogosfery w cieniu Bloga Roku 2014, handlowania głosami i takimi tam. Jak wiecie, sama wzięłam udział w konkursie, ale do wyrywania innym głosów i płacenia za nie na Allegro było mi daleko. Zabawiłam się w tę farsę dla samego udziału – zgłosiłam tekst napisany z okazji 26 maja tylko po to, by zyskać kilkoro Czytelników. Ten cel udało się osiągnąć – pozyskałam kilka kliknięć ponad normę, a biorąc pod uwagę lutowy ruch na stronie, chyba nawet kilka osób zostało (może chcecie się ujawnić? Chętnie Was poznam!).

Cały ten plebiscyt mniej lub bardziej wątpliwej popularności dał mi jednak znacznie więcej: pozwolił poznać nowe zakamarki w blogosferze. To przez kategorię TEKST ROKU dotarłam do naprawdę ciekawego spojrzenia na trudną sferę życia, jaką jest wiara. Zainteresować mnie udało się (zaledwie) 18-letniej Alicji (nawet jeśli odstraszają mnie dziubki na fotkach), która po prostu opisała własne doświadczenie, nie opierając się na tym, co i jak się mówi o księżach oraz w internetach i innych mediach. Bo tak: większość „ateistów” opiera swoje sądy, często bardzo głośno wyrażane i bardzo radykalne, o księżach i Kościele nie na podstawie własnych doświadczeń, a opinii innych, podobnie jak ich własne opartej głównie na doniesieniach mediów, w których bad news is a good news. Oraz tym, co widać wyraźniej, czyli skrajnościach.

Zdecydowanie polecam Wam również inny tekst na temat bardzo wrażliwy, bardzo drażliwy, bardzo kłótniorodny – czyli coś z kategorii: „Porozmawiajmy, co dziś zabiłeś/zabiłaś na obiad”. Co prawda, ten tekst nie brał udziału w Blogu Roku i by dotrzeć do Qrkoko, nie potrzebowałam żadnych plebiscytów, bo śledzę dziewczę od dawna, ale nie mogę dziś o niej nie wspomnieć w innym sąsiedztwie niż równie kontrowersyjnego tematu religii. Bo są w internetach dwie sprawy, które równie mocno antagonizują społeczności: religia i dieta (no, i może polityka). Qrkoko w lutym stworzyła naprawdę mądry tekst o tym drugim – dała rozsądny głos w kwestii mięso- (a właściwie to wszystko-) bądź roślinnożerności.

Nie wiem natomiast, czy na tekst o tym, dlaczego kobieta musi mieć pasję, trafiłam dopiero przy okazji Bloga Roku 2014, czy wcześniej, bo do Volanta zaglądam już od pewnego czasu (jak to ja: od czasu do czasu), ale na pewno dzięki kategorii Tekst Roku 2014 trafiłam na ten o fascynujących kobietach. Przyznam szczerze, że podzielam zdanie autorki. Jestem ciekawa, czy Wy również. Zajrzyjcie do tego tekstu i do innych – Kasia pisze naprawdę fajnie. I ma coś, czego ja nie mam na pewno: umiejętność zwięzłego wyrażania myśli :)

W sumie… z uczestników konkursu to chyba tyle. Ale biegając między blogami dokonałam jeszcze jednego ciekawego blogowego odkrycia. Trafiłam na blog Charakternej, z którego na początek na pewno mogę Wam polecić ten tekst. Jeśli cierpicie na manię porównywania się z innymi i dążenia do ideału, w tej notce zobaczycie, jak wiele myśli i przekonań po prostu Was ogranicza. I jak niewiele potrzeba, by osiągnąć pełnię szczęścia. Karolina ma więcej takich tekstów i to sprawia, że będę do niej regularnie zaglądać. A Wy?

Wróć! Podobny tekst do Charakternego znalazłam też w zgłoszeniach do Tekstu Roku. Sami zobaczcie na blogu Zapas Czasu.

Poza tym po lutowej lekturze blogów polecam również aż pięć miejsc z poradami dla blogerów (i nie tylko blogerów) – tak początkujących, jak i już biegłych w sztuce blogowego tworzenia. Pierwsze już znacie ze styczniowego podsumowania. To Plasterek Cytryny – tym razem Weronika podpowiada, jak zacząć realizować siebie. Drugie to, co prawda, wpis jeszcze styczniowy, ale ja dotarłam do niego już w lutym. I mocno kibicuję okrągły rok, by projekt prężnie się rozwijał – Natalia z bloga Jest Rudo utworzyła bowiem własny darmowy BANK ZDJĘĆ. Koniecznie zajrzyjcie – to dopiero początki, a już jest tam… tak przyjemnie na tych tak ładnych zdjęciach w także dobrej jakości.

Baza darmowych zdjęć dobrej jakości | JestRudo.pl
Baza darmowych zdjęć dobrej jakości | JestRudo.pl

Trzecie miejsce, które z czystym sercem mogę Wam polecić, to Kameralna i jej poradnik „Kulisy blogowania” – w lutym pojawiły się aż dwie części i na pewno nie będą ostatnie. A nawet jeśli, to już jest to naprawdę pokaźna pigułka z podstawami. Czwarty punkt wart odwiedzenia to zaś coś dla myślących o pracy freelancera, czyli – jakby nie patrzeć – dla każdego przeciętnego blogera, który zamarzy, by zacząć zarabiać na tym, co wychodzi mu najlepiej: pracy we własnym tempie we własnych czterech ścianach (najczęściej). Wpis, z którego dowiecie się, czy praca freelancera to coś dla Was, jest, co prawda, styczniowy, ale odkryłam go dopiero w lutym – jak i cały blog pod nazwą Jak ona to robi?więc musicie mi wybaczyć to opóźnione polecenie :)

A na koniec i tak okaże się, że w sumie to czytam tylko pięć blogów na krzyż, bo znów polecam już polecony. Ale co ja poradzę na to, że są takie miejsca, jak 100 Sukienekgdzie z przyjemnością spędza się każdą Sekundę.

Miesiąc obejrzAny, zasłyszAny…

Jako że rozlinkowałam się powyżej, to już nie będę Was męczyć filmo- i muzykografią lutego. Tylko szybko wspomnę o tym, co godnego dalszego polecenia obejrzałam w lutym. Będą to tylko albo aż dwie rzeczy. Z początku i końca miesiąca. Zatem nic ze środka – Grey jakoś mnie do siebie nie ciągnie. Co zatem obejrzałam? W kinie – „Carte Blanche”. W skali od 1 do 10 ma u mnie naprawdę mocną 6, a może nawet 7. Dobry polski film, ciekawie ukazana historia, „wyładnione” kadrami miasto. Podobały mi się ujęcia pokazujące świat z perspektywy głównego bohatera, któremu choroba coraz bardziej ogranicza pole widzenia. Historia ma nieco luk czy niedociągnięć, ale lubię takie scenariusze z życia wzięte, więc w ogólnym rozrachunku nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało. Tym bardziej że w głównej roli Chyra na piątkę – chyba jak zwykle. A Wy – widzieliście ten film? Jak oceniacie „Carte Blanche”?

A drugie obejrzAne do polecenia? To właściwie także zasłyszAne. „Skrzypek na dachu” – ostatniego dnia lutego. Żyję na tym świecie prawie 30 lat (ciii!), a do tej pory jakoś nie było mi po drodze do opery, filharmonii czy gdziekolwiek na choćby musical. Kino, teatr – jeździło się już w szkole. Takie audiowizualne odchamianie przeżyłam więc po raz pierwszy. Cieszę się, że nadarzyła się okazja grupowego wyjazdu do Opery i Filharmonii Podlaskiej, bo pewnie sama nieprędko bym się tam wybrała. „Skrzypek na dachu” to też był świetny wybór. Tylko obsada… bo, wiecie, tu i ówdzie w grupie wracającej wspólnie autokarem ze stolicy Prowincji na Prowincję dało się słyszeć, że ten Fiedka to ciut nie pedofil… bo ta Chawa to może 13 lat miała, podczas gdy on oscylował gdzieś koło ćwierćwiecza co najmniej ;) Ale reszta – super. Wszyscy zachwyceni. Taniec z butelkami to prawie jak na polskim weselu.

Na koniec zaś tzw. bonus track. Jeśli chcecie wiedzieć, czym się będę emocjonować przez najbliższy miesiąc, to przesłuchajcie poniższą playlistę i sprawdźcie, co się wydarzy 17 kwietnia w krakowskiej Arenie. W lutym koleżanka namówiła mnie na znaczący wydatek. Może podobnie jak my ktoś z Was sięgnął głęboko do kieszeni i z kimś się spotkamy na południu Polski?

  • Znów ja? I to obok Jest Rudo i Kameralnej? Oj chyba robi się między nami poważnie… :-)

    • Ana

      Dopóki trzymasz poziom, spodziewaj się, że będzie to na tyle poważny związek, że będę Ci go wypominać nawet co miesiąc ;)

      • No to postawiłaś przede mną zadanie :-) tylko co ja powiem mężowi? To najgorsze…. :-)

        • Ana

          A czy mąż musi wszystko wiedzieć? ;)

  • Amisha

    ZapodAłaś tyle, że nie wiem jak ja to oblecę Ano! No i nie mów mi, że głosami na Blog Roku się handluje! I to na nawet na Allegro??? Boziu, na jakim ja żyję świecie, że takie info staje mi kołkiem w oku???

    • Ana

      Nie wiem, na jakim świecie Ty żyjesz, ale chyba ja żyję na tym samym. Wcześniej śledziłam tylko pobieżnie wyniki, więc mnie pewnie sporo omijało, ale gdy w tym roku zajrzałam głębiej… okazało się, że zaczyna się robić bagno, jak w wielu głosowaniach, niestety. Smutne to. Ale jednak parę plusów – linków – się znalazło, więc zawsze to jakaś rekompensata :)

  • Muszę przestać przeglądać wciągające blogi. Bo na nich zawsze dostaję więcej linków do wciągających bloków. A to wciąga, stwierdzam.

    :-)

  • Za dużo tych linków. Chyba muszę Twój wpis przeczytać raz jeszcze, żeby nic mi nie umknęło. Mam wrażenie, że luty to mi gdzieś przeciekł przez palce. Wrzucam wpis do ponownego przeczytania i podaje dalej :)

    • Ana

      Właśnie przez te linki u mnie mało treści – muszę chyba odwrócić proporcje czytania i pisania :)

  • Czyli jednak ten Blogu Roku ma jakieś zalety… :P

  • Dziękuję ogromnie! Jak miło przeczytać kilka dobrych słów o 8ipół :) Uściski!

    • Ana

      Odwalasz kawał dobrej blogowej roboty – jakie więc inne słowa mogłabym napisać, jeśli nie dobre? :)

  • Dziękuję za polecenie :)

    • Ana

      Nie ma za co – zapracowałaś na nie :)

  • 100sukienek

    dziękuję Ci! :)

    • Ana

      Ależ proszę, zasłużyłaś :)

  • Bardzo ciekawe zestawienie, też biorę udział w wydarzeniu 52 książki w rok :)

    • Ana

      Mam nadzieję, że Tobie idzie zdecydowanie lepiej!