Muzycznie zapętlona (1): TOP 5 stycznia

To Wierszokletka uświadomiła mnie o istnieniu SZJU i SZJA – Syndromu Zapętlenia Jednego Utworu i Syndromu Zapętlenia Jednego Artysty. W moim przypadku bywa jeszcze SZJP – Syndrom Zapętlenia Jednej Płyty.

A zdarzać mi się to zaczęło, gdy przestałam słuchać radia. To było zaraz po gimnazjum. Ale pierwszym poważnym przypadkiem nagromadzenia SZJU, SZJA i SZJP był chyba dopiero 4. rok studiów, gdy podczas letniej sesji trafiłam na Youtube na jakąś zlepkę siatkarskich zdjęć (no przecież, uczyć się w sesji nie wypada… ale czego szukałam, że oglądałam jakiś filmik ze zdjęciami – nie wiem. Nawet nie wiem, co to za zdjęcia były – poza tym, że związane były z siatkówką), w których podkładzie usłyszałam kawałek rockowej gitary, a „dzięki” nikłej znajomości zespołu w Polsce spędziłam kilkadziesiąt minut (a może i w godzinach ten czas trzeba liczyć?) na poszukiwaniu piosenki i jej autora. Tak trafiłam na Crash and burn, pokochałam Lifehouse, męczyłam non stop album „Smoke & mirros”, z którego poza Crash and burn SZJU dopadł mnie jeszcze przy Halfway Gone. Kiedyś napiszę Wam jeszcze więcej o chłopakach z Kalifornii, tymczasem dziś będą wstępem do mojego kolejnego muzycznego zestawienia TOP 5. Tym razem pokażę Wam, co najmocniej zapętliło się na mojej playliście w ubiegłym miesiącu.

5. Na pewno już wiecie, że mam słabość do Olsztyna. I olsztyńskich twórców. Im kibicuję, od kiedy usłyszałam ich po raz pierwszy. Kaśkę miałam na wyciągniecie ręki na praktykach w UWM FM. A nigdy nie dotarłam na koncert. Słałam na nich SMS-y na Top Trendach 2011. Liczyłam kolejne teledyski. Potem cierpliwie czekałam na wzmiankę o kolejnej płycie. I gdy tylko pojawiła się pierwsza o pierwszym singlu z kolejnej płyty – „Miniatures”, lotem błyskawicy She Makes Mistakes trafiło na listę najczęściej słuchanych i zapętlanych utworów stycznia. Na zaszczytne jej otwarcie :)

4. Dosyć późno mi się zapętliła, jak na obecność teledysku na Youtube od 7 lipca ubiegłego roku. I jak na to, że taaaakie damskie głosy ubóstwiam. Ale musiało mi przejść zapętlenie innymi utworami, tak? :) Tę wokalistkę poznałam przypadkiem, przez Lights oraz Guns and Horses. Dzięki sąsiadom i współlokatorce koleżanki ze studiów, którzy nie ułatwiali jej ćwiczeń do kortowiadowego Ajdola. I dzięki mojemu spontanicznemu zaproszeniu jej na próby na moją ówczesną stancję. Potem  już gładko poszło – i mnie, i jej: rozkręcałam (tak sobie przynajmniej wmawiam;) jej fanklub podczas eliminacji (dla niej to był pikuś) i gdy z gitarą rozwaliła system w półfinale, by trafić na finał na Górkę Kortowską. Ona szła jak burza, a tymczasem ze mną i Ellie działo się to, co z Lifehouse. I tak przetrwało od kwietnia 2011 do przełomu grudnia  2013 i stycznia 2014, gdy zapętlił mi się ogień, któremu sama pozwoliłam płonąć. I tak sobie płonie do dziś. Słowem: na Torwarze w czwartek mnie nie będzie, ale nikt nie zabroni mi oglądać lotniska w Modlinie (ponoć. Niemniej ten krajobraz jest jednak jakiś taki polski… albo taki chcę widzieć;) w tle za Ellie na miejscu czwartym:

3. Ostatnie styczniowe odkrycie, a już na podium. Obiecałam je Wam w weekendowej playliście. No cóż… musi mu wystarczyć styczniowe zapętlenie :) Fanką teledysku nie jestem (w sensie: widocznego doklejenia polskiej części, wizualnie lepszy jest oryginalny teledysk z Davem Pirnerem), wąsa też niekoniecznie, ale te dwa głosy razem – jak to mówią: jest moc! Zdecydowanie wolę wokal Piotra Roguckiego. I właściwie żałuję, że stosunkowo niedawno zaczęłam poznawać tego artystę, choć obija mi się o uszy od lat.

2. Gdyby nie to, że pierwszą w tym roku wyniesioną z pracy piosenką jest kolejna na mojej liście, napisałabym, że tę piosenkę też poznałam w styczniu w pracy. Skutki braku telewizora i radia. Zapętlania w swoim własnym i ciasnym światku muzycznym. Niemniej skoro to właśnie tej kolejnej dałam pierwsze miejsce w styczniowym zapętleniu, ta musi być, niestety… ex aequo na miejscu 1. Bo gdyby nie ta kolejna, to właśnie ta byłaby pierwsza. Bo wszystko w temacie powie saksofon (kocham!):

1. Kto ma to (nie)szczęście mieć mnie (nie Świat zblogowAny) w znajomych na Facebooku, około połowy miesiąca miał okazję zauważyć tę piosenkę na mojej ścianie z adnotacją do mojego Marketingu (czyli kolegów i koleżanek z z pracy z mojego działu), iż też sobie tę piosenkę ustawię na dzwonek w telefonie. Narobiłam tym nieprzyjemności jednemu z kolegów, który ma bardzo zazdrosną żonę, która ponoć wzburzyła się, jak to tak, co za marketingu i jak my tam pracujemy (dodam, że link do teledysku udostępniłam już po pracy). Co ja zrobię, że usłyszałam w pracy, koleżanki prosiły kolegę (innego), by im ściągnął na dzwonek, a mi się wkręciło i też chciałam? Ostatecznie o dobijających się do mnie wciąż informuje mnie Niecierpliwa, ale Igor wkręcił mi się na dobre. Cały wieczór gwałciłam replay. O tym już informowałam na blogowym fanpejdżu. Bo uwielbiam jego głos, choć nie kibicowałam mu i LemON-owi w MBTM (po prostu nie oglądałam tej edycji). Bo ja uwielbiam takie głosy! A jeszcze w takich kompozycjach… Oto numero uno stycznia (drugie, ex aequo z poprzednim przecież!):

  • oho bez kitu hiciory:) ja sie teraz zastanawiam nad zestawieniem kawalkow 21wieku:P

    • ana

      oho, a to Twojego komentarza obawiałam się najbardziej ;) I jestem bardzo ciekawa Twojego zestawienia – zdążysz przed końcem ferii? :)

      • chciałabym… teraz skrobie walentynkowego posta :P

        • ana

          Ooo, już? Skoro tydzień wcześniej, to na pewno będzie coś interesującego. Ale, mam nadzieję, nie tylko dla par? :)

  • no i gdzie nowy post? no gdzie ja sie pytam? :>

    • ana

      Czeka na korektę w szkicowniku – Ty się byczyłaś 2 tygodnie, dla mnie to jest – mimo szefowej wysłanej do Moskwy na tydzień – chyba najcięższe 2 tygodnie w pracy (a „ciężko” miało się skończyć ze styczniem!). Przez pracę nawet igrzyska traktuję po macoszemu, a to niewybaczalne! :) W każdym razie, mam nadzieję, że nadrobię zaległości w weekend :)