Praca kreatywna? To cały mój Świat!

Zakładając bloga, nie planowałam wykorzystywać go do zabawy, którą niewątpliwie jest dla mnie kreatywne wyzwanie blogowe Uli. Chciałam raczej dać ujście mojej największej pasji: pisaniu. Jak chcę i o czym chcę. Kreowaniu swojego małego, przytulnego wirtualnego światka. Te zadania niekoniecznie wpisują się w moją wizję bloga, bo gdy przeczytałam:

Zadanie 3., środa: Mój ostatni produkt/praca kreatywna (zdjęcie),

to od niedzieli myślałam: Kurczę! Przecież ja pracuję, przerzucam papiery, piszę notki na stronę www firmy, tworzę i drukuję materiały dla dziennikarzy, sprawdzam przepisy kulinarne, pakuję targi, rozdysponowuję upominki świąteczne… nie robię tego, co bym chciała (choć część tych prac sprawia mi przyjemność. Ale większość to raczej obowiązek, choć nie mus), a co mi zlecają, a jeśli już coś przemycę swojego, to i tak góra wie lepiej, jak to zrobić (choć się na tym nie zna). Po pracy nie mam zbyt wiele czasu, bo czasem, ale częściej niż rzadziej zostaję po godzinach. W czterech ścianach nie lubię przebywać częściej niż to konieczne, więc lubię wychodzić do ludzi i z ludźmi. I robię to zawsze, gdy mam ku temu okazję (ot, choćby rozwiezienie zamówienia z Oriflame’u raz na 3 tygodnie). Tu za to wyżywam się w tym, co lubię najbardziej, a lubię – ba! – kocham pisać. Ale  z powodów wyżej wymienionych oraz konieczności wykonywania zwykłych, domowych prac brakuje mi na to czasu. Więc co ja sfotografuję? Gdzie tu kreatywny produkt czy praca? 

I wiecie co? Oświeciło mnie. Przecież moją ostatnią i stałą kreatywną pracą jest… moja praca. Mam dużo zajęć, do których wykonania muszę podejść kreatywnie. Aktualnie z fotografem pracuję nad albumami z ważnych wydarzeń w firmie oraz kronikami: niestety, zaległą i bieżącą. Nawet przy takich, zdawałoby się, pierdołach, potrafię zrobić coś z niczego. Choćby dziś: koleżanka, którą zwiemy działową baristką, na szybko nakreśliła na kartce naszej praktykantce, dla której nie miałyśmy akurat zajęcia (takie prace mamy w dziale, że czasem potrzeba nam rąk do pracy, czasem byśmy chcieli coś dać praktykantce, ale zanim wytłumaczymy, to sami zrobimy. Albo po prostu nie możemy jej pewnych rzeczy oddać, by nam pomogła je zrobić), jak mogłaby nam zrobić kawę. Bo wszyscy zarobieni, a byśmy się napili kolejnej. Dziewczyna miała problem z rozszyfrowaniem listy, więc ja stwierdziłam, że przyda nam się taka czytelna lista na stałe. Bo gdy nasza działowa baristka, która zna kawy całego działu na pamięć w sekwencji: kawa – cukier – mleko – ilość wody na pamięć, idzie na urlop, mamy problem i mieszamy zamówienia. Pierwszą kawę robimy zwykle dla wszystkim, potem w miarę potrzeb, ale kulturalnie: każdy pyta, czy ktoś jeszcze nie chce. A jak chce, to… zaczyna się. Ten pije taką, a ten taką, a ten… Ależ problem, nie?  ;) Niemniej stwierdziliśmy, że przyda nam się ściągawka i tak powstał… MARKETINGOWY KAWOPÓJ! Czyż to nie brzmi kreatywnie? ;)

Marketingowy kawopój :)

Wiecie już zatem, że moja codzienna robota to praca kreatywna, przynajmniej z założenia. Ale mam jeszcze jeden, bardzo kreatywny produkt. Ostatni i pierwszy, i bieżący. To mój blog. To cały mój Świat zblogowAny. Mu już fotki robić nie będę. Wystarczy, że w pasku wpiszecie adres: zblogowany.pl – i voilà! ;)

PS: Wybaczcie mi kolejny krótki, mało treściwy wpis. Ale miało być tylko zdjęcie! ;)

  • Oj dużo się u Ciebie w pracy dzieje i pewnie cały czas musisz być na wysokich obrotach.
    Zrobienie dobrej kawy też ważna sprawa, tylko potem praktykanci narzekają, że ich tylko do parzenia kawy używano.

    • Ana

      Taka branża, że inaczej wręcz nie wypada pić kawy ;)

  • Zawsze wiedziałam, że kawa łączy ludzi i pobudza kreatywność! Widzę, że u Was prawie wszyscy piją z mlekiem ;)

    • Ana

      Taka branża, że inaczej niż z mlekiem wręcz nie wypada pić kawy ;)

  • sol4me .

    Kawopój jest nadzwyczaj pomysłowy :D