Zmiennik, odc. 3. Jak zostać skowronkiem?

Nie martwcie się. Tego się tu… nie dowiecie :) Przykro mi. Możecie co najwyżej pokibicować sowie Anie w przemianie w skowronka. A przynajmniej w wypoczętą sowę :)

Wstawanie o 5:00 nie należy raczej do przyjemności i podziwiam osoby, które tak bladym świtem zrywają się na równe nogi. Chadzają spać po 23:00, a mimo to przez calutki dzień są pełne energii. Ja też tak chcę! Bo mam wrażenie, że z każdym dniem wstaje mi się coraz gorzej. A od zawsze wstaje się  na dźwięk budzika. Kolejnego. Bo pierwszym jest jeszcze – ha! tu Was zaskoczę! Bo żadne 5 minut. U mnie drzemka trwa 7 :) Więc po pierwszym dźwięku przekręcamy się na drugi boczek i czekamy 7 minut na „Dobryj deń, dobryj deń!”. A potem kolejne 7 minut i „Hello! Hello!”. I tak od trzech do może sześciu razy. PrzeIiczcie sobie sami, ile mogę wstawać. Najwyższy czas z tym skończyć. Bo to tak naprawdę nie pozwala mi lepiej wypocząć, a męczy mnie i usypia na cały dzień. Całe szczęście, że w pracy często gęsto mam tyle roboty, że przyśnięcie mi nie grozi. Dzisiejsze bieganie (a mam wrażenie, że pół dnia spokojnie przekoczowałam przy biurku…) czuję w stopach do tej pory. Skoro więc Ana powiedziała sobie dość, poszukała poradników, jak spać krótko i się wysypiać, i do tego być pełną energii nawet po trzech godzinach snu. I jeden poradnik jej się spodobał. Ten, który mówił: Broń cię panie wyskakiwać z łóżka jak strzała! Spokojnie, poleżeć, poprzeciągać się, nie spieszyć się… Heloł, ja tak robię – niby po co mi tyle drzemek?! Więc szukałam dalej, a tam kolejne dobre rady*:

  1. Postaw budzik w takiej odległości od łóżka, abyś musiał z niego wstać, aby wyłączyć alarm… taaa, mnie to nie przekona. Bo ja i tak pod każdym pozorem wrócę do łóżka i ustawię drzemkę. Żadne przeciąganie, obroty głową, skłony, odsłonięcie czy otwarcie okna (zimą? Brrr!), głęboki wdech, uśmiech, wyjście na balkon (na co?), spacer do łazienki (ja po nim wracam w oczekiwaniu na kolejne „Hello! Hello!” – tu nawet drażniący dźwięk budzika nie pomaga. Mimo mojej miłości do Eneja, tę piosenkę trawię już tylko w wersji live. A budzik mnie i tak nie drażni). Kawy nie pijam na pusty żołądek, więc to też nie dla mnie… No, i najważniejsze: odstawienie budzika daleko od łóżka jest ryzykowne, bo to budzik w telefonie. A pewnie i inny nie byłby lepszy – ja mam, stety bądź niestety, twardy sen :) ×more sleep
  2. Słanie łóżka odpada w przedbiegach. ×

  3. Wyjść z pokoju, w którym śpię, też nie mam za bardzo jak… ×

  4. Planowanie przed zaśnięciem: „Jutro na pewno wstanę o…”, a budzik nastawię 5 minut później – tu muszę przyznać, że częściej niż rzadziej się udaje. Ale te drzemki… ±

  5. Poranny dialog typu: „Jeszcze 5 minut…”, „Ale może jeszcze kolejne pięć…”, „Ależ mi się nie chce, jak wstanę to trza lecieć do tej cholernej pracy…”, „A na dworze na pewno jest szaro i zimno!”, „A tak cieplutko i przyjemnie…” rzeczywiście nie pomaga. ν

  6. Nie kładź się, kiedy nie jesteś śpiący. Przecież ja nigdy nie chodzę spać, gdy jestem wypoczęta… Niestety, mój organizm tylko w początkach mojej pracy wiedział, kiedy powinnam pójść spać, aby dobrze funkcjonować, ale zupełnie nie przestawił się na taki cykl dnia i nocy, jakiego bym sobie życzyła. No, może jedynie granicą dnia jest dla mnie północ. Na studiach, przed i po różnie to z tą granicą bywało ;) ×

  7. Wycisz się przed snem. Tego nie próbowałam. ?

  8. Przed pójściem do łóżka zawsze przewietrz pokój. Okej, nie zawsze to robię, ale często. Zawsze mam natomiast rozszczelnione okno. Bo pamiętam, że zdrowemu snowi sprzyja temperatura poniżej 20 °C. A raczej wiem, kiedy podczas snu mam w pokoju wyższą. Budzę się wtedy i nie mogę spać. Lato to dla mnie mały koszmarek pod tym względem. ν

  9. Żadnego czytania ani jedzenia w łóżku. Łóżko powinno Ci się kojarzyć tylko ze snem. I seksem. Dajcie mi większy pokój, bym mogła wstawić więcej mebli, będę tylko spać w łóżku. ?

  10. Dobrze jest mieć specjalną bieliznę – najlepiej wygodną piżamę. Wiecie… ja to bym najchętniej spała jak mnie Pan Bóg stworzył ;) νGrafika z: weheartit.com

A skoro nic na mnie, zdeklarowaną sowę, nie działa, z Wami podejmuję wyzwanie. Za 30 dni rozliczcie mnie z listopadowego postanowienia, jeśli sama nie stawię się z raportem. Będę próbować i na pewno zdam Wam relację, czy mi się udało. A jeśli tak – co mi pomogło. I czekam na Wasze rady, oczywiście! Tylko nie piszcie mi, żebym zrobiła sobie dziecko, bo to pomaga na wszystko. Na nudę, na organizację czasu itepe. Ostatnio wyjątkowo często słyszę to w pracy. A w tej kwestii nasz wydział handlu zdecydowanie zbyt mocno zawyża średnią – w całym biurze, a co dopiero na moim piętrze! ;)

Zatem: minimalizujemy serię drzemek do maksymalnie jednej i wstajemy codziennie o tej samej godzinie. W punkt. Nie pięć minut w tę czy we wtę. Niech to będzie na początek 6:30. Stoi? :)

A już w następnym odcinku Zmiennika… pokażę Wam, jak organizuję… a, nie powiem! Wiecie już, że w pokoju poza łóżkiem niewiele więcej mi się mieści, więc możecie się domyślić, co będę porządkować. Tym razem pokażę efekt i realnie zastosowane rady wszystkich perfekcyjnych pań domu, jakie znajdę w sieci :) A poza tym napiszę, jaki procent porządków w znajomościach na fejsie mam już za sobą i co mi one dają.

* teksty napisane kursywą mniej lub bardziej dokładne cytaty z różnych internetowych poradników, zebrane głównie TUTU

  • Amisha

    Nie wierzę ludziom, którzy wstają o 5 chadzając spać około północy a w dzień są full of energy. Dupa nie prawda. W którymś momencie ściemniają.

    Ja jestem skowronkiem – jak wcześnie pójdę spać to mogę wstać rano (5 za wcześnie mimo wszystko, choć tak właśnie zawsze się budzę) i wtedy mogę działać. Mogę wszystko. Na wieczór już nie mam tyle sił i energii, bo ileż jej można mieć? Praca i dzieci (są naprawdę uciążliwe) sprawiają, że około 19-stej (zwłaszcza w te jesienno-zimowe wieczory) już mam dość. 7 godzin snu to moje minimum. 8 – extra!

    Ja też używam drzemek, ale wiem na ile mogę sobie pozwolić i to mnie zmusza, by nie odwlekać ich w nieskończoność, bo jak przegnę 10 minut to potem sama siebie i dzieci jestem gotowa zabić z nerwów i pośpiechu. A oni też – jak zagonię na chama spać o 8 to wstają jak aniołki a jak pofolguję – jest poranny horror. Więc dla mnie Ano – dzieci są jednak najlepszym motywatorem wstawania. No i – niestety – prawda taka, że wcześniejsze pójście spać usprawnia ten proces znacznie.

    Masz sztywne godziny pracy? Jak np. ja – 7-15?

    Aha – jedzenie w łóżku – nie, bo nie cierpię okruszków i innych resztek ale czytanie – JASNE.

    Na koniec – jak by nie kombinować, ranne wstawanie jest super i pożyteczne, ale jak człek niewyspany – katorga… Więc wcale Ci się nie dziwię, że szukasz złotego środka ;).

    No to czekam na organizer w pokoju ;).

    Pozdrawiam!

    • ana

      Czytam Ciebie i słucham koleżanek i kolegów w pracy (bezdzietnych to tam niewiele), to czasami stwierdzam, że taki żywy budzik chyba byłby najlepszym motywatorem dla mnie :)

      Niewyspany albo przespany – to jest katorga. Zwłaszcza jak w pracy masz sajgon. A złoty środek znaleźć się tak łatwo nie daje, nicpoń!

      Moje sztywne godziny pracy… nie są sztywne :) Zaczynałam 7-15, chyba z miesiąc to potrwało, potem chodziłam 8-16, potem dowalono mi tzw. doszkalanie, czyli 7-15 + 2 h po pracy, teraz chodzę 7.30-15.30 i nigdy w pracy nie spędzam 8 h. Po 85-leciu, tworząc album na wizytę kontroli zza wschodniej granicy, o 15.30 wychodziłam po raz kolejny do fotografa. Z wizytą na krótkie zakupy w Biedronce powrót po pracy odnotowałam w punkt 20.00 :)

  • A może, by tak nastawić budzik jeszcze 5 minut szybciej :P Osobiście muszę powiedzieć, że nie mam problemu ze wstawaniem z łóżka, nie wiem być może dlatego, że często albo w ogóle nie budzi mnie budzik lub wstaję gdzieś koło 9-10 :D. I nie polecam jedzenia w łóżku :P z kolei mogę napisać, że warto mieć coś wygodnego na sobie, chociaż niekonieczne trzeba….
    Pozdrawiam!

    • ana

      Mateusz, 5 min? U mnie to tak nie działa :) Ale na pewno to, co teraz dzieje się ze mną o poranku, ma związek ze stylem życia. Nieważne, jak wiele miałam zajęć – czy tylko na uczelni, czy i poza – przez te 5 lat w Olsztynie nigdy nie miałam takiego problemu ze wstawaniem. I też z reguły wstawałam ok. godz. 9-10, choć nigdy nie wyłaziłam z łóżka niepotrzebnie wcześnie, a gdy mogłam sobie na to pozwolić, robiłam „piżama day” i przełaziłam dzień w koszulce i spodenkach, które robiły mi za piżamy. Bardzo często miałam też takie meczowe soboty czy niedziele, że ubierałam się dopiero przed wyjściem na mecz :)

      Kurczę, ale ja jem siedząc tylko na łóżku – jedzonko zawsze mam poza łóżkiem. Czasem jakieś chipsy czy coś na seans filmowy zabiorę ze sobą pod kołderkę… i po seansie zwykle jest dramat :P

      A co do wygody – patrz pkt. 10 :) W przeciwieństwie do mojej współlokatorki zza ściany, która śpi w pełnej bieliźnie, ja lubię luz i wygodę. Czyli – patrz pkt. 10: drugie zdanie opisuje ideał (na który jednak niespecjalnie człowiek może sobie pozwolić :P ).