Weekendowa playlista (6): Grudniowe TOP 5

Tym razem nie biorę udziału w wyzwaniu blogowym Uli, ale spodobał mi się jej pomysł z grudniową listą muzyczną. Postanowiłam podejść do niej niesztampowo – nie będzie więc tu żadnych piosenek w świątecznym klimacie, bo świąteczny nastrój zostawiam na święta. Dwumiesięczne nastrajanie się do świat odbiera im cały urok – bo jak tu czuć się bajecznie świątecznie w te kilka szczególnych, gdy święta zaczyna się już w listopadzie i na dobrą sprawę atmosferą nie różnią się od poprzednich tygodni? Zatem wybaczcie, jeśli w tym TOP 5 szukacie „Last Christmas” czy „All I want for Christmas is You”. Tego tu nie będzie. Będą za to utwory (i całe płyty), które w ten czy inny sposób są dla mnie nierozerwalnie związane z grudniem.

TOP5_b

5. Mariah Carey – „All I Want For Christmas Is You”…

…że miało nie być „All I want for Christmas is You”? No, dobra – miało nie być Mariah Carey. Ale… ona też będzie. Po prostu, chciałam Wam nie tyle dać posłuchać, co pokazać, co mi w duszy w grudniu grało w początkach tego bloga. Zebrałam wtedy kilka sportowych superprodukcji świątecznych i dziś chciałam zacząć od tej, która stała się powodem stworzenia tamtej listy. Niestety, film na Youtube jest w tej chwili prywatny :( Nie zobaczycie zatem, jaki teledysk do piosenki Carey przygotowali koszykarze Trefla Sopot. W zastępstwie pokażę Wam inspirację,  z której – moim zdaniem – niewątpliwie czerpali:

PS: W tym klimacie fajnie wyszło też marynarzom (:

4. Vökuró – „Light”

W TOP 5 grudniów z mojego życia nie mogło zabraknąć też ubiegłorocznego odkrycia. Co prawda, listopadowego, bo chyba bardziej spodobał mi się „The Tyger„, którego poznałam właśnie w listopadzie, ale to ta przesłuchana rok temu w grudniu piosenka przekonała mnie, że gatunki muzyczne, za którymi nie przepadam, mogę… nawet polubić. Na tyle, że choć mam wrażenie, że na pierwszy wywiad i pierwszy koncert (próby garażowe?) chyba już się spóźniłam, to z niecierpliwością czekam na pierwszą płytę Vökuró. Może jej nie przegapię, choć prace ruszyły z kopyta. Albo może i już finiszowały. Zatem: słuchamy i czekamy na ostateczność! Ja tym młodym zdolnym kibicuję już ponad rok. I mam wrażenie, że  niektórzy z Was też dołączą do tego klubu kibica :)

3. WaT and Morning Musume – „Ready Go!”

Ten utwór musiał się znaleźć w mojej grudniowej playliście, choć powinien się kojarzyć bardziej z listopadem. Ale mi kojarzy się wybitnie z 3 grudnia 2006 roku i nic na to nie poradzę :)

2. Drugiego miejsca w tym zestawieniu TOP 5 nie będzie. Bo będą dwa pierwsze. Obszerne :)

1. A*Teens – The ABBA Generation

Dzięki nastolatkom ze Szwecji poznałam legendę muzyki pop, też ze Szwecji, i polubiłam piosenki ABBY. Z czasem poznałam ich nieco więcej niż zawierała płyta A*Teens i chyba też dzięki temu obejrzałam film „Mamma Mia!” nie tylko od razu, gdy był dostępny w Polsce, ale i do dziś już chyba z co najmniej 5-6 razy. I chyba nigdy mi się nie znudzi. A skąd zespół A*Teens wraz z całą płytą The ABBA Generation wziął się pod jedynką w tym grudniowym TOP 5? Sama nie wiem. Mam wielkie wątpliwości, czy powinni się tu w ogóle znaleźć. Powód jest nadzwyczaj prosty: gdy tylko płyta pojawiła się w Polsce w jakimś dostępnym mojej mamie źródle, zażyczyłam ją sobie. Mam wrażenie, że pod choinkę. Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy to było. Płyty nie dostałam, choinki też nie doczekała, ale gdzieś w okolicach mikołajek ubłagałam mamę, by wyciągnęła w końcu tę schowaną kasetę, ukryłam się gdzieś w kacie kuchni z walkmanem (dopiero człowiek sobie uświadamia, jak to dawno było…) i cały wieczór słuchałam tylko tego:

Swoją drogą, nawet nie pamiętałam, że zespół A*Teens na samym początku swojej krótkiej kariery zawitał do Polski na festiwal w Sopocie. Szukając piosenek z płyty The ABBA Generation, natknęłam się na relikt tamtych czasów: te białe stroje, wieczna dyskoteka, straszna choreografia, tragiczne fryzury, ugłaskanych, kompletnie niemęskich chłopców… trochę jak nasze Just 5, które w tym samym czasie karierę kończyło. A pamiętacie, jaki wtedy był szał? ;)

ex aeqo 1. Britney Spears – …Baby One More Time

Wiele wskazuje jednak na to, że tą kasetą z białą okładką mógł być pierwszy album Britney. Choć nie mam zielonego pojęcia, czy faktycznie go miałam – prawdopodobnie tak. Kasetę szwedzkiej czwórki miałam na pewno, ale to był mniej więcej ten sam czas,. Czas, gdy byłam młoda, głupia i szafę obwieszałam plakatami A*Teens, Britney i Enrique. Naprawdę, nie umiem Wam powiedzieć, czy tu powinno się pojawić A*Teens czy właśnie Britney, bo pamięć nie ta i pamięta tylko, że ubłagałam mamę o kasetę z białą okładką. I dlatego i szwedzka czwórka, i Spears kojarzą mi się z grudniem. Cóż, bywajet ;)

A Wam – z czym muzycznie kojarzy się grudzień?

PS: Jeszcze do jutra macie szansę zgarnąć nagrodę w konkursie urodzinowym Świata zblogowAnego! Czekam na Wasze pomysły :)

  • Wierszokletka

    sama śmietanka! :)

    • Ana

      Pochwal się swoją!

  • Twoja lista mnie pozytywnie zaskoczyła :) U mnie także brak ‚świątecznych hitów’ no poza tym jednym Last Chrismas…

    • Ana

      Widziałam, słuchałam :) Ja świąteczne hity odpalę przy ubieraniu choinki, czyli prawdopodobnie w Wigilię.

      • Oj tak :) Ja myślami jestem jeszcze daleko od Wigilii ;)

  • Mariah Carey atakuje mnie zewsząd od dobrych kilku dni ; )

    • Ana

      A mnie – o dziwo i chyba na szczęście – jakoś w tym ani ona, ani Wham! – nie atakują jeszcze z całą mocą :)