Czego mogę oczekiwać od chłopaka z orłem na piersi?

„Wszyscy komentują, oceniają, swoje trzy grosze wrzucę więc i ja, skoro siatkówka trochę miejsca w moim życiu zajmuje. A, niestety, to, co zobaczyłam (…), sprawiło, że czuję niesmak. Wielu dostało odpowiedź, dlaczego aktualny jeszcze mistrz Polski ma tylu tzw. hejterów, we mnie wzbudziło to pytanie, gdzie są granice działania pod wpływem emocji” – tak pisałam niespełna dwa lata temu po awanturze na meczu finałowym mistrzostw Polski w piłce siatkowej mężczyzn. Co tamte wydarzenia mają wspólnego z niedzielnymi? To, że też nie pamiętam podobnych wcześniejszych wydarzeń o tak emocjonalnie negatywnym wydźwięku.

W tej sprawie padło już wiele słów. W tej sprawie naród się podzielił. Ale w tej sprawie zły przykład, niestety, trafił na podatny grunt. Nie jestem ani specjalistką do tenisa, ani wielką kibicką tego sportu. Znam kilka nazwisk, do jednego mam sentyment przez sentyment do serbskiej reprezentacji siatkarzy. (I rocznik;) No, i przez jedno zdanie, które kiedyś gdzieś przeczytałam, a które w tym momencie już stało się ciałem: otóż ten tenisista jako czterolatek powiedział, że będzie numerem jeden na świecie. I jakby nie patrzeć, takim jest: Novak Djoković. Od czasu do czasu lubię sobie pośledzić jego wyniki i inne jego „występy” na kortach. Podziwiam go za pracę, jaką musiał włożyć w to, gdzie się teraz znajduje. I za to, w jakich warunkach zaczynał. Nie zapominajmy, że urodził się w 1987 r. w Jugosławii, której rozpad, zwłaszcza w latach 90., przebiegał wyjątkowo dramatycznie. „Nole” na pewno nie miał więc łatwo. Być może miał czy nadal ma wielki żal do swojego państwa, że takie kłody mu pod nogi rzucało: wojnę, brak perspektyw dla każdego: w sporcie, biznesie czy w życiu prywatnym. Czy polska tenisowa nadzieja, której w treningach nie przeszkadzały bombardowania, ma więc rzeczywiście na co narzekać? Otóż ma. Ciążą jej oczekiwania. A warunki, w jakich trenuje, to szopa. Za liche 10 mln zł.

Gdy czasami czytałam o Novaku lub podglądałam urywki meczów, chciałam, żeby w Polsce pojawił się jakiś tenisista podobnego pokroju. Zdolny. Pracowity. Niepokorny. Z charakterem. I pojawił się taki Jerzyk. Wyglądało na to, że  może mieć to wszystko. Tylko brakuje mu paru szlifów. Narobił apetytu. Czas mijał, szlifów nie przybywało, ale apetyt nie malał. A teraz on ma o to żal. Bo jak ktokolwiek może oczekiwać, że będzie ciągnął reprezentację Polski w górę? Jak dziennikarz mógł zapytać o wysokość zawieszonej poprzeczki? Przecież Janowicz nie gra ani dla niego, ani dla tych, którym przekazuje informacje: kibiców.

Pomijając poziom pikującego w dół dziennikarstwa, są w tym zawodzie ludzie ludzie z pasją i wiedzą. Spędzający godziny, dni, tygodnie, czasem może i miesiące w drodze za sportowcami. Tymczasem Jurek wszystkich wrzucił do jednego worka. I zrobił to w zwyczajnie bardzo nieładny sposób, którego nie można i nie wypada usprawiedliwiać emocjami. Nie u reprezentanta Polski. Który nie tylko atakował, ale nawet nie dał dojść do słowa adresatowi kontrowersyjnego pytania, wielokrotnie wchodząc mu w słowo. I nie jest ważne, że potem się może uspokoił, że potem może dał spokojnie odpowiedzieć Radosławowi Szymanikowi. Że może pozostała część konferencji wyglądała zgoła inaczej. Ważne jest to, że ten młody chłopak nie potrafi panować nad emocjami i najprawdopodobniej się tego nie nauczy, jeśli uważa, jak jego ojciec, że psycholog jest mu niepotrzebny. Po tym, co pokazał na Torwarze – szczerze wątpię. Psychika w sporcie potrzebna jest mocna – i na korcie, i poza nim. Jurek pod tym względem wciąż nie radzi sobie na żadnym z tych pól, niestety.

Mimo że słabą psychikę i emocje można zrozumieć, nie można pochwalać takich zachowań. Gdy patrzę na wyniki medialnych ankiet, które upewniają Janowicza, że miał rację, zastanawiam się, w jakim my kraju żyjemy. W którym pochwalamy brak klasy i kultury osobistej? Oczywiście, Jerzy miał trochę racji w kwestiach, w których odfrunął daleko od meritum pytania. Ale dla tych kwestii – to nie było to miejsce (Wiejska – to pole dla takich występów!), nie ten czas (dlaczego nie porozmawiał na temat problemów sportowców i przyszłości młodych ludzi z prezydentem tego kraju bez perspektyw, gdy gościł u niego w lipcu ubiegłego roku? Czyżby ówczesna sytuacja zawodowa, biznesowa i prywatna Jerzyka miała związek z ówczesnym brakiem zainteresowania sprawami swoich rodaków i studiujących rówieśników?) ani nie ten adresat (albo ci na Wiejskiej, albo Bronek. Albo ten na Ujazdowskich). Oczywiście, jego głos każe zastanowić się, co z tą Polską, ale takie zachowanie i takie słowa – o braku perspektyw dla nikogo, o tym, ze studenci studiują, by uciec z tego kraju – wypowiedziane takim tonem, zwyczajnie nie przystoją komuś, kto świadomie zdecydował się reprezentować ten kraj bez perspektyw, z którego chce się jedynie uciekać. 

Słowem: nie rozumiem, jak ktoś, kto żyje w kraju, w którym nie widzi perspektywy ani dla siebie, ani dla nikogo, ani w sporcie, ani w biznesie, ani w życiu prywatnym, jak ktoś, kto studiuje tu, by stąd wyjechać, uciec za granicę, w końcu ktoś, kto – może niewielkie – ale dostaje wsparcie choćby finansowe z podatków mieszkańców tego kraju, może wciąż znosić hańbę reprezentowania go. Jeśli jednak podejmuje ten trud, musi się liczyć z oczekiwaniami. Kim ja jestem, że oczekuję? Jestem kibicką i Polką. I od reprezentanta mojego kraju oczekuję godności. Godnego reprezentowania mego kraju. I godnego zachowania. Tylko tyle. I, jak widać na załączonym przykładzie, bywa, że aż tyle.

Puchar Davisa. Janowicz wściekły na konferencji: Kim jesteście, żeby mieć oczekiwania? Tylko krytykujecie

Resztę oceńcie sami i piszcie – jestem ciekawa Waszych opinii. Bo pewnie jeśli nie słyszeliście wcześniej o Jerzym Janowiczu, wczoraj i przedwczoraj usłyszeliście wiele. Bo skoro nawet moja szefowa odnotowała fakt takiego „występu”, to temat jest nośny :) Miał rację? Wybrał dobrą formę?
  • Bardzo ładny wstęp do głównego wątku :) Niby nie podane kto, i kiedy, ale i tak wiadomo o kogo chodzi. Myślę, że w tej kwestii prócz zdania kibiców dosyć istotne wypowiedzi padają z ust innych, polskich sportowców, a te w większości podzielają i Twoje i moje zdanie :) Co ciekawe wśród tych, którzy popierają pana Jerzego są Ci, którzy także jakoś nie przypadli mi do gustu :) Przypadek? Nie sądzę! :D

    I co gorsza, po tak emocjonalnym wystąpieniu cisza, pan Jerzy zapadł się pod ziemię, a więc kultury wciąż ani milimetra. A to, że żyjemy w kraju, w którym ludzi nie obchodzi godność i poszanowanie. To jest właśnie godne pożałowania :(

    Warto przecież wspomnieć, że już w piątek miał miejsce incydent na konferencji prasowej. Co świadczy ewidentnie o nietrzymaniu nerwów na wodzy. Ale jeśli rodzice nie mają wobec pana Jerzego oczekiwań, aby ten zatrudnił psychologa, to… świadkami takich występków możemy być jeszcze kilkukrotnie….

    Pozdrawiam!

    • Ana

      No właśnie… w piątek zapalił się lont, w niedzielę wybuchła bomba. Jestem z tych, którzy uważają, że treść jest ważna, ale czasem forma bywa ważniejsza. I tu forma rzeczywiście okazała się ważniejsza. Choć treść istotna, to tak naprawdę niewiele do dyskursu i życia publicznego wniosła. Do tego owa forma ją przyćmiła, bo pokazała stan polskiego społeczeństwa względem wzajemnego szacunku. A przede wszystkim – ile dla Polaków znaczy reprezentowanie tego kraju.

  • Wielu tenisistów – łącznie z Agą Radwańską – mówi, że ogólnie to jest racja, ale można to jakoś inaczej przekazać. I coś w tym jest. To nie jest tak, że pan JJ nigdy nie otrzymał od państwa ani grosza. Kiedy zaczynał międzynarodowe występy, akurat działał świetnie system pomocowy organizowany przez pana Krauze. Wtedy zaczęły być znane siostry Radwańskie, nagle Polacy zaczęli dochodzić do finałów juniorskich szlemów. Przez dwa lata przed jego wypłynięciem na szerokie wody Ministerstwo Sportu zainwestowało w pana Janowicza 120.000 zł (informacje na stronach sejmowych – żadne tajne). To są duże pieniądze. Ale tenis jest i drogim sportem i stąd takie kurioza, że zawodnik nie mógł pojechać na szlema, na którego się zakwalifikował z rankingu czy że Polonia amerykańska kupowała mu buty (a przynajmniej tak twierdzą ludzie, z którymi rozmawiałam podczas pobytu w NYC). Z jednej strony – wielka determinacja zawodnika, a z drugiej – jednak wielka pomoc państwowa. Dziś pan Jerzy jest gwiazdą i za start w Pucharze Davisa dostaje wydatne startowe od związku. Przez to np. uzdolniona 16-latka Magda Fręch nie dostaje z kasy związku nawet złotówki (i trenuje w szopie). Trudno się dziwić, że JJ bierze startowe, bo biorą je wszyscy tenisiści na całym świecie. Oni sobie pograją 10-12 lat i koniec. Muszą się ustawić na całe życie. Ale chociażby przez to, że z polskiego Ministerstwa bierze pieniądze, od osoby ubranej w barwy krajowe należy oczekiwać szacunku.

    • Ana

      Pełna zgoda! Są i kurioza, są i patologie, ale w tym momencie pan Jerzy już się trochę zapomina, bo i warunki ma niezłe, i kasę też otrzymuje niemałą (a skoro ma problem, to może on leży gdzie indziej, może wypadałoby zapytać, co robi z niemałymi kontraktami sponsorskimi czy gażami za reklamy?). Niejeden sportowiec zaczynał w spartańskich warunkach, wielu ma jeszcze dodatkowe bariery do pokonania – zobaczmy, jakie mają warunki i jakie koszta ponoszą choćby paraolimpijczycy. I raczej nikt takim tonem ich nie wyrzucał, nawet wspominany przez JJ Zbyszek Bródka. Bo nawet jeśli ma się rację, to będąc reprezentantem kraju – jak piszesz – trzeba te barwy nosić z szacunkiem i z szacunkiem do innych tę rację umieć wyłożyć.