W Zakopanem nie było spoko

Dawno nie było nic o sporcie, niektórzy tylko na takie tematy czekają (prawda, Mateuszu?:), więc dziś wyrzucę z siebie trochę tych sportowych emocji. Dziś takich trochę negatywnych. Bo niedziela miała być dla nas, a przez tę całą tragifarsę to pewnie nawet nie była dla Bardala…

Piątek, 17.01.2014, po południu

To już dziś! Zaraz jedziemy! Zbieram ekipę (właściwie to już się wcześniej umówiliśmy, dziś tylko zbieramy się do kupy:), wsiadamy w auto/pociąg/autobus (niepotrzebne skreślić) i jedziemy przez całą Polskę. Na weekend do Zakopanego. Będzie super! Zobaczymy naszych chłopców i kilku ulubieńców z innych reprezentacji. Szkoda, że kilku odpuściło Zako :( Ale będziemy pozdrawiać Morgiego (bo ma oglądać transmisję!), by szybko wrócił do zdrowia! Gregorowi za to będziemy dmuchać tak, by za daleko nie odleciał (no przecież! Kamil musi wygrać! Albo Janek! Albo Piotrek! Albo… nieważne, najlepszy! Najlepiej jednak rodak, no przecież!:). Będziemy żałować, że nie ma Simiego. Ale będzie fajnie! Zmęczy nas podróż, zmarzniemy (choć tam na południu temperatury to chyba na plusie i problem ze śniegiem – nie to, co u nas!), wydamy w ch…olerę kasy, ale będzie warto!

Sobota, 18.01.2014, późny wieczór. Noc właściwie :)

OK, nie było najgorzej, mogliśmy mieć podium… ale było fajnie! Taaa atmosfera – booooska! Niepodrabialna! Najlepsza na świecie – jak polscy kibice! Po konkursie wyskoczyliśmy na piwo, było drogo, tłoczno, ale… też było fajnie! Idziemy (jak ja dawno nie chodziłam spać po 3… a nie, wróć, tydzień temu była parapetówka u koleżanki z pracy;) spać, bo jutro chcemy połazić po Zakopcu – jeśli oczywiście pogoda dopisze. Ale musi dopisać, bo potem przecież konkurs! A niedziela musi być dla nas!!!

Niedziela, 19.01.2014, godz. 17.00

Ech… co to był za konkurs… raczej „konkurs” – to była farsa jakaś! Tragikomedia! To całe jury zepsuło wszystko! Trzeba było to skończyć w ch…olerę po pierwszej dłuższej przerwie! Te skoki… przecież widać było, że to nie sportowa rywalizacja, tylko loteria! Szkoda mi chłopaków i… tylko chłopaków. Atmosfera pod skocznią była – mimo pogody – WSPA-NIA-ŁA! Ale oni? Oni stali i mokli. Marzli. Czekali. Co z tego, że my się świetnie bawiliśmy (brawa dla organizatorów)? Oglądanie takich skoków, takiego konkursu – to żadna przyjemność. To się powinno było skończyć dużo szybciej! Ech, ta austriacko-słoweńska mafia!

Gdybym w tym roku spełniła swoje marzenie i pojechała do Zakopanego na konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich, tak właśnie mógłby wyglądać mój pamiętnik. Współczuję skoczkom, współczuję też kibicom. Choć ci pierwsi mówili, że mogliby skakać i drugą serię tylko i właśnie dla tych drugich. A ci drudzy sami w swoim gronie na pewno bawili się świetnie i odwołanie zawodów, a przynajmniej to, o co prosiło się w okolicach godziny 16.00 (a nawet wcześniej, nie oszukujmy się) – anulowanie 1. serii i całego konkursu, na pewno by tego nie zmieniło. No, może tylko mniej by zmokli. A może i znalazłoby się paru na tyle niezadowolonych, że chciałoby zwrotu za bilety, kosztów podróży i takie tam, ale tacy zawsze i wszędzie są. I będą. To turyści, nie kibice. Kibice – ci prawdziwi – byliby może lekko zawiedzeni, ale zrozumieliby. Pobawiliby się trochę w świetnej atmosferze, zmokli jak cholera, pożałowali (albo i nie) przejechanej całej Polski, ale przecież zdrowie tych, dla których wielu przebyło tyle kilometrów, jest ważniejsze. I tak czy siak mogli ich zobaczyć.

Wielka Krokiew im. S. Marusarza w Zakopanem, 18.01.2014 (fot. sportowefakty.pl/zimowe)
Wielka Krokiew im. S. Marusarza w Zakopanem (w dn. 18.01.2014; fot. SportoweFakty.pl)

Ale nie, nieee… Trzeba było na siłę próbować przeprowadzić nie tylko jedną, ale myśleć jeszcze o drugiej (!!!) serii skoków. Dla kibiców! Tak? Tych, którzy już wyszli po 1. serii? A odwołać konkurs? W życiu pięknym! Decyzję, że zaczęli skakać można jeszcze zrozumieć – prognozy były ponoć obiecujące, więc spróbować warto. Nie raz, nie dwa odbywały się takie konkursy. Kończyły zwykle jedną serią. Ale w momencie, gdy skoczyli prawie wszyscy, zostawała czołówka i warunki były zbyt trudne – takie konkursy się kończyły. A w Zakopanem? Deszcz lał i woda lała się z torów najazdowych, które dodatkowo mocno rozmiękały, ale konkurs trwał. Kto przy zdrowych zmysłach puszcza w takie tory skoczków? A dobra, pytania nie było. Kto… taaa. Ale w tym tak niebezpiecznym sporcie? Może to nie mamut, ale to nie boisko. Czy ten cały cyrk w Zakopanem miał się zakończyć skokami nie w stylu V, a lotami a’la Morgenstern w Bad Mitterndorf? Czy naprawdę w niedzielę nie wystarczył już cyrk z Alexndrem Pointnerem? Czy w tej chwili ważne było rozegranie do końca zawodów, ba!, nawet tylko tej jednej serii w Zakopanem? Gdy za parę dni igrzyska w Soczi? Naprawdę, warto ryzykować kontuzją dla samej atmosfery?

Po konkursie w Wiśle Kamil Stoch powiedział, że w Zakopanem będzie spoko. Patrząc dziś na „zawody” odbywające się na Wielkiej Krokwi, można powiedzieć jedno: nic tam spoko nie było. Tak, jak zawsze dziwię się kibicom przedwcześnie wychodzącym np. z meczów siatkówki, tak kompletnie nie dziwię się tym, którzy dziś uciekli spod skoczni po pierwszej serii. Albo i wcześniej. To był iście groteskowy konkurs, bez cienia sprawiedliwej rywalizacji. Bez cienia emocji, a te są przecież jednym z najistotniejszych czynników z punktu widzenia kibica. Chociaż nie, emocje były. Nie takie jednak, jak trzeba. Najlepiej wie o nich Pointner. I nasz olimpijczyk Dawid Kubacki, którego w deszczu  maglował pan (nie)Szczęsny. Ale czy o takie emocje chodzi w tym sporcie i wszystkich innych?

> PS: Jedynym promyczkiem w dzisiejszym dniu ze skokami w tle jest informacja o wyborze kadry na igrzyska w Soczi. Kamil Stoch, Jan Ziobro, Maciej Kot, Piotr Żyła i Dawid Kubacki – moim zdaniem, najbardziej optymalny skład polskiej reprezentacji na tę chwilę. Inny – chyba jeszcze nie teraz. Klimek niech nam przywiezie medal z Predazzo.

A Wy co sądzicie o wyborze Łukasza Kruczka? Bo czy pytać Was o dzisiejszy „konkurs, nie wiem. Nie wiem, czy chcę czytać Wasze opinie pełne poparcia dla Waltera Hofera i całego jury ;)

>> PPS: Oczywiście, dziś były też inne promyczki. I to jakie! Justyna Kowalczyk i jej zwycięstwo w biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym ze startu wspólnego – w Szklarskiej Porębie, przed własną publicznością – coś pięknego! Szkoda, że chłopakom w Zakopanem się nie udało, ale przynajmniej połowa zimowych zawodów w naszym kraju się udała. No i meeegawielka dawka emocji w meczu polskich szczypiornistów – co tam jednak wenta! Dwie minuty i z 27:30 robi się 31:30! Oni to wiedzą, jak podnieść człowiekowi ciśnienie – kawa zbędna. BRAWA! Ale i Justyna, i chłopaki, to jednak nie moje koniki, wybaczcie więc, że wybrałam inny, mniej przyjemny temat :)

Pamiętajcie, że jestem też tu: fb logo i tu:  :)

  • To wywołany to tablicy melduję się jako pierwszy :) Przyznam szczerze, że mnie ta farsa w Zakopanem ominęła. Akurat w niedzielę było w czym wybierać jeśli chodzi o transmisje sportowe i wybrałem siatkę i ręczną :D Gdzie co jakiś czas przełączałem, żeby zobaczyć co się dzieje na Wielkiej Krokwi, ale tam nie działo się nic… A nie przepraszam kłótnia Waltera z Pointerem – panowie zagwarantowali emocje na Wielkiej Krokwi i chwała im za to, bo tak nie byłoby czego wspominać :D Można żałować, że konkursy w Zakopanem, o których mówiło się tyle dobrego, do których skoczkowie wracali z miłą chęcią pojawiła się ryska, owszem nie zawiniona przez nas, ale trzeba przyznać, że niesmak pozostał :(

    Może i dobrze, że w tym toku się nie wybrałaś :P Za rok powinno być lepiej :P A jak nie skoki to może biegi, radość powinna być murowana, bo Justysia u siebie w klasyku nie zwykła przegrywać :P

    Pozdrowionka!

    • ana

      Oj, faktycznie, było w czym wybierać :) U mnie skończyło się na skokach i końcówce (nie wiem, czy na szczęście;) meczu naszych szczypiornistów. Szczerze mówiąc, gdyby nie ta kuriozalna sytuacja, w ogóle nie zanotowałabym w pamięci, że w niedzielę był konkurs… nasze kochane Zakopane, a taki cyrk! A za rok to może jakieś ferie sobie w tym czasie w górach zrobię? ;) Bo jednak jestem z tych, co to kilka pieczeni przy jednym ogniu lubią upiec, a na same zawody w jednak ostatnio dość niepewnym zimowo czasie – niech jeszcze się tak potoczą (odpukać!) jak tegoroczne – niekoniecznie jest sens tłuc się jakieś 600 km w jedną stronę (i to pewnie najkrótszą trasą) – jak szaleć, to szaleć co najmniej tydzień :)

  • ale Ty jesteś pracowita! Taki post napisać, to na prawde trzeba być przejętym:D Ja się nie znam na sporcie:( ale teraz dowiedziałam się czegoś nowego!

    • ana

      Pracowita? Bywajet ;) Ale ja skończyłam dziennikarstwo, ja uczyłam się lać wodę. Ba! Najgorszy egzamin, na który nie miałam czasu się czegokolwiek nauczyć, zdałam na 4,5 właśnie dzięki laniu wody wokół paru haseł (a ile się napociłam, drążąc, że ta jedna z dwóch dwój na całym roku, to moja, to… moje;) :D

      A sport – cóż, jeden z moich koników. O siatkówce wielu moich znajomych nie może słuchać :) Ale różne są pasje i zainteresowania – ja u Ciebie dowiaduję się wielu nowości :)

  • A ja jestem za tym, żeby w Suwałkach wybudowali skocznię, tory bobslejowe i saneczkarskie, lodowisko do carlingu, no i stok narciarski (choć już jeden jest ale przydałby się większy) – tam zawsze śnieg dopisuje, no i miałabym blisko :) Na wiatr niestety nie ma rady :( chociaż chyba jakaś skocznia ma specjalne „wiatrochrony” prawda?

    P.S. Suwałki i Białystok powinny być polskimi zimowymi stolicami. U nas leży z pół metra śniegu (minimum) no i jest -20 :) Sama natura, zero dośnieżania :)

    • ana

      Moja mama powiedziała prawie to samo – nie tyle w Suwałkach, co „u nas” :D Białystok i Suwałki (do „Suwałków” mam nieco dalej, ale Białystok to już niemal w zasięgu ręki;) chyba są zimowymi stolicami – oba miasta kojarzone są z białymi misiami, w Suwałkach nawet na maskotkę go wybrali, a po Krupówkach to biały miś musi chodzić, żeby go z nimi kojarzyli :P

      A co do skoczni i wiatrochronów – pewnie nawet na niejednej mocno z wiatrem związanej są, ale mi się najbardziej kojarzy Kulm. Może tylko przez Morgensterna, ale wydaje mi się, że ostatnio to chyba właśnie tam widziałam te zasłony na wiatr.