Marzenia do Spełnienia (5/5)

Rok 2014 nieuchronnie zbliża się ku końcowi. Naturalną staje się więc chęć zakończenia przynajmniej pewnych spraw rozpoczętych w jego trakcie. A jako że ostatnie dni roku to też jeden z najlepszych momentów na marzenia, postanowiłam połączyć obie te kwestie i jeszcze przed sylwestrem zakończyć moją listę 50 Marzeń do Spełnienia. Oto przed Wami ostatnie dziesięć celów, planów i marzeń Any – bardziej lub mniej realnych, ale które fajnie byłoby spełnić zanim odda swe ciało robakom na pożarcie.

grass-477932_1280

10. Pójść na spektakl do opery lub/i koncert do filharmonii. W kinach i teatrach już bywałam, w tych pierwszych zdecydowanie częściej, zaś w operze i filharmonii – nigdy. A uważam, że trzeba w życiu zaznać różnych wrażeń artystycznych – takich muzycznych, jak w operze czy filharmonii, na pewno nie udaje nam się doznawać na co dzień. Nie powiem, bym była fanką śpiewu operowego, który gdzieś tam w telewizji i internecie obił mi się o uszy, ale jeśli tylko będę miała okazję pójść na spektakl operowy, nie omieszkam się z niej skorzystać. Już dziś mogę Wam za to zdradzić, że marzenie o wizycie w operze ma szansę spełnić się w pierwszym kwartale 2015 r. Co prawda, nie będzie to typowa opera, a musical, ale własnie na deskach opery i filharmonii. Opery i Filharmonii Podlaskiej. Jeśli więc nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, to w końcu zobaczę „Skrzypka na dachu”. Na żywo! Marzenia się spełniają :) Ale to odhaczę dopiero w marcu.

9. Nauczyć się choć jednego tańca towarzyskiego. Przyznam szczerze, że zazdroszczę gwiazdom tego całego „Tańca z Gwiazdami”. Mają okazję liznąć najróżniejszych stylów tanecznych, nauczyć się (dobrze lub… niekoniecznie) tych wszystkich walców, tanga, foxtrota, quickstepa, pasodoble, jive’a, rumby, salsy i wielu innych. Byłabym w niebie, gdybym nauczyła się choć jednego. Bo, co prawda, w trakcie firmowo-branżowej imprezy współorganizowanej przez mojego pracodawcę miałam okazję „potańczyć” ze Stefano Terrazzino i Pauliną Biernat (i z co najmniej 10-15 innymi osobami na scenie), to ci instruktorzy nauczyli nas wówczas jedynie robić słoneczka i… doić krowy w rytmie tche tcherere tche tche ;) Fajnie, ale mnie się marzy jakiś standard albo latino.

8. Spędzić sylwestra w górach. Nie w hotelu, nie na balu – w jakiejś góralskiej chacie, z herbatką z prądem, z kuligiem i pochodniami, ogniskiem, góralską muzyką, a nawet zbójami. Hej!

7. Nauczyć się jeździć konno. Rowerem umiem, prawo jazdy mam, motory mnie nie kręcą. Z dzieciństwa pamiętam jeszcze, jak biegło się za tatą, który szedł wieczorem na łąkę po naszą starą, poczciwą kobyłkę, prosząc, by pozwolił wracać z tej łąki na niej, na oklep. Teraz i po niej, i po tamtych krótkich, wieczornych, ledwo kilkunasto- czy kilkusetmetrowych, ale przyjemnych podróżach pozostało wspomnienie. Które sprawia, że chciałbym nauczyć się jazdy w siodle. Mam nadzieję, że kiedyś się uda.

6. Spotkać się ze sportowymi idolami. Ale nie tak: „daj autograf – zróbmy sobie fotkę – do widzenia – a ja z tego zrobię sobie ołtarzyk”. Nie – nigdy nie byłam fanką pokroju hot13 (czy ja już kiedyś tłumaczyłam Wam, co oznacza taka „gorąca trzynastka”? Ewentualnie: „piszczałka”?). OK, nie powiem, że jestem odporna na męską urodę, bo wielu sportowców mogłoby nią nieco grzeszyć (acz, o dziwo, wyjątkowo często dziwię się powszechnym zachwytom urodą tego czy owego), ale zdecydowanie bardziej kręcą mnie sportowe charaktery i wyniki. Kibicowanie. Szczere ściskanie kciuków i radość z wyników idoli niemal jak z własnych sukcesów. W każdym razie, wracając do tematu, jeszcze jakiś czas temu byłaby to chęć spotkania stricte zawodowego, czyli najzwyklejsza w świecie chęć przeprowadzenia z nimi wywiadu. Ale nie rozmowy gdzieś w biegu, po meczu czy zawodach, a spokojnie, przy kawie, w sympatycznej atmosferze. Niestety, nie działam nigdzie zawodowo, dziennikarsko, daleko jestem od  tzw. środowiska, co zdecydowanie utrudnia realizację takich marzeń, ale… chęć nie przeszła i plan się nie zmienił. Z miłą chęcią siadłabym do wywiadu ćwierćrzeki (bo na wywiad półrzekę porwać się nie mam odwagi. A co dopiero na wywiad rzekę:) i niekoniecznie rozmawiała tylko o sporcie. I efekty takiej rozmowy chętnie opublikowałabym tu, na blogu.

5. Pójść na spacer Wielkim Murem Chińskim i…

4. …wejść do piramidy. Pomijając, że lubię historię starożytną, to już samo to, że te budowle przetrwały tyle wieków, sprawia, że należą do najbardziej niesamowitych reliktów tamtych czasów. Chyba nie muszę już więcej tłumaczyć, dlaczego chciałabym je z bliska zobaczyć, dotknąć, przejść po, wejść do środka?

3. Spełnić czyjeś marzenie. Albo lepiej: marzenia. Liczba mnoga zamiast pojedynczej – to zawsze jest lepsze. Bo cudowną rzeczą jest spełniać własne, ależ o ile więcej radości daje spełnienie czyjegoś marzenia czy też tylko pomoc w jego osiągnięciu. Nie wiem, jak to jest z Wami, ale przynajmniej do tej pory zdecydowanie większą radość sprawiało mi dawanie innym niż branie sobie. Bo lepiej jest cieszyć się z kimś niż samemu, prawda? Skądś się wzięła instytucja małżeństwa chociażby ;)

2. Zainspirować kogoś. Do zmian w życiu. Do poprawy swojego życia. Do zrobienia czegoś ważnego, czegoś tylko dla siebie lub dla innych. Do zmiany toku myślenia w jakiejś istotnej kwestii. Do napisania czegoś. Do stworzenia jakiejś rzeczy. Do czegoś dobrego. Wartościowego.

1. Kupić mieszkanie lub wybudować dom. Sama lub z pomocą prezentu pod choinkę spod jedynki. Szczerze przyznam, że jakby nie potoczyło się moje życie, chciałabym sprawić sobie prezent na 30. urodziny w postaci własnych czterech kątów. Chciałabym, by był to ostatni element układanki pod nazwą „moje miejsce na ziemi” (o którym już pisałam tu, pod ósemką). Albo pierwszy, ale fundamentalny. Mały, ciasny, byle własny. Bym mogła poczuć się u siebie, bo w wynajętym mieszkaniu to nigdy nie będzie to, a u rodziców – to już nie to. Chyba w końcu dorastam. Mimo tego rozrywkowego, jeszcze kompletnie niedojrzałego ducha, który siedzi we mnie :)

I na tym kończę swoje Marzenia do Spełnienia. Za jakiś czas na pewno zrobię podsumowanie: co udało mi się już osiągnąć, co jeszcze chciałabym dostać od życia, po co chciałabym sięgnąć sama. Tymczasem chętnie dowiem się, czy macie podobne marzenia. Plany i cele na życie lub „tylko” postanowienia noworoczne. A może zupełnie inne? Porozmawiajmy o tym. Pole do popisu macie w komentarzach.

  • Wierszokletka

    Punkt trzeci będziesz miała okazję niedługo dodać do listy „zrealizowane” :)

    • Ana

      Czyżby chodziło o luty? :)

      • Wierszokletka

        owszem :)

  • Podzielam ostatnie trzy! :)) Zainspirowałaś mnie tą listą. Chyba stworzę własną. To piękne, że ludzie tacy jak Ty, potrafią zmotywować.

    • Ana

      Taka lista to coś naprawdę fajnego – ileż radości sprawia osiągniecie celu, a ileż dodatkowej wykreślenie go jako osiągniętego. Nawet jeśli chodzi o najmniejszą pierdołę :)
      I cieszę się, że lista służy nie tylko mnie, ale też podsuwa pomysły innym :)

  • Ja mam w planach naukę salsy, odłożyłam do stycznia, mam nadzieję, że się zmotywuję. Z ostatnich postanowień noworocznych zrealizowałam zaledwie dwa, w tym jednym był blog ;) Reszta przeszła na ten rok – np. zrobienie sobie tatuażu, niby taka bzdura, ale jakoś się w sobie nie zebrałam ;)

    • Ana

      Niby bzdura, ale tatuaż to mimo wszystko decyzja na całe życie, bo to jednak jakaś – nawet może nieznacna, ale zawsze – ingerencja we własny organizm. Potem albo musisz z nim żyć, albo poddawać się zabiegom jego usunięcia – więc to tak czy siak musi być przemyślana decyzja. I jakiś ładunek odwagi, bo sama odważyłabym się chyba co najwyżej na hennę ;)

      • Ja wstępnie jestem umówiona na maj – może jak pójdę w towarzystwie, to będzie mi łatwiej ;) Chyba, że wcześniej spróbuję z henną – a nuż uznam, że nie bardzo ;)

        • Ana

          Piękny miesiąc wybrałaś – na pewno wszystko wyjdzie super :)

          • Wtedy urodziny ma mój brat, a że też chce tatuaż, to może uda nam się razem ;)

          • Ana

            W towarzystwie zawsze raźniej i łatwiej o odwagę. Trzymać kciuki, żebyś nie uciekła przed igłą? :)
            PS: Znam więcej urodzonych w maju ;)

  • I tego również Ci życzę. Oby jak najwięcej spełniło się już w nadchodzącym roku. O własnych czterech kątach również marzę jak szalona, chyba o niczym innym zresztą nie marzę. Mieszkanie z balkonem i pokój dla córki, to już nawet nie musi być dom z ogródkiem… byle by mieć juz miejsce na ziemi :)

    • Ana

      Będę mocno pracować, by spełnić jak najwięcej z nich, ale zostawię też nieco na dalsze lata mojego życia – mam zamiar dożyć przynajmniej wieku emerytalnego ;) A za Twoje miejsce na ziemi też trzymam kciuki! Niechaj się to marzenie spełni jak najszybciej!