Na 3. urodziny bloga – krótka historia jego funkcjonowania

Dawno, dawno temu, za lasami, na (pa)gór(k)ach moren czołowych i nad 15 (różnie mówią) jeziorami Ana zaczęła pisać pierwszego bloga. To był chyba rok 2009. A może jeszcze 2008? W każdym razie, po nim już nie ma śladu, bo pisała go w ramach społeczności trendsetterek marki Maybelline New York. Ot, wciągnęła ją koleżanka, kusząc darmowymi kosmetykami, a że kobieta – jak to kobieta: nigdy nie ma ich w nadmiarze, Ana zaczęła zaprzyjaźniać się bardziej ze społecznością niż z marką i jej kosmetykami.

Polityka i Any, i firmy nieco się jednak zmieniła. Ana studia skończyła i postanowiła ruszyć w nowym kierunku. A firma zmieniła program promocyjny i pozbyła się społeczności blogowej. Krótka to była historia, szkoda, ale…

Na co dzień Anie bardziej po drodze było ze sportem, choć gdy wróciła na prowincję i ta sytuacja powoli zaczęła ulegać zmianie. Miała coraz mniej możliwości bawić się w korespondentkę z wydarzeń sportowych, włoska liga – to było za mało, a dział sportów zimowych mocno obsadzony… Ana postanowiła spróbować czegoś swojego.

Zaczęła powstawać nowa historia.

Powstał pierwszy tekst i ruszył pierwszy własny blog Any. W grudniu 2011. Od tego momentu liczymy historię blogopisarstwa Any. Napijmy się za kolejne 3 lata – oby obfitsze w treści! Zdrówko i chlup!

IMG_8407-1300x866

Fot.: picjumbo

 

 

 

Chlupnęliśmy? Wróćmy zatem do historii.

Na początek były to teksty dotyczące sportu i okołosportowe. Jednak w myśl zasady przyświecajacej dziennikarzom, że ci dobrzy wiedzą coś o wszystkim i wszystko o czymś, Ana stwierdziła, że sam sport to dla niej za mało. Tym bardziej że czytywała już coraz więcej blogów o zupełnie innej tematyce… Cóż tu wymyślić? Wymyśliła, że może zabawi się w blogosferę stricte kobiecą? Jakieś drobne porady urodowe, jakieś może poradniki książkowe? Doszło coś o muzyce, coś o mniej lub bardziej istotnych bieżących kwestiach i… jakoś poszło.

Choć w międzyczasie dostała niemal korpopracę (na prowincji!), czasu miała coraz mniej, ale jeszcze udawało jej się go wygospodarować na śledzenie i opisywanie sportowej miłości (o dziwo, „Świdra” znają moje koleżanki kompletnie niezainteresowane sportem!). Niemniej na kilka miesięcy zamilkła na blogu, by po pięciu notkach znów zamilknąć na czas jakiś i to nie tylko przez nadmiar pracy w pracy.

Pod koniec ubiegłego roku trzeba było pożegnać się z pewnym rozdziałem w życiu. Było trudno, czasem trochę tęsknię, ale dzięki temu można było powoli pomyśleć o poświęceniu większej ilości czasu na bloga. Wyszło, jak wyszło, ale styczeń 2014 przyniósł naprawdę ciekawe pomysły. I teksty chyba też, nie?

Potem było różnie. Zmobilizowałam się w maju, tworząc chyba najlepsze jak dotychczas treści. Takie przynajmniej mam wrażenie – chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat. Nie krępujcie się – piszcie.

Wakacje minęły pracowicie, a lipiec – i fajnie, i kompletnie niefajnie. Ale to jeszcze przed Wami, bo w długie zimowe wieczory mam zamiar dokończyć rozpoczęty w… sierpniu cykl „Lato w pigułce„.

Słowem: minione trzy lata funkcjonowania „Świata zblogowAnego” nie ułożyły się tak, jakbym tego chciała. Były jednak sympatyczne momenty, a przede wszystkim: pojawili się tu wspaniali ludzie. Dzięki! Bez Was ta historia nie miałaby sensu.

Pora jednak w końcu realnie zmienić zwyczaje Any w tym Świecie. Pisać częściej. Mądrzej. Więcej. Być bliżej Was.

Ale, ale! Wy mi w tym pomożecie. Jak? Wróćcie jutro o tej samej porze. Z okazji 3. urodzin bloga mam dla Was niespodziankę. Nie tylko w postaci częstszych wpisów i kosmetyki wizualnej strony Świata zblogowAnego.

Pomożecie? :)

PS: A tymczasem możecie się też zapoznać z listą tekstów najchętniej czytanych w całej historii bloga (i w ostatnim roku).

A tu znajdziesz KONKURS urodzinowy bloga

  • Witaj ;) Na początek: wszystkiego naj z okazji urodzin, mnóstwa natchnienia i determinacji do pisania kolejnych tekstów. Dopiero zaczynam się w nie wczytywać, ale postaram się nadrobić, bo widzę, że warto ;)

    • Ana

      Witaj! (Choć już odpowiedziałam na kolejny komentarz;) Dziękuję za życzenia zwłaszcza natchnienia, bo to się niewątpliwie przyda :) I mam nadzieję, że dalsze treści nie zawiodą – zapraszam!