Marzenia do spełnienia (1/5)

Od kilku(nastu) dni piszę gdzieś tam na facebooku, że w Świecie ZblogowAnym pojawi się nowa zakładka. Ale ciągle coś staje na przeszkodzie. A to praca: nadgodziny, zmęczenie, zabrana do domu… A to problemy techniczne, bo Misiek odmawia współpracy – mimo niedawnych prac konserwacyjnych i gruntownego oczyszczania. A to zasiedzę się na Waszych stronach i blogach. A to rozlenię się i wolę film. A to zaczytam w tradycyjnej lekturze: książce lub czasopiśmie. A coś tam znowu… I jak stanęłam na 33 punktach z 50, tak dopisałam ledwo 7. Pomyślałam więc, że może tematem zakładki, czyli nowej strony w menu na blogu, podzielę się z Wami w częściach. Będzie na pewno ciekawiej.

Co będzie tematem zakładki? Odpowiedź macie w tytule tego wpisu. Będzie to lista moich celów na najbliższy rok i kolejnych parę (-naście? -dziesiąt? O ile tyle przetrwa blog;) lat. Bo to nie będzie stała lista – wpisy, których serię dziś rozpocznę, będą uzupełniać tę listę. Ale nie tylko. Jej kolejno dopisywane punkty – czyli w każdym z pięciu zaplanowanych wpisów po 10 – będą… zmieniać swoją kolejność w finalnej liście, czyli TU. I tak aż do ostatniego pięćdziesiątego. Dopiero wówczas lista zyska ostateczny kształt, w którym pod numerem 1. pojawi się marzenie nie tyle najskrytsze, co to najbardziej wyczekiwane. To, do którego najmocniej dążę. W tym momencie. Bo – kolejna niespodzianka – lista będzie się zmieniać. Zawsze będzie w niej 50 marzeń do spełnienia. Ale gdy spełnię jedno, będę je wykreślać (to, że będzie wykreślone, nie oznacza, że zniknie – ono pozostanie na stronie jako symbol sukcesu. Czy raczej: osiągniętego celu), ale w zamian dopiszę kolejne. Dlaczego tak? Cóż, kiedyś nie byłam taka mądra, kiedyś tylko zainspirowana cytatem z Paulo Coelho stworzyłam pewną formułkę, którą wklepywałam w tej lub podobnej formie w niemal każde elektroniczne życzenia. A brzmiała ona mniej więcej tak: „życzę Ci nie spełnienia, a SPEŁNIANIA MARZEŃ – tych większych i tych mniejszych, ale nie wszystkich od razu, bo tylko możliwość spełniania marzeń jedno po drugim sprawia, że życie przestaje być nudne i staje się fascynujące”. Dlatego będę tu utrzymywać na stałym poziomie liczbę marzeń do spełnienia. Bym do końca świata i o jeden dzień dłużej ciągle miała o czym marzyć i do czego dążyć. Czego sobie i Wam życzę :) A teraz zapraszam do lektury pierwszych 10 marzeń. Kolejność – na tę chwilę zupełnie przypadkowa.

weheartit.com

10. Niedawno o tym pisałam, o, TUWyjazd na Puchar Świata w skokach narciarskich do Zakopanego. Tylko tyle i aż tyle. Wybieram się tam już od x lat. Tak naprawdę to chyba od kiedy kuzyn opowiadał, jak to fajnie było w Harrachovie, choć polscy kibice się nie popisali i śnieżkami potraktowali Svena Hannawalda. On na zawody pojechał za granicę, bo miał blisko. Ja wtedy mogłam pomarzyć nawet i jedynie o Zakopanem… Zazdrościłam mu po prostu, ot co. To był  2002 rok, ledwo od ziemi odrosłam, w połowie gimnazjum byłam, zamiast się uczyć (a i tak miałam najlepszą średnią w szkole, nie chwaląc się;), książki po nocach czytałam. A w weekendy kciuki za Adasia trzymałam (nawet nie czuję, kiedy rymuję:). Od kiedy – nie pamiętam. Pewnie od kiedy przypadkiem przy obiedzie włączyliśmy telewizor, w którym własnie toczyła wojna polsko-niemiecka, ale jeszcze tej spod znaku Schmitta. Czyli musiał to być zapewne pierwszy sezon Adasia zakończony zdobyciem Kryształowej Kuli, czyli 2000/2001. Małyszomanii nie dało się nie porwać, od 2005 roku dodatkowo żyję Stochomanią. I to chyba gdzieś w okolicach mojej matury zaczęło się rodzić TO marzenie. Uśpione w latach mojego nawiedzania świątyni Uranii, z nową siłą odrodzone chyba około 2009-2010 roku, niespełnione do dziś. Słowem, żałuję, że nie udało się podczas studiów, choć z Olsztyna miałam jeszcze dalej niż teraz. Ale miałam na to całe 5 lat, a licząc tylko lata odrodzenia – wciąż pozostało ok. 2 lat. Niemniej okres studiów – pamiętajcie o tym, studenci, i korzystajcie, ile wlezie! – to właściwie czas bez żadnych zobowiązań. Kolokwia? Egzaminy? Dwa kierunki? Trzy? Nieszczęśliwa miłość? Praktyki? Pierwsze prace? Czym to jest wobec „dorosłego” życia i jego codziennych problemów! Choćby z zadysponowaniem terminu urlopu (którego jako takiego nawet nie mam). Albo kasy, boś akurat bezrobotna/bezrobotny…

9. Rozpisałam się powyżej, to teraz będzie krótko, może niekoniecznie zwięźle i na temat. Pozostajemy w temacie sportu. Bilety mają być w marcu, trzeba więc się sprężać. Na pewno nie uda się być wszędzie i na każdym meczu Polaków – o ile mnie nie wyrzucą z pracy, to… no właśnie, czas mój i możliwości ogranicza praca. Chciałabym, by udało się wybrać choć na 1-2 mecze. Liczę, że chłopaki spokojnie wyjdą z I fazy grupowej, więc tę sobie odpuśćmy. Mecz otwarcia na Narodowym – tym bardziej. Najfajniej byłoby wybrać się dopiero na najważniejsze mecze, czyli te ostatnie. W tym finał w magicznym Spodku. 21 września 2014. A może uda mi się wyciągnąć koleżankę w ramach prezentu urodzinowego? :) W każdym razie punkt kolejny to: wyjazd na mecz(e) Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn 2014.

8. Zmieniamy tematykę? OK. Tym razem już krótko, zwięźle i na temat :) Co najmniej raz w roku sprawdzać, jak smakuje życie, niekoniecznie w walętynki, czyli zaliczyć koncert chłopców – Enejowców!

7. Skoro już jesteśmy przy muzyce, to kiedyś mi się zamarzyło coś głupiego. Aktorką nie będę (choć kiedyś w szkole, jeszcze w podstawówce, dostałam 6 z języka polskiego za perfekcyjne wykucie tekstu i świetną grę w inscenizacji fragmentu Balladyny. Grałam… Pustelnika. Moja broda z waty i worek pokutny też były niczego sobie:), ale kocham muzykę (do pewnego stopnia ciężkości), więc skoro w filmie zagrać mi się nie uda, to może choć uda się kiedyś wystąpić choć w jakimś teledysku… nawet całkiem przypadkiem… a może czy co coś? :) Ale w sumie teledysk do Mydełka Fa  już jakiś jest :(

6. Zostać własną szefową. Czy muszę coś dodawać? :)

5. Co najmniej raz w roku odwiedzać Olsztyn. Czy to ramach punktu 8., czy to w ramach punktu 4., czy może absolwenckiej Kortowiady, czy na zaproszenie (częściej: wproszenie się do:) koleżanki ze studiów, czy z jakiegokolwiek innego, nawet urojonego, powodu. Raz w roku – co najmniej! I kropka! (O tym, że Olsztyn kocham przekonaliście się już zapewne kilkukrotnie – ostrzegam, o Olsztynie będzie często i gęsto! Tego miasta nie da się nie lubić!:).

4. Co najmniej raz w roku być na meczu AZS-u Olsztyn. Tak jak punkt powyżej, od opuszczenia murów UWM-u to marzenie udaje mi się spełniać. I mam nadzieję, że tak pozostanie! (O tym, że AZS Olsztyn to moja ulubiona drużyna też już zapewne przekonaliście się kilkukrotnie – tu też ostrzegam, o tym zespole i siatkówce w ogóle również może być często i gęsto! Jak to u fanatyczki. Sportu!;).

3. Napisać książkę. Może tylko nowelkę. Albo opowiadanie. Nawet do szuflady. Ale napisać i być z tego dumna! :)

2. Posiąść własny komplet wielkich słowników: języka polskiego, poprawnej polszczyzny, ortograficzny, interpunkcyjny… (preferowane wydawnictwo: PWN. Jakoś tak się do niego przyzywczaiłam, a choć lubię zmiany, to niekoniecznie chętnie je uskuteczniam). To nie wstyd z nich korzystać, to wstyd robić błędy i się jeszcze wykłócać, że nieważna forma, ważna treść. Owszem, ale treść traci wartość, gdy jest usiana błędami. Jeszcze bardziej ją traci, gdy te błędy utrudniają płynne czytanie. Jeszcze bardziej, gdy wpływają na zrozumiałość wyrwanych z kontekstu fragmentów tekstu. A właściwie jej brak. A już najbardziej – gdy niezrozumiały staje się cały tekst. Słowem: chciałabym „po godzinach” zajmować się pisaniem, korektą. Niestety, przez aktualną pracę częściej miewam językowe wątpliwości. I po to mi komplet ściągawek :) Własnego nie posiadam, korzystam z internetowych oraz domowej biblioteczki rodziców i rodzeństwa (rodziców – wiadomo, kupowali dla nas. Poza tym siostra dostała dwa porządne tomy na I Komunię. Ale to razem jest komplet, który musi zostać tam, gdzie jest. A ja potrzebuję własnego – takiego, który pojedzie ze mną na koniec świata:).

1. Zakupić jakiś sensowny tablet. Z klawiaturą. By nie ciągać Miśka tak często ze sobą, bo chłopak trochę waży. I w jego przypadku starość to nie radość, to wolność. W sensie: wolniej pracuje. A ja np. chciałabym, spełniając marzenia numer 10, 9, 8, 7, 6… wszystkie powyżej!, mieć też z Wami kontakt. Móc podłączyć się pod sieć, wrzucić Wam fotkę na fejsbunia i króciutki wpis na bloga. Robić to wszystko sprawnie i w znośnej wielkości ekranu. Bez mocno zaawansowanych funkcji. A może wystarczy jakiś zgrabny smartfon? ;)

Tyle na dziś. Kolejna porcja – po kolejnym odcinku playlisty. Nie obiecuję, że od razu po – obiecałam Wam też inny projekt, który mam nadzieję zacząć jeszcze w styczniu :)

A tymczasem komentujcie. Albo w komentarzach, albo na fb logo , albo na Twitter_logo_blue :)

A od teraz jestem już na Bloglovin’!

  • 6 i 3 to również moje marzenia, oj żeby życie było od razu takie proste i piękne mogłybyśmy sie już jarać! ale póki co, trzeba ciężko pracować:D

    • ana

      Ale to już połowa sukcesu! W drugiej połowie będzie się można już jarać ;)

  • 3… 3… 3… 3mam kciuki i za Ciebie i za siebie (u mnie to work in progress stad mało wpisów na blogu… zwlaszcza ze pracuje nad dwoma jednocześnie :D ambitnie jak na pierwszy raz, nie? ;) ale to info w sekrecie ;) )

    • ana

      I po co to było, po co? Teraz będę wypatrywać po wydawnictwach! Trzymam kciuki za bestseller! :)

      • ;) dam znać, jak skończę (a końca nie widać, nie widać, nie widać – Majewski mi się przypomniał;) )… ok, końca pierwszej można się jeszcze dopatrzeć, bo jest oparta na researchu, a właśnie wczoraj otworzyły się przede mną drzwi do niezbędnych zasobów (czyt. dostałam przepustkę do biblioteki uniwersyteckiej), a druga… hobbystycznie piszę po kilka stron… ale jak na razie zgubiłam się we własnej fabule :D

        • ana

          I pewnie nie zdradzisz, jakiego to typu fabuła? :)

          • fantasy/romans… :> uściślając, zgubiłam się w części związanej z romansem… ;)

          • ana

            Czyli będzie ciekawie! Chcę autorski egzemplarz z autografem! Tzn.: poproszę :)

  • Trzymam kciuki! Gdybyś potrzebowała większej motywacji i konkretnych technik do realizowania celu – pisz śmiało!Serdeczności

    • ana

      Dzięki i trzymam za słowo :)