#PeopleWhoMadeMy2014Perfect

Hashtag z twittera. Sprzed kilkunastu dni. #PeopleWhoMadeMy2014Perfect. To jest to! To temat na pierwszą notkę w nowym roku! Bo jakże lepiej można rozprawić się z tym starym, jak go pożegnać i podsumować najlepiej, jeśli nie zerkając, kto był obok nas przez minione 365 dni i sprawił, że ten miniony rok był wspaniały? A przynajmniej: że spotkało nas tyle wspaniałych chwil. Dzięki nim.

selfie-465563_1280

Trójca Dziennikarska

Moje trzy wspaniałe dziewczyny ze studiów w Olsztynie. 2/3 magistrów, rocznik 2011, 1/3 ze wspólnego licencjatu AD 2009. Na początku – każda w innym świecie. W sumie, nie. Z K. od początku licencjatu dzieliłyśmy ławkę na ćwiczeniach. Do tej pory żadna z nas nie wie, jak to się stało, że tak usiadłyśmy i tak już zostało, nie tylko na zajęciach. M. chodziła z nami do grupy. Ze mną mieszkała w akademiku, nawet na jednym piętrze. Ale ja i M. jako O., z którą chodziłam przecież na angielski. Ale to była przecież ta kujonka, na wykładach wiecznie w pierwszym rzędzie, wiecznie wpatrzona w wykładowcę… do tego ruda! Ludzie… nigdy nie wierzcie pierwszemu wrażeniu! Jak ono myli! O. to chyba ta NAJ z całej naszej czwórki! Wspólne „małpki”, wspólne wagary, Kortowiady, cudownie nieudolne tłumaczenia, dlaczego wszystkie trzy nie mogą wyjść ze mną na piwo w moje urodziny z jednoczesną próbą ściągnięcia mnie pod moją „świątynię” Uranię pod byle pretekstem… To wiecznie zawiedzione: „Dlaczego nikt MNIE (czasem w wersji: nas) nie podrywa…” z ust O., jedynej szczęśliwie i permanentnie zakochanej. K. wyciągnięta przeze mnie na spotkanie inaugurujące sezon ligowy olsztyńskiego AZS-u, podczas którego brazylijski środkowy wyciągnął ją na parkiet do samby. Ja z O. na meczu, na którym obie byłyśmy w pracy jako „prasa”, przyłappane przez całą Polskę dzięki Polsatowi na żarliwych dyskusjach (z pewnością nie o możliwościach wygrania spotkania przez olsztyńskich siatkarzy:). Wrzucenie O. do Jeziora Kortowskiego przeze mnie i M… Cudowne chwile, cudowne dziewczyny, za wszystkimi tęsknię. A może tęsknię bardziej za tymi beztroskimi czasami, które razem spędzałyśmy w Olsztynie? Hmm… nie, z pewnością nie. Bo czasy i miejsca tworzą ludzie. Na szczęście, miałam szczęście trafiać na wspaniałe osoby w swoim życiu i trzy z nich spotkałam właśnie w tych beztroskich czasach, na studiach.

Co to ma wspólnego z hasłem przewodnim wpisu #PeopleWhoMadeMy2014Perfect? Ano to, że cieszę się, że udaje mi się spotykać z nimi średnio raz do roku. Zwykle pojedynczo, przy okazji. Ale właśnie w 2014 roku, w marcu, udało nam się tak zsynchronizować, że wszystkie cztery na kilkanaście godzin wróciłyśmy do Olsztyna. Pierwszy raz od wesela O. w maju 2012 r., drugi raz od zakończenenia studiów latem 2011. Rozjechałyśmy się po Polsce, prowadzimy różny tryb życia (czasem nieco koczowniczy jak ostatnio M.;), wykonujemy różne zawody, a udaje nam się nie tylko utrzymywać kontakt, nie tylko dzwoniąc czy SMS-ując w święta (no, OK, o kontakt z K. bywa trudno, ale ten typ tak ma. Możemy to zwalić na znak zodiaku, Bliźniaki tak mają, prawda?;), ale i spotykać jak za czasów wspólnych studiów. I ciągle mamy o czym rozmawiać, choć różne jesteśmy jak cztery żywioły, różne mamy spojrzenia na życie, w różnych miejscach różne zbieramy doświadczenia. Mam nadzieję, że w 2015 r., mimo zdecydowanie coraz szybciej uciekającego nam czasu, zapracowania, własnych pasji, zainteresowań, rodzin i innych czynników, też uda nam się zorganizować jakieś wspólne spotkanie „po latach”.

Słowem, fajnie mieć takie kumpele!

A. od O.

Od O. z Trójcy Dziennikarskiej. Nie zmieniłam tego zapisu w książce telefonicznej od wesela O. A teraz napiszę coś, przez co O. będzie zazdrosna. Ale to ja powinnam jej zazdrościć! Bo ten miniony rok był też niezwykle sympatyczny dzięki jej przyjaciółce A. Dziewczyny znają się od dzieciństwa, a ja poznałam A. chyba na parapetówce u O., jeszcze podczas naszych studiów. A lepiej przy okazji zamążpójścia O. podczas… wspólnej konspiracji. To chyba był moment przełomowy. Od tamtego czasu, głownie dzięki zdobyczom techniki, kontaktuję się z A. dość często. W 2014 r., od marca, gdy A. dołączyła na kilka godzin do naszego dziennikarskiego grona, chyba najczęściej w historii naszych sporadycznych kontaktów. To dzięki jej fazie na przesyłanie naklejek na facebooku wiele razy poprawiał mi się humor w krytycznych chwilach w pracy, w przerwie na kawę (ciii! Obie mamy pracę biurową i dostęp do fb – żeby go nam z nowym rokiem nie zablokowali!;). Po pracy zdarzyło nam się też przeprowadzić kilka konstruktywniejszych dyskusji niż wymiana naklejek :) Małe rzeczy, a zdecydowanie poprawiły notowania roku 2014 :)

Wierszokletka 

Na ten moment najbliższa znajoma z najbliższej okolicy. Potrafimy spotykać się nawet kilka razy w tygodniu na herbatkę i ploteczki, ale i na poważne rozmowy. Robimy też wspólne… interesy ;) To jej płakałam (nie dosłownie) w rękaw po wyjściu z kina, że po cośmy poszły na film „Drużyna” – on miał być dodatkiem, a nie zamiast mistrzostw świata siatkarzy. Dzień później cieszyła się ze mną moim biletem na mecz otwarcia na Narodowym, choć ze mną tam nie jechała, a miała chęć. Z nią też oglądałam finał imprezy.

Możemy porozmawiać chyba o wszystkim, znamy się od zerówki. Doradzam jej w pewnych kwestiach, choć kompletnie się nie znam i nie powinnam i mam nadzieję, że mnie nie słucha. Nasze drogi różnie układały się, zwłaszcza w czasach szkolnych. Spore znaczenie miał tu zawód jej mamy, ale dziś, z perspektywy czasu, zebranych doświadczeń i wiedzy, wiem, jak to było głupie i na pewno często krzywdzące. Ale co wie kilkuletni dzieciak czy nastolatka? Ogromnie się cieszę, że trochę zerwaną przez ogólniak i studia relację udało się tak fajnie odbudować! W ubiegłym roku nastąpiło chyba apogeum naszej relacji i mam nadzieję, że co najmniej utrzymamy poziom :)

hands-73304_1280

E. – koleżanka zza biurka

Od kwietnia dzielimy wspólną przestrzeń w pracy. Różne były roszady, zmieniałyśmy pokoje i biurka, ale większą część minionego roku spędziłyśmy biurko w biurko. Pracujemy razem od początku mojej kariery w firmie, ona najdłużej pracuje w naszym dziale, zaraz po pani dyrektor. Gdy przyszłam do pracy, była blisko związana z inną naszą koleżanką z działu – M. Dobrze żyła też z J. A teraz, chyba przez to siedzenie obok siebie, mam wrażenie, że my dwie żyjemy ze sobą najlepiej w naszym dziale. Może też dlatego, że mamy podobny problem. Ona wiecznie słyszy pytanie: „Kiedy wesele?”, a ja: „Masz chłopaka?”. Obie nas to w podobnym stopniu irytuje, mam wrażenie, że obie podobnie odbieramy kolejne pierścionki zaręczynowe i śluby wśród naszych znajomych. A poza tym… żremy się jak stare dobre małżeństwo. Ba!, od pytania jednego ze wścibskich dyrektorów: „To co, dziewczyny, żenicie się?”, stwierdziłyśmy, że może powinnyśmy? I od tamtej pory śmiejemy się, czasami nazywając siebie nawzajem mężem i żoną. W zależności od sytuacji: raz jedna jest żoną, raz druga ;) Na pewno E. często miewa mnie dosyć i pewnie gdyby ktoś z boku posłuchał naszych konwersacji i wzajemnych odzywek, byłby w szoku, że tak się do siebie odzywamy. I że jeszcze się do siebie odzywamy. Moja była współlokatorka obraziłaby się już za 1/1000000 naszych „czułych” słówek. Ale może dlatego z E. jeszcze się nie pozabijałyśmy, bo mamy wspólnego spowiednika? Wiśniowego. Soplicę ;)

SOSNA

Przyznam szczerze, że nie pamiętam, skąd ta ksywka. Tłumaczyła mi, ale nie pamiętam… Moja wspaniała J., rodowita warszawianka z Woli, którą poznałam wirtualnie (od publicznego sporu na nieistniejącym już Gronie – tak, też tam byłam, będąc młoda i głupia – o sposób komentowania igrzysk w Pekinie przeszłyśmy do prywatnej wymiany zdań, która ze sportu przeniosła się na inne dziedziny życia i ostatecznie doprowadziła do poznania się w realu), a z którą spędziłam najcudowniejszy sportowy, czy raczej: kibicowski dzień roku 2014: to z nią poszłam na Stadion Narodowy na otwarcie mistrzostw świata siatkarzy. J., tak jak ja, ma swoje sympatie sportowe, choć ona bardziej szaleje za piłką nożną (ligową niemiecką głównie), umie tańczyć (to ona nauczy mnie czegokolwiek na pierwszy taniec weselny. O ile kiedykolwiek do niego dojdzie), to z nią toczę najciekawsze dyskusje – takie wiecie, jak Shrek i Osioł, o życiu i śmierci. Już za sam 31 sierpnia nie mogłoby jej zabraknąć w tym zestawieniu.

PANNA MŁODA

Last but not least, jak rzekliby angielskojęzyczni. E. – lipcowa Panna Młoda, której Panną Starszą, czyli świadkową miałam zaszczyt być. Na dobrą sprawę, to chyba najważniejsza osoba z ubiegłego roku. Nie mogło tu zabraknąć. I dlatego jest na końcu – ostatni przecież będą pierwszymi! Kurczę, a jeszcze przecież tak niedawno mówiła mi, że chciałaby, bym była jej świadkową. Tuż po przyjętych przez nią oświadczynach. Czyli dwa lata przed ślubem. Pamiętam, jak wtedy lipiec 2014 r. wydawał mi się odległy… ile to czasu! A tymczasem E. jest już od pół roku szczęśliwą mężatką, a wesele było cudowne i minęło w okamgnieniu. OK, było cudowne także dzięki Panu Młodemu i Panu Starszemu, ale nie zapominajmy, że gwiazda była tylko jedna – E., a od panów zawsze cudowniejsze będą panie ;) Wybieranie sukni, dyskusje o dodatkach, bukietach, spotkanie organizacyjne w majówkę, chwile na kawę urwane E. w przedślubnej gorączce. Potem już panieński, który planowałam ok. dwóch tygodni, wybierając niezbędne akcesoria, a ostatecznie musiałam przygotować w niespełna dwie godziny, bo w dniu imprezy musiałam zostać dłużej w pracy, a godzinę przed nią odebrać koleżankę E. ze studiów z dworca. To był męczący dzień i szalony wieczór, ale pisk E. na widok tortu (OK, wystraszyła nam się tortu, ale to było cudowne!) był najlepszą rekompensatą za wszystko. I jej uśmiech podczas wesela, że wszystko idzie zgodnie z planem i nie pomyliła się, obsadzając role osób towarzyszących tego dnia Młodym na świeczniku. Chyba nie?

FRANKI_DABRAWKA-4461

Siódmy zawodnik

(Terminologia rodem z siatkarskiego parkietu;). Mam wrażenie, że zapomniałam o być może wielu innych osobach, które w jakiś sposób uczyniły miniony rok szczególnym. Bo czas tworzą chwile, a tych na pewno po zastanowieniu wyróżniłabym znacznie więcej. A chwile tworzą ludzie. Wszystkim im dziękuję za to, że byli ze mną podczas tych 365 dni roku 2014. Za może nieidealny rok, ale który dzięki nim miał perfekcyjne momenty. Dzięki nim te lepsze chwile przyćmiewają te gorsze, których nie chce się pamiętać.

Bądźcie wciąż, bądźcie kolejne 365 dni! Bądźcie za rok #PeopleWhoMadeMy2015Perfect!

A Wy, drodzy Czytelnicy, macie w swoim otoczeniu ludzi, których moglibyście otagować jako #PeopleWhoMadeMy2014Perfect?

 

Tu niezbędna jest informacja, iż pierwsze dwie fotki w tym wpisie pochodzą nie skądinąd, a ze stocku. Trzecią, czyli ostatnią w bieli i niebieskościach wraz z moją Panną Młodą zawdzięczamy ekipie Master-shot z Białegostoku :)
  • Piękne to podsumowanie :) Uwielbiam spotkania, które są raz, na jakiś czas, a rozmowy jakby zatrzymały się w czasie- niezmienione. Z kolei, relacje nadszarpnięte, ale odbudowane wspólnymi siłami to zupełnie inna bajka- też udało mi się takich doświadczyć i nie zamieniłabym ich na nic innego. Siła przebaczenia jest jak superglue :)

    • Ana

      Cieszę się, że mam takie doświadczenia – widzę, że masz podobne. Pozostaje życzyć jak najwięcej takich – i sobie, i Tobie, i wszystkim innym :)

      • Ewa

        Oczywiście nie pomyliłam się co do wyboru świadków. Decyzja była przemyślana i wszystko się udało. Dzięki jeszcze raz :*