Historia popularności, czyli podwójne TOP 5 tekstów z bloga

Choć nie będzie to żadna okrągła rocznica, kolejne urodziny Świata zblogowAnego mają być inne od dotychczasowych. Stwierdzając, iż czas najwyższy wziąć się za porządki i takie ogarnięcie tego miejsca, bym w końcu była z niego w pełni zadowolona, w przeddzień tychże urodzin postanowiłam przejrzeć historię bloga i wyciągnąć wnioski z najczęściej czytanych przez Was tekstów. Wnioski zostawię sobie, teksty odświeżę Wam. 

TOP5_b

TOP 5 tekstów najchętniej czytanych w ostatnim roku (XI 2013 – XI 2014)

5. Marzenia do Spełnienia (1/5)

Wygląda na to, że nie tylko ja lubię marzyć. Post rozpoczynający dzielenie się z Wami moimi marzeniami i celami do zrealizowania w bliższej i dalszej przyszłości czytaliście najchętniej ze wszystkich odcinków cyklu. Może to dzięki Waszym życzliwym spojrzeniom na tę listę udało mi się spełnić dwa punkty z tej listy (nr 5 i 9)? A ostatni gadżetowy po części (bo zmiana telefonu na smartfon wraz z nową umową z moim operatorem trochę pomaga mi w kontakcie z Wami)? Może też Wasza przychylność pomoże mi w końcu, może już w styczniu, osiągnąć i cel oznaczony na tej liście numerem 10? :)

4. Jak zakochać się szczęśliwie?

Zapewne trafialiście do tego tekstu, szukając zupełnie innych treści niż te zawarte w tym wpisie – epopei. Bo to żaden poradnik a’la topowego blogera lajfstylowego o relacjach damsko-męskich. U mnie znajdziecie tylko takie nudne jak flaki z olejem pitu – pitu o siatkarzach i skoczkach powstałe na złotomedalowych emocjach z Soczi. Chociaż… chyba jednak ma coś piernik do wiatraka, prawda? ;)

ex aequo: List gończy: autoportret zblogowAnej. Exclusive

Oj, lubicie Wy czytać o innych, lubicie! Cieszę się, że chętnie sięgaliście do tego tekstu, bo mogliście poznać mnie z troszkę innej strony. Zobaczyć, jak sama siebie widzę, bo nikt obcy, a sama ze sobą zrobiłam coś na kształt wywiadu. I wnioskuję, że… chyba się Wam podobało. Dlatego trochę żałuję, że nie wyróżniłam tego tekstu gdzieś w widocznym miejscu bloga, by nowi Czytelnicy łatwiej mogli do niego dotrzeć. Tym bardziej, że sama lubię zajrzeć do wszelkiej maści zakładek „O mnie” na innych blogach. Ale nic straconego!

3. Wanted: Wierszokletka

Niemniej czuję się nieco zazdrosna, bo częściej czytaliście o Wierszokletce niż o mnie! Ale to chyba dobrze, bo to świadczy nie najgorzej o mojej umiejętności wyciągania informacji z innych ;) Chcecie więcej?

2. (Po)Weekendowa playlista (3): TOP 5 na ostatki. Disco polo jakiego nie znacie

Wyszło szydło z worka! Takie to disco polo niefajne, śmieszne, żałosne, nikt tego nie słucha, Weekend jest be… a prawie najczęściej lądowaliście w tekście z discopolową playlistą na ostatki. Macie coś do dodania, hę? ;)

1. Smutna prawda o tym, czy mężczyźni naprawdę wolą blondynki

Blogosfera lifestylowa i zapewne desperacja robi swoje. Najczęściej zaglądaliście do tekstu recenzującego książkę Czy mężczyźni naprawdę wolą blondynki? Jeny Pincott. Co ciekawe, to jedyny tekst bez komentarzy (choć to akurat nie dziwota) i jedyny w tym TOP 5 tekstów, którego nie napisałam w ciągu minionego roku. Ba! To jest tekst z początków istnienia Świata zblogowAnego, a okazał się najpoczytniejszy w ostatnim roku jego funkcjonowania. „Ostatnim” w sensie „minionym”, oczywiście, bo zamykać go na razie nie zamierzam.

picjumbo.com_IMG_4340

Fot.: picjumbo

TOP 5 tekstów najchętniej czytanych w całej historii Świata zblogowAnego

Początkowo chciałam Wam zaprezentować tylko tę listę: TOP 5 tekstów, do których sięgaliście w całej historii mojego Świata zblogowAnego – zarówno tekstów powstałych pod domeną zblogowany.pl, jak i wcześniej, ale uznałam, że takie zestawienie będzie nieco mało obiektywne. Zbyt wiele stracą ostanie wpisy, które uważam za wartościowe. Choć i tak wyszło szydło z worka – patrz wyżej :) Mimo to postanowiłam pomnożyć TOP 5 tekstów i zaprezentować Wam zarówno Wasze czytelnictwo w ubiegłym roku, jak i jego całokształt od roku 2011.

5. Jego biegun. I mój trochę też…

Jeśli nie widzieliście filmu – nadróbcie. Warto. Nie dla obrazu, nie dla Musiała (okrzykniętego rewelacją, a według mnie grał, bo… musiał. Bez szału), nie dla historii Meli czy zdobywania bieguna. Bo to nie historia o wyprawie na biegun – to historia o biegunach emocji. Wrażeniami po zapoznaniu się z tą historią możecie podzielić się ze mną w komentarzach pod moją relacją z premiery filmu „Mój biegun” i pod moją reakcją na ten obraz. Czekam pod linkiem z miejsca 5.

4. W cyrku radości życia

W czwartym najchętniej czytanym przez Was tekście pozostajemy w temacie ułomności fizycznej (oj, jak tego nie lubimy), która kompletnie nie przekłada się na ułomność w życiu (a to już chyba bardziej). Zarówno postać z filmu o trupie Cyrku Motyli, jak i autentyczna postać Nicka Vujicicia wyciągają rękę (notabene żadna nie ma żadnych kończyn) do wszystkich upadających w życiu i przechodzących kiepskie chwile. Pokazują, że chcieć to móc i nic nie jest w stanie nas ograniczyć. Poza nami samymi. Obejrzyjcie przynajmniej „Cyrk Motyli” – to zaledwie dwadzieścia minut, ale gwarantuję Wam, że ich nie stracicie.

3. Make your nails better!

Jakże stary wpis, jakże inny, jakże uwidaczniający próbę opisania czegoś, czego próbowałam, a na czym się nie znałam (i pewnie wciąż niespecjalnie znam. Chyba nie jestem typową kobietą;), chyba jeszcze inspirowany moim blogowaniem w strefie trendsetterek jednej z firm kosmetycznych. Właściwie to nie wiem, czy powinniście tam zaglądać, ale… zaglądacie bez pytania, bo ten wpis z marca 2012 r. wywindowaliście aż na podium :)

2. Smutna prawda o tym, czy mężczyźni naprawdę wolą blondynki

Nie będę się rozpisywać: najwidoczniej sukces tego wpisu w ostatnich 12 miesiącach nie był przypadkowy :)

1. Tak oto tworzy się historia!

Nie wiem, czy uznać to za przypadek czy niespodziankę, ale ten tekst czytaliście najchętniej nie tylko tuż po dekoracji polskich siatkarzy w Sofii w lipcu 2012 r., ale gdzieś tam w sieci czy czeluściach tego bloga ciągle go wyłapujecie. Cieszy mnie to bardzo, bo pokazuje, że o sporcie można pisać także na blogu niesportowym. Choć w momencie, gdy ten wpis tworzyłam, byłam jeszcze mocno związana z pisaniem o siatkówce dla portalu sportowego, co nieco przekładało się na mojego – wówczas od ponad pół roku już – raczkującego bloga. Ponad 40% treści dotyczyło sportu (właściwie tylko siatkówki), w kolejnych niemal 10% (o ile czegoś nie przegapiłam) wystąpiły powiązania ze sportem (te zaś dotyczyły chyba w całości EURO 2012). Cóż, lubię sport w formie biernej (acz chyba bierną nie da się tego nazwać, bo nie usiedzę spokojnie ani przed telewizorem, ani na trybunach siatkarskich;) i musicie się z tym pogodzić, jeśli macie zamiar nadal do mnie zaglądać.

Macie?