(Po)Weekendowa playlista (5): TOP 5 w czasach kreatywnych

Tym razem bardzo i dosłownie poWeekendowa, bo publikowana po weekendzie, podczas którego z kumpelami trafiłyśmy do knajpy z Weekendem (a już się wracałyśmy spod drzwi!;). Niemniej dziś nie będzie żadnego disko w polu (chociaż… kto wie?) jak na ostatki (w sumie… zbliżają się kolejne…), ponieważ dzisiejsza playlista powstała na potrzeby listopadowego wyzwania blogowego. A zatem:

Zadanie 2., wtorek: Ulubiona lista muzyczna do pracy kreatywnej

Tradycją tego bloga jest zestawienie TOP 5 piosenek, czyli pięciu zebranych przeze mnie według jakiegoś klucza: a to ulubieńcy miesiąca, a to utwory – zastrzyki energii, a to playlista na lato. Gdyby nie wyzwanie Uli, dzisiejsze TOP 5 pewnie nigdy by nie powstało. Bo na pomysł takiej listy chyba bym w życiu nie wpadła. Muzyki przy pracy słucham częściej lub rzadziej, częściej w pracy niż w domu (a w pracy mamy zakaz). Dlaczego? Bo utwory, których lubię słuchać, są albo polskie, albo dość żywe i zamiast pracować, zaczynam śpiewać, tańczyć lub uprawiać inne dziwne formy ruchu w rytm muzyki. Dlatego ulubiona lista muzyczna do pracy kreatywnej to wyzwanie. Bo gdybym wzięła listę z pracy, to… załamalibyście się. Mamy tam bowiem np. taki działowy hicior:

No co? Kreatywna praca w marketingu czasem wymaga porządnego odstresowania ogłupiaczem ;)

Wracajmy do meritum. Moja lista nie będzie może listą stricte do pracy kreatywnej – w moim przypadku każda praca taką być powinna (a przynajmniej: chciałabym, by tak było), w związku z tym przedstawię Wam po prostu TOP 5 piosenek, przy których najlepiej mi się pracuje.

TOP5_b

5. Bon Jovi – Have a Nice Day

W zestawieniu TOP 5 ten utwór pojawia się nie po raz pierwszy. Ale co ja zrobię, że ja lubię Bon Joviego do tego stopnia, że już nawet w pracy nim, przepraszam za wyrażenie, rzygają, bo za rzadko zmieniam płytę (jestem nadwornym DJ-em w damskiej części działu. Damskiej, bo wyszło tak, że w naszych dwóch pokojach w jednym siedzą same panie, w drugim bardzo długo byli sami panowie, którzy od niedawna mają rodzynkę:)? I zawsze, gdy siadam do pracy (nie zawsze w pracy, bo w pracy mamy specyficzne uwarunkowania do możliwości włączenia muzyki), zaczynam od tej właśnie piosenki. Zwłaszcza rano. Dziś wieczorem też. Bo by kreatywnie i skutecznie popracować, trzeba mieć po prostu nice day :)

4. Justin Timberlake – Mirrors

Podczas pracy lubię też słuchać Justina Timberlake’a. Podoba mi się rytm jego piosenek, który układa mój rytm pracy. Gorzej, jeśli zapomnę o rytmie i zacznę śpiewać z Justinem, ale zwykle zapętlam sobie utwór i wsłuchuję się – chociażby w tej piosence – w wybijany pod tekstem jednostajny takt. Spróbujcie.

3. Bruno Mars – When I was your man

Klawisze (które działają jak rytm z „Mirrors”) i głos Bruno Marsa – i już nie słucham słów. A pracuje się o niebo przyjemniej.

2. Passenger – Let Her Go

Pracując, nie mogę słuchać swoich energetyków, bo nic nie zrobię. Energetyk w razie potrzeby włączam w przerwie lub przed pracą (i o ile miejsca 4.-2. zależą od nastroju i pracy do wykonania, o tyle naładowanie się energia do pracy w 90% przypadków oznacza u mnie Bon Joviego, w 90% z tych 90% przypadków – „Have a Nice Day”). „Let Her Go” jest tak przyjemne do słuchania w trakcie pracy, że ja nie pracuję – ja płynę przez kolejne etapy zadania do wykonania.

1. Bon Jovi Unplugged (koncert)

Moja miłość do Bon Joviego chyba nie da się ukryć? ;) Ani w pracy, ani tu. Tak jak (zbyt późno) pokochałam twórczość Jona, tak ubóstwiam ten koncert. Przy nim pracować mogę bez końca. Zapominam nawet o jedzeniu :)

 

Nietypowa lista, prawda? Ale i ja jestem nietypowym pracownikiem, zwłaszcza kreatywnym. Chętnie za to posłucham Waszych list do pracy kreatywnej. Macie takie własne top 5? Może znajdę w nich coś dla siebie?