TOP 5 seriali na (wciąż) zimowe wieczory

W ramach rekompensaty za zbyt długi wywód o walentynkach dziś zaserwuję Wam wpis w miarę krótki, a na pewno bardzo lekkostrawny. Ambitne treści chowamy w kieszeń, gasimy światło, wskakujemy pod kołderkę, może być z termoforem żywym lub gumowym (kauczukowym czy z czego on tam jest) i… bezwstydnie włączamy kolejny odcinek ulubionego serialu. Mojego ulubionego serialu, a być może i Waszego. Pewnie znacie wszystkie, jeśli nie – może znajdziecie coś dla siebie na te już ostatnie długie, ale wciąż jeszcze zimowe wieczory.

Szczerze przyznam, że pewnie tego tekstu nie czytalibyście dziś, ale może kiedyś w kawałkach w jakichś zestawieniach, jednak natchnął mnie artykuł z „Polityki”. Bo seriale to zawsze będzie nałóg. Czekamy, co przyniesie kolejny odcinek, a gdy skończy się seria, z niecierpliwością oczekujemy kolejnej. Gdy fabuła osiągnie finał, często szukamy pocieszyciela… w kolejnym serialu. I koło się zamyka.

Nie ukrywam, że sama wpadłam w taki nałóg. Spokojnie, daleko mi do stanów depresyjnych :) I poczucia osamotnienia, bo zdecydowanie preferuję towarzystwo żywych ludzi niż tych z ekranu i gdy tylko mogę, wybieram bliskie spotkania ze znajomymi. A serial? Może w weekend, bo w tygodniu często kończy się rozłożeniem 40-minutowego odcinka na trzy wieczory. Serwuję sobie bowiem tę przyjemność nie w porze śniadaniowej czy obiadowej, a późnonocnej. Zasypiając. Co nie znaczy, że oglądam jakieś nudne i beznadziejne odcinki ciągnące się jak flaki z olejem. Telenowele na przykład. Zresztą, przekonajcie się sami.

5. Mentalista (The Mentalist)

Nie wiem, czy powinnam Wam go polecać, bo jestem gdzieś w środku pierwszego sezonu. Może powinnam była wybrać tu Castle’a (też w trakcie, bo jakoś nie mogę do niego powrócić gdzieś od 5. sezonu. Ale na pewno nadrobię. Pewnie po całym Mentaliście)? Niemniej – jak przekona Was ciąg dalszy zestawienia – jeśli chodzi o serialowe klimaty, ten trafia w mój gust. Dziwię się, że tak późno zdecydowałam się zerknąć, o co chodzi w tej serii, której głównym bohaterem jest medium. OK, Patrick Jane tylko udawał medium dzięki swoim znakomitym umiejętnościom obserwacji i dedukcji. Ale dokładając do tych umiejętności te w zakresie sugestii, hipnozy czy manipulacji i wykorzystywanie całokształtu do ścigania przestępców, wyłania nam się z tego całkiem ciekawy pomysł na serię. Trochę mnie mimo wszystko na początku rozczarowuje, ale może rozkręci się przy kolejnych sezonach. (Powiedzcie, że tak?).

4. Dr House (House M.D.)

Zastanawiałam się, czy uwzględniać na tej liście seriale, których emisja już się zakończyła. Ale mam spore zaległości w oglądaniu czegokolwiek, więc być może ktoś inny jest bardziej do tyłu i nie widział jeszcze House’a. Albo jak ja nie lubi:
a) oglądania topowych seriali ze wszystkimi,
b) oglądania seriali, nad którymi zachwyca się 80% serialomaniaków i 99% fanów M jak miłość, bo usłyszeli, że to tak modnie,
c) oglądania seriali w telewizji i czekania na kolejny odcinek w nieskończoność (wolę swoje własne tempo typu 3 odcinki w jeden wieczór albo 1 odcinek w trzy wieczory).

Przyznam szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona do tej produkcji, zwłaszcza słysząc zewsząd achy i ochy nad tym serialem. Ale gdy się skusiłam, nie żałowałam. Specyficzne poczucie humoru, charyzma, upór, nieprzewidywalność głównego bohatera i jego okropne w zachowaniu, ale skuteczne w leczeniu podejście do pacjentów – to sprawia, że Dr House od pierwszego do ostatniego sezonu nie nudzi. W przeciwieństwie do większości seriali, których formuła wyczerpuje się średnio w 3. odsłonie serii.

PS: Jeśli macie 7 minut, możecie zerknąć w 177 odcinków serialu już teraz:

 

 

3. Magia kłamstwa (Lie to me)

Obejrzałam pod koniec studiów za namową koleżanki. Dzięki temu serialowi sięgnęłam do Mentalisty, licząc na podobny sposób ukazania podobnych umiejętności obserwacji innych ludzi (i na pomyśle wykorzystania motywu obserwacji zachowania ludzkiego się kończy. Magia kłamstwa bije Mentalistę na głowę). Jeśli jakimś cudem nie widzieliście, musicie zobaczyć. Pokerowa twarz i fraza „kłamstwo ma krótkie nogi” nabiorą nowego… starego znaczenia. Strasznie żałuję, że był to serial tylko 3-sezonowy. Formuła Magii kłamstwa, moim zdaniem, nie wyczerpałaby się jeszcze co najmniej przez kolejne 3 sezony. Wiecie, że oglądając ten serial, próbowałam nauczyć się rozpoznawać emocje i kłamstwa? Do Cala Lightmana mi, niestety, daleko, poprzestałam więc na wsłuchiwaniu się w brytyjski akcent głównego bohatera. Lie to me to zaledwie jeden z dwóch seriali, których nie wyobrażam sobie z lektorem (angielski mam kiepski, słownictwo w odcinkach też niekoniecznie najprostsze, więc musiałam posiłkować się kiepskimi napisami. Ale kalać się lektorem nie zamierzałam. O, nie!).

2. Haven / Przystań (Haven)

Serial, który odkryłam przypadkiem, a że zawiera nadprzyrodzone zjawiska jak mój no. 1, to przemęczyłam pierwszy sezon. Był taki sobie. Pewnie jak książka, na podstawie której (luźno) go nakręcono, bo recenzje nie pozostawiają suchej nitki na Colorado Kidzie S. Kinga. Ale w kolejnych sezonach serialu robi się ciekawiej: coraz więcej zjawisk paranormalnych, magii, coraz więcej tajemnic, pytań bez odpowiedzi… Wracamy w przeszłość i poznając kolejne wcielenia głównej bohaterki, odkrywamy sekrety małego miasteczka w stanie Maine… Trochę mroczny serial, na zimowe wieczory w sam raz.

Przyznam szczerze, czekam na finał historii, bo tak długa zwłoka producentów w zakończeniu ostatniego sezonu może świadczyć tylko o wyczerpaniu ich pomysłu na fabułę. I właściwie: bardzo dobrze.

1. Newsroom (The Newsroom)

Ze względu na moje wykształcenie tego serialu nie mogło zabraknąć w moim TOP 5. Media i polityka. Gdy tylko obiło mi się o uszy, że jest serial o tym, jak się tworzy DOBRE wiadomości, nie mogłam do niego nie dotrzeć. Serial jest dobrze nakręcony, świetnie obsadzony, ma niesamowity klimat. Robienie rzetelnych newsów, pogoń za sprawdzoną informacją, dylematy moralne, stawianie czoła komercji i tabloidyzacji, poszukiwanie nie ilości, a jakości. „Wprost” i redaktor Durczok chyba powinni zerknąć w 3. sezon i przypomnieć sobie, po co weszli w dziennikarstwo.

Szkoda, że Newsroom skończył się tak szybko i pozostawił taki niedosyt, ale może trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym?

 

 

Ex aequo 1. Nie z tego świata (Supernatural)

Właściwie, nie używam polskiego tytułu. Jakoś tak wolę Supernatural. 

To serial o dwóch braciach, którzy ratują ludzi, polując na „rzeczy” nie z tego świata. Taki rodzinny interes, odziedziczony po rodzicach i dziadkach. W Deanie i Samie Winchesterach zakochałam się bez pamięci od „pilota” i chyba dlatego nie mogę przestać oglądać tej braterskiej relacji, mimo że serial powinien był zakończyć się gdzieś w okolicach 5. sezonu. A aktualnie mamy już połowę 10. i zapowiedź  (sprzed miesiąca) prolongowania go do 11. W każdym razie, pierwotny zamysł podobał mi się bardziej niż to, co dzieje się teraz. Pierwsze sezony (poza wątkiem głównym ciągnącym się od pierwszego odcinka do ostatniego) w każdym epizodzie wyciągają z annałów Biblii, mitologii, podań najróżniejsze mity, tropy i wierzenia. Oparte o różnorodne religie, prądy czy legendy. Niesamowita robota scenarzystów w tej materii! Niemniej po kolejnym powstaniu z grobu, ucieczce z czyśćca, uratowaniu świata przed apokalipsą i deszczu aniołów, gdy teraz bracia szukają sposobu na usunięcie znamienia Kaina (a strach się bać, co dalej wymyślili scenarzyści!), jedynie rys dojrzewających charakterów braci i konfrontowanie ich ze sobą oraz problemami natury czysto psychologicznej ratują serial. Ale dzięki przywiązaniu to od lat mój numer jeden. Może też dlatego, że kojarzy mi się z rozpoczęciem przygody zwanej studiami :)

PS: Serial lubię też dzięki temu, co dzieje się poza serialem. Na konwentach z udziałem obsady Supernatural i na planie. No, zobaczcie sami (i zauważcie, że włożono to w napisy końcowe!):

 

 

A Wy? Co oglądacie o tej porze roku? Polecicie coś, czego mogłam nie widzieć, a mogę chcieć obejrzeć jako dobranockę i kołysankę, gdy zmęczę Mentalistę, a w Supernatural będzie przerwa?