Idą święta, porozmawiajmy o… prezentach

[ZWYCIĘSKI TEMAT KONKURSOWY nr 1]

Że znów o prezentach? No cóż, nie da się inaczej: taki świąteczno-prezentowy pomysł rzuciła bowiem zwyciężczyni konkursu urodzinowego. Nie wypada realizować go po Bożym Narodzeniu czy przed Wielkanocą i nie wypada nie zacząć nagradzać uczestników konkursu wpisami inaczej niż od zwyciężczyni. Przystępując więc do realizacji części – może nawet ważniejszej – nagrody konkursowej, czyli pomysłów uczestników, nie mogę zacząć inaczej niż od tego tematu. Zwycięskiego, świątecznego i prezentowego.

Dobra, zaczynajmy!

gift-67357_1280

 

10 materialnych prezentów pod choinkę,
na widok których Ana podskoczy w górę
i na chwilę zawiśnie z entuzjazmu w powietrzu :-)

Przyznam szczerze, że nasza zwyciężczyni tą propozycją właściwie zabiła mi ćwieka. Staram się cieszyć życiem, małymi rzeczami, najbardziej tymi niematerialnymi. Jak zatem zbiorę 10 materialnych prezentów i to takich, które sprawią, że podskoczę w górę i zawisnę z entuzjazmu w powietrzu. Jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że wiele – o ile nie niemal każde – z tych małych, średnich i tych całkiem dużych pragnień, marzeń, celów – jakkolwiek na nie nie patrzeć – ma materialną odsłonę.

Zobaczcie zatem, jakich 10 prezentów znalezionych pod choinką wprawiłoby Anę w euforyczny stan rozentuzjazmowania :)

10. TABLET. Może nie skakałabym w górę entuzjastycznie, ale ucieszyłabym się na pewno. Smartfon pomaga mi przeglądać inne blogi i sprawdzać, co dzieje się na moim oraz jego społecznościówkach, ale już mi nie wystarcza. Potrzebuję czegoś pomiędzy nim a Miśkiem (moim laptopem. A co, Wy nie nadajecie imion rzeczom?:), który już coraz bardziej odmawia posłuszeństwa. Tablet z dołączoną klawiaturą odciążyłby go przynajmniej w kwestii przeglądania stron internetowych i blogów.

9. NOWY LAPTOP. Choć zżyłam się z moim Miśkiem, to powoli czas mu wybierać się na emeryturę. Staruszek robi mi co raz jakieś psikusy albo zwalnia tempo do żółwiego. I weź tu człowieku pracuj! Dlatego, wybacz Misiaczku, ale podskoczyłabym z radości, gdybym dostała nowy sprzęt do pracy. Ale spokojnie, ty na złom nie pójdziesz ;) I wychodzi na to, że to bardziej prezent dla bloga niż dla mnie – tak jakby prezent pierwszej blogowej potrzeby :)

8. LUSTRZANKA CYFROWA. Od lat marzy mi się, by w moje rączki wpadła dobra lustrzanka cyfrowa z zestawem obiektywów, które pozwolą mi robić dobrej jakości zdjęcia i na bloga, i na imprezach w gronie rodziny i znajomych, i na imprezach firmowych, i w hali na meczach, i spod skoczni, i wszędzie, gdzie tylko mi się zamarzy. A o tym marzeniu pisałam Wam w drugim z odcinków moich Marzeń do  Spełnienia, więc tamtych argumentów powtarzać nie będę, bo się nie zmieniły – jeśli jesteście ich ciekawi, zajrzycie. W każdym razie, taka lustrzanka w pierwszej kolejności pozwoli mi uzyskać lepszą jakość zdjęć (mój kompakt jest pod tym względem kiepściuki, więc chętnie przyjęłabym w prezencie lepszy model) i po prostu, tak zwyczajnie amatorsko bawić się nimi w szerszym aspekcie niż przy pomocy pierwszego lepszego kompaktu. Z rzeczowych prezentów dotychczas wymienionych, to jest chyba prezent, z którego cieszyłabym się najbardziej.

7. VOUCHER NA LOT W AEROTUNELU. Bezpieczniejsze to (chyba) niż skok ze spadochronem z tej listy, na pewno szybciej bym się na to zdecydowała. Gdy tylko gdzieś w telewizji zobaczyłam, jak to działa, pomyślałam, że fajnie byłoby spróbować. Nie tyle zamiast skoku ze spadochronem, na który z pewnością jeszcze długo, długo, dłuuuugo nie będę mieć odwagi (skąd się w ogóle w człowieku biorą takie marzenia, których się boi?!), ale przed. Taki przedsmak. Możliwość przełamania choć części strachu. Więc nie wiem, czy podskoczyłabym z entuzjazmem, ale entuzjazm taki voucher na pewno by we mnie obudził.

6. ZAPROSZENIE NA KOLACJĘ W ATELIER AMARO. Z listy Marzeń do Spełnienia numer 4. Z czystej sympatii do polskiej edycji programu „Hell’s Kitchen” i jego prowadzącego oraz jedynej takiej w Polsce restauracji z gwiazdką Michelin. Gdybym sama miała wydać swoje pieniążki na wizytę w takiej restauracji,  w której ceny są co najmniej odwrotnie proporcjonalne do porcji dań, raczej nie pozwoliłabym sobie na tę niewątpliwą przyjemność zmysłów. Ale gdybym takie zaproszenie znalazła pod choinką, nie wahałabym się ani chwili, by z niego skorzystać i w try miga znalazłabym się w Warszawie :)

5. BILET, NAZWIJMY TO: OPEN, NA ZAWODY PUCHARU ŚWIATA W SKOKACH NARCIARSKICH W ZAKOPANEM. I wcale nie chodzi mi o open bar, bo tam to mogłabym się spotkać co najwyżej z Piotrem Żyłą ;) Chciałabym dostać taką wejściówkę na tę imprezę, by móc obserwować zawody z najlepszego możliwego miejsca na trybunach. Wejść wszędzie, gdzie dusza zapragnie. Móc zwiedzić skocznię, przełamać lęk wysokości i siąść na belce, na której siadają skoczkowie (rzecz jasna, nie w trakcie zawodów!:). Wejść tam, gdzie wchodzą zawodnicy i zobaczyć, jak wyglądają zawody z ich perspektywy. Móc spotkać się z moimi ulubieńcami, nie tylko tymi aktywnie uczestniczącymi w zawodach, ale i emerytami sportowymi, jeśli tacy się tam znajdą, nie przedzierając się przez tłum małoletnich fanek. Móc wymienić z nimi choć kilka słów, zrobić wspólne zdjęcie (tu istotna uwaga: rzadko robię sobie fotki z gwiazdami, bo to mnie nie kręci. Nie mam parcia na zbieranie autografów i bieganie z aparatem, żeby tylko mieć kolejną fotkę. Ale jakiś czas temu doszłam do wniosku, że to jednak fajna pamiątka) – i niekoniecznie w trakcie zawodów czy tuż po nich. Acz nie wszyscy pozostają tak mili i sympatyczni poza areną sportową, a nawet na niej, o czym miałam już okazję przekonać się w halach siatkarskich – a skoro ma to być prezent, który sprawi, że zawisnę w powietrzu z entuzjazmu, to może lepiej unikać rozczarowań :)

4. ZAPROSZENIE NA DŁUGI WEEKEND SYLWESTROWY DO PRAGI. W tym samym drugim odcinku Marzeń do Spełnienia, w którym marzyłam o lustrzance, pisałam też o chęci spędzenia chociażby długiego weekendu w Pradze. Zwiedzenia tych wszystkich klimatycznych miejsc. A skoro wciąż nie mam planów na sylwestra, to skakałabym pod niebiosa, gdybym pod choinką znalazła właśnie takie zaproszenie: na sylwestra i cały weekend po nim w Pradze. Marzenie!

3. ZAPROSZENIE NA SPOTKANIE Z SEBASTIANEM ŚWIDERSKIM. W jak najwęższym gronie – nie na jakimś tłumnym spotkaniu z kibicami. Czy gorzej: fankami :) No co? Cieszyłam się jak dziecko, gdy w pracy dostałam album Przeglądu Sportowego o polskiej siatkówce, a Was dziwi ten punkt? Na pewno nie czytaliście zatem TEGO TEKSTU, właściwie – drugiej jego części. Jak w każdym sporcie, każdy kibic ma swoich ulubieńców. Ja mam ich głównie w siatkówce i skokach narciarskich. W przypadku tej pierwszej dyscypliny ani wcześniej, ani później – przynajmniej do tej pory – nikt tak swoją postawą boiskową i pozaboiskową nie skradł mojego kibicowskiego serca, jak Seba. Nawet nie wiecie, jak się cieszyłam, gdy wrócił z Włoch do Polski, i jak z niecierpliwością czekałam, kiedy przyjedzie ze swoją drużyną do Olsztyna, z którego robiłam swego czasu korespondencję meczową. Już układałam sobie w głowie treści pytań, mecz już za tydzień, ależ się cieszę!, zrobię choć króciutką rozmówkę, gdy wtem: bum! Kontuzja! Nie przyjedzie! Nawet nie wiecie, jaka byłam niepocieszona! Dla mnie też tamten sezon już mógł się skończyć. Więc takie spotkanie z idolem – to byłby dla mnie cudowny prezent :)

2. WŁASNE M. Najlepiej M3, bo na tym etapie mojego życia nie potrzebuję do szczęścia więcej niż małe, ciasne, ale przytulne dwa pokoiki z kuchnią i łazienką. Drogi byłby to prezent i raczej niewielu szczęśliwców takie prezenty dostaje pod choinkę, ale skoro popuszczam tu wodze fantazji, jaki prezent wprawiłby mnie w stan podskoków z radości… no, to taki prezent bym chciała. Trudno byłoby go zmieścić pod choinką, ale jakiś akt własności czy coś w ten deseń… Chciałabym, chciała i pod niebiosa bym z radości skakała ;)

1. PAN IDEALNY. Nie spodziewaliście się takiego „prezentu”, prawda? Lubię zaskakiwać :) I, bynajmniej, nie to, że go tu uprzedmiotawiam (dobrze zapisałam to słowo?)! Po prostu: człowiek jest istotną z krwi i kości, materialną. Więc i prezent byłby materialny :). A że „idealny”, skoro ideałów nie ma? Przepraszam bardzo, ale jesteśmy w sferze marzeń i prezentów idealnych, więc niedoróbek nie biorę pod uwagę ;) Choć żadnego księcia na białym rumaku nie oczekuję – zwykły, nieco przystojniejszy od diabła, byle nie z metra cięty i z olejem w głowie. Gdzie tacy są, jeśli nie w fabryce św. Mikołaja? ;)

A tak już schodząc nieco na ziemię, ależ to… ckliwe i poniekąd beznadziejne, nie? Pan Idealny pod choinką… dramat. Nie, no, spokojnie, daleko mi do dziewczyn, nawet moich koleżanek, które desperacko szukają wszędzie, gdzie się da, każdą metodą, jaką się da, i niemal bezustannie. O, i jeszcze testują co najmniej 3 kandydatów na męża (no, bo już po 25. roku życia to inaczej się nie patrzy na faceta, tylko jak na potencjalnego kandydata na męża!) na miesiąc (oby tylko!). Albo trzymają się aktualnego chłopaka, którego jeszcze parę miesięcy temu pognałby miotłą, bo uważają, że są już za stare na zmiany i na pewno już nikt ich nie zechce. Albo z tych samych pobudek przyjmują oświadczyny chłopaka, którego rano chciały rzucić. Daleko mi do tego. Bo potrafię sama sobie zorganizować czas, nie potrzebuję do tego kogoś obok i nie wstukuję namiętnie w wyszukiwarkę: „Ratunku! Mam wolny wieczór, nie mam chłopaka, co robić?!”. Ale nie ukrywam, że mam romantyczną duszę, marzy mi się to, co w młodzieńczych latach skrobało się w ławkach szkolnych jako WNM i najnormalniej w  świecie chciałabym mieć obok kogoś bliskiego. Naturalna potrzeba każdego zdrowego człowieka: kochać i być kochaną. I choć nie przeszkadza mi, że aktualnie jestem sama, to nie jestem stworzona do życia w pojedynkę na stałe, przez całe życie. Do tego znalazłam się na takim etapie swojego życia, gdy obok niemal wszyscy sparowani (choć niektórzy tak beznadziejnie, jak wyżej, bo „nie wypada” albo „już czas”) albo zaręczeni planują ślub, albo już szczęśliwi w małżeństwie (szczerze przyznam, że mimo najróżniejszych pobudek zamążpójścia czy ożenku, w bliskim otoczeniu chyba nie znam pary faktycznie nieszczęśliwej), że fajnie byłoby się w jakimś stopniu ustatkować. Tak, napisałam to niespotykane i kompletnie niezrozumiałe w blogosferze zdanie. Tak, jestem pod tym względem najnormalniejsza na świecie (chyba. Ale to już nie mnie oceniać:). Tak, napisałam to, będąc jeszcze przed trzydziestką! Bo, nie będę ukrywać, nie jestem z tych, co stan singielski wychwalają pod niebiosa i tworzą w serwisach i na blogach treści typu: „dlaczego warto być singielką”, „21 plusów bycia singielką”, „50 zalet życia solo”, „75 wad życia w związku” czy „100 powodów, by nie wychodzić za mąż”. W co najmniej połowie argumenty tychże singli opierają się na zachwytach nad pustymi relacjami bez zobowiązań i takimż seksie z przypadkowymi partnerami oraz opowiadające o jakże wielkich możliwościach rozwoju, decydowania o własnym wolnym czasie i poznawaniu nowych ludzi. Smutne. I kompletnie dla mnie niezrozumiałe. Szczerze współczuję takim ludziom, bo muszą być strasznie nieszczęśliwi, skoro muszą szukać iluś tam powodów, że są szczęśliwi bez tej przysłowiowej drugiej połówki.

Rozpisałam się, a to temat na zupełnie inną pogadankę :) Cóż, w najbliższe święta będę mogła tylko zanucić „All I want for Christmas is Youuuuu…”, cieszyć się pewnie mniejszymi materialnymi prezentami, ale przecież nic straconego – prezentowych okazji w nowym roku będzie w bród :) Czego sobie i wam już dziś życzę!

slide-142948_1280

A jakie materialne prezenty, na widok których podskoczylibyście z radości aż pod sufit (albo i wyżej), Wy sobie wymarzyliście?

 

Wpis powstał w wyniku KONKURSU URODZINOWEGO bloga Świat zblogowAny i jest realizacją jednego z 3 tematów zaproponowanych przez zwyciężczynię konkursu JOANNĘ. Wyniki konkursu i pozostałe nagrodzone tematy znajdziecie w TYM WPISIE.
  • Wierszokletka

    Ana, mój Ty blogowy Zwierzu! Kolejny świetny post. I wiesz co, niedługo dostaniesz te wszystkie prezenty i jeszcze więcej, bo zasługujesz na wszystko, co najlepsze! O. Po prostu. From Wierszokletka with love :)

    • Ana

      :*
      Rozumiem, że kupisz mi bilet do Zakopca i jedziesz ze mną? ;)

      • Wierszokletka

        Z Tobą? Zawsze i wszędzie! Nawet Pragę podbijemy, mówię Ci! :)

  • Mateusz

    To nie pozostaje nic innego jak wyczekiwać, tych prezentów pod choinką, szczególnie tego z jedynką :)

    Ponadto życzę Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku i spełnienia marzeń nie tylko tych z tego wpisu:)

    • Ana

      Dziękuję za życzenia (przegapiłam, przepraszam!). A prezentów wyczekuję nie tylko pod choinką ;)